Rajd Chorwacji 2013: Jak wyglądała ostatnia edycja w ERC?
Rajd Chorwacji po ponad dekadzie powraca do kalendarza Rajdowych Mistrzostw Europy. W dodatku, to właśnie w Zagrzebiu poznamy nowego Mistrza Starego Kontynentu. Co wydarzyło się, gdy Chorwacja gościła ERC w 2013 roku?
Adriatycki klimat

Tamten Rajd Chorwacji, z obecnym miał wspólną właściwie tylko nazwę. Po trzech latach w Rijece, na jubileuszową 40 edycję, zawody przeniosły się do nadmorskiego Poreča. Jako, że baza rajdu przeniosła się ponad 100km na zachód, to zmieniły się też odcinki specjalne.
Nadal w większości przebiegały one po asfalcie, ale bardzo często zdarzały się też dłuższe, szutrowe sekcje. Teren był mniej pofalowany, a drogi szersze, lecz trasy rajdu, były jednocześnie bardziej kręte. To z kolei przekładało się na niższą średnią prędkość.
Nadal były to jednak szalenie wymagające zawody. Trasa mierzyła prawie 240km, podzielonych na trzy dni rywalizacji. Dla porównania, łączna długość tegorocznych odcinków w Rajdzie Chorwacji to 172km.
Słysząc o rajdzie na wybrzeżu Adriatyku, kibice mogli wyobrażać sobie piękną, słoneczną pogodę. Natura miała jednak inne plany. Jako, że rajd odbywał się w ostatni tydzień września, załogom przyszło zmierzyć się z deszczem, już na pierwszym etapie.
Mistrzostwa dla koneserów

Sama część sportowa chorwackiej rywalizacji, niestety nie zapowiadała się już tak obiecująco. Z czołówki ERC do Poreca zawitał tylko Jan Kopecky. Czech mógł zapewnić sobie na Bałkanach mistrzowską koronę i zanim jeszcze wyjechał na pierwszy odcinek, praktycznie pewnym było to, że ją założy.
A to dlatego, że białą flagę po Rajdzie Polski, wywiesił Bryan Bouffier. Francuz był ostatnim zawodnikiem, który miał jeszcze matematyczne szanse na zatrzymanie Kopecky’ego. Jednak ewidetnie niezbyt wierzył w swój sukces, bo chorwacką rundę ERC, wolał przesiedzieć w domu.
Czechowi towarzyszył właściwie tylko jeden rywal ze stałej stawki ERC: Andreas Aigner w Subaru. Austriak był jednak bardziej zaangażowany w walkę w ERC Production Cup, niż w pokrzyżowanie planów Kopecky’ego. Dlatego wszyscy spodziewali się, że Rajd Chorwacji będzie formalnością.
Do tytułu jeszcze daleko

Szampany w namiocie Skoda Motorsport, po pierwszej piątkowej pętli musiały jednak zostać w lodówce. A to dlatego, że Kopecky kompletnie nie trafił z wyborem opon na pierwsze trzy odcinki. Nad ranem Poreč nawiedziły ulewne deszcze, w których nadejście, kierowca Skody ewidentnie nie wierzył. W efekcie na porannych oesach musiał walczyć na slickach.
Zdecydowanie lepiej w roli meteorologa sprawdził się Andreas Aigner, który wyposażył swoją rajdówkę w deszczówki. Gdy rywale walczyli o przyczepność, Austriak wygrał dwa pierwsze odcinki i niespodziewanie, w N-Grupowej Imprezie, znalazł się na prowadzeniu.
Kopecky był natomiast dopiero trzeci i do lidera tracił już pół minuty. Choć Czechowi początek tego rajdu kompletnie się nie ułożył, to w końcówce pierwszej pętli, szczęście w końcu się do niego uśmiechnęło. A to dlatego, że najdłuższy tego dnia oes „Brest” przesechł na tyle, że Fabia S2000 w końcu złapała przyczepność. Jan zdecydowanie pokonał Aignera i tracił do niego już tylko 10 sekund.
Powrót do normalności

Druga piątkowa pętla okazała się już kompletnie sucha, co skrzętnie wykorzystał Kopecky. Czech nie zamierzał zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, więc już na pierwszym popołudniowym oesie zrównał się w generalce z Aignerem.
Austriak robił później co mógł, ale jego Subaru nie miało większych szans z nową Fabią S2000. Kopecky nie dość, że skończył piątkowy etap na pozycji lidera i to z minutową przewagą, to jeszcze wygrał wszystkie popołudniowe odcinki. Wyglądało na to, że emocje związane walką o zwycięstwo, dobiegły końca.
Aigner miał poważniejsze kłopoty, bo na zakończenie pierwszego etapu, ledwie 5.6 sekundy za jego plecami znajdował się Gassner. Niemiec nie był jego bezpośrednim rywalem w walce o tytuł w Production Cup, ale wypuszczenie zwycięstwa w Chorwacji z rąk, mogłoby skomplikować sytuację Andreasa w generalce.

Piątkowe odcinki zebrały swoje żniwo, przede wszystkim w krajowych kategoriach bałkańskich mistrzostw. Z 81 załóg, które wyjechały rano z Poreča, do parku serwisowego powróciło tylko 65. Sobota miała się okazać, pod tym względem, jeszcze bardziej wymagająca.
Chorwacka koronacja
W sobotę rano wielu emocji (w znacznej większości negatywnych) doświadczyli chorwaccy kibice. Ich Mistrz – Juraj Sebalj bardzo udanie zakończył piątkowy etap, plasując się na piątej pozycji w generalce. Przy dobrych wiatrach mógł liczyć nawet na miejsce na podium. Jednak zamiast tego, Sebalj roztrzaskał swoją Skodę Fabię już na pierwszym sobotnim oesie, przy okazji blokując drogę i odwołując odcinek.
W zdecydowanie lepszych nastrojach mogli być Czesi. Jan Kopecky potrzebował zaledwie dwóch odcinków, by powiększyć swoją przewagę o 15 sekund. W tamtym momencie, przed zdobyciem pierwszego tytułu Mistrza Europy, powstrzymać mogła go tylko katastrofa.
Za jego plecami trwała zażarta walka o drugie miejsce i zwycięstwo w Production Cup. Inicjatywę zdawał się mieć Gassner, który na pierwszej pętli zredukował stratę do Aignera, do 0.7 sekundy. W odwiecznym starciu Subaru z Mitsubishi, tym razem ostatnie słowo miały jednak „plejady”.
Po wyjeździe z serwisu, Aigner znalazł tempo, którego szukał od piątkowego poranka. Co prawda, tym razem żadnego odcinka nie wygrał, ale na 2 z 3 oesów okazał się znacznie szybszy od Gassnera i odskoczył mu na 23 sekundy. Tej przewagi nie oddał już do samej mety i mógł cieszyć się z trzeciego zwycięstwa w sezonie w Production Cup.

Wiele powodów do radości miał też Jan Kopecky, który był najszybszy na każdym z popołudniowych odcinków. Czech wygrał Rajd Chorwacji z przewagą prawie dwóch minut i w fantastycznym stylu zapewnił sobie pierwsze Mistrzostwo Europy. Po dzień dzisiejszy, Rajd Chorwacji 2013, pozostaje ostatnim rajdem ERC poza granicami Czech, wygranym przez czeską załogę.
Z obecnej stawki Mistrzostw Europy, tylko Andras Hadik i Simone Tempestini mogą pamiętać tamtą edycję Rajdu Chorwacji. Węgier wspomina ją na pewno bardzo ciepło. Zajął 6 miejsce, które wciąż jest jego najlepszym wynikiem w zagranicznej rundzie ERC. Dużo gorzej jechało się Tempestiniemu, który w Poreču ukończył zmagania, dopiero na 17 pozycji.

Jak będzie w tym roku?
12 lat temu, Mistrzostwo Europy w Chorwacji zapewnił sobie zawodnik, który wjechał na rampę startową jako lider generalki. Mamy wielką nadzieję, że w tym roku będzie podobnie. Pewnym jest jednak, że w nadchodzący weekend, Miko Marczyka i Szymona Gospodarczyka czeka dużo większe wzywanie.
Prestiż Rajdu Chorwacji poszybował w górę, dzięki goszczeniu rundy WRC w poprzednich latach. Pomógł też powrót bazy rajdu do Zagrzebia. Na rampie startowej zobaczymy więc nazwiska znane z Mistrzostw Świata, takie jak: Nikolay Gryazin, Adrien Fourmaux czy Lauri Joona.
Relację na żywo ze wszystkich odcinków, zobaczycie oczywiście na antenie Motowizji. Oby był to piękny polski weekend w Chorwacji!.