Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Trzech pretendentów, jedna korona – Rajd Australii 2018

Przed finałową rundą obecnego sezonu WRC, szansę na tytuł mają wciąż trzy załogi. Przypomnijmy więc sobie podobną sytuację, która miała miejsce osiem lat temu. Wtedy cały rajdowy świat elektryzował pojedynek pomiędzy Sebastienem Ogierem, Ottem Tanakiem i Thierrym Neuvillem, który miał się wydarzyć w lasach południa Australii.

„Ten” sezon?

fot. Red Bull Content Pool

Początek roku wcale nie zapowiadał ciekawego finału – Ogier wygrał trzy z czterech pierwszych rajdów i usadowił się na fotelu lidera. Od Rajdu Argentyny sytuacja zaczęła się jednak zmieniać.

Fantastyczną wiosnę i początek lata zaliczył przede wszystkim Thierry Neuville. Belg zajął drugie miejsce w Argentynie, a potem wygrał Rajd Portugalii. Ponadto perfekcyjny nie był już Ogier. W Ameryce Południowej był czwarty, a na Półwyspie Iberyjskim w ogóle nie dotarł do mety.

W efekcie to właśnie Neuville objął prowadzenie w klasyfikacji punktowej. Po pasjonującym pojedynku na Sardynii, zakończonym kolejnym zwycięstwem kierowcy Hyundaia, jego przewaga wzrosła do 27 oczek.

Na półmetku sezonu Belg był faworytem do sięgnięcia po koronę. Rzecz w tym, że druga połowa roku w jego wykonaniu była znacznie mniej udana.

Na podium stanął tylko raz – zajmując drugie miejsce w Rajdzie Niemiec. Poza tym zaliczył bardzo słaby Rajd Finlandii, zakończony na dziewiątej pozycji a w Rajdzie Turcji nie wykorzystał potknięcia Ogiera, samemu uszkadzając zawieszenie.

Jednocześnie życiową formę złapał Ott Tanak. Estończyk długo dostrajał się do Yarisa WRC, ale gdy wreszcie poczuł się komfortowo w rajdówce, nie było na niego mocnych. Odniósł trzy zwycięstwa z rzędu, będąc najszybszym w Rajdzie Finlandii, Niemiec i Turcji. Dzięki temu wskoczył pomiędzy Neuvilla i Ogiera w generalce.

Kolejne dwie rundy przyniosły jeszcze więcej zwrotów akcji. Najpierw, w Rajdzie Walii, passa Tanaka dobiegła końca po uszkodzeniu miski olejowej. Później, w Katalonii, Estończyk musiał na odcinku wymienić uszkodzoną oponę, a na Power Stage kapeć pogrążył także Neuvilla.

Jedynym, który uniknął pecha, był Ogier. Francuz wygrał w Walii, a następnie zajął drugie miejsce w Hiszpanii, dzięki czemu przed finałem sezonu wrócił na fotel lidera. Jego przewaga była jednak minimalna. Zaledwie trzy punkty dzieliły go od Neuvilla, a dwadzieścia punktów tracił do niego Tanak.

Rajd Australii miał wyłonić mistrza świata z tej trójki.

Pięć odcinków ekscytacji

fot. Red Bull Content Pool

Po pierwszych odcinkach finałowej rundy WRC na czele nie znalazł się żaden z pretendentów do tytułu. Liderem w połowie etapu był… Mads Ostberg.

Luźny szuter australijskich lasów stawał się szybszy z każdym kolejnym samochodem. Oznaczało to, że załogi walczące o tytuł, startujące z przodu stawki, zameldowały się w dole pierwszej dziesiątki. Walka o miejsca 6-10 nigdy nie była tak emocjonująca.

Niemniej jednak, w tamtym momencie najwięcej powodów do radości mieli belgijscy kibice. Po pięciu odcinkach specjalnych Neuville przebił się na siódmą pozycję. Tymczasem Ogier był dopiero dziesiąty, a Tanak trzeci. Gdyby tak zakończył się Rajd Australii, to właśnie Thierry zostałby mistrzem świata.

Wszystko wydawało się układać po myśli Belga… aż do OS6. Tam, krzywe lądowanie po hopie sprawiło, że lewa tylna opona ześlizgnęła się z felgi. W efekcie kierowca Hyundaia stracił prawie minutę i spadł na dziesiąte miejsce w generalce.

W ułamku sekundy szanse Neuvilla dramatycznie zmalały. Zawodnik, który przez większą część sezonu przewodził tabeli, właśnie znalazł się jedną nogą poza walką o tytuł. Do przejechania wciąż pozostawało jednak szesnaście odcinków. Najlepsze, co Thierry mógł zrobić w tej sytuacji, to wierzyć i atakować dalej.

Ostatnia umiera nadzieja

fot. Red Bull Content Pool

Strata, z którą Neuville rozpoczynał sobotni etap była akurat jego najmniejszym problemem. Najgorszym skutkiem spadku na dziesiątą pozycję był fakt, że kierowca Hyundaia musiał teraz odkurzać trasę na wszystkich odcinkach drugiego dnia rajdu.

Thierry nie złożył jednak broni. Pomimo skrajnie niekorzystnej pozycji na drodze, był w stanie wygrać jedną próbę i zyskać dwie pozycje w generalce. Jeśli jednak marzył o mistrzostwie, to musiał przede wszystkim wyprzedzić Ogiera, do którego na zakończenie soboty wciąż tracił 50 sekund.

Jednocześnie świetny drugi etap zaliczał Ott Tanak. Estończyk rozpoczynał go na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej, ale wygrał aż sześć odcinków specjalnych i na półmetku dnia zameldował się na pozycji lidera. Kierowca Toyoty wykonał swoją część pracy, ale wciąż było to za mało do zdobycia tytułu.

Szósta pozycja, którą zajmował Ogier, w pełni wystarczała mu do sięgnięcia po swoje kolejne mistrzostwo. Jeśli Ott chciał, aby tytuł trafił w jego ręce, musiał liczyć na to, że Sebastien spadnie przynajmniej na ósme miejsce.

Innymi słowy, zarówno Tanak, jak i Neuville musieli liczyć w niedzielę liczyć na cud.

Na koniec i tak wygrywa Sebastien

fot. Red Bull Content Pool

Finałowy dzień sezonu udowodnił, że jeśli ktoś miał w stawce przychylność niebios, to właśnie Sebastien Ogier.

Od rana do desperackiego ataku rzucił się Neuville. Belg i tak nie miał już czego bronić, więc jechał znacznie powyżej swojego limitu. Finał takiej taktyk mógł być tylko jeden. Jeden z zakrętów OS22 okazał się po prostu zbyt ciasny dla i20 WRC, które uderzyło w drzewo i nie nadawało się do dalszej jazdy.

Tym samym Thierry stracił już jakiekolwiek szanse na tytuł. Mistrzostwo, które jeszcze dwa miesiące wcześniej zdawał się mieć w kieszeni, właśnie wyślizgnęło mu się z rąk.

Co ciekawe, nie musieliśmy nawet czekać do ostatniego odcinka, aby poznać nowego Rajdowego Mistrza Świata. Zaledwie odcinek później po wycofaniu się Neuvilla, w Yarisie WRC Tanaka padła skrzynia biegów.

Oznaczało to, że nawet gdyby w Fiestę WRC Sebastiena Ogiera uderzyłby piorun, a na Francuza spadły i wszystkie plagi egipskie, i tak zostałby Mistrzem Świata po raz szósty.

Ostatecznie elektryzująca walka o koronę zakończyła się w dosyć antyklimatyczny sposób. Złośliwi powiedzieliby, że nigdy nawet się nie rozpoczęła. Ogier, który po raz pierwszy w karierze był zmuszony bronić tytułu w ostatniej rajdzie sezonu, zaliczył, paradoksalnie, swój najspokojniejszy rajd w 2018 roku.

Francuz nikogo w Australii nie rzucił na kolana, ale rywale popełniający błędy i trapieni przez awarie, ani razu nie zmusili go do ataku. Taktyka w myśl radzieckiego przysłowia „im ciszej jedziesz, tym dalej dotrzesz” okazała się więc bardzo skuteczna.

Czy w tym roku czeka nas podobny finał walki o tytuł pomiędzy trzema załogami? Cóż, nawet jeśli zwycięsko wyjdzie z niej faworyt, to miejmy nadzieję, że zrobi to w nieco ciekawszych okolicznościach.

Udostępnij!