„Trzy biegi wystarczą” – niesamowite zwycięstwo Gronholma w Finlandii
Mówi się, że Rajd Finlandii jest tak szybki, że kierowcy właściwie nie muszą dotykać hamulca. Czy wobec tego rundę WRC można wygrać jadąc tylko na najwyższym biegu? Nie mamy pojęcia. Natomiast Marcus Gronholm udowodnił kiedyś, że do tej sztuki wystarczą tylko trzy przełożenia.
Czerwony wieloryb

Był rok 2002. Peugeot sięgnął właśnie po swoje drugie mistrzostwo wśród konstruktorów. Gdy minął czas na świętowanie, Francuzi odkryli, że mają twardy orzech do zgryzienia. Ich 206 WRC miał właśnie przejechać swój piąty sezon w mistrzostwach świata i trzeba było na poważnie zacząć myśleć o jego następcy.
Logicznym byłoby oprzeć nową rajdówkę o model 207. Problem w tym, że do produkcji miał on trafić dopiero w 2006 roku. Inżynierom z Sochaux nie pasował też 307 w wersji hatchback, więc finalnie zdecydowano się postawić na 307 CC.
Rajdówkę oczywiście pozbawiono zwijanego dachu, ale wciąż była to dziwaczna baza na samochód, który miał być odpowiedzią na Xsarę WRC. Peugeot poszło jednak za ciosem.
Francuzi zamierzali wykorzystać dwusprzęgłową skrzynię PDK (Porsche-Doppelkupplungsgetriebe – nie mówcie tego na głos przy dziadkach), kupioną od Porsche. Skoro auto i tak wyglądało jak z innej planety, to również bebechy miało mieć „kosmiczne”.
Rzeczywistość okazała się jednak zgoła odmienna, bo 307 WRC rozpoczęło sezon 2004 uzbrojone w dyferencjały rodem z lat 90. A to dlatego, bo inżynierowie z Sochaux za żadne skarby nie byli w stanie zmieścić PDK w swojej rajdówce. Brakujące podzespoły pożyczono z… 405 T16.
Jakby tego było mało, inżynierowie Corrado Provery zdecydowali się na kolejne nietypowe rozwiązanie pod kątem samych przełożeń skrzyni. Podczas gdy większość aut WRC miała już sześć biegów, 307 WRC rozpoczął sezon zaledwie z czterema.
Peugeot uzasadniał tę decyzję danymi telemetrycznymi z 206 WRC, z których wynikało, że na większości rajdów, kierowcy używali tylko pierwszych czterech biegów. Ta pokrętna logika oczywiście sukcesów nie przyniosła, ale do tego jeszcze przejdziemy.
Męczarnie Gronholma

Jedyną częścią zespołu, która zachowała swoją jakość z poprzednich lat, byli kierowcy. Marcus Gronholm i Harri Rovanpera maskowali mankamenty 307 WRC… cóż, bardziej trafnym byłoby określenie „próbowali zamaskować”.
Marcus Gronholm jechał na podium w każdej z pierwszych czterech rund sezonu. Finalnie żadnej z nich nie wygrał, bo jego plany wciąż krzyżowała awaryjna rajdówka. W Monte-Carlo skrzynia utknęła na trzecim biegu, w Szwecji i Meksyku padło wspomaganie, a w Nowej Zelandii dyferencjał. Mimo to, dwa z tych rajdów Fin zdołał ukończyć na drugim miejscu.
Gdy w piątej rundzie, na Cyprze, Gronholmowi udało się w końcu pojechać bezawaryjny rajd, znalazł się na najwyższym stopniu podium. Finalnie zwycięstwo odebrał mu… jego własny zespół. W pompie wody w rajdówce Marcusa znalazł się bowiem nieprzepisowy wirnik. Załoga Peugeot została zdyskwalifikowana.
Sytuacja nie poprawiła się w dalszej części kampanii. Urwane zawieszenie w Grecji, złamana gość ogonowa pilota, Timo Rautiainena w Turcji, później kolejne urwane koło w Argentynie. Dość powiedzieć, że atmosfera w zespole Corrado Provery przed domowym rajdem Gronholma daleka była od idealnej.
Fin czekał na zwycięstwo w WRC już od 15 miesięcy. Występ przed swoimi kibicami był idealną okazją do przełamania się. Jednak nie wszystko było w rękach dwukrotnego mistrza świata.
Człowiek z lodu

Mimo gigantycznych problemów w dotychczasowych rajdach, Corrado Provera nie mógł wyobrazić sobie lepszego początku dnia, niż na pierwszym etapie w Finlandii. Trzy początkowe odcinki padły łupem Harriego Rovanpery, który urządzał się na pozycji lidera.
Mało tego, drugi był Sebastian Lindholm, zaliczający okazjonalny start w barwach Peugeot. Nerwowy start zaliczył Gronholm, ale po wycofaniu się Solberga, Marcus zameldował się na trzeciej lokacie. 307 WRC zajmujące całe podium rajdu – to było zbyt piękne, aby trwać dalej.
Dlatego tak jak w poprzednich rundach, to mocnym początku, rajdówki Peugeot zaczęły się wykruszać. Najpierw Harri Rovanpera zbyt optymistycznie wjechał w lewy łuk, co skończyło się spektakularną rolką.
Nie zdążyły minąć 24 godziny, a na dachu leżał także Lindholm, który nie poradził sobie z prawym zakrętem na „Ouninpohji”. Honoru lwa na drugim etapie bronił już tylko Gronholm, któremu niesczęście kolegów z zespołu, podarowało pozycję lidera.
Peugeot 307 „Iceman’a” wytrzymywał trudy Rajdu Finlandii. Do czasu. Na OS14 cudowna skrzynia francuskich inżynierów ponownie dała o sobie znać. Tym razem pozbawiła Gronholma najwyższego, czwartego biegu. Co gorsza, akurat na legendarnej, 33-kilometrowej „Ouninpohji”.
Determinacja Marcusa okazała się jednak większa niż indolencja jego rajdówki. Korzystając z zaledwie trzech przełożeń stracił tylko 18 sekund, wykręcił piąty czas i utrzymał prowadzenie w rajdzie. Na mecie oesu uśmiechał się tak, jakby zdobył mistrzostwo świata.
„ – Haha, trzy biegi! Trzy biegi! Przez cały odcinek. I zobaczcie na ten czas. Możecie powiedzieć Corrado, że trzy nam wystarczą” – mówił Gronholm reporterom.
Finalnie przewaga kierowcy Peugeot nad drugim Markko Martinem nieco się zmniejszyła. Jednak utrzymanie pozycji mimo awarii było gigantycznym zastrzykiem pewności siebie dla Gronholma. W powietrzu dało się wyczuć, że pierwsze zwycięstwo Fina w sezonie, jest nieuniknione.
Byle do mety

Gronholm rozpoczął niedzielę z nową, sprawną skrzynią biegów. Wciąż miał do pokonania cztery odcinki specjalne, o łącznej długości prawie 100 kilometrów. Każdą załogę obowiązywał limit dwóch skrzyń na rajd. Każda awaria na ostatnim etapie oznaczała więc koniec marzeń o zwycięstwie.
Zespół Peugeot mógł właściwie tylko modlić się o to, że tym razem ich rajdówka pozostanie wolna od chochlików. Wagę sytuacji rozumiał też sam Marcus. Na pierwszej pętli odskoczył od Martina na 40 sekund. Od zwycięstwa dzieliły go dwa odcinki.
Dlatego Gronholm nie zamierzał kusić losu. Ostatnie dwie próby przejechał z duszą na ramieniu, tracąc średnio po pół sekundy na kilometrze.
Modły Peugeot zostały finalnie wysłuchane. Ich ostatnie fabryczne 307 WRC bezpiecznie pokonało ostatnie kilometry. Po godzinie 13:00 czasu lokalnego pierwsze zwycięstwo nowej rajdówki stało się faktem. Marcus Gronholm wygrał swój pierwszy rajd od 15 miesięcy.
Jak się później okazało, Rajd Finlandii był też ostatnim zwycięstwem ekipy z Sochaux w sezonie 2004. Z awariami, zgubionymi biegami i niedziałającym wspomaganiem, męczyli się do finałowej rundy w Australii.
Zwycięstwo Grohnolma tym bardziej należy uważać za jedno z bardziej heroicznych w historii WRC. „Iceman” zademonstrował, że w tamtych latach wygrałby swoją domową rundę nawet siedząc w taczce. W opowieściach o „sisu” – czyli mitycznej wręcz determinacji Finów, jest ziarno prawdy.