Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Rajd Meksyku 2014 – Gdy piwo uratowało Hyundaia

Zdolność improwizacji kierowców rajdowych nie zna granic. Szczególnie, gdy potrzebne jest szybkie rozwiązanie problemów. Widzieliśmy już wahacze prostowane kamieniami czy alternatory naprawiane na trytytki. Dzisiaj opowiemy Wam jak butelka piwa Corona, uratowała podium dla Thierry’ego Neuvilla.

Podejście nr. 2

O pierwszej przygodzie Hyundaia w WRC, w Korei się nie rozmawia. Po dwóch rundach drugiego podejścia do Mistrzostw Świata, szef zespołu, Michel Nandan, mógł mieć mieszane odczucia.

Chociaż obie jego rajdówki przetrwały tylko pięć odcinków Rajdu Monte Carlo i jedenaście Rajdu Szwecji, to w obydwu tych krótkich startach i20 WRC pokazało znacznie więcej potencjału, niż Accent WRC przez całą swoją rajdową przygodę.

Samochód był szybki. Trzeba było tylko popracować nad nim i nad kierowcami do tego stopnia, by któraś z załóg zameldowała się na mecie w punktach. W kontekście trzeciej rundy sezonu, Rajdu Meksyku, łatwiej było to powiedzieć niż zrobić.

Zawody odbywały się w górach regionu Guanajuato, na oesach położonych ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza. Takie warunki byłyby niezwykle wymagające dla każdej rajdówki, a szczególnie dla i20 WRC, które z piekłem Meksyku miało zmierzyć się po raz pierwszy.

Maraton, nie sprint

Mimo to, po zakończeniu pierwszego dnia rywalizacji, Nandan miał powody do zadowolenia. Thierry Neuville przywiózł rajdówkę do serwisu na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej. Belg co prawda nie pokazał tak przebojowego tempa jak Ostberg, ale w przeciwieństwie do dwóch poprzednich występów – trzymał wszystkie cztery koła na drodze.

W sobotę pragmatyczne podejście kierowcy Hyundaia okazało się właściwym. Już na drugim odcinku etapu z drogi wypadł jego norweski rywal, a błąd popełnił Elfyn Evans. To katapultowało Neuvilla na trzecie miejsce w generalce.

Przed Belgiem wciąż było jednak mnóstwo pracy. Od linii mety dzieliło go dziewięć odcinków, a przewaga nad kierowcą M-Sportu była dosyć niewielka – tylko 11 sekund. Thierry nie dał się wybić z rytmu.

Trzymał się swojego powtarzalnego tempa i w efekcie, na kończący sobotę serwis, zjeżdżał, mając ponad 40 sekund zapasu nad Evansem. Pierwsze podium w rajdowej historii Hyundaia było na wyciągnięcie ręki.

Dziura w chłodnicy

9 marca Elfyn Evans ewidentnie wstał z łóżka lewą nogą, bo już na drugim niedzielnym odcinku przegrał z Neuvillem o przeszło 30 sekund. W obozie Hyundaia wszystko było już jasne: zagrożenie ze strony Walijczyka minęło. Pierwsze podium Koreańczyków mogła odebrać tylko katastrofa.

Tej nic nie zapowiadało. Neuville wykręcił czwarty czas na Power Stage i zameldował się na mecie ostatniego odcinka. Pierwszy sygnał, że coś jest nie tak, pojawił się w momencie, gdy temperatura silnika w rajdówce Belga wystrzeliła w górę po opuszczeniu mety stop.

Neuville zatrzymał się, spojrzał na przedni zderzak i dokonał przerażającego odkrycia. Na odcinku coś przedziurawiło chłodnicę. Załoga Hyundaia co prawda ukończyła już wszystkie próby rajdu, ale musiała dotrzeć jeszcze do oddalonego o 30km serwisu, aby ich wynik został zaliczony. Z dziurą w chłodnicy nie było to możliwe.

Tą szybko udało się zakleić, ale niestety do tego momentu z intercoolera zdążył wyciec cały płyn chłodniczy. Belgowie nie mieli oczywiście „zapasu” w rajdówce.

Na szczęście, w nagrodę za trzecie miejsce, na mecie oesu dostali od organizatora dwie butelki (a właściwie butle) piwa Corona, które było głównym sponsorem rajdu. Neuville i Gilsoul oparli się pokusie wypicia złocistego trunku w meksykańskim upale i zamiast tego… wlali go do chłodnicy.

Piwo to nasze chłodziwo

LLegada y Podium Final del Rally México WRC en Rally Campus en León, Guanajuato, México. 20140309
Foto: Enrique Gijón

Ta pozornie szalona taktyka okazała się jednak skuteczna, Zawodnicy Hyundaia z piwnym chłodzeniem dotarli do serwisu w Leon, choć w drodze musieli się jeszcze zatrzymać, aby dolać Corony.

W ten kuriozalny sposób, samochód Hyundaia znalazł się w końcu na podium rundy WRC. Dzisiaj, gdy Koreańczycy są dwukrotnymi mistrzami świata, tamto trzecie miejsce nie robi już takiego wrażenia. Jednak w 2014 roku dla zespołu Nandana było to niczym zwycięstwo. Po prawie 10 latach koreańska marka zmazała wreszcie plamę hańby Accenta WRC.

Za to Corona dostała wymarzony materiał do własnej kampanii marketingowej. Oto koronny przykład, że zostanie sponsorem rajdu może opłacić się na wiele sposobów. Koniec końców, nie tylko austriacki napój energetyczny potrafi dodać skrzydeł.

Udostępnij!