Start sezonu Mistrzostw Polski Rallycross na Autodromie Słomczyn!


Pierwsza runda tegorocznych Mistrzostw Polski Rallycross odbyła się na Autodromie Słomczyn. Była to także eliminacja Mistrzostw Europy Centralnej. 

Podobnie jak rok temu, na torze mieliśmy także Puchar Polski Autocross. Tam wystartowało sześciu kierowców. Kwalifikacje zdominował ubiegłoroczny zwycięzca pucharu Mateusz Koselski. Nie inaczej było w finale w którym na metę przyjechał przed Adamem Puciatą, Maciejem Laskowskim, Tomaszem Kijanowskim i Adamem Bougsiaa.

Do rywalizacji w klasie SC Cup przystąpiło 37 kierowców.

Robert Kabat zwyciężył w dwóch biegach kwalifikacyjnych, co dało mu pierwszą pozycję przed fazą finałową. W swoim półfinale Kabat ponownie był pierwszy przed Szymonem Jabłońskim oraz Robertem Zalewskim. Drugi półfinał wygrał Bartłomiej Mirecki, a do finału weszli wraz z nim Michał Wrzosek oraz Krzysztof Mencel.

Kabat niemalże od razu zablokował Mireckiego po starcie. Z tyłu z szóstej pozycji do przodu przebijał się Zalewski. Mirecki uderzył w Kabata po wyjściu z pierwszego zakrętu, ale ten utrzymał panowanie nad swoim Seicento. W ostatniej chwili na regularnej nitce toru pozostał z nim Wrzosek. Mirecki z Jabłońskim przewodzili grupie pościgowej. Po zaliczeniu jokera Kabatowi udało się wrócić na tor przed wszystkimi rywalami. Zacięty pojedynek o piąte miejsce prowadzili Mencel z Zalewskim. Ten pierwszy wrócił na piątą lokatę, ale chwilę później drugi niemalże powtórzył manewr z poprzedniego okrążenia. Niemalże, bo Mencel wyrwał mu pozycję, którą utrzymał już niezagrożony do mety. Kabat budował przewagę nad rywalami z tyłu, a Jabłoński bez większych przeszkód wyprzedził Mireckiego. Wrzosek na ostatnim kółku zaliczył jokera i wrócił między Kabata oraz Jabłońskiego. Na pierwszych dwóch pozycjach nic się już nie zmieniło. W ostatnim zakręcie Jabłoński popełnił błąd przez niedziałające wycieraczki, co dało miejsce na podium jego koledze z zespołu.

Rekordowych 43 zawodników liczyła sobie klasa RWD Cup.

Mariusz Szczepański potwierdził swój status zwyciężając w kwalifikacjach. Przed półfinałami RWD Cup zaczął padać deszcz, co namieszało w rywalizacji. Pierwszy padł łupem Andrzeja Skrzeka, który przekroczył linię mety przed Mariuszem Szczepańskim oraz Jarosławem Frydrychem. Drugi, w pogarszających się warunkach, wygrał Dariusz Krupa, a do finału weszli jeszcze Grzegorz Łazarewicz i Oliwier Dobrowolski.

Na starcie najlepiej sobie poradził Krupa, który objął prowadzenie. O drugie miejsce walczyli Szczepański z Frydrychem, ale ten drugi popędził na jokera wraz z Łazarewiczem. Na przesychającym torze Skrzek już nie miał tak dobrego tempa jak w półfinale. Krupa lekko odjechał od Szczepańskiego, który postanowił wcześniej od niego zaliczyć jokera. Na tor wrócił tuż przed Skrzekiem. Mając przed sobą pusty tor Szczepański nadrobił wcześniejszą stratę do Krupy i po jego jokerze objął prowadzenie. Drobny błąd w drugim zakręcie dał szansę Krupie na powrót na pierwszą pozycję. Szczepański wyjechał lekko na trawę, ale wcisnął się przed swojego rywala w nawrocie. Tym samym Mariusz Szczepański rozpoczął sezon od wygranej. Za nim na mecie zameldowali się Krupa, Frydrych, Łazarewicz, Dobrowolski i mający problemy z autem Skrzek.

22 kierowców rywalizowało w ramach klasy SuperNational. Większość z nich walczyło w ramach mistrzostw Europy Centralnej.

W kwalifikacjach pierwsze miejsce po dwóch wygranych biegach przypadło Romanowi Castoralowi . Dwa pozostałe wygrał Jakub Kowalczyk. Na początku pierwszego półfinału nad Autodromem Słomczyn wisiały ciemne chmury. Roman Castoral przekroczył linię mety ostrożnie jadąc w strugach deszczu. Kolejne miejsca zajęli Robert Dąbrowski i Jakub Michal z Czech. Półfinał B był za to walką nie tyle z rywalami, co z pogodą. Nastąpiło oberwanie chmury, przez co wszyscy musieli jechać niezwykle ostrożnie. W tych bardzo trudnych warunkach Łukasz Tyszkiewicz i jego zespół okazali się najsprytniejsi, dzięki czemu udało mu się wygrać mając prawie 50 sekund przewagi nad Łukaszem Kuleszą i Jakubem Kowalczykiem. 

Warunki podczas finału były już dużo lepsze. Castoral obronił pierwsze miejsce po starcie, a Kowalczyk po zewnętrznej atakował drugie miejsce. Na jego nieszczęście zderzył się z Tyszkiewiczem, jednak obaj mogli jechać dalej. Kowalczyk jedynie stracił pozycję na rzecz Dąbrowskiego. Bardzo jednak przed niego wrócił, a w tym samym miejscu rywalizację w żwirze zakończył Kulesza. Dąbrowski po swoim jokerze spadł za Tyszkiewicza. Kowalczyk miał drobne problemy na swoim joker lapie, co tylko umocniło Castorala na prowadzeniu. Czech, który rok temu został mistrzem Polski ponownie zwyciężył w Słomczynie. Drugie miejsce przypadło Kowalczykowi, trzecie Tyszkiewiczowi. Dąbrowski dojechał do mety jako czwarty.

W klasach pojemnościowych wygrali Michal Sklenar w SN1600, Robert Dąbrowski w SN2000 i Paweł Melon w SN+2000. Klasa S1600 FIA CEZ rywalizowała osobno i tam zwyciężył Radosław Raczkowski.

W królewskiej kategorii SuperCars zobaczyliśmy 11 kierowców. Pięciu z nich rywalizowało w ramach SuperCars Light.

Tytułu mistrzowskiego po raz drugi bronił Bartosz Idźkowski. Z nowym autem do rywalizacji przystąpił urzędujący wicemistrz Maciej Manejkowski. Ochotę by sprawić niespodziankę miał drugi po sobotnich biegach Michał Peterlejtner. W stawce zobaczyliśmy także Mateusza Ludwiczaka oraz Andrzeja Kleinę rozpoczynającego swój 50 rok startów w motorsporcie.

Problemy Idźkowskiego w drugim biegu przyczyniły się do pierwszej pozycji w kwalifikacjach Manejkowskiego.  

Świetnym startem w finale popisał się Ludwiczak, który został liderem, ale natychmiast zjechał na jokera. Idźkowski zaliczył za to spotkanie ze stojącymi oponami. Peterlejtnerowi pod koniec pierwszego okrążenia odpadły drzwi. Drobne problemy z przyczepnością miał za to Ludwiczak. Maciej Manejkowski dominująco zwyciężył z Michałem Peterlejtnerem i Mateuszem Ludwiczakiem. Zdublowany Bartosz Idźkowski był czwarty.

Z numerem 1 w Słomczynie rywalizował Zbigniew Staniszewski z nowym autem. Do rywalizacji wrócili kierowcy OPONEO – Marcin Gagacki i Dariusz Topolewski. W Słomczynie pojawił się także Marcin Wicik także planujący starty w mistrzostwach Europy. Tempo polskich kierowców próbował utrzymać Lukas Cerveny z Czech. Dużo lepiej to szło Węgrowi Luigiemu, który w 4 biegach czterokrotnie był drugi. Czterokrotnie pierwszy był za to Staniszewski. 

Przy bardzo silnym deszczu lekką niespodziankę sprawił Maciej Manejkowski, który autem klasy Light zwyciężył w półfinale SuperCars pokonując Staniszewskiego i Gagackiego. Drugi półfinał padł łupem Marcina Wicika. Zażarty bój o dwa pozostałe miejsca stoczyli Cerveny, Luigi i Topolewski. Po spektakularnym kontakcie tych dwóch ostatnich Dariusz Topolewski z uszkodzonym autem znalazł się poza finałem.

Na praktycznie suchym torze Manejkowski i Cerveny nie mieli większych szans na starcie. WIdowiskowym manewrem z szóstej pozycji na pierwszą wyszedł Marcin Gagacki. Szeroki wjazd na jokera skończył się obsunięciem opony z felgi przez co kierowca OPONEO szybko spadł na koniec stawki.  Staniszewski szukał sposobu na jadącego przed nim Lugiego, jednak Węgier wciąż pozostawał z przodu. Wicik nie miał tempa rywali przez co po swoim jokerze wyjechał na czwartej pozycji, jednak wkrótce wyprzedził Czecha. Luigi natomiast budował przewagę. Marcin Gagacki popisywał się za to jazda na trzech kołach. Ostatecznie Luigi zwyciężył w rundzie mistrzostw Polski. Kolejne pozycje zajęli Zbigniew Staniszewski, Marcin Wicik, Maciej Manejkowski, Lukas Cerveny oraz Marcin Gagacki.

Kolejna runda 26 i 27 czerwca na Autodromie Sosnova w Czechach. 

Udostępnij!