Volkswagen Atlas
Dodał: Marcin Wyrzykowski Kategoria: Inne Komentarze: 0

Volkswagen poprawił Atlasa. Efekt nie jest tak oczywisty, jak się wydaje

Nowy Volkswagen Atlas nie próbuje zaczynać historii od nowa i to czuć niemal od razu. Zamiast gwałtownych zwrotów dostajemy spokojne „poprawiamy wszystko, co miało sens”. Reszta to dopracowanie szczegółów. Bez nerwowości i bez szukania efektu na siłę.

Pierwsza generacja dobrze wpisała się w amerykański rynek, gdzie duże, trzyrzędowe SUV-y są czymś zupełnie naturalnym. Atlas był prosty w odbiorze, przestronny i podporządkowany temu, co liczy się tam najbardziej — wygodzie i funkcjonalności.

Atlas drugiej generacji zadebiutował w Nowym Jorku, co nie jest przypadkiem — to właśnie rynek amerykański pozostaje dla niego najważniejszy. To tam ten model odpowiada za dużą część sprzedaży i tam też najłatwiej zrozumieć, dlaczego wygląda i działa właśnie tak.

Światło zamiast chromu, detale zamiast krzyku

Sylwetka jest znajoma. Nadal szeroka i lekko kanciasta. Nadkola są mocno zaznaczone. To wciąż Atlas, tylko wyraźnie dopracowany.

Najwięcej zmienia światło. Z przodu pojawiają się dwie linie LED. Tworzą coś w rodzaju podpisu i przechodzą przez grill aż do podświetlanego logo. Z tyłu mamy pełną listwę świetlną. Do tego animowane kierunkowskazy i efektowne sekwencje powitalne. Można to uznać za gadżet. Tyle że po zmroku ten samochód naprawdę trudno pomylić z innym. Linia boczna jest bardziej napięta. Przetłoczenia są wyraźniejsze, a proporcje spokojniejsze. Auto urosło tylko symbolicznie. Zmiana wynika głównie z kwestii bezpieczeństwa. Wizualnie jednak wygląda dojrzalej.

Nowe kolory robią swoje. Sacramento Green przyciąga uwagę i nie jest oczywisty. Blackberry i Sandstone są spokojniejsze. Pewnie to one będą częściej spotykane. Chociaż ten zielony zostaje w głowie na dłużej.

Wnętrze, które przestaje być tylko funkcjonalne

Poprzedni Atlas był poprawny w środku. Niczego mu nie brakowało, ale też niewiele zapadało w pamięć. Tutaj jest inaczej. Deska rozdzielcza tworzy jedną, spójną formę. Linia biegnie przez całe wnętrze. Łączy ekran, nawiewy i oświetlenie. Dzięki temu kabina wydaje się uporządkowana i spokojna. Jakby ktoś w końcu domknął ten projekt.

Materiały są wyraźnie lepsze. Drewno jest prawdziwe, nie udawane. Miękkie powierzchnie pojawiają się tam, gdzie wcześniej ich brakowało. W wyższych wersjach dochodzi skóra Varenna albo Nappa. Nadal jest jednak błyszczący plastik. I to jest moment, w którym cały „premium” trochę się rozjeżdża.

Największą zmianą jest klimat wnętrza. Ambientowe oświetlenie przestaje być dodatkiem. Staje się elementem, który buduje nastrój. Wieczorem światło płynie przez deskę i drzwi. Reaguje na temperaturę. Czasem pulsuje przy światłach awaryjnych. Po kilku dniach przestaje się to zauważać. I to chyba najlepszy znak, że działa. Fotele są po prostu dobre. Mają szeroki zakres regulacji i sensowne podparcie. Dochodzi wentylacja, a wyżej także masaż. Nie jest symboliczny. Po dłuższej trasie zaczyna się to doceniać.

Technologia, która przestaje być przeszkodą

Volkswagen miał momenty, kiedy technologia bardziej irytowała niż pomagała. Tutaj widać próbę znalezienia równowagi. Centralny ekran ma do 15 cali. Odpowiada za większość funkcji. Interfejs jest znajomy i działa szybko. Dotykowe suwaki nadal są obecne. Wymagają przyzwyczajenia. Pojawia się jednak fizyczne pokrętło. I robi różnicę. Można nim sterować głośnością, trybami jazdy i ustawieniami wnętrza. Dzięki temu rzadziej sięga się do ekranu.

Na pokładzie jest też cyfrowy zestaw wskaźników. Do tego siedem portów USB-C. Są też dwa miejsca do ładowania bezprzewodowego. Telefony trzymają się dzięki magnesom i mniej się nagrzewają. W praktyce oznacza to mniej kabli i mniej chaosu. Asystent głosowy oparty na AI rozumie naturalne polecenia. Czasem działa bardzo dobrze. Czasem trzeba powtórzyć. A czasem szybciej po prostu kliknąć.

Codzienność: tu Atlas ma przewagę

To nie jest samochód, który wygrywa tabelkami. Wygrywa codziennością. Tylne rolety przeciwsłoneczne. Nawiewy w słupkach. Fotele w drugim rzędzie, które można przesuwać mimo fotelika. To są rzeczy, które zaczyna się doceniać dopiero po czasie.

Atlas nadal oferuje pełnoprawny trzeci rząd siedzeń, więc mówimy o aucie, które bez kombinowania mieści siedem osób i wciąż zostawia sensowną przestrzeń na bagaże. Bagażnik jest duży i ustawny. To w dużej mierze zasługa platformy MQB Evo, czyli modułowej konstrukcji Volkswagena, która definiuje układ auta i to, ile miejsca da się z niego „wyciągnąć”. W tej generacji nie próbowano jej zmieniać na siłę — raczej dopracowano to, co już działało, dlatego Atlas nadal wygrywa przestrzenią i funkcjonalnością, a nie efektownymi trikami.

Czytaj również: To ma być flagowa Škoda. Tylko że robi to zupełnie inaczej, niż się spodziewasz

Volkswagen Atlas
Volkswagen Atlas
fot. Volkswagen

Bezpieczeństwo i systemy wsparcia

Pojawiła się centralna poduszka powietrzna z przodu. Oddziela kierowcę i pasażera. W razie kolizji ma realne znaczenie.

Systemy wsparcia zostały rozwinięte. Travel Assist potrafi zmieniać pas ruchu. Emergency Assist może zatrzymać auto i zjechać na pobocze. Brzmi technicznie. W praktyce daje poczucie spokoju.

Silnik: bardziej złożona historia, niż sugerują liczby

Pod maską pracuje nowa wersja silnika 2.0 TSI. Ma 282 KM. To więcej niż wcześniej. Moment obrotowy jest trochę niższy. Na papierze wygląda to jak krok w tył. W praktyce jest inaczej. Silnik reaguje szybciej. Pracuje płynniej. Oddawanie mocy jest bardziej przewidywalne. Auto nie sprawia wrażenia słabszego. Raczej bardziej uporządkowanego. Powinno też zużywać mniej paliwa. To jednak wyjdzie dopiero w normalnym użytkowaniu.

Napęd na przód jest standardem. 4Motion jest opcją. Skrzynia ma osiem biegów i działa tak, jak powinna.

I to też wpisuje się w charakter tego auta, które od początku było projektowane z myślą o amerykańskich realiach jazdy — bardziej płynnych, mniej nerwowych, gdzie liczy się komfort oddawania mocy, a nie sprint spod świateł.

Czytaj również: Renault zapowiada nowy kierunek marki

Volkswagen Atlas
Volkswagen Atlas
fot. Volkswagen

Co dalej z Atlasem – i co właściwie się tu zmieniło

W planach jest wersja hybrydowa. Na razie bez konkretów. To raczej kierunek niż gotowy produkt. I to dobrze oddaje charakter tego auta. Atlas nie nadrabia wszystkiego naraz. Rozwija się spokojnie i konsekwentnie.

Nowa generacja nie próbuje dominować segmentu jedną cechą. Nie jest też technologicznym manifestem. Zamiast tego skupia się na codziennym użytkowaniu. Jest bardziej dopracowany. Bardziej uporządkowany. Momentami nawet zaskakująco spokojny w odbiorze. I może właśnie dlatego ten samochód ma sens. Nie dlatego, że jest najlepszy w czymś konkretnym. Bardziej dlatego, że trudno się do niego przyczepić, kiedy zaczyna się z nim normalnie żyć.

Motoryzacja w Motowizji

Udostępnij!