Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Rajd Walii 2019 – Gdy WRC ostatni raz odwiedziło Wielką Brytanię

Tydzień temu dowiedzieliśmy się, że za sprawą Rajdu Szkocji, WRC powróci do Zjednoczonego Królestwa po ośmiu latach przerwy. Z tej okazji przypomnijmy sobie co działo się, gdy Rajdowe Mistrzostwa Świata ostatnim razem zawitały na Wyspy Brytyjskie.

You’ll Never Drive Alone?

Do 2019 roku Rajd Wielkiej Brytanii zdążył przejść rebranding na „Rajd Walii” i w całości przenieść się do swojego tytułowego kraju. Mimo to, rozpoczynał się dosyć nietypowo – u wybrzeża rzeki Merseyside w Liverpoolu.

Z miasta Beatlesów i Stevena Gerrarda, załogi miały przejechać na tor wyścigowy Oulton Park, a dopiero później trafić na klasyczne walijskie oesy. W tych mieszanych warunkach najlepiej poradził sobie Kris Meeke.

Irlandczyk co prawda wygrał tylko jeden odcinek, ale utrzymywał się na pozycji lidera rajdu, aż do końcówki piątkowego etapu. Wtedy, na ostatniej próbie dnia, swego dopiął Ott Tanak, który wskoczył na pierwsze miejsce w rajdzie.

Czytaj także: Jesus Puras – One Hit Wonder

W październiku 2019 roku niepodzielne rządy Sebastienów w WRC dobiegały końca. Tanak przyjeżdżał do Wielkiej Brytanii z 17 punktową przewagą nad Ogierem. Francuz desperacko potrzebował swojego szóstego zwycięstwa w Rajdzie Walii, ale po pierwszym etapie było ono oddalone od niego o 3.4 sekundy.

Powrót do domu

fot. Red Bull Content Pool

Podczas sobotniego etapu na załogi czekały największe klasyki rajdu. Oesy „Myherin”, „Sweet Lamb” i „Dyfi”. Każdy metr błota na tych trasach doskonale znał Elfyn Evans. Nic dziwnego więc, że to właśnie Walijczyk wygrał wszystkie trzy oesy pierwszej pętli.

Dla Elfyna dwunasta runda WRC była szczególna nie tylko ze względu na jego narodowość. Walijczyk powracał do rajdówki po prawie trzymiesięcznej przerwie, spowodowanej kontuzją, odniesioną w Rajdzie Estonii.

Ze swoim domowym rajdem, mimo pauzy, wiązał wielkie nadzieje. Wygrywał ją przecież dwa lata wcześniej. Tym razem zaczął ją śpiewająco – od wygrania OS2. Jak się jednak okazało, miłe były złego początki. Odcinek później Evans uszkodził zawieszenie i piątkowy etap skończył na ósmej pozycji. Piorunujące czasy w sobotę, pozwoliły mu jednak zyskać dwa miejsca w generalce.

U szczytu tabeli, inicjatywę przejął Thierry Neuville. Belg był w jeszcze bardziej desperackiej sytuacji niż Ogier, gdyż przed tą rundą, tracił do lidera aż 30 punktów. Dobre tempo pozwoliło mu wyprzedzić Ogiera w klasyfikacji rajdu i wylądować na drugim miejscu. Nie mógł jednak znaleźć sposobu na Tanaka, który zwiększał swoją przewagę.

Ręka na trofeum

fot. Red Bull Content Pool

Niedziela oferowała kierowców zaledwie 38 kilometrów ścigania. W tej sytuacji, 11-sekundowa przewaga Tanaka wydawała się dosyć bezpieczna. Tym bardziej, że ani Ogier, ani Neuville nie byli w stanie regularnie kręcić lepszych czasów od Estończyka.

Ott kontrolował więc swoje tempo, a gdy przed ostatnim odcinkiem wciąż miał 9.5 sekundy przewagi nad Neuvillem, ruszył do ataku. Kierowca Toyoty ustanowił najszybszy czas na Power Stage. Do 25 punktów za zwycięstwo w Rajdzie Walii, dołożył więc jeszcze pięć, kompletując czwarty perfekcyjny weekend w sezonie 2019.

Czytaj także: Subaru buduje rajdowe BRZ

W klasyfikacji generalnej Tanak zwiększył swoją przewagę do 28 punktów nad Sebastienem Ogierem. Pierwszy (i jak się okazało, jedyny) mistrzowski tytuł mógł sobie zapewnić już w kolejnej rundzie – Rajdzie Katalonii.

Zresztą Ott dokładnie to uczynił. Drugie miejsce w Hiszpanii, w połączeniu z dopiero ósmą lokatą Ogiera, sprawiło, że nikt nie miał już szans na dogonienie Estończyka.

Ojciec i syn

Tamten Rajd Walii był szczególny także ze względu na wydarzenia w klasie WRC2. Tam Petter Solberg zasiadł za kierownicą Volkswagen Polo R5 i ogłosił, że brytyjska runda WRC, będzie ostatnią w jego karierze. Co więcej, miał rywalizować o zwycięstwo ze swoim synem – Oliverem, który zasiadł w bliźniaczej konstrukcji.

Niestety do pojedynku młodszego i starszego Solberga nie doszło. Już po drugim odcinku specjalnym Oliver zmuszony był wycofać się z rywalizacji, w skutek awarii. Powrócił do rajdu w sobotę, ale dachował na przedostatnim odcinku w niedzielę.

Dużo lepiej radził sobie Petter. Rajd Walii był dla niego szczególną imprezą. To właśnie tutaj zapewnił sobie tytuł Mistrza Świata w 2003 roku. Szesnaście lat później, pożegnał się z WRC w równie wielkim stylu.

Od początku rywalizacji toczył zażartą walkę z Pierre-Louis Loubet. Początkowo górą był Francuz, który zakończył pierwszy etap na pozycji lidera WRC2. Jednak w sobotę stary mistrz przypomniał sobie dawne sztuczki. W połowie drugiego dnia rajdu Solberg był już przed Loubet.

Francuz walczył, szarpał, ale nie był w stanie odzyskać pozycji. W końcówce niedzielnego etapu spuścił nogę z gazu, gdyż drugie miejsce i tak dawało mu pozycję lidera WRC2 w klasyfikacji punktowej. Solbergowi, drogi do zwycięstwa nikt nie mógł już zastąpić.

Norweg zszedł z rajdowej sceny, jako niepokonany.

Czy podobna dramaturgia czeka nas w przyszłym roku, podczas Rajdu Szkocji? Miejmy nadzieję. Impreza w Aberdeen na pewno będzie dźwigać na plecach gigantyczny dorobek kulturowy poprzednich edycji rund WRC w Wielkiej Brytanii.

Udostępnij!