Rajd Safari 2000 – Gdy najsłabszy zespół w stawce zdobył podium
W Rajdzie Safari od samej prędkości dużo ważniejsze jest trzymanie się z dala od kłopotów. Można więc pomyśleć, że na wschodnioafrykańskiej sawannie przetrwają tylko najmocniejsze zespoły. Nic bardziej mylnego. Kenijskie drogi mają słabość do underdogów, co pokazała edycja Safari z 2000 roku.
Rezerwowy Mistrz

Z Seatem należało się w rajdach liczyć. Przynajmniej jeśli chodziło o walkę w rajdowej Formule 2. Ibiza Kit Car zdominowała rywalizację wśród tych samochodów, trzykrotnie z rzędu wygrywając 2-Litrowy Puchar Świata.
Wejście na najwyższy szczebel Hiszpanie mieli jednak dalekie od idealnego. Pierwsze dwie ewolucje Cordoby był zbyt ociężałe, źle zbalansowane i po prostu wolne. W pierwszym pełnym sezonie, w 1999 roku, mniej punktów od Seata zdobył tylko Peugeot, który pojawił się zaledwie w sześciu rundach.
Potencjał w Cordobie WRC zobaczył za to Didier Auriol. Nie, żeby miał jakiś wybór. Zresztą Francuz nie był wcale pierwszym wyborem ekipy z Abrera. Seat chciał Sainza, ale ten zdecydował się wrócić do Forda. Z braku alternatyw, postawiono więc na drugiego „spadochroniarza” z Toyoty.
Niemniej w oczekiwaniu na sezon 2000, w hiszpańskim zespole panowała ekscytacja. Oto Rajdowy Mistrz Świata z 1994 roku miał odpowiadać za rozwój ich rajdówki. U jego boku uczyć miał się obiecujący Toni Gardemeister z Finlandii. Talentu za kierownicą Seatowi na pewno nie brakowało.
Niedociągnięcia kryły się za to pod maską. Właściwie, to pod całą karoserią Cordoby WRC (a można by wręcz powiedzieć, że one też była problemem). Dlatego w dwóch pierwszych rajdach tylko jedna rajdówka dotarła do mety na punktowanej pozycji. Nie było to miejsce byle jakie, bo Gardemeister ukończył Rajd Monte Carlo na czwartej pozycji.
Jednak awaria Auriola w tej samej imprezie, a później kiepskie tempo Cordoby w Szwecji skutecznie pozbawiły zespół entuzjazmu. Samochód na pewno miał potencjał. Problem w tym, że Grupa Volkswagena, tracąca wiarę w rajdowy program Seata, nie dawała zespołowi odpowiednich narzędzi, aby ten potencjał wykorzystać.
Piorunujący start

Nawet najwięksi optymiści w hiszpańskim zespole, nie liczyli na nic więcej, niż finisz w punktach. Celem była pierwsza szóstka. Ale dużo więcej wiary w Cordobę miał Didier Auriol.
Zdaniem Francuza, największym problemem rajdówki był jej zbyt słaby silnik. To sprawiało, że na górskich podjazdach, samochód był wolniejszy od rywali o sekundę na kilometrze. W Rajdzie Safari nie było jednak tak dużych przewyższeń, a Auriol był pewien, że zawieszenie i balans samochodu będzie wystarczająco dobry.
Mistrz świata z 1994 roku zawsze dobrze czuł się w Kenii. Co prawda afrykańskiej rundy WRC nigdy nie wygrał, ale w poprzednim sezonie przywiózł z niej drugie miejsce, w barwach Toyoty. O poranku 24 lutego 2000 roku, Didier czuł, że może powtórzyć ten sukces.
Już pierwszy odcinek udowodnił, że nie były to halucynacje z gorąca. Auriol w Cordobie wykręcił… najszybszy czas na pierwszej próbie. Po raz pierwszy w swojej historii, Hiszpanie prowadzili w rundzie mistrzostw świata.
Szczęście Seata trwało jednak krótko. Odcinek później Auriol był już za plecami Burnsa, dwa odcinki później spadł za Kankkunena. Mimo to, trzecią pozycję na koniec pierwszego etapu, hiszpański zespół brałby w ciemno.
Tym bardziej, że początkowe cztery odcinki były dużo bardziej pechowe dla rywali. Dwukrotnie oponę przebijał Tommi Makinen i po drugim z tych kapci musiał wycofać się z rajdu. Podobny los spotkał Panizziego, który w dodatku pobił się na mecie, z blokującym go na odcinku Roberto Sanchezem.
Oczywiście Cordoby także się sypały. Najpoważniejsze problemy zgłaszał Toni Gardemeister, który na pierwszym etapie zgubił… drzwi. Aczkolwiek komponenty odpowiedzialne za jazdę rajdówki do przodu i na boki, pozostawały sprawne.
Rajdowy pitstop

Wysoka pozycja Seata po pierwszym dniu rywalizacji była w dużej mierze zasługą opon. Hiszpańska ekipa korzystała z ogumienia Pirelli (tak samo jak prowadzące w rajdzie Subaru), które okazało się bardziej wytrzymałe na kenijskich drogach.
Przynajmniej do czasu. Na początku drugiego etapu pech dopadł w końcu załogę Cordoby. Auriol i Giraudet przebili oponę i stracili aż osiem minut. Ich sytuacja mogła być jeszcze gorsza, gdyby nie błyskawiczna zmiana koła.
To kwestia o tyle ciekawa, że przed Rajdem Safari zespół Seata był niezadowolony gdy Francuzi odmówili udziału w treningu zmiany opon. Szefostwo mogło uznać, że ich gwiazdom woda sodowa uderzyła do głowy.
W praktyce Auriol i Giraudet mieli ten aspekt rajdowego rzemiosła opanowany do takiej perfekcji, że na feralnym odcinku Rajdu Safari zmienili koło w mniej niż minutę.
„Zespół powiedział później: „hej, musimy Was przeprosić. Rozumiemy teraz czemu nie chcieliście tego ćwiczyć” – wspominał po latach Didier.
Mimo to załoga i tak spadła na czwartą pozycję, za plecy Colina McRae. Francuzi usłyszeli jeszcze od Szkota parę niecenzuralnych słów. Gdy ten dogonił ich na odcinku, zawodnicy Seata przypadkowo zajechali mu drogę.
W połowie drugiego dnia wydawało się więc, że szczęście Seata się wyczerpało. Bardziej niż pogonią za brytyjską załogą Forda, Auriol musiał martwić Sainzem i Solbergiem, których miał za plecami.
Czytaj też: Sebastien Loeb – stary człowiek, a może
Aczkolwiek na Safari, fortuna kołem się toczy.
Na przedostatnim odcinku specjalnym pech spotkał McRae. Mistrz świata z 1995 roku przymierzał się do przejazdu przez rzekę. Nie wiedział jednak, że przed jego przyjazdem kibice zbudowali na niej tamę i poziom wody był znacznie wyższy niż na zapoznaniu.
Pewny siebie Colin wjechał do wody… i zalał silnik. Jego rajd dobiegł końca, a Auriol znowu wskoczył na podium rajdu.
Tak blisko, tak daleko

Załoga Cordoby wciąż była daleko od sukcesu. Fantastyczne tempo podczas drugiego dnia rajdu pokazał Carlos Sainz i na starcie trzeciego etapu miał tylko pięć minut straty do duetu Seata.
Gdy Hiszpanie szykowali się na ciężki bój, Auriol znów wycisnął z wadliwej rajdówki 120% możliwości. Wykręcił najszybszy czas na pierwszym niedzielnym odcinku. W dodatku w Focusie WRC Sainza padło wspomaganie, a w efekcie „El Matador” stracił ponad 10 minut.
Carlos niebawem miał także poważniejsze problemy. Awaria oznaczała, że spadł na piąte miejsce, za młodego Pettera Solberga. Sainz musiał więc wyperswadować Malcolmowi Wilsonowi, by ten nakazał Norwegowi przepuszczenie Hiszpana na oesie.
Na dwa odcinki przed metą Auriol był więc na ziemi niczyjej. Dziewięć minut za nim znajdowały się obie załogi Forda, a piętnaście minut przed nim – Juha Kankkunen w Subaru. Francuzowi nie pozostało więc nic innego jak modlitwy o bezawaryjny poranek i dowiezienie trzeciego miejsca.
Około południa 27 lutego, Didier Auriol i Denis Giraudet wjechali na uroczystą rampę w Nairobi, świętując pierwsze podium Seata na Safari. Podczas najtrudniejszego rajdu w kalendarzu, z trudami którego nie poradził sobie Ford, Peugeot i Mitsubishi, pozornie najgorsza w stawce Cordoba, założyła brązowe medale.
Miłe złego początki

Współpraca Auriola i Seata zaczęła się niezwykle udanie, ale nastrój szybko zaczął się psuć. Dość powiedzieć, że trzecie miejsce w Kenii było jedyną zdobyczą Francuza w sezonie 2000.
Jak pamiętacie z naszego artykułu o Seacie, głównym powodem dla którego mistrz świata podpisał kontrakt z Hiszpanami, była obietnica budowy nowego silnika rajdówki.
Gdy parę miesięcy po Rajdzie Safari Didier miał okazję po raz pierwszy przetestować trzecią ewolucję Cordoby WRC, zorientował się, że został oszukany. Samochód wciąż był wyposażony w starą, zniedołężniałą jednostkę napędową.
Frustracja rosła więc z każdą rundą i to obustronnie, bo wyniki Auriola były znacznie poniżej oczekiwań ekipy z Katalonii. Po zakończeniu sezonu nastąpił więc rozwód. Didier odszedł z Seata, a Seat… odszedł z WRC.
Ta trzecia wizyta na podium w historii ich startów w Mistrzostwach Świata, pozostaje ostatnim miłym wspomnieniem jakie Hiszpanie zostawili za sobą w rajdach. Jest też dowodem na to, że wyroki kenijskiej sawanny są niemożliwe do przewidzenia.
Afrykańska runda WRC rządzi się swoimi prawami, ale w swojej nieprzewidywalności potrafi być też sprawiedliwa. Kto wie, może w tym roku także pozwoli się odkuć najbardziej pechowemu zespołowi w stawce?