Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

U progu mistrzostwa – historia sukcesów Polaków w niższych kategoriach ERC

Niewielu obstawiało Tymka Abramowskiego i Jakuba Wróbla w walce o mistrzostwo Europy w klasie ERC3. Jednak w ten weekend, podczas Rajdu Barum, polska załoga może zbliżyć się do wymarzonego tytuł. Z tej okazji, przypominamy poprzednie zmagania naszych zawodników w niższych klasach ERC. Ku pokrzepieniu serc, ale też ku przestrodze.

Sytuacja w klasyfikacji punktowej ERC3 nieco się rozjaśniła, gdy ze startu w Zlinie zrezygnował Tristan Charpentier. Teoretycznie Abramowski i Wróbel mogliby zapewnić sobie mistrzostwo w ten weekend, jeśli znów okazaliby się najszybsi, a Hubert Kowalczyk z Jackiem Hryniukiem, nie ukończyliby rywalizacji. Szanse na to są jednak niewielkie. Tak czy inaczej, zwycięstwo w czeskiej rundzie ERC, sprawi, że Tymek i Jakub, tytuły będą mieli już w kieszeni.

Jak potwierdziłyby jednak postacie wspomniane w tym tekście: łatwiej to napisać, niż zrobić. Choć możemy pochwalić się w naszym kraju wieloma tytułami w ERC, to większość z nich wymagała potu, łez i krwi.

Za szybki, za wściekły

Choć mistrzostwa Europy to jeden z najstarszych międzynarodowych cykli w rajdach, to tzw. „mistrzostwa wspierające” są stosunkowo nowym wynalazkiem. By prześledzić tę historię, musimy się cofnąć w czasie, zaledwie do 2014 roku.

Na początku drugiej dekady XXI wieku, w Aleksie Zawadzie wielu kibiców upatrywało nadzieję polskich rajdów. Urodzony w Londynie zawodnik zaczynał karierę od toru wyścigowego, ale później szturmem wbił się na odcinki specjalnie.

Mając zaledwie 18 lat, wygrał dwie rundy Rajdowego Pucharu Polski i zajął 5 miejsce w generalce na koniec roku. Po kolejnym sezonie w RPP i dwóch sezonach w RSMP, zespół Aleksa uznał, że jest gotowy na Rajdowe Mistrzostwa Europy.

Zawada, wraz z francuską pilotką – Cathy Derousseaux, przystąpili do rywalizacji w ERC Junior, korzystając z Peugeota 208 R2. Pierwsze rundy upłynęły pod znakiem nauki nowych tras i przyzwyczajania się do tempa rywali. W Rajdzie Barum, który był czwartą rundą cyklu, wreszcie wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce – polsko-francuska załoga (choć w tym rajdzie Zawadę pilotował akurat doskonale znany polskim kibicom Xavier Panseri) zajęła trzecie miejsce w klasie.

fot. FIA ERC

Ten wynik powtórzyli w kolejnej rundzie – Rajdzie du Valais, co finalnie dało im piąte miejsce w ERC Junior na koniec sezonu. Był to naprawdę niezły wynik, biorąc pod uwagę, że rywalizowali z takimi zawodnikami jak: Stephane Lefebvre, Andrea Crugnola, czy Chris Ingram. Po finale pierwszej międzynarodowej kampanii można było mieć wrażenie, że Aleks znalazł swój rytm.

Niestety, kolejny sezon pokazał, że było to głównie wrażenie. Zawada z Derousseaux nie dotarli do mety w żadnej, z trzech pierwszych rund. W Rajdzie Lipawy i Rajdzie Irlandii wypadali z drogi, a w Rajdzie Azorów wykluczyła ich awaria na dwa odcinki przed końcem.

Tempo było jednak we właściwym miejscu. W każdej z tych rund nasza załoga walczyła o podium, przed odpadnięciem z rajdu. Dlatego, gdy w końcu utrzymali samochód na drodze, zaliczyli najlepszy start w karierze. Przed ostatnim odcinkiem Rajdu Ypres, Aleks i Cathy zajmowali trzecie miejsce w klasie. Sensacji nic nie zapowiadało. Większość kibiców byłaby usatysfakcjonowana po prostu pierwszym ukończonym rajdem w sezonie.

Tymczasem na ostatnich kilometrach odcinka, najpierw z drogi wypadł drugi Diogo Gago, a chwilę później oponę przebił Marijan Griebel. Oznaczało to, że w tych dramatycznych okolicznościach, polsko-francuska załoga, wygrała swój pierwszy rajd w Junior ERC!

fot. FIA ERC

Mogliśmy mieć wtedy nadzieję, że Aleks w końcu się odblokował. Niestety w Estonii wróciły stare demony i Zawada zakończył rywalizację dzwonem, na OS4. W Rajdzie Barum ponownie był w stanie zająć trzecie miejsce, ale to było za mało. Nawet na pierwszą piątkę, bo nasza załoga zakończyła sezon na szóstej pozycji w generalce.

Aleks Zawada wrócił do ERC, dopiero po rocznej przerwie, z Grzegorzem Dachowskim u boku. Pierwsza połowa kampanii była tym razem bardziej udana, z wizytami na podium na Azorach i w Rzeszowie. Rajd Barum znowu przypadł do gustu naszemu zawodnikowi i tym razem, już nikt nie był od niego szybszy. Drugie zwycięstwo w karierze, katapultowało Zawadę i Dachowskiego na pozycję liderów kategorii ERC Junior U27.

Polskie nadzieje na dwa tytuły w jednym sezonie prysły jednak bardzo szybko. Już na drugim odcinku Rajdu Rzymu w ich Oplu Adamie R2 padła przekładnia. Wobec faktu, że wszyscy bezpośredni rywale Polaków znaleźli się w tym rajdzie na podium, szanse na mistrzostwo były już tylko iluzoryczne.

Nie pomógł też występ w kończącym sezon Rajdzie Lipawy, którego Aleks nie zalicza raczej do swoich najbardziej udanych startów. Przez cały weekend nie potrafił nawiązać do tempa Ingrama, Maresa i Huttunena, przez co finalnie skończył sezon na czwartej pozycji. Samą łotewską rundę zakończył dopiero na piątej pozycji w klasie.

fot. Aleks Zawada

To był ostatni pełny sezon w rajdowej karierze Aleksandra Zawady. Przez to niestety wciąż pozostaje zawodnikiem, któremu do tytułu zabrakło „kropki nad i”.

Powrót „Siemanki”

Dużo bezpieczniejsza dla serc polskich fanów była kampania Wojciecha Chuchały i Daniel Dymurskiego w 2016 roku. Przykład „Siemanki” pokazuje, że rajd nie są sportem sprawiedliwym. Po swoim największym dotychczasowym sukcesie (mistrzostwie Polski), Chuchała został na lodzie. Bez samochodu, bez zespołu, bez budżetu, musiał przesiedzieć sezon 2015 w domu.

Los uśmiechnął się do niego w 2016 roku, gdy odezwali się starzy znajomi z Subaru Poland Rally Team. Wojtek miał walczyć, wraz z Danielem Dymurskim, o tytuł mistrzów Europy w klasie ERC2 (wtedy była to kategoria dla samochodów z Grupy N).

Obawy o dyspozycję „Siemanki” po tak długiej przerwie, okazały się, na szczęście niepotwierdzone. Już od tej pierwszy rundy było widać, że polska załoga jest zwyczajnie za szybka dla rywali. „Najmniejszy” łomot zebrali Ruben i Estevao Rodrigues, którzy podczas Rajdu Azorów przegrali z naszymi zawodnikami o „zaledwie” minutę i dwadzieścia sekund.

fot. FIA ERC

W tamtym sezonie widok Chuchały i Dymurskiego wyprzedzających rywali w klasie o kilkanaście minut nie był wcale rzadkością. Dlatego w pewnym momencie czasy polskiego duety zaczęliśmy porównywać do rywali w mocniejszych rajdówkach. Z tymi załoga SPRT też potrafiła wygrywać, zajmując, na przykład, piąte miejsce w generalce Rajdu Akropolu.

„Siemanko” i „Lopez” zapewnili sobie Mistrzostwo Europy, wygrywając w klasie Rajd Rzeszowski. Przy okazji zajęli także siódme miejsce w generalce, zostawiając za plecami kilka aut R5. Na drodze do tytułu wygrali pięć z sześciu rund, w których wzięli udział. Jedynym rajdem, który się im „wymknął” był Rajd Lipawy, w którym wypadli z drogi na ostatnim odcinku.

Jakkolwiek później potoczyła się kariera Wojciecha Chuchała, jednego nikt, nigdy mu już nie zabierze – był pierwszym polskim mistrzem Europy w swojej kategorii.

Im ciszej jedziesz, tym dalej dotrzesz

Mistrzostwo z 2016 roku nie było ostatnim w karierze Daniela Dymurskiego. Popularny „Lopez” powtórzył ten wyczyn po 6 latach – tym razem na prawym fotelu u Igora Widłaka.

Na papierze, sprawa tamtego tytułu wydaje się być banalna. W klasie ERC3 punktowało tylko sześciu zawodników, polska załoga jako jedyna przejechała więcej niż trzy rundy, oba zwycięstwa odnosząc jako jedyne zgłoszenie w klasie.

Jednak na tamtą kampanię warto też spojrzeć przez inną perspektywę. Największymi rywalami Igora nie były inne załogi i zespoły, a bardziej jego własne ograniczenia, które na koniec przezwyciężył. Nowe rajdy, znacznie dłuższe, niż rundy w Polsce i na Litwie, do których był przyzwyczajony. Nowy samochód, w kompletnie nowej kategorii, po której nikt nie wiedział czego się spodziewać. Do tego problemy zdrowotne, które na pewno nie ułatwiały życia na oesach.

fot. Igor Widłak

Mimo to polska załoga przejechała właściwie bezbłędny sezon, tylko raz nie stając na podium i tylko raz wypadając poza pierwszą trójkę (o ironio, w domowym Rajdzie Polski). Igor Widłak i Daniel Dymurski przeszli do historii, zostając pierwszymi zwycięzcami klasy ERC3 w dziejach mistrzostw Europy. Niezależnie od tego, co wydarzy się w przyszłości, wymienianie zwycięzców w tej kategorii zawsze będziemy rozpoczynać od ich nazwisk.

Abramowski i Wróbel – Wasza kolej!

Gdy Tymek rozpoczynał swój sezon w ERC3, jego nazwisko kojarzyło niewielu. Cóż, teraz znają je już wszyscy. Abramowski fantastycznie wszedł do Mistrzostw Europy, zajmując trzecie miejsce w klasie w Rajdzie Sierra Morena. Piękny sezon zaczął się jednak w Szwecji, gdy wygrali w ERC3 Królewski Rajd Skandynawii.

Później nastąpiła seria kolejnych dwóch zwycięstw z rzędu, w Rajdzie Polski i Rajdzie Rzymu. Sprawia to, że czwarte zwycięstwo naszej załogi, może (w odpowiednich okolicznościach), rozwiązać sprawę. Cudownie by się złożyło, gdyby nadeszło właśnie w Rajdzie Barum, przed tłumem polskich kibiców.

Jednak nawet jeśli nie nadejdzie ono w Czechach, to trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym ta załoga nie wygrywa ERC3. Nawet nie przez wzgląd na sytuację w klasyfikacji punktowej, ale przez dojrzałość, cierpliwość i bardzo równe tempo, które prezentowali przez cały sezon.

Najlepszym dowodem na to, jest decyzja Tristana Charpentier, który rzucił ręcznik na rajdowy ring, nie przyjeżdżając w ten weekend do Zlina. Francuz czuł chyba, że w starciu z naszą załogą niewiele już może zdziałać.

Tymek z Kubą na początku roku zakładali głównie walkę w ramach M-Sport Fiesta Rally3 Trophy, czyli liczącym pięć rund z ośmiu w sezonie pucharze dla kierowców budowanych w podkrakowskich Balicach Fordów. Nagrodą w tym cyklu jest start Fordem Fiesta Rally2 w Rajdzie Ceredigion. Tutaj zwycięstwo Polacy mają już zapewnione.

Czy będzie to wymarzony weekend Tymka Abramowskiego i Jakuba Wróbla? Przekonamy się już w tę niedzielę. Relację ze wszystkich odcinków Rajdu Barum obejrzycie na żywo na antenie Motowizji. Do usłyszenia!

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments