Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Rajd Argentyny 2002 – Gdy zwycięzców było trzech

Rajd Argentyny słynął z dramatycznych finiszów, jednak żaden nie był tak kuriozalny, jak ten z 2002 roku. Wiele emocji dostarczyły same odcinki specjalne, ale największy zwrot akcji czekał nas po zakończeniu rywalizacji. Oto runda WRC, którą wygrało jednocześnie trzech kierowców.

Człowiek z lodu

Obrona tytułu w 2001 roku była dla Marcusa Gronholma katastrofalna, ale w kolejnym sezonie Fin pewnie zmierzał po swój drugi tytuł. Na Rajd Argentyny, który był szóstą rundą sezonu „Iceman”, przyjeżdżał z dwoma zwycięstwami na koncie.

Pokrzyżować plany Peugeot zamierzało Subaru. Tommi Makinen nie mógł być usatysfakcjonowany dotychczasową walką o piąte mistrzostwo. „Latający Fin” przyfrunął do Cordoby po trzech wycofaniach w czterech ostatnich rajdach.

Choć obaj ci kierowcy zaczynali Rajd Argentyny z dwóch odmiennych biegunów, to właśnie oni stanęli naprzeciw siebie w walce o zwycięstwo. Nie mniej jednak pierwszy dzień rajdu wcale nie zapowiadał pełnej napięcia dramaturgii.

A to dlatego, że premierowy etap ułożył się idealnie po myśli Gronholma. Kierowca Peugeot uniknął gęstej mgły na większości odcinków i kładł się spać mając minutę i czterdzieści sekund przewagi nad drugim Makinenem.

Szczęście odwróciło się od Marcusa drugiego dnia rajdu. Już na pierwszych sobotnich kilometrach w jego 206 WRC padła hydraulika. W rajdówce przestał działać pedał gazu i oba dyferencjały. Mistrz Świata z 2001 roku był w stanie usunąć awarię, ale do tego momentu jego przewaga zdążyła stopnieć do 16 sekund.

Makinen zwietrzył swoją szansę i, sekunda po sekundzie, zmniejszał stratę do lidera. Na przedostatnim tego dnia oesie wykręcił czas o ponad 8 sekund lepszy od Gronholma i wyprzedził go w generalce. Ostatnie słowo w sobotę miał jednak Marcus, który był szybszy na OS18. Oznaczało to, że przewaga Tommiego wynosi tylko pół sekundy. W niedzielę szykował się nam pasjonujący pojedynek.

Bitwa Latających Finów

Najważniejsze wydarzenie tego dnia miało miejsce, zanim rajdówki wyjechały na oesy. Podobnie jak w sobotę, w rajdówce Gronholma znów buszowały chochliki. Peugeot 206 WRC nie chciał odpalić i Fin musiał wypchnąć go z parku zamkniętego.

Choć finalnie zapłon zadziałał i załoga wróciła do rywalizacji, to w parku serwisowym zaczęły krążyć plotki, że Gronholmowi przy pchaniu rajdówki pomagał ktoś z mechaników. W regulaminie taka pomoc była oczywiście surowo zabroniona.

Marcus określił te oskarżenia jako „bullshit”. Jednak na nagraniach z kamery pokładowej samochodu, oprócz Gronholma i jego pilota, widać było też trzecią osobą, pomagającą im przy 206 WRC.

Tymczasem Makinen nie zamierzał zostawiać niczego sędziom. Fin desperacko potrzebował drugiego zwycięstwa w sezonie. Dlatego od rana ruszył do ataku, wciskając pedał gazu mocno w podłogę. Być może zbyt mocno. Na przedostatnim odcinku specjalnym, Imprezę WRC podbiło w lewym zakręcie, przy dużej prędkości. Rajdówka zaczęła dachować, koziołkując nad samotnym kibicem po drugiej stronie drogi. Szczęśliwie, ani widzowi ani załodze nic się nie stało.

Czytaj także: Rajd Monte Carlo 2002 – Loeb przegrał choć był najszybszy

Oznaczało to jednak, że nikt nie był w stanie powstrzymać już Gronholma od przekroczenia linii mety na pierwszej pozycji. Kierowca Peugeot był przekonany, że sięgnął właśnie po swoje trzecie zwycięstwo w sezonie.

Zielony stoliczku, nakryj się

Do końca emocji w Rajdzie Argentyny było jeszcze daleko. W parku serwisowym na Gronholma, zamiast oklasków i wiwatów, czekał sędzia zawodów z decyzją o dyskwalifikacji Fina.

Zwycięzcą zawodów został więc Richard Burns, który do tej pory jechał w cieniu dwójki rywali. Mistrz Świata dostał puchar, napił się szampana i wsiadł do samolotu lecącego do Wielkiej Brytanii.

Dzień później okazało się jednak, że koło zamachowe w Peugeot 206 WRC Burnsa było o 20 gramów zbyt lekkie. Poskutkowało to… kolejną dyskwalifikacją.

Fanty w postaci trofeum i wina musującego trafiły finalnie do Carlosa Sainza. Warto zauważyć, że Hiszpan, jeszcze dwa odcinki przed końcem rajdu, okupował czwartą pozycję z dwuminutową stratą do lidera. Finalnie to Ford okazał się największym wygranym rajdu, bo na podium załapał się jeszcze McRae.

Natomiast zespół Peugeot, choć zdruzgotany po tak kuriozalnej porażce, nie odczuł jej w ostatecznym rozrachunku sezonu. Gronholm wygrał w tamtym sezonie jeszcze trzy rajdy i sięgnął po drugi tytuł.

Rajd Argentyny pozostaje jednak koronnym przykładem na to, że każdy rajd na przełomie XX i XXI wieku trzeba było oglądać aż do ceremonii mety. Czasem nawet jeden dzień dłużej. Wszak to nie jedyny przykład zwycięstwa zdobytego nie na oesach, a na badaniu kontrolnym.

Udostępnij!