Prawdziwa walka Kristofferssona
Jest tylko jedna rzecz, którą Johan Kristoffersson ceni bardziej niż samo zwycięstwo – to wygrywanie wtedy, gdy sytuacja naprawdę tego wymaga, gdy trzeba zakasać rękawy i wywalczyć sukces w bezpośredniej walce. W sezonie 2026 Rallycrossowych Mistrzostw Europy właśnie z takim wyzwaniem musiał się zmierzyć.
W obliczu najmocniejszej i najbardziej licznej od lat stawki Euro RX1 od początku było jasne, że Kristoffersson nie będzie miał łatwej drogi do kolejnych zwycięstw. Co prawda triumfował w inauguracyjnej rundzie w Rydze, ale za każdym razem musiał odrabiać straty po słabych startach – problemie, który miał stać się stałym motywem kolejnych zawodów.
W Nyirád powolne ruszanie ze startu sprawiło, że w finale Kristoffersson musiał ustawić się po zewnętrznej stronie stawki. W pierwszym zakręcie zakończyło się to uderzeniem w zewnętrzne bariery z opon.
Na domowym torze w Höljes Szwed odniósł imponujące zwycięstwo w trudnych warunkach, ale problemy Kristoffersson Motorsport ze startami dały o sobie znać także w Mondello Park i Lohéac, gdzie Kristoffersson stracił szanse na kolejne triumfy. Przed decydującą, podwójną rundą sezonu w portugalskiej Lousadzie musiał więc gonić swojego największego rywala, Andreasa Bakkeruda, który objął prowadzenie w klasyfikacji mistrzostw.

Podczas dwóch pierwszych kwalifikacji pierwszego dnia rywalizacji w Portugalii ponownie musiał odrabiać straty po pierwszym zakręcie. W Q3 zobaczyliśmy jednak Kristofferssona w najlepszym wydaniu. Perfekcyjny przejazd – niemal o trzy i pół sekundy szybszy od najbliższego rywala – wyniósł ośmiokrotnego mistrza World RX na pierwsze miejsce w klasyfikacji po trzech kwalifikacjach.
Później całkowicie zdominował swój półfinał, wygrywając go z jeszcze bardziej absurdalną przewagą 12,5 sekundy. Przebita opona wyeliminowała Bakkeruda z dalszej części sobotniej rywalizacji, a Kristoffersson wygrał zarówno swój półfinał, jak i najważniejszy tego dnia finał rozegrany przy sztucznym oświetleniu. Różnica między oboma kierowcami, która zaledwie kilka godzin wcześniej wynosiła jeden punkt, nagle wzrosła do aż 36 punktów – na korzyść kierowcy Volkswagena.

Po niedzielnych półfinałach było już jasne, że tytuł trafi w ręce Kristofferssona. W chaotycznym finale po raz kolejny dała o sobie znać jedna z jego największych zalet – kiedy inni mieli problemy, on zachował spokój i bezbłędnie dowiózł wynik do mety. Trzech kierowców odpadło po wypadkach, jeden zmagał się z problemami z ciśnieniem paliwa, a kolejny złapał przebitą oponę. Kristoffersson jako jedyny przejechał cały wyścig bez żadnych problemów i zobaczył flagę w szachownicę. Co więcej, w ostatnim zakręcie przed metą miał nawet czas na efektownego „donuta”, którym ucieszył zgromadzoną publiczność, zanim przeciął linię mety…
– Naprawdę świetnie bawiłem się w tym sezonie – podsumował pochodzący z Arviki kierowca w rozmowie opublikowanej na kanale Talking Loose, na Youtube.
Po długiej i krętej drodze do sukcesu zakończył sezon z imponującą przewagą 60 punktów nad resztą stawki i po raz pierwszy w karierze zdobył mistrzowski tytuł Euro RX.
– Rywalizowaliśmy z bardzo mocną stawką, odwiedzaliśmy tory, na których panowała świetna atmosfera, i przez cały rok naprawdę dobrze się bawiliśmy. Kocham rallycross i cieszę się, że na każdych zawodach ponownie pojawiały się liczne grupy kibiców, a sama rywalizacja była prawdziwą walką. Wierzę, że fanom naprawdę dobrze się to oglądało – kontynuował.

– Wszystko to nie zmienia faktu, że był to dla nas również trudny rok. Wielokrotnie musieliśmy odrabiać straty po pierwszym zakręcie. Nasi rywale – szczególnie SET Promotion na początku sezonu – wyraźnie odrobili pracę domową i wykonali świetną robotę, jeśli chodzi o starty. Byli dobrze przygotowani, podczas gdy my nie byliśmy, a rozwiązanie tego problemu zajęło nam znacznie więcej czasu, niż bym sobie życzył – przekazał.
– Wcześniej właściwie nie pracowaliśmy z tym oprogramowaniem, ale nawet kiedy już zrozumieliśmy, na czym polega problem, zdaliśmy sobie sprawę, że mamy również inne kwestie, które nas ograniczają. W Lohéac nasze starty były mniej więcej najgorsze ze wszystkich, więc naprawdę musieliśmy spojrzeć w lustro i poświęciliśmy mnóstwo czasu na analizę danych! OC [red. Veiby] i zespół przeprowadzili testy przed przyjazdem do Lousady i myślę, że udało nam się odkryć wiele rzeczy, które pozwoliły lepiej zrozumieć, co musimy zrobić. To było kluczowe, żeby trochę „wkurzyć” Andreasa [red. Bakkeruda] i sprawić, by nie był w stanie wygrywać każdego startu. Postawiło to naszych rywali w nieco innej sytuacji. To zrobiło ogromną różnicę – podkreślił.
– W Portugalii zdałem sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi możliwości normalnego startu, a następnie po prostu przejechania czterech okrążeń. Miło było w końcu móc walczyć już w drodze do pierwszego zakrętu. Zrobienie donuta przed linią mety [red. w finale] to coś, o czym zawsze marzyłem. Jestem niezwykle szczęśliwy z powodu całego zespołu – mamy tutaj fantastycznych ludzi, zarówno chłopaków, jak i dziewczyny, i naprawdę musieliśmy dać z siebie wszystko, żeby przezwyciężyć nasze problemy. Ostatecznie to właśnie sprawiło, że ten sezon był tak wyjątkowy – podsumował.
źródło: fia-rallycross.com
fot. Jakub Nitka
Euro RX of Portugal w Motowizji
17.09 godz. 18:55
18.09 godz. 02:55
18.09 godz. 10:55
18.09 godz. 08:40
20.09 godz. 03:20
20.09 godz. 20:20
25.09 godz. 08:00
