Dodał: Krzysztof Woźniak Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Szymon Gospodarczyk po saudyjskiej „próbie generalnej”: Juho Hänninen był w szoku i twierdził, że auta Rally1 się tutaj rozpadną

Arabia Saudyjska w tym roku debiutuje w kalendarzu Rajdowych Mistrzostw Świata. Sprawdzianem przed ostatecznym zatwierdzeniem finałowej rundy sezonu 2025 był Rajd Arabii Saudyjskiej w formie eliminacji Rajdowych Mistrzostw Bliskiego Wschodu. Tam na starcie zobaczyliśmy dwóch Polaków. Jednym z nich był Szymon Gospodarczyk. Porozmawialiśmy z nim o tym, co działo się na saudyjskich trasach i co będzie czekać na koniec roku na najlepsze załogi świata.

POSŁUCHAJ WYWIADU


Krzysztof Woźniak: Szymon, wróciłeś z Rajdu Arabii Saudyjskiej w wydaniu Mistrzostw Bliskiego Wschodu, rundy kandydackiej, niejako, do rajdowych mistrzostw świata. Praktycznie każde wypowiedzi zawodników są takie, że warunki były wręcz trudniejsze niż na Rajdzie Safari. Jak to wyglądało z Twojej perspektywy?

Szymon Gospodarczyk: Nigdy nie byłem na Rajdzie Safari, ale w Arabii Saudyjskiej tak naprawdę były odcinki specjalne, które znałem z Dakaru. Dokładnie te same miejsca były albo etapem, albo odcinkiem testowym do Dakaru, ale wciąż to było coś zupełnie nowego dla mnie. Do tej pory myślałem, że Rajd Grecji w WRC jest wymagającą i trudną przeprawą dla samochodu, że trzeba tam bardzo dbać o auto, o to, żeby wszędzie dojechać. Jechałem autem przednionapędowym. Wiele miejsc na trasie było takich, że praktycznie cały odcinek myślałem, czy podjedziemy pod dany podjazd. Nie myślałem o niczym innym, tylko o tym, czy auto podjedzie. Nie dość, że był stromy, długi podjazd, to jeszcze z takimi kamieniami trochę jak w trialu i wszystko to zasypane fesz-feszem. Jechaliśmy w takiej „mące” i nie wiadomo było w co uderzamy. Mieliśmy więc problem z takimi rzeczami. Dobrze, że drugi przejazd odcinka numer 3 był odwołany, bo droga była już tak rozryta, że pewnie byśmy po prostu stanęli. Trochę się trzeba przestawić. W Europie mamy takie rajdy, w których skupiamy się na prędkości. Rzadko są elementy losowe, rzadko trzeba omijać kamienie. Tak jak wspomniałem, jedynie w Rajdzie Grecji takie rzeczy się zdarzały. Trochę się trzeba przestawić, że na Bliskim Wschodzie nie liczy się prędkość, tylko po prostu dojechanie do mety i szanowanie samochodu, bo wiele razy musieliśmy wyłączać stage mode, żeby auto się nie przegrzewało. Jechaliśmy w normalnym trybie drogowym, byleby pomagać temu samochodowi. Temperatura na zewnątrz wynosiła 43 stopnie – jak to wszystko się nagrzeje, to naprawdę bardzo łatwo było przegrzać samochód i stracić moc, zatrzymując się. To też pokazywała konkurencja, w naszej klasie startowały chyba cztery auta, jedno dojechało normalnie, dwa miały wypadki, jedno się zagotowało. Spodziewałem się czegoś innego. Skoro to jest runda kandydacka do WRC, to organizacja będzie na najwyższym poziomie, że wszystko będzie po prostu gotowe, a tylko wisienką na torcie będzie przejazd trasy. Było jednak troszkę inaczej. Liczyłem na coś w dużo lepszym wydaniu.

Kwestie organizacyjne oczywiście spotkały się ze sporym zainteresowaniem. Tak jak wspomniałeś, trzy odcinki specjalne w piątek zostały odwołane i to też od razu wzbudziło dyskusję: „a dlaczego?”, „jak gospodarze są przygotowani?” Sam mówisz, że nie do końca było idealne, tak, jakbyś tego oczekiwał po rajdzie kandydackim. Co było takimi największymi problemami dla Ciebie jako zawodnika?

Pierwszy odcinek odwołany, nie wiedzieliśmy na początku z jakiego powodu. Pojechaliśmy drugi OS, pojechaliśmy trzeci i w drugiej pętli dowiedzieliśmy się, że znowu odwołano pierwszy odcinek specjalny. Było tak gorąco, że sędziowie, safeciarze, którzy stali na odcinku, mdleli z przegrzania. Organizator stwierdził, że ekipę z pierwszego odcinka przerzuci na drugi i trzeci, żeby je jakoś rozegrać. Mimo wszystko nie udało się. Na trzecim odcinku specjalnym w drugiej pętli też coś nie zagrało. Zerówka stwierdziła, że odwołuje oes, bo za dużo względów bezpieczeństwa było przekroczonych, jakieś cywilne samochody jechały pod prąd. Nie było to zbyt bezpieczne, ale też było widać, że organizatorzy bardzo szybko wyciągali wnioski. Wieczorem pomiędzy etapami mieli dość długie spotkanie i podjęli kroki, aby następnego dnia wszystko zagrało. Wszystkie odcinki specjalne się odbyły – poziom bezpieczeństwa był już taki, jakie oczekujemy, jaki jest w przepisach FIA i jaki mamy w Europie. To mnie akurat pocieszyło. Fajne było też to, że organizator wziął pod uwagę to, że jest bardzo duży kurz ze względu na fesh-fesh i wszystkie załogi startowały co trzy minuty. Nie tylko czołówka, ale wszyscy, nawet zawodnicy, którzy jechali na końcu listy startowej, mieli odstępy trzyminutowe, więc na kurz nie można było narzekać. Pod tym względem organizator się postarał. W ciekawym miejscu, bo na torze Formuły 1, była cała baza rajdu, więc było to kompaktowo zrobione. Hale garażowe dawały cień mechanikom, samochodom, także dobrze było tam przyjechać i się schłodzić. Oprawa była, powiedziałbym dobra, ale jeśli chodzi o zapoznanie z trasą, to drogi nie były dobrze przygotowane. Tam jest tak, że odcinek specjalny przebiega przez płaską pustynię, na której nie widać drogi. Organizator powiedział w komunikacie, że będą rozwieszone flagi Arabii Saudyjskiej. Kolejnego dnia, po odcinku testowym, mogliśmy jeszcze raz przejechać dwa odcinki specjalne, gdzie były postawione te flagi, tak, żebyśmy wszyscy wiedzieli, gdzie jechać. W innym wypadku można byłoby zrobić naprawdę kilkukilometrowe cięcia i albo ktoś dostałby karę, albo ktoś miałby wielką przewagę. Nie wiem jak organizator tego pilnował, czy ktoś ścinał, czy nie, ale naprawdę to był rajd zupełnie inny, niż u nas. To było przygotowane tak, jakby tam miał być rajd cross country, Dakar czy jakaś Baja. Wtedy nikt na nic by nie narzekał.

Czyli doświadczenia z Rajdu Dakar przydały się w ten weekend, bo sam wspomniałeś, że też część tras przypominała to, co spotykałeś w styczniu?

Pewnie, że się przydały. Siódmy odcinek specjalny to było dokładnie to, co jeździłem wiele razy rajdówką terenową, podczas testów dakarowych, więc dobrze znałem ten odcinek. Wiedziałem, gdzie będzie sekcja kamieni, potem, że będą takie sekcje trochę wydmowe z piaskiem i tam nasz samochód może się zakopać. Trzeba było się bardzo pilnować, żeby trzymać dobrą prędkość w zakrętach. To doświadczenie na pewno się przydało. Rajdy drogowe mają jednak inne wymogi bezpieczeństwa i na inne rzeczy się zwraca uwagę, niż na rajdach cross country. Na Dakarze droga zawsze jest otwarta i wiemy o tym, że nie jest zabezpieczona. Organizatorowi ciężko zamknąć 400 kilometrów oesowych w jeden dzień. Jak jedziesz rajdówką, to jednak zawsze się spodziewasz, że droga jest zamknięta. Musieli się przestawić przed drugim dniem na to, że droga musi być w stu procentach zabezpieczona, że każda droga wyjazdowa musi być zastawiona, że karetka musi być mniej więcej co 10 minut jazdy. Pod tym względem organizator ma dużą pracę do wykonania, ale było widać, że następnego dnia postarali się. Wykonali dużą pracę, więc wiedzą jak to zrobić. Pewnie potrzebują troszkę zrozumienia rajdów, bo w Arabii Saudyjskiej dawno chyba nie było organizowanego rajdu drogowego, tylko same rajdy terenowe i cross country.

Jak duże zainteresowanie było ze strony lokalnej społeczności tym, co się działo w miniony weekend? Promotor WRC dużo mówi o tym, że chce zwiększać popularność rajdów na Bliskim Wschodzie, bo nie było praktycznie rund w tej części świata, poza Rajdem Jordanii w 2011 roku, na przełomie dekad. Czy spotkałeś się z dużą liczbą kibiców, czy to na starcie, czy to na mecie, czy nawet na odcinkach, bo z tego, co pisał Maciej Niechwiadowicz, to dało się tam dojechać.

Bez problemu dało się dojechać, ale ja nie spotkałem żadnych kibiców. Spotkałem może dwie, trzy osoby, bo kojarzę pod koniec odcinka dwunastego, że ktoś tam nas nagrywał, tak ze 300 metrów przed metą. To był ojciec jednego kierowcy, który jechał za nami, więc tak naprawdę on i jego rodzina tam byli, a tak to nie spotkałem, niestety, żadnych kibiców. To też jest troszkę inaczej, jak jest runda Pucharu Świata czy będzie runda WRC. Nieraz byłem tam na rundzie krajowych mistrzostw w rajdach terenowych i też nie było kibiców, a jak jechałem rundę Pucharu Świata czy Dakar, to było dużo fanów. Wiem, że sporo ludzi z Polski interesuje się tym, żeby po prostu pojechać i to zobaczyć, więc myślę, że na WRC będą kibice. Tutaj był problem, bo wystarczyło lekko wypaść z trasy, zakopać się w piasku i nie miał cię kto wypchnąć. Oczywiście na starcie i na mecie byli kibice w środku miasta, w Dżuddzie, ale na odcinkach nie.

Czyli jakieś zainteresowanie tam jest? Wspomniałeś, że polscy kibice też się wybierają…

Dużo polskich kibiców do mnie pisało, że chcą tam pojechać i pytali się, czy im polecam. Na pewno polecam wyjazd na Bliski Wschód, wyjazd do Arabii Saudyjskiej, by zobaczyć ich kulturę. Trzeba wspomnieć o tym, że Arabowie są niesamowicie gościnni. Już kilka razy miałem taką sytuację, że, zepsuł mi się samochód na odcinku, czy gdzieś na dojazdówce się zatrzymaliśmy i zaraz podjeżdżają do nas ludzie w lokalnych samochodach, proponując nam pomoc. Wyciągają kawę z kardamonem, herbatę z kardamonem, oni zawsze w termosach mają dużo jedzenia i picia. Miałem też kilka razy taką sytuację, że byłem w sklepie, robiłem sobie zakupy i okazało się, że nie mogę zapłacić moją kartą płatniczą. Zaraz ktoś z kolejki się pojawiał, mówił, że wita mnie w Arabii Saudyjskiej i płacił mi za te zakupy. Także naprawdę ludzie tam są bardzo gościnni i to bardzo lubię. Tam jest tak, jak było dawniej u nas, może dalej jest gdzieś na wsi – jedziesz i ktoś cię zaprosi do domu, ktoś ci się da napić wody. W Arabii Saudyjskiej naprawdę ludzie są gościnni, bardzo mili, rozmawiają po angielsku, także polecam kibicom wybranie się tam na rundę WRC.

A będą mieli komu kibicować? Domyślam się, że biorąc pod uwagę twoje doświadczenia z Rajdu Dakar i też start w ten weekend, jakieś kontakty tam masz. Czy już dostałeś jakieś zaproszenie do startu?

Myślę, że wspólnie z Rashidem Al-Muhannadim wystartujemy w tym rajdzie, bo cała nasza ekipa, wspierana przez katarską federację, ma w planie ten start. Jeśli tylko czasowo będę dostępny, a wygląda na to, że będę, to myślę, że wystartuję. Także zapraszam polskich kibiców, bo tym milej będzie tam startować.

Powiedz jeszcze, jak w ogóle nawiązała się ta współpraca z Rashidem i zespołem katarskiej federacji? Jak wspomniałeś, wiele samochodów w barwach QMMF na starcie. Ty w Peugeotcie 208 Rally4, czyli samochodzie, którym rzadko startowałeś w ostatnich latach. W 2020 roku jechałeś R2-jką ostatni raz.

Jechałem R2, a teraz autem Rally4. Wtedy to był Peugeot 208 R2, Rally4 jest troszkę innym samochodem. Współpraca z Rashidem nawiązała się dawno, bo my już jeździliśmy kilka razy w International Baja Qatar. Do tej pory federacja wspierała swoich zawodników tylko w Katarze, podczas krajowych zawodów. Gdy zostałem przez nich zaproszony, nie znałem jeszcze Rashida. Wystartowaliśmy razem i okazało się, że całkiem dobrze się ta współpraca układała, więc w następnym roku znowu pojechaliśmy wspólnie. W zeszłym sezonie pojechaliśmy kilka rund Pucharu Bliskiego Wschodu i razem z federacją katarską, jako zespół QMMF, zdobyliśmy mistrzostwo Bliskiego Wschodu. W tym roku Rashid przesiadł się do rajdów drogowych. Jeździ Peugeotem Rally4. Nie byłem w stanie z nim pojechać wcześniejszych rund MERC, więc teraz pojechałem z nim Arabię Saudyjską. Tydzień temu jechaliśmy rajd w Katarze, taki narodowy, jako trening. Federacja bardzo wspiera swoich zawodników i program jest rozwijany. Mają też dwóch młodych kierowców z programu juniorskiego, po prostu zrobiono shoot-out na torze w Lusail i zaproszeni byli wszyscy młodzi Katarczycy, którzy mają jakieś predyspozycje, albo którzy chcieliby jeździć w rajdach. Zostało wytypowanych dwóch najlepszych i oni teraz jeżdżą w ekipie juniorskiej. Tak to właśnie wyszło, że z Rashidem znam się i z rajdów cross country, i teraz z rajdów drogowych. Lubimy się, dobrze nam się razem współpracuje. Myślę, że pewnie w Rajdzie Arabii Saudyjskiej też uda się nam razem wystartować. Na razie jeździ Peugeotem 208, ale wiem, że federacja ma plany, żeby Rashid jeździł autem Rally2, więc wszystko jest rozwijane.

Patrząc jeszcze na to, co się działo w zeszły weekend, jak dużych trudności spodziewasz się dla załóg Rally1, dla ekip fabrycznych, ponieważ one nie mogą testować poza Europą i chyba niezwykle ciężko będzie przygotować się na tak odmienny rajd od czegokolwiek, co mamy w kalendarzu Rajdowych Mistrzostw Świata?

Problemy były naprawdę duże, takich, których ja nie spotykałem na rajdach drogowych. Tak jak mówię, do tej pory myślałem, że Grecja jest strasznie wymagająca i trudna dla samochodu, ale Grecja, w porównaniu do Arabii Saudyjskiej, to jest pikuś. Spotykało się głazy wielkości mikrofalówki, schowane pod fesz-feszem, że nagle uderzałeś w coś i nie wiedziałeś w co. Zespół Toyoty wystawił Juho Hänninena i Janni Hussi, którzy zbierali dane. Hänninen był w szoku. Jak zobaczył po zapoznaniu, jak to wszystko wygląda, twierdził, że auta Rally1 się tutaj rozpadną. Nie będą miały szans dojechać do mety, jeśli organizator nie zrobi łatwiejszej trasy. Już nie wspomnę o autach Rally2, które są słabsze. Ten rajd ma w sobie tak wielką loteryjność, tutaj naprawdę nie chodzi o prędkość, tylko o znalezienie balansu między szybką jazdą, a nie uszkodzeniem auta, nieprzegrzaniem go. Aczkolwiek w listopadzie też może tam być chłodniej, może być bardziej deszczowo, więc mogą być inne kłopoty. Nie wiem, jak jest na Safari, ale tutaj auta naprawdę dostają mocno w kość. Jeśli ktoś będzie walczył o tytuł na ostatniej rundzie, to naprawdę głęboko współczuję, bo tu nic nie będzie wiadomo. Będziesz stał na starcie i nie będziesz wiedział, czy dojedziesz do mety, czy nie, czy auto to wytrzyma. Już nawet nie chodzi o to, że odcinki są trudne i skomplikowane, bo nie powiedziałbym, że takie są, porównując do oesów z innych rajdów WRC. Bardziej chodzi tylko o to, żeby samochód wytrzymał, to będzie największa trudność. Samochód T1+ jak najbardziej dałby radę, to są super trasy dla nich, Can-Am, Polaris – to też są fajne auta, czy Taurus. Jazda tam zwykłym samochodem rajdowym będzie naprawdę wielkim wyzwaniem i w sumie jestem ciekaw tej rywalizacji, jak to będzie wyglądało.

A spodziewasz się jakichś zmian, jeżeli chodzi o trasę, po tym, co się działo w zeszły weekend, że być może odpuszczą trochę zawodnikom?

Myślę, że tak. Spodziewam się, że zrobią troszkę lżejszą trasę, chociażby z tego względu, żeby nie musieli tylu odcinków specjalnych później odwoływać. Były też miejsca takie, że jeżeli jakiś samochód się zepsuje, bądź urwie koło, to zablokuje trasę, bo z jednej strony jest skarpa, a z drugiej jest przepaść. Nie byłoby go jak ominąć. Jak z naszego zespołu jeden samochód urwał koło to był problem, żeby ten samochód ściągnąć z trasy. Arabia jest wielka, więc jest gdzie zrobić rajd. Te odcinki były, uważam, trochę za trudne, na nasze rajdówki.

Przed Tobą Rajd Węgier, jakie oczekiwania macie z Miko Marczykiem na najbliższy weekend?

Nie będę ukrywał, że mam wysokie oczekiwania. Teraz Miko był na testowym rajdzie we Włoszech. Wszystko idzie zgodnie z planem, trochę kilometrów jest przejechanych. Chciałbym oczywiście walczyć o jak najwyższą lokatę. Zobaczymy, jak to wszystko się poukłada, bo w zeszłym roku złapaliśmy dwa kapcie. Liczę na to, że będzie wynik, który zaspokoi i nas, i wszystkich kibiców.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments