Rajd Safari 2002 – Koniec legendy
Rajd Safari w swojej pierwotniej formie nie miał szans przetrwać w nowoczesnym świecie WRC. Mimo to, w XXI wieku afrykańska impreza zdążyła pojawić się jeszcze trzykrotnie w kalendarzu Mistrzostw Świata. Dziś wspominamy ostatnią edycję „dawnego” Rajdu Safari.
Rajd na wytrzymałość

Czym różniła się od obecnej? Cóż, przede wszystkim długością. Trasa tegorocznej edycji mierzy 338 kilometrów. W 2002 roku, taką długość miał tylko pierwszy etap rajdu. Łącznie wszystkie etapy zawodów mierzyły ponad 1000 kilometrów.
Nie były to różnice aż tak znaczące w kontekście obecnej edycji, jak chociażby na początku lat 90. Wtedy Safari w ogóle nie miało odcinków specjalnych. Cała trasa rajdu była przedzielona punktami kontroli czasu.
Ponadto odbywała się na otwartych dla ruchu drogach. Często zdarzało się więc, że załogi napotykały na odcinku cywilne samochody, autobusy czy nawet ciężarówki. Dla FIA, które w tamtym czasie mocno wzięło się za kwestię bezpieczeństwa w WRC, takie warunki nie mogły być dopuszczalne.
Połączmy to z wymagającą logistyką, problemami w składzie organizatorów i słabnącym wsparciem rządu. Nic dziwnego, że Rajdowe Mistrzostwa Świata wróciły na wschodnio-afrykańskie drogi dopiero po dwóch dekadach.
Cierpiąc na sukces

Brytyjczycy zawsze czuli się w Kenii dobrze. Zdaniem niektórych miejscowych – zbyt dobrze. Nic więc dziwnego, że także w rajdowym kontekście rządzili obywatele Zjednoczonego Królestwa. Richard Burns i Colin McRae wygrali łącznie aż cztery z pięciu poprzednich edycji rajdu.
„Latający Szkot” przyjeżdżał do Afryki jako faworyt. Kierowca Forda miał nieco ospały początek sezonu, ale zwyciężył w poprzedniej rundzie mistrzostw – Rajdzie Akropolu. Do tego wcześniej przywiózł trzecie miejsce z Argentyny. Najwyższy stopień podium w Kenii rozpocząłby mistrzowską kampanię Colina na dobre.
W gorszym nastroju był urzędujący Mistrz Świata. Burns podpisał kontrakt z Peugeotem, zanim zdążył sięgnąć po tytuł z Subaru. W 2002 roku Anglik znalazł się więc w rajdówce, która nie odpowiadała jego stylowi jazdy.
Ponadto, choć przychodził do zespołu zdobywszy mistrzostwo, to numerem 1 Peugeot wciąż był Marcus Gronholm. Pomiędzy Richardem i Finem dochodziło więc do spięć, co przekładało się na wyniki Burnsa.
Anglik zaczął sezon udanie, ale do Kenii przyjeżdżał, będąc w dołku formy. Został zdyskwalifikowany z Rajdu Argentyny i nie ukończył Rajdu Akropolu. Na Safari, bardziej niż kiedykolwiek w sezonie 2002, musiał udowodnić, że zasługuje na pierwszy fotel w zespole.
Sawanna nie bierze jeńców

Richard dostał swoją szansę bardzo szybko, bo po zaledwie paru kilometrach pierwszego oesu. W 206 WRC Gronholma padł wał napędowy. Lider tabeli mógł pakować już walizki. Podobnie Gilles Panizzi, który stracił 24 minuty, naprawiając zawieszenie.
Burns ewidentnie wyciągnął lekcję z pecha swoich kolegów z zespołu. Mistrz Świata postawił na bezpieczną jazdę i pierwszą pętlę zakończył dopiero na dziesiątej pozycji.
„Jeśli przejedziesz każdą sekcję bez problemów, to będziesz mieć tu dobry wynik. Oczywiście niektórzy jadą szybciej od nas, ale podejmują duże ryzyko” – mówił Anglik.
Czytaj także: Odcinek Specjalnie Wybrany – Rajd Safari 2026
Taktyka Richarda działała, ale tylko do czasu. Najpierw na OS3 pękła pompa wody w jego rajdówce. Później olej wyciekający z uszkodzonego amortyzatora zajął się ogniem. Anglik musiał zatrzymać się na odcinku i ugasić pożar. W konsekwencji stracił aż osiem minut.
Dużo lepiej i odważniej radził sobie Colin McRae. Szkot na OS2 wybrał kreatywną linię przejazdu. Przez ponad kilometr jechał obok drogi, po trawie, by ominąć najbardziej wyboisty fragment odcinka. Efekt? Najszybszy czas i awans na drugie miejsce w generalce.
Na prowadzeniu do końca pierwszego etapu utrzymał się Tommi Makinen. Jednak drugi wygrany oes przez McRae na zakończenie dnia oznaczał, że Szkot tracił do Fina zaledwie 16 sekund. W kontekście Rajdu Safari, pierwsza dwójka jechała więc praktycznie na remis.
100 metrów od ratunku

Colin miał wyprzedzić Makinena już na pierwszej próbie. Zarówno w klasyfikacji generalnej rajdu, jak i na trasie odcinka. Tommi uszkodził jeden z amortyzatorów w swojej Imprezie WRC i zmierzał do mety niezwykle powolnym tempem.
Trzyminutowy odstęp dzielący kierowcę Forda od Subaru okazał się być niewystarczający i niebawem Szkot siedział Finowi na tylnym zderzaku. Makinen, w wyniku awarii łączności, był jednak kompletnie nieświadomy obecności McRae za plecami.
Utrzymywał więc w swoim kurzu przeklinającego siarczyście Szkota przez parę dobrych kilometrów, zanim Colin dał radę minąć Subaru. Na mecie Tommi zachował się jednak honorowo i przeprosił McRae, tłumacząc swoją sytuację.
Mimo nerwów kierowca Forda znalazł się więc na prowadzeniu w Rajdzie Safari. Zespół Malcolma Wilsona miał wymarzoną sytuację w generalce. Za plecami Colina znajdował się bowiem Carlos Sainz. Focusy okupowały dwa pierwsze miejsca na Safari.
Po południu drugiego dnia rajdu, tempo podkręcił w końcu Richard Burns. Anglik okazał się najszybszy na OS7 i utrzymywał się na ósmym miejscu w generalce. Odcinek później był już jednak piąty, bo z rajdu jednocześnie odpadli Sainz (awaria pompy paliwa), Eriksson i Makinen.
Sama załoga Peugeot także nie miała powodów do zadowolenia. Podbudowani najszybszym czasem na poprzedniej próbie, postanowili przycisnąć również na OS8. Tym razem pojechali jednak nieco za szybko i urwali zawieszenie w 206 WRC, w końcówce odcinka.
Burns nie zamierzał się poddawać i zmierzał uszkodzoną rajdówką do serwisu. Choć Anglicy dali radę pokonać dziesiątki kilometrów dojazdówki, to pokonał ich… wjazd do parku serwisowego. W tym miejscu znajdował się bowiem głęboki, sypki piach, w którym 206 WRC po prostu się zakopał.
Richard Burns i jego pilot, Robert Reid, próbowali wszystkiego. Kopali w ziemi, podkładali pod koła kamienie, zapasową oponę, a nawet baner reklamowy. Wszystko to działo się sto metrów od stanowiska serwisowego Peugeot, na oczach mechaników, którzy mogli się tylko bezradnie przyglądać sytuacji.
Rajdówka jednak ani drgnęła. Po 30 minutach walki przekroczyli limit spóźnienia na punkt kontroli czasu. Ich rajd dobiegł końca. Zalany łzami Burns pożegnał się z marzeniami o trzecim zwycięstwie.
Łaska Safari

Kenijska runda WRC, w typowy dla siebie sposób, okazała się łaskawa dla underdogów. Choć nie miała litości dla Makinena, Gronholma czy Burnsa, oszczędziła Harriego Rovanperę i Thomasa Radstroma z Citroena. Na trzy odcinki przed końcem, zajmowali oni, odpowiednio drugą i trzecią pozycję.
Na fotelu lidera niezmiennie utrzymywał się Colin McRae. Ostatniego dnia rajdu, Szkot musiał zrobić po prostu to samo, co robił w rajdzie do tej pory – trzymać się z dala od kłopotów.
Wielu w tym miejscu zdjęłoby nogę z gazu. Colin nie byłby jednak Colinem, gdyby nie zaznaczył jeszcze swojej dominacji, wygrywając rozpoczynający niedzielę OS10. Dopiero później postawił na spokojniejsze tempo.
Ostatni etap przebiegał więc pod dyktando Francuzów. Przedostatni odcinek padł łupem Gillesa Panizziego – postrzeganego, o ironio, jako specjalistę od asfaltów. Finałową próbę wygrał natomiast Sebastien Loeb. Na kolejny wygrany oes w Kenii przyszło mu czekać aż 20 lat, gdy w 2022 roku w barwach M-Sportu wygrał drugi odcinek specjalny.
Czytaj także: Rajd Safari 2000 – Gdy najsłabszy zespół w stawce zdobył podium
Najszczęśliwszym człowiekiem w Nairobi był Colin McRae. Szkot odniósł swoje drugie zwycięstwo w sezonie i trzecie na Safari. Ten wynik dał mu potrzebny zastrzyk w walce o tytuł. Kierowca Forda wylądował na drugiej pozycji w punktach, tracąc ledwie 7 oczek do Gronholma.
Tamten Rajd Safari był jednak końcem pewnego etapu w WRC. W wyniku wymienionych we wstępie powodów, afrykańska runda wypadła z kalendarza. Zastąpił ją Rajd Turcji. Czarny ląd na powrót do Mistrzostw Świata czekał aż do 2021 roku, gdy pojawił się już w nieco nowocześniejszej formie.
Mimo wielkich ambicji Colina McRae, wygrana na Safari okazała się ostatnim zwycięstwem w WRC. Szkot, jadąc w swoim stylu, dotarł do mety tylko w trzech z sześciu pozostałych rund sezonu 2002.
Wniosek z tego jest prosty. Rajd Safari to impreza, która równie często daje życie nowym legendom, co je odbiera.