Oszukać przeznaczenie?

Oszukać przeznaczenie?

Powiem Wam szczerze, że nigdy nie zastanawiałem się głębiej nad sensem ścigania… Po co to robimy? Co w tym wszystkim jest tak pociągającego? Adrenalina, emocje, chęć udowodnienia innym, albo samemu sobie, że jest się lepszym? A może po prostu potrzeba zaspokojenia własnego ego…


Nie wiem, ale weekendy takie jak ten – miniony, powodują, że po raz kolejny zwalniam i myślę po co to wszystko…
Od małego fascynował mnie żużel, pamiętam jak będąc małym chłopcem po raz pierwszy na stadion przy ulicy Wrzesińskiej 25 w Gnieźnie na mecz zabrał mnie mój ojciec. W zespole Startu jeździli wówczas m.in. bracia Tomasz i Adam Fajferowie, Jacek Gomólski czy nieżyjący już Antonin Kasper. Nigdy nie zapomnę też śmiechu publiczności, gdy na torze pojawiał się Szczepan Kulczak czy wieczny rezerwowy – Rafał Sosna. Kulczak z czasem jeździł coraz lepiej ale urodzony w Mogilnie Sosna był po prostu nieporozumieniem… Facet najwyraźniej nie miał smykałki do jazdy, bez względu na to czy jechał na prostej czy po łuku w złożeniu to napinał się jak struna, gibał na motocyklu, w reszcie zawsze kończył na zewnętrznej, często po prostu lądując na drewnianym płocie. Chłopak aż się prosił o guza! Dmuchanych band przecież jeszcze nie było. Dlaczego o tym piszę? Bo wzięło mnie na wspomnienia, po raz kolejny zresztą… Poza tym, cały czas nie mogę dojść do siebie po minionym weekendzie…
W Zielonej Górze w niedzielę – Darcy Ward – koszmarny wypadek w ostatnim biegu w wygranym przez Falubaz 57:33 meczu z GKM Grudziądz. Wynik w tym momencie, nie ma znaczenia. Daj Boże, żeby chłopak wyszedł z tego… Nie wyobrażam sobie, aby do końca życia miał jeździć na wózku inwalidzkim! On urodził się, aby cieszyć tysiące kibiców swoją wspaniałą jazdą na motocyklu…
Niedaleko Magdeburga, na torze Oschersleben rozegrano 6 rundę w serii ADAC Junior Cup. W tych zawodach udział biorą 14-15 letni chłopcy, którzy ścigają się na motocyklach KTM RC390 o mocy 38 koni mechanicznych. Tuż po starcie do sobotniego wyścigu doszło do tragedii, po tym jak trzech zawodników wpadło na siebie. W wyniku odniesionych obrażeń zmarł 14-letni Jonas Hahle. W sierpniu życie na torze wyścigowym w wyścigach motocyklowych serii Alpe Adria na Hungaroringu stracił Słoweniec Berto Camlek. W serii IDM czyli w Międzynarodowych Mistrzostwach Niemiec w rozgrywkach pucharowych Suzuki Gladius Trophy śmierć poniósł 55-letni Richard Neumann. W lipcu na tym samym torze – Schleizer Dreieck w Turyngii w wyścigu motocykli zabytkowych zginął 20-latek. Do tragedii doszło też za oceanem. Na torze Laguna Seca zginęło dwóch Hiszpanów. Ale to już zupełnie inna historia.
Nie macie już dość? No to jakby tego było mało, w poniedziałek wieczorem świat obiegła informacja, o tragedii w serii IndyCar na torze Pocono Raceway w Pensylwanii i śmierci Justina Wilsona. 37-letni Brytyjczyk, były kierowca F1 w zespołach Minardi i Jaguara, został trafiony odłamkiem z bolidu, który rozbił się chwilę wcześniej. Wilson z rozległymi obrażeniami głowy, w stanie ciężkim został przetransportowany do szpitala, gdzie nie odzyskał przytomności i zmarł. W IndyCar ścigał się od 2008 roku. Osierocił dwójkę dzieci. Ahh… Wydawało mi się, że po tragicznej śmierci innego Brytyjczyka – Dana Wheldona w 2011 roku, Formuła Indy nie będzie przeżywać już takich tragedii. Znów się pomyliłem….
Wracając do dwóch kółek. W lipcu miał miejsce słynny wyścig na wyspie Man. Zginął Franck Petricola i według różnych źródeł był 141 ofiarą tego przerażającego a z drugiej strony fascynującego wyścigu ulicznego. 32-letni Francuz debiutował w Tourist Trophy. Co ciekawe, rok wcześniej startował w nie mniej słynnym wyścigu North West 200 rozgrywanym w Irlandii Północnej. Tam również uległ poważnemu wypadkowi i przez kilka miesięcy był w śpiączce. Mimo wszystko, znów wsiadł na motocykl i wystartował…
Pewnie słyszeliście też o podobno najszybszym wyścigu ulicznym na świecie – o Grand Prix Ulsteru. Organizatorzy imprezy szczycą się tym, że robią lepszą pod wieloma względami imprezę niż ta, która jest na wyspie Man, ale do rzeczy. W tym roku, dokładnie 8 sierpnia też doszło do tragedii. Na wzgórzu Deer’s Leep na swoim Kawasaki ZX-6R rozbił się Szkot Andy Lawson. 24-latek zmarł następnego dnia w szpitalu.
Właśnie teraz w ostatnim tygodniu sierpnia odbywa się wyścig na wyspie Man dla motocykli klasycznych. Rywalizację podzielono na dwie kategorie, gdzie głównym kryterium był wiek pojazdów i szereg klas. Wielki zlot miłośników motocykli sportowych z przed lat, połączony z efektowną paradą i prawdziwym ściganiem potrwa do niedzieli… Oby tylko bez strat w ludziach… Chociaż już dotarła do mnie informacja, że w poniedziałek podczas treningu wywrotkę na wysokości School House przed miejscowością Ramsey miał Adrian Bowman. Po przewiezieniu do szpitala okazało się, że zawodnik nie doznał poważniejszych urazów.
Zastanawiacie się po co o tym wszystkim piszę? Ja też… Jeżeli myślicie, że chcę kogokolwiek moralizować, zniechęcić do motosportu, to jesteście w błędzie. Kocham motosport, jego historię, przepiękne dziedzictwo, ideały czystej sportowej rywalizacji, które w większości przypadków nijak mają się do realiów współczesności! Z drugiej jednak strony, przeraża mnie to, jak balansujemy na bardzo cieniutkiej krawędzi między życiem a śmiercią… Wiem, wiem błędne koło…
A tak swoją drogą. Oglądaliście film „Oszukać przeznaczenie”?… Bardzo chciałbym mieć taką zdolność przewidywania przyszłości, jak główny bohater.

Łukasz Siudak