Rajd Szwecji 2020: szutrowy punkt zwrotny
Rajd Szwecji z pewnymi wyjątkami, od dekad stanowił unikat w kalendarzu Rajdowych Mistrzostw Świata. Jedyna runda WRC rozgrywana w całości na śniegu i lodzie była symbolem zimowego ścigania – bandy śnieżne, kolce, białe lasy regionu Värmland i charakterystyczny, „zamaszysty” styl jazdy. Edycja z 2020 roku okazała się jednak punktem zwrotnym w historii tej imprezy. Rajdem, który w sposób definitywny pokazał, że klasyczna formuła zimowej rundy w środkowej Szwecji jest coraz bardziej ryzykowna do utrzymania.
Zima tylko z nazwy
Już na długo przed startem Rajdu Szwecji 2020 organizatorzy i zespoły z niepokojem spoglądali na prognozy pogody i lokalne informacje od synoptyków. Zima w regionie Värmland po raz kolejny zawiodła i to z przytupem. Temperatury utrzymywały się powyżej zera, opady śniegu były symboliczne, a wiele dróg, na których miały rozegrać się odcinki specjalne przypominały bardziej późnojesienny rajd szutrowy niż znaną wszystkim klasyczną, śnieżno-lodową rywalizację.
Na oesach w rejonie Karlstadu i Torsby dominował szuter, błoto i miejscami, cienka warstwa miękkiego śniegu lub lodu. Przyczepność z zakrętu na zakręt była swoistą niewiadomą, a scenariusze rywalizacji bardziej przywodziły na myśl dawne, nieco bardziej zimowe edycje Rajdu Wielkiej Brytanii, niż w pełni zimowy klasyk w Szwecji. Kierowcy wielokrotnie podkreślali, że dobór opon nie mógł być idealny, a jazda na kolcach po odsłoniętym szutrze i kamieniach powodowała ich błyskawiczne niszczenie.
W przeszłości Rajd Szwecji już zmagał się z podobnymi problemami – wystarczy wspomnieć edycje z 1997 czy 2005 roku. Jednak w 2020 roku skala trudności była na tyle duża, że przelała czarę goryczy. Z roku na rok narastały sygnały o niepewnych zimach w tamtejszym regionie.
Zobacz również: Rajd Szwecji 1997 – Ostatni triumf gospodarzy

Rajd skrócony do minimum
W obliczu fatalnych warunków organizatorzy zostali zmuszeni do drastycznych decyzji. Harmonogram rajdu został mocno okrojony, a część zaplanowanych odcinków w ogóle nie doszła do skutku. Odwołano między innymi tradycyjny odcinek pokazowy na torze wyścigów konnych w Karlstad, który od lat otwierał rywalizację i stanowił ważny element widowiska dla kibiców.
Kulminacją problemów był finał rajdu. Ostatniego dnia rozegrano zaledwie jeden odcinek specjalny faktycznej rywalizacji, co w rajdzie mistrzostw świata było sytuacją niemal bezprecedensową. Rajd Szwecji 2020 stał się jednym z najkrótszych w historii WRC, a jego sportowy charakter został wyraźnie osłabiony przez warunki, które były niezależne od organizatorów.
Dla władz WRC był to jasny sygnał, że dalsze trwanie przy lokalizacji w Värmland i rokroczne niepewności z sytuacją pogodową nie mają większego sensu.
Nowy sezon, nowe rozdanie
Rajd Szwecji 2020 był także drugim przystankiem w sezonie, który przyniósł istotne zmiany w układzie sił w WRC. Po zakończeniu 2019 roku Citroën wycofał swój fabryczny zespół z najwyższej kategorii, zamykając tym samym obfity rozdział swojej bogatej historii w rajdach. Od tego czasu, regularnie na trasach Rajdowych Mistrzostw Świata można spotkać jedynie Citroëna C3 kategorii R5/Rally2.
Sébastien Ogier, wówczas sześciokrotny mistrz świata, przeszedł z Citroëna do Toyoty, wzmacniając i tak już dosyć mocny skład japońskiego zespołu. Z kolei urzędujący mistrz świata Ott Tänak wraz z Martinem Järveoją opuścili Toyotę i przenieśli się do Hyundaia. Można powiedzieć, że z „hukiem”, ponieważ sporo czytelników pamięta zapewne, że ich debiut w nowym zespole podczas Rajdu Monte Carlo zakończył się efektownym wypadkiem – Estończycy wypadli z drogi i polecieli w dół zbocza, co definitywnie zakończyło ich udział w rajdzie.
Do Szwecji Tänak przyjeżdżał więc z dużą motywacją, chcąc „odkuć się” na preferowanej przez siebie luźnej nawierzchni i swoją wartość w nowym samochodzie. Natomiast chętnych do mocnego pokazania się nie brakowało. Do tej grupy można także zaliczyć Jari-Matti Latvalę, który wówczas stracił miejsce w oficjalnym zespole i jechał ten rajd z prywatnym zgłoszeniem. Fin pilotowany przez innego przeszłego kierowcę ekipy – Juho Hänninena, liczył na udowodnienie swojej wartości, która ponownie pozwoli mu na angaż do którejś z fabrycznych ekip.
Sprawdź też: WRC: Bratobójcze pojedynki

Walka w nietypowych warunkach
Nietypowe, niemal szutrowe warunki Rajdu Szwecji 2020 sprawiły, że kluczowe okazały się elastyczność i umiejętność kontrolowania sytuacji. W takich realiach najlepiej odnalazł się Elfyn Evans. Walijczyk, startujący od tamtego sezonu w barwach Toyoty, szybko zaadaptował się do nowego samochodu. Pamiętajmy, że był on wówczas po przesiadce z M-Sportu, z którym wiele lat współpracował. na Rajdzie Szwecji jechał równo, niemal bezbłędnie i konsekwentnie utrzymywał przewagę nad rywalami.
Wraz ze Scottem Martinem objął prowadzenie od początku rywalizacji i mimo presji ze strony Tänaka zdołał dowieźć zwycięstwo do mety. Było to jedno z ważniejszych zwycięstw w karierze Evansa i wyraźny sygnał, że Toyota dysponuje w 2020 roku bardzo mocnym pakietem kierowców i samochodu.
Drugie miejsce zajęli Tänak i Järveoja, dla których był to pierwszy solidny wynik w barwach Hyundaia. Estończycy pokazali tempo, które zapowiadało ich późniejszą szybkość w dalszej części tgo sezonu. Na najniższym stopniu podium stanęli Kalle Rovanperä i Jonne Halttunen. Dla młodego Fina był to pierwszy sezon w samochodzie WRC i jednocześnie pierwszy podium w najwyższej kategorii. Jak wszyscy wiemy była to również swego rodzaju zapowiedź kariery, która w kolejnych latach miała zapisać się w historii Rajdowych Mistrzostw Świata.
Polski akcent w Szwecji
Na starcie Rajdu Szwecji 2020 nie zabrakło także polskiego akcentu. Tradycyjnie w tej imprezie wystartowała załoga Michał Sołowow / Maciej Baran. Polski duet, rywalizujący Skodą Fabią R5, po raz kolejny postanowił pokazać się polskim kibicom i zmierzył się z trudami tego specyficznego, szwedzkiego klasyka.
Sołowow i Baran ukończyli rajd na 8. miejscu w klasyfikacji WRC3. Dla polskiej załogi był to swoisty powrót na szwedzką ziemię, ponieważ ostatni start przypadał wówczas na edycję w 2015 roku, kiedy to wystartowali Fordem Fiestą RS w najwyższej kategorii i niestety nie ukończyli zmagań. Zatem ich obecność w 2020 roku była pewnym potwierdzeniem wieloletniej sympatii polskiego kierowcy do Rajdu Szwecji oraz ogólnie do zimowych rajdów.

Czas na zmiany
Rajd Szwecji 2020 okazał się ostatnim rozegranym w klasycznej formie, na trasach w regionie Värmland. Problemy z brakiem śniegu, skrócona trasa i coraz częstsze dylematy pogodowe sprawiły, że po tej edycji zapadła decyzja o przeniesieniu zimowej rundy WRC. Natomiast nie zrezygnowano w pełni z rajdowych tras w tamtejszym regionie.
Aktualna szwedzka runda ERC, czyli Królewski Rajd Skandynawii z powodzeniem korzysta z tras, używanych dawniej w zimowym Rajdzie Szwecji. Różnica natomiast polega w terminie rozgrywania, bowiem „królewska” runda Rajdowych Mistrzostw Europy planowana jest zazwyczaj w sezonie wiosenno-letnim. Pozwala to na rozegranie w pełni szutrowego rajdu bez obawy o zawirowania pogodowe.
Natomiast zimowy rajd w WRC najpierw trafił do Finlandii, gdzie oparto go o znany Arctic Lapland Rally, a rok później na północ Szwecji – do regionu Västerbotten z bazą w Umeå. Tam zimowe warunki okazały się znacznie bardziej przewidywalne i pozwoliły na stabilne przeprowadzanie jedynego śnieżno-lodowego rajdu w mistrzostwach świata. Od sezonu 2022 mówiąc o Rajdzie Szwecji w Rajdowych Mistrzostwach Świata, mamy na myśli imprezę z baza w Umeå, która gości tam po dzień dzisiejszy.
Czytaj także: Od Irlandii po Arktykę – Historia innych zimowych rund w WRC i ERC

Nietypowy rok dla świata i sportu
Rajd Szwecji 2020 był także zapowiedzią niezwykle nietypowego roku – nie tylko dla WRC, ale dla całego świata. Jak się można domyślić również nie z powodu globalnego ocieplenia. Sytuację diametralnie zmieniła rozprzestrzeniająca się pandemia COVID-19, która mocno wpłynęła na kształt ówczesnego kalendarza rajdów.
Już kolejna runda mistrzostw, Rajd Meksyku, została skrócona właśnie z powodu zagrożenia epidemiologicznego. W następnych miesiącach kalendarz WRC ulegał dalszym zmianom, a sezon 2020 przeszedł do historii jako jeden z najbardziej niestandardowych. Wtedy też finał zmagań najlepszych kierowców świata został przeprowadzony na włoskim torze wyścigowym w Monzie, bez udziału kibiców.
Dla Rajdu Szwecji edycja z 2020 roku była więc nie tylko sportowym wydarzeniem, ale także symbolicznym pożegnaniem z epoką zimowych rajdów w środkowej Szwecji – epoką, która na zawsze zapisała się w historii WRC. Choć sam region nie pożegnał się na dobre z rajdami, musiało dojść do pewnych ważnych decyzji, by zabezpieczyć przyszłość rozgrywania zimowego rajdu w Szwecji. Imprezy, która z roku na rok stanowi wyjątkowy punkt w kalendarzu Rajdowych Mistrzostw Świata.