Rajd Portugalii 2001 – najlepsza edycja?
Deszcze i błoto tegorocznego Rajdu Portugalii przypomniały mi o edycji tej imprezy sprzed 25 lat. Dlatego dzisiaj zamierzam Wam opowiedzieć o emocjach jakich dostarczył pewien pamiętny marcowy weekend na północy Portugalii. Oto historia dramatycznego pojedynku pomiędzy Tommim Makinenem a Carlosem Sainzem.
Trójstronny remis

Przed Rajdem Portugalii, który był trzecią rundą tamtego sezonu, ciężko było wysuwać daleko idące wnioski. A jednak pierwszy szutrowy rajd kampanii zapowiadał się niezwykle interesująco.
Na pierwszym miejscu w generalce znajdowało się, ex aequo, trzech kierowców: Tommi Makinen, który wygrał Rajd Monte Carlo, ale nie dojechał do mety w Szweci, Harri Rovanpera, który wygrał w Szwecji, ale zabrakło go w Monte Carlo, oraz Carlos Sainz, który w obu rajdach dojechał na podium, co również dawało mu 10 punktów.
Jeszcze przed rozpoczęciem Rajdu Portugalii było wiadomo, że te zawody przemieszają stawkę. Północ kraju nawiedziły ulewne deszcze, jakich nie widziano od dekady. Szuter zmienił się w błoto, słońce w mgłę, a odcinki miejscami przypominały górskie potoki.
Rajd na wyniszczenie

W tych warunkach, o ataku nie było mowy. Wszystkie załogi za wszelką cenę próbowały się utrzymać na drodze. Nie było to jednak łatwe zadanie, o czym świadczył fakt, że już na pierwszym etapie z rywalizacją pożegnali się: Colin McRae, Petter Solberg i… Leszek Kuzaj.
Nic dziwnego, że wycofywali się głównie zawodnicy startujący z tyłu stawki, bo droga podczas ich przejazdów wyglądała tak, jakby jechała nią dywizja pancerna.
Minimalnie lepsze warunki mieli ci z przodu. Na zakończenie pierwszego etapu podium okupowała więc pierwsza trójka mistrzostw: Makinen, Sainz i Rovanpera. „Latający Fin” mógł się cieszyć z prawie 20-sekundowej przewagi, ale w tak wymagających warunkach nie była ona gwarantem zwycięstwa.
Na drugim etapie, jako pierwszy odpadł Harri Rovanpera. Sam zawodnik Peugeot nie popełnił żadnego błęd, ale presji nie wytrzymał silnik w jego 206 WRC. Oznaczało to oddech dla Sainza. „El Matador” wspierany przez tłumy hiszpańskich kibiców miał teraz prawie dwie minuty przewagi nad trzecim miejscem.
Jednak nastroje w Focusie WRC Hiszpana dalekie były od idealnych. Carlos męczył się straszliwie w błotnistych warunkach i w połowie dnia tracił już pół minuty do Makinena. Sainz sam mówił na serwisie, że z każdym kolejnym odcinkiem modli się coraz mocniej o ujrzenie mety rajdu.
Mimo to Hiszpan ustanowił piorunujący czas na kończącym etap „Mortagua”. Pokonał Makinena aż o 17 sekund, co oznaczało, że przed niedzielą, dwóch mistrzów świata dzieliło zaledwie 13 sekund.
Starcie gladiatorów

Finalnie o zwycięstwie w Rajdzie Portugalii miały zadecydować tylko dwa odcinki. Organizatorzy odwołali OS20, co było na rękę Makinenowi. Fin miał teraz jeden odcinek mniej do obrony swojej przewagi.
Nie zbiło to z tropu Sainza. Oczekując na start OS21, minął Tommiego, nawet nie rzucając na niego okiem. „El Matador” był kompletnie zafiksowany na swoim celu.
Pokazywały to międzyczasy. Od początku odcinka Sainz wyprzedzał Makinena średnio o 0.5 sekundy na kilometrze. Przewaga Fina topniała w oczach, podobnie jak guma na jego oponach. Tommi kompletnie nie trafił z doborem mieszanki na przesychający portugalski szuter.
Finlanie Sainz „włożył” mu aż 13.3 sekundy, co oznaczało, że zepchnął Makinena na drugą pozycję. Zwycięstwo Hiszpana zdawało się być blisko. Lepiej wybrał opony i był w uderzeniu. Co musiałby zrobić „Latający Fin”, aby go powstrzymać?
Odpowiedź brzmiała: pojechać szybciej. Kierowca Mitsubishi miał w ręce słabsze karty, ale nie zamierzał składać broni. Jego EVO 6.5 ślizgało się na łysych oponach, ale mimo to pędziło dalej naprzód, ciśnięte przez Tommiego do granic możliwości.
O dziwo, Fin był szybszy na międzyczasach. Szala zwycięstwa powoli przechylała się w jego stronę. W rajdówce Sainza z każdym kolejnym kilometrem rosła desperacja. Wreszcie, w jednym zakrętów Hiszpan chciał być za szybki. Focus WRC przestrzelił szczyt łuku i zmierzał ku poboczu. Carlos utrzymał samochód na drodze, ale uciekły cenne sekundy.
„El Matador” nie wytrzymał ciśnienia. Gdy dojechał na metę, jego czas był gorszy od Makinena o prawie 9 sekund. Tłum, który jeszcze chwilę wcześniej wiwatował na cześć, Sainza, został momentalnie uciszony przez „Latającego Fina”. Tommi sięgnął po swoje drugie zwycięstwo w sezonie.
Banicja w nagrodę

Jak to śpiewał pewien znany wokalista „trzeba wiedzieć gdy ze sceny zejść niepokonanym”. Ta maksyma sprawdziła się w kontekście Rajdu Portugalii, który po swojej najbardziej emocjonującej edycji… wyleciał z kalendarza WRC.
Oficjalnie winę zrzucono na pogodę i słabą organizację. Nieoficjalnie, chodziło o pieniądze i rynek motoryzacyjny, bo Portugalię zastąpiły znacznie bogatsze w tym kontekście Niemcy.
Zawody powróciły do Mistrzostw Świata dopiero po sześciu latach, z bazą przeniesioną w okolice Algarve. Rajd Portugalii ponownie odwiedził północ w 2015 roku. Od tego czasu pogoda nie płatała już na szczęście figli.
Mimo to, legendy mówią, że gdy nad Fafe pojawiają się ciemne chmury to organizatorzy rajdu zmawiają modlitwy, a kibice dostrzegają majaczącego na horyzoncie, czerwonego Lancera Makinena.