Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Rajd Chin – zapomniana runda WRC

„Rajd, którego nikt nie pamięta” – tak można opisać 11 rundę sezonu 1999 Rajdowych Mistrzostw Świata. W poszukiwaniu nowych fanów i nowego rynku, WRC zawitało wówczas do najbardziej zaludnionego kraju świata. Rajd Chin okazał się jednak pełen kontrowersji, z których mało która dotyczyła faktycznego ścigania. Oto historia rundy mistrzostw świata w „Państwie Środka”.

Skok na kasę

 

Gdyby miejsca w kalendarzu WRC w 1999 roku, przyznawano w zamian za popularność, kulturę i historię rajdów w danym kraju, to Chiny znalazłyby się gdzieś na końcu kolejki. „Państwo Środka” dysponowało jednak tak dużą populacją i gospodarką, że Rajdowe Mistrzostwa Świata musiały przynajmniej spróbować „zarazić” Chińczyków swoim sportem.

Rajd Chin przeszedł więc bardzo skróconą ścieżkę na szczyt. Zaledwie dwa lata po swojej pierwszej edycji (od razu w ramach Mistrzostw Azji i Pacyfiku), impreza, sponsorowana przez koncern tytionowy BAT, znalazła się w harmonogramie WRC.

W parku serwisowym nikt nie ukrywał, że za dołączenie nowej rundy do kalendarza nie odpowiadały kwestie sportowe. O ile załogi musiały tolerować „politykowanie” FIA, o tyle ustępstw w temacie bezpieczeństwa nie mogły tolerować. A te bardzo szybko się pojawiły.

Na dwa dni przed startem, prowincję Guangdong nawiedziły ulewne deszcze. Choć początek pierwszego odcinka zbliżał się wielkimi krokami, poprawy pogody, próżno było szukać na horyzoncie. Organizatorzy odwołali więc, że ze względu na niekorzystne warunki, helikoptery telewizji i pogotowia ratunkowego, nie dostaną zgody na start.

To spowodowało niezwykle ostrą reakcję ze strony zawodników.

Jeśli helikopter nie wystartuje, to wszyscy będziemy mieli wątpliwości, czy czas reagowania na ewentualny wypadek będzie odpowiedni” – mówił Richard Burns.

Jeszcze ostrzej o całej imprezie wypowiadał się Carlos Sainz:

„- Być może fajnie jest tu przyjechać na wakacje, ale nie na rajd – mówił zawodnik Toyoty.

Czy widzisz miejsce dla Chin w kalendarzu? – dopytywał reporter

Absolutnie nie – odparował Hiszpan.”

Organizatorzy ugięli się w końcu pod presją zespołów, które zagroziły bojkotem zawodów. Zgoda na start helikoptera ratunkowego została wydana. Jednak sens i reputacja Rajdu Chin zostały poddane w wątpliwość, zanim jeszcze pierwsza załoga wjechała na rampę startową.

Angielskie wyjście

Organizatorom Rajdu Chin z pewnością nie można było odmówić rozmachu. Ceremonia startu u podnóża Wielkiego Muru, do dziś robi wielkie wrażenie. Jednak to co działo się na samych odcinkach, również nie przypadło do gustu kierowcom.

Deszcz, który nawiedził park serwisowy, zalał też odcinki specjalne. Problem w tym, że rekonesans przed rajdem odbywał się w kompletnie suchych i słonecznych warunkach. Opisy stworzone przez zawodników, nadawały się więc jedynie do wycierania błota z rajdówek.

Wyjątkiem był Tommi Makinen, który wygrał zdominował pierwszą połowę piątku i zjeżdżał do serwisu z 20-sekundową przewagą. Jednak azjatyckie rajdy w poprzednich latach, rzadko były dla Fina szczęśliwa i Chiny nie były od tego trendu odstępstwem.

Po południu kierowca Mitsubishi grzmotnął o stojące przy drodze drzewo. Samego wypadku nikt nie widział, bo dalej uziemiony był helikopter telewizyjny. Aczkolwiek gdy Fin wjechał do serwisu, jego rajdówka wygląda jakby zawinęła się wokół słupa, a w dodatku jej lewe tylne koło było obrócone o 45 stopni. Po heroicznym wysiłku, Tommi był w stanie kontynuować jazdę, ale zdążył spaść na 3 miejsce.

To i tak nic w porównaniu z występem, jaki w Chinach zaliczył Ford. Colin McRae był jednym z faworytów, jako że wygrywał dwie poprzednie edycję tych zawodów, gdy były rundą APRC. W WRC Szkot zakończył swoje ściganie już po 2 kilometrach pierwszego odcinka, gdy urwał zawieszenie na kamieniu.

Malcolm Wilson miał niebawem jeszcze większe powody, do siwizny, stopniowo opanowującej jego włosy. Cztery minuty po Colinie, na odcinek ruszył jego kolega z zespołu – Thomas Radstrom. Próbując ominąć uziemionego Focusa Szkota, Szwed trafił na dokładnie ten sam kamień, co McRae – z dokładnie takim samym skutkiem.

Po 20 minutach od startu pierwszego oesu, Ford mógł zwijać swoje namioty i wracać do Dovenby Hill. Zespół z Cumbrii zniósł swoją porażkę tak źle, że starał się zatrzeć wszystkie jej ślady. Dlatego do dzisiaj będziecie mieli problem ze znalezieniem zdjęć Focusów WRC z Rajdu Chin.

Brytyjscy kibice nie załamywali jednak rąk, bo po pierwszym dniu, na pozycji lidera znalazł się Richard Burns. Choć Anglik prezentował zdecydowanie najlepsze tempo na piątkowym etapie, to na jego twarzy malowała się bardziej ulga, niż satysfakcja.

Francuska szarża

Wobec błędu Makinena i wycofania się McRae, najbliższym rywalem dla Burnsa był Didier Auriol w Toyocie Corolli. Choć Francuz po pierwszym etapie tracił do lidera prawie 20 sekund, to bardzo szybko wziął się za ich odrabianie. Wygrał drugi w sobotę, OS10 i przewaga Burnsa błyskawicznie stopniała do 12 sekund.

W ślady za Auriolem chciał pójść Makinen, ale Fin wciąż nie potrafił odnaleźć się na chińskich oesach. Na pierwszej pętli popełnił kolejny błąd, wypadając z drogi i tracąc trzecią pozycję w generalce.

Natomiast na serwisie Mistrz Świata wreszcie trafił z ustawieniami swojej Lancera EVO VI. Druga pętla w wykonaniu Makinena wyglądała więc znacznie lepiej… do czasu. Tommi wygrał cztery odcinki specjalne i zbliżył się na 16.5 sekundy do lidera. Gdy wydawało się, że as Mitsubishi może jeszcze namieszać w rajdzie, nadszedł ostatni w sobotę, OS16. Tam Makinen urwał zawieszenie na kamieniu, kończąc swój udział w Rajdzie Chin.

Tymczasem, na czele tabeli trwał japoński pojedynek, Corolli Auriola z Imprezą Burnsa. Po OS14 zawodnicy zamienili się miejscami i teraz do Anglik musiał gonić Francuza. Zawodnik Toyoty wytrzymał jednak presję i skończł drugi etap z przewagą 10.5 sekundy. Tego fascynującego pojedynku nie mogli oglądać jednak kibice, bo helikopter telewizyjny, wciąż stał uziemiony w parku serwisowym.

Carlos Sainz, w myśl radzieckiego przysłowia „im ciszej jedziesz, tym dalej dotrzesz”, na koniec dnia przebił się na trzecią pozycję. Jednak mimo awansu na podium, Hiszpan wciąż nie szczędził gorzkich słów organizatorom rajdu. Tym razem obrał za cel odcinki specjalne.

Momentami to nie przypomina jeżdżenia samochodem. Musisz wjechać w koleiny i się w nich trzymać”.

Japoński triumf

Kibice, którzy ostrzyli sobie zęby na zaciętą walkę, musieli być strasznie rozczarowani, gdy Auriol wygrał pierwsze trzy odcinki specjalne w niedzielę. Francuz trafnie ocenił warunki na odcinkach, wybierając opony do jazdy po błocie.

Na jego tempo (i przyczepność), odpowiedzi nie miał Richard Burns, na szutrowej oponie. W trzy odcinki Anglik stracił ponad 20 sekund i jego szanse na czwarte zwycięstwo, znacznie zmalały.

Podczas ostatniej pętli rajdu, nad Guangdong w końcu zawitało słońce. Dla Burnsa było już jednak za późno. Choć w końcu jego opony były dopasowane do warunków, to wygrał z Auriolem tylko na jednym odcinku.

Na dwóch pozostałych najszybszy był Francuz, który w Chinach odniósł swoje 19 zwycięstwo w WRC. Jak się później okazało, było to jego ostatnie zwycięstwo na szutrze, w karierze w Mistrzostwach Świata. Powody do zadowolenia Toyocie, dał też Carlos Sainz, który utrzymał trzecią pozycję w generalce.

Świętowali też kibice… z Turcji. Z wycofań kierowców fabrycznych skorzystał Volkan Isik, który w prywatnej Corolli WRC, dotarł do mety na szóstym miejscu i zgarnął jeden punkt. Został pierwszym tureckim zawodnikiem w historii, który zapunktował w rundzie WRC.

Chińska farsa

 

Zbyt wielu powodów do radości nie mieli za to organizatorzy Rajdu Chin, których krytykowano właściwie za wszystko. Kręte i śliskie odcinki, miejscami zmieniające się w błotne potoki, problemy z helikopterem ratowniczym, znikoma liczba nagrań i zdjęć, brak transmisji i zainteresowania rajdem miejscowych kibiców – ciężko było znaleźć jakieś pozytywy tamtego weekendu.

Do podobnych wniosków doszła najwidoczniej firma State Express 555 (ta od Subaru), która zrezygnowała z roli sponsora tytularnego rajdu. Wobec braku środków, Rajd Chin nie zachował miejsca w kalendarzu na następny sezon.

Przez następne, blisko dwie dekady, zawody były rundą Mistrzostw Azji i Pacyfiku. Jednak Chiny były po prostu zbyt smakowitym kąskiem, by WRC poddało się, po zaledwie jednym podejściu. Szczególnie wobec sukcesu F1 i WEC w Szanghaju.

Dlatego, w 2016 roku Rajd Chin powrócił do kalendarza Mistrzostw Świata. Tym razem z bazą w stolicy, na asfalcie, z lepiej przygotowanym zabezpieczeniem i marketingiem – organizatorzy rzekomo nauczyli się na błędach poprzedników.

Czy tak faktycznie było? Nie mieliśmy okazji się przekonać. Podobnie jak w 1999 roku, teren rajdu nawiedziły ulewy. Tym razem były one jednak na tyle poważne, że żadna z rajdówek WRC nie dotarła nawet do Chin. Deszcze zniszczyły drogi, po których miały biec oesy i na miesiąc przed planowanym startem, impreza została odwołana.

Drugie fiasko przy drugim podejściu skutecznie ostudziło ambicję FIA, co do chińskiej rundy WRC. Pogłoski o kolejnej próbie na razie przycichły. Jednak wobec rosnącego rynku motoryzacyjnego w Państwie Środka, kwestią czasu jest, zanim Rajd Chin na nowo spróbuje wcisnąć się do Rajdowych Mistrzostw Świata.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments