Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Rajd Chorwacji 2021: Emocje do ostatnich metrów

Tegoroczny Rajd Chorwacji zadecyduje o tym, kto zostanie nowym Mistrzem Europy. Dlatego cofnijmy się pamięcią do debiutu tej imprezy w WRC. W 2021 roku ostatnie zakręty, na ostatnim odcinku wyłoniły zwycięzcę, po pełnym dramaturgii weekendzie.

Napięcie przed startem

fot. Red Bull Content Pool

Dominującą emocją przed startem Rajdu Chorwacji 2021 była niepewność. Odczuwali ją organizatorzy, którzy mieli zapewnić zawody na poziomie Mistrzostw Świata, nie mając z tym żadnego doświadczenia.

Odczuwali ją kibice, w których pamięci wciąż świeży był covidowy sezon 2020. W nim, z 13 pierwotnie zaplanowanych rund, odbyło się tylko 7, w długich odstępach czasu. Fani wciąż nie mogli być pewni (szczególnie w kwietniu 2021 roku), które rajdy faktycznie się odbędą, a które nagle zostaną odwołane. Fakt, że ten los zdążył już spotkać Rajd Szwecji, a później Japonii, tylko potwierdzał słuszność obaw.

Niepewni swego byli też Sebastien Ogier, Elfyn Evans i Thierry Neuville. Załogi Toyoty zaczęły sezon od zajęciach dwóch pierwszych miejsc w Monte-Carlo. Jednak podczas Rajdu Arktycznego, zarówno Franucz, jak i Walijczyk pojechali znacznie poniżej oczekiwań, finiszując na, odpowiednio dwudziestym i szóstym miejscu.

Dwukrotnie trzeci w dwóch pierwszych rundach był Thierry Neuville, ale Belg ewidentnie nie wszedł jeszcze na swoje optymalne obroty. Pierwsza asfaltowa runda sezonu, dawała mu więc nadzieję na pierwsze zwycięstwo.

Trzęsienie ziemi

fot. Red Bull Content Pool

W zaistniałej sytuacji, pierwszy na odcinki nowej rundy WRC ruszał jako lider Kalle Rovanpera. I to pomimo faktu, że Fin nie wygrał do tej pory żadnej rundy Mistrzostw. Zawodnikowi Toyoty nie było jednak dane długo cieszyć się tą pozycją.

Rajd Chorwacji zaczął się bowiem, niczym najlepszy thriller Alfreda Hitchocka. Najpierw było trzęsienie ziemi, a potem napięcie tylko rosło. Już na pierwszych kilometrach pierwszego oesu, Rovanpera przestrzelił prawy zakręt i poleciał między drzewa. Kalle i Jonne wyszli z rajdówki bez szwanku, ale było jasne, że nigdzie dalej już nie pojadą.

Minuty później, w tym samym zakręcie błąd popełnił Sebastien Ogier. Wycieczka Francuza poza drogę skończyła się jednak, zaledwie na przebitej oponie i 6 sekundach straty. Jak ryba w wodzie, czuł się na chorwackich asfaltach Thierry Neuville. Wygrał trzy z czterech porannych odcinków i wjeżdżał do serwisu na pozycji lidera.

Różnice były jednak minimalne, bo ledwie 7 sekund tracił do niego Elfyn Evans, a 12.3 sekundy Sebastien Ogier. To właśnie Francuz ruszył do ataku na drugiej pętli i gdy to on wygrał trzy kolejne odcinki, znalazł się przed Evansem i tylko 8 sekund od prowadzącego Neuvilla.

Ogier kontratakuje

fot. Red Bull Content Pool

Choć Neuville pokazał na pierwszym etapie, że ma odpowiednie tempo by powalczyć w Chorwacji o zwycięstwo, to prowadzenie roztrwonił już na pierwszym sobotnim odcinku. Belg zdecydował się na miękkie opony, które jednak kompletnie nie były w stanie trzymać się asfaltu. W efekcie stracił prawie pół minuty i spadł aż na trzecią pozycję.

W kwestii opon nie pomylił się oczywiście Ogier, który był najszybszy na dwóch porannych oesach i wskoczył na pozycję lidera, przed Evansem. Choć mieszanka jego ogumienia była odpowiednia, to jednak jego szczelność miała sprawić Francuzowi problemy.

Po południu, na drugim przejeździe oesu „Mali Lipovec – Grdanjci” Mistrz Świata znów przebił oponę i jego strata zmalała do 6.9 sekundy. Cały czas drugi był Elfyn Evans, który wygrał w sobotę jeden odcinek, ale wciąż nie był w stanie dogonić Ogiera. Po porannych niepowodzeniach pozbierał się za to Thierry Neuville. Kierowca Hyundaia był najszybszy na dwóch oesach drugiej pętli i po zakończeniu etapu tracił tylko 10.4 sekundy do lidera. Sprawa zwycięstwa cały czas stała na ostrzu noża

Ciekawie było też za plecami czołowej trójki. Fantastyczny debiut w aucie WRC zaliczał Adrien Fourmaux, który na obu przejazdach „Mali Lipovec” wykręcał drugi czas. Błysnął też Takamoto Katsuta, wygrywając dwa odcinki i wskakując na siódmą pozycję w generalce.

Najbardziej emocjonującym etapem rajdu, miał się jednak okazać ten ostatni – niedzielny.

Seb vs Policja

fot. Red Bull Content Pool

Choć w niedzielę na załogi czekały tylko dwa przejazdy dwóch odcinków, składających się na 78km oesowych, to były próby pełne dramaturgii.

Poważny krok w kierunku zwycięstwa postawił Elfyn Evans. Walijczyk w końcu znalazł odpowiednie tempo i pokonał Ogiera na pierwszym tego dnia, OS17. Chwilę później, na premierowym przejeździe przez oes „Zagorska Sela”, górą znów był Walijczyk. Tym razem, aż o 7 sekund, co oznaczało, że został nowym liderem Rajdu Chorwacji. Na dwa oesy przed końcem miał 2.8 sekundy przewagi.

To nie był koniec złych wieści dla Sebastiena Ogiera. Na dojazdówce Francuz zderzył się z cywilnym samochodem i uszkodził nadwozie swojej rajdówki. Policja szybko przybyła na miejsce wypadku, ale Ogier, spiesząc się na odcinek, ruszył bez składania wyjaśnień, prawie potrącając przy tym funkcjonariusza.

Na szczęście dla Toyoty, Seb uniknął poważniejszych konsekwencji prawnych. Miał jednak do odrobienia sporą stratę (jak na ten etap rajdu) w mocno pokiereszowanym Yarisie WRC. W dodatku, przedostatni OS19 również padł łupem Elfyna Evansa. Walijczyk miał w tym momencie już 3.9 sekundy przewagi. Skreślać nie można było też Thierry’ego Neuvilla, który przed Power Stage’m tracił 8 sekund do Evansa.

Łzy i triumf

fot. Red Bull Content Pool

Rywalizacja na ostatnim odcinku specjalnym była więc elektryzująca. Pierwszy presji nie wytrzymał Neuville. Belg przestrzelił lewy zakręt w końcówce odcinka i musiał cofać, tracąc w efekcie około trzech sekund.

Następny w kolejce był Ogier. Francuz jechał na granicy, prawie tracąc kontrolę nad rajdówką po podbiciu w szybkiej sekcji. Pomimo tego i pomimo znacznych uszkodzeń, Seb wykręcił o 4 sekundy lepszy czas od Neuvilla.

Wydawało się jednak, że nie będzie to wystarczająco. Evans był wolniejszy od Ogiera o 3.9 sekundy, ale w końcówce odcinka, podkręcił tempo i odrobił ponad sekundę. Gdy już wydawało się, że Walijczyk jest paręset metrów od zwycięstwa, w ostatnim zakręcie odcinka wyjechał na trawę i zgubił tył auta. Szybko odzyskał panowanie nad rajdówką, ale zepsuł w ten sposób wyjście z zakrętu na długą prostą, która kończyła odcinek.

Licznik czasu był niczym wyrok, gdy pokazał stratę do Ogiera, rzędu 4.5 sekundy. Sebastien, pomimo przeciwności losu, wyrwał zwycięstwo z paszczy porażki. Evans za to nie krył rozczarowania. Łzy płynęły mu po policzkach gdy udzielał wywiadu na mecie stop.

Po trzech dniach morderczej walki na ułamki sekund, najlepszy znów okazał się Sebastien Ogier. Wygrał Rajd Chorwacji o 0.6 sekundy. 14 kilometrów asfaltu, biegnące z Zagorskiej Seli do Kumrovca widziało wiele emocjonujących zakończeń, ale żadnego tak dramatycznego.

Przynajmniej jak na razie. Czy walka o Mistrzostwo Europy będzie tak emocjonująca jak finał tamtego Rajdu Chorwacji? Przekonamy się już w ten weekend.

fot. Red Bull Content Pool

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments