Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Rajd Barbórka 2002: Gdy „ośka” pokonała „wurce”

Na rampie startowej Peugeot 206, Ford Focus i Subaru Impreza WRC. Wśród nazwisk Kuzaj, Kulig, czy Andreucci. Tymczasem na najwyższym stopniu podium staje załoga… 206 XS. Oto historia najbardziej zaskakującego Rajdu Barbórka.

Sprinterski format

Choć Rajd Barbórka nie należy do najdłuższych imprez w naszym kraju, to edycja z 2002 roku wyznaczyła w tej kategorii nowy standard. Organizatorzy, oprócz „Kryterium Karowa” (które było wtedy częścią rajdu) wyznaczyli tylko… dwa przejazdy po Autodromie Bemowo. Cały dystans rajdu wynosił więc 5.64 kilometra.

Nie oznaczało to jednak braku emocji. Wręcz przeciwnie. Na liście startowej znalazło się ponad 50 załóg, złożonych z kierowców wyścigowych, rallycrossowych i oczywiście rajdowych. Kibice ostrzyli sobie kciuki na pojedynek mistrza Polski – Leszka Kuzaja, z wicemistrzem Europy – Januszem Kuligiem.

Oprócz nich, na rampie startowej znalazła się śmietanka naszych rodzimych mistrzostw: Paweł Dytko, Tomasz Czopik, Zbyszek Gabryś czy Michał Bębenek. Spodziewano się też, że niespodziankę sprawi gość zza granicy – Paolo Andreucci.

Jednak finalnie, żaden z tych zawodników nawet nie zbliżył się do zwycięstwa.

Pojedynek na Bemowie

Autodrom Bemowo został przerobiony na „superoes”, więc załogi rywalizowały ze sobą równolegle. Największe emocje budził oczywiście pojedynek Kuzaja i Kuliga w autach WRC. Starcie kierowców walczących wtedy o mistrzostwo Europy, elektryzowało kibiców na długo przed startem rajdu.

Finalnie oba pojedynki padły łupem Leszka Kuzaja i Erwina Mombaertsa, którzy pokonali Janusza Kuliga i Jarosława Barana o, odpowiednio, 1,5 i 3 sekundy. Żadna z tych załóg nie była jednak blisko najszybszego czasu.

A to dlatego, że w tamtą grudniową sobotę w Warszawie panowały wyjątkowo mokre warunki. Obfite opady zaczęły się już na pierwszym przejeździe, a pośród błota i bardzo śliskiego asfaltu, potężne auta WRC miały spore problemy z przyczepnością.

Na krętej bemowskiej próbie najlepiej radziły sobie samochody Grupy N. Pierwsze cztery miejsca zajęły załogi w Lancerach EVO VII i EVO VI. Najszybsi z nich byli Mariusz Stec i Witold Bogdański.

Podczas drugiego przejazdu przez autodrom, deszcz zmienił się w śnieg i sytuacja dla mocniejszych samochodów zrobiła się jeszcze mniej korzystna. Najszybsza była więc załoga w aucie z napędem na przednią oś – Paolo Andreucci i Anna Andreussi w Fiacie Punto S1600.

Za ich plecami uplasowali się Paweł i Tomasz Dytko, a podium odcinka uzupełnili… Michał Nowosiadły i Bartłomiej Boba w Peugeocie 206 XS. Najwyżej plasowana załoga w aucie WRC – Michał Kościuszko i Tomasz Borysławski, wykręcili dopiero szósty czas. Kuzaj był dziewiąty, Kulig dopiero osiemnasty.

Col de Karowa

A to nie był koniec niespodzianek. Gdy wieczorem rywalizacja przeniosła się na ulicę Karową, opady śniegu tylko przybrały na sile. Warunki na finale Rajdzie Barbórka, do złudzenia mogły przypominać Rajd Monte Carlo.

Jako jedni z pierwszych na słynny wiadukt wjechali Marcin Turski i Jarosław Dragon. Załoga Subaru Imprezy S5 WRC miała tę przewagę nad rywalami, że jechała po mokrej kostce i asfalcie, a nie po śniegu.

Dlatego ich czas, 2:45.3, utrzymywał się na szczycie tabeli… do końca odcinka. O ironio, popularnego „Turasa” na Karowej pierwotnie miało nie być. Na drugim przejeździe „Bemowa” ich Subaru wypadło z trasy i utknęło w błocie. Spadli więc na 44 pozycję w generalce i formalnie nie zakwalifikowali się na Karową.

Organizator postanowił jednak dopuścić ich do startu, mając na uwadze widowiskową jazdę, prezentowaną przez tę załogę. Turski i Dragon mieli rozgrzać publiczność przed właściwą częścią wieczoru, a przypadkowo, otrzymali najlepszą pozycję na drodze.

Z każdym kolejnym przejazdem, śniegu na drodze tylko przybywało. Przez to, że na Karowej najwyżej plasowani zawodnicy startują na końcu stawki, najmocniejsze samochody miały de facto najgorsze warunki.

Więc jedyną załogą, która zbliżała się do czasu ś.p. Marcina Turskiego, byli Artur Ryziński i Rafał Biniszewski w… Fiacie Cinquecento. Stracili do zwycięzcy tylko 2.9 sekundy. Za to podium Kryterium uzupełnili Wojciech Białowąs i Filip Godziejawski w Fiacie Seicento.

Sensacyjny zwycięzca

fot. Piotr Malczewski

 

Prowadzący przed ostatnim odcinkiem Dytko, nie miał szans utrzymać tej przewagi. Gdy przyszła kolej na jego przejazd po Karowej, spod śniegu nie było widać już asfaltu. Niedoszły lider stracił więc ponad minutę i spadł na 23 miejsce.

Niewiele lepiej radzili sobie wiceliderzy. Andreucci i Andreussi byli tylko 9 sekund szybsi od braci Dytko i wylądowali na 20 miejscu w wynikach rajdu. Większych szans na poprawę sytuacji nie mieli też Kuzaj i Kulig. Dwie największe gwiazdy rajdu, wykręciły na Karowej, odpowiednio 23 i 18 czas.

W kompletnie niespodziewanym zwrocie akcji zwycięzcami jubileuszowego, 40. Rajdu Barbórka zostali Michał Nowosiadły i Bartłomiej Boba, w małym Peugeot 206 XS. Mieli szczęście jechać po stosunkowo mało zaśnieżonej Karowej i uzyskali na niej piąty czas.

To wystarczyło, aby wylądować na pierwszym miejscu, zaledwie 1.3 sekundy przed Bohdanem Ludwiczakiem i Krysztofem Szeszko w rallycrossowym Fordzie Focusie. Najniższy stopień podium zajęli zwycięzcy Pucharu Peugeot w 2002 roku – Piotr Adamus i Magdalena Zacharko – również w 206 XS.

Po dzień dzisiejszy Nowosiadły i Boba pozostają ostatnią załogą, która wygrała Rajd Barbórka w samochodzie z napędem na przednią oś. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez wyjątkowych warunków, ale w żaden sposób nie umniejsza to ich osiągnięciu. Utrzymanie 206 XS na tak zaśnieżonej drodze, to w końcu wielka sztuka.

Czy tegoroczny Rajd Barbórka przyniesie nam podobną sensację? Przekonamy się już w sobotę, 13 grudnia.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments