Polski Rajd Legend z prawego fotela
Starty w rajdach to zajęcie, od którego ciężko zrobić sobie przerwę. Żywym przykładem tego jest nasz komentator – Grzegorz Gac. Choć regularne występy w roli pilota zakończył po 1994 roku, to w ostatni weekend sierpnia, ponownie zawitał na prawym fotelu u Patricka Snijersa. Oto przeżycia, ciekawostki i szczegóły, z ich wspólnego startu w Polskim Rajdzie Legend. Oddajmy mu głos
Ze Snijersem po raz drugi
O drugiej edycji Polskiego Rajdu Legend chyba wszystko zostało już powiedziane. To była impreza po prostu wspaniała pod każdym względem. Niemal wyłącznie entuzjastyczne opinie, tak bardzo odbiegające od polskich standardów narzekania na wszystko, każą przypuszczać, że coś było na rzeczy.

I bez wątpienia było. Pasja organizatorów i publiczności udzieliła się wszystkim – szczególnie zawodnikom. Podczas ceremonii mety powiedziałem żartem na rampie, że rajd powinien zmienić nazwę na Rajd Uśmiechniętych Ludzi i tej wersji będę się trzymał.
Jakiego opisu używał Patrick Snijers?
Pora podzielić się refleksjami z samej sportowej rywalizacji. Zacznijmy od podstaw. Uwielbiam dyktowanie po angielsku i zawsze o tym marzyłem. Wracają wspomnienia dawnych rajdów sprzed telewizora, gdy upajałem się głosem takich pilotów jak Nicky Grist czy Phil Mills. Mogłem słuchać ich godzinami. Prawdziwa klasyka dyktowania.
Opis Patricka jest bardzo prosty, chociaż z tego co mówił także w wywiadzie dla Motowizji w zeszłym roku, nieco inny i prostszy, niż ten którego używa zwykle w języku flamandzkim, jeżdżąc z belgijskimi pilotami. Jest to opis “zegarowy” od zera do trzech, dalej już jest nawrót. Do tego typowe oznaczenia takie jak cut, don’t cut, fast, flat, long, opens, tightens, niekiedy slippy itp. Nie ma żadnych dodatkowych mniej czy bardziej zbędnych „ozdobników”.
Dla przykładu początek OS-u 5/9 Chocieszów, fonetycznie:

two hundred, left two long over crest into right one into left into right one fast over crest, one hundred, left one into right one and half, two hundred and fifty, fast left, two hundred, fast left, one hundred, left one and half into flat right…
To wszystko niemal na jednym oddechu. Coś pięknego! Mógłbym tak dyktować godzinami i z całą pewnością nie znudziłoby mi się!
Niektóre słowa takie jak long czy fast wolałem sobie napisać fonetycznie zamiast symbolu, aby uniknąć choćby chwili zawahania, zastanawiając się co które oznacza.
Warto dodać, że wcześniej, zarówno Patrick, jak i ja mieliśmy na koncie tylko po jednej przygodzie z opisem angielskim. On, gdy kiedyś jechał z jakimś pilotem bodaj z Irlandii, ja z kolei w 1993 jechałem Barbórkę z Finem Fredrikiem Donnerem.
Jak przebiegł nasz występ?
Na samym początku, wyjeżdżając ze strefy tankowania w sobotę rano przeżyliśmy mały dramat, gdy Patrick powiedział, że sprzęgło nie działa… Na szczęście po chwili wszystko wróciło do normy i do końca rajdu nie było już żadnych problemów.
Jaki jest Patrick Snijers jako człowiek i kierowca? Znakomity! Imponuje niezwykła pewność prowadzenia i wyczucie samochodu. Nawet gdy szliśmy coś pod 200 km/h na „Młotach” w dół, czy na wspomnianym „Chocieszowie”, wrażenie panowania nad samochodem jest po prostu niewiarygodne. W każdym ruchu widać niesamowite doświadczenie.
Do tego jest znakomitym kolegą, pełnym zrozumienia we współpracy. Rozumieliśmy się doskonale od pierwszego spotkania czyli jeszcze w zeszłym roku. Może pomogło trochę, że mieszkałem kiedyś w Belgii, i to w części flamandzkiej, niedaleko Antwerpii (Patrick mieszka w Hasselt) i do tej pory bardzo lubię ten kraj i jego mieszkańców.

Ford Sierra Cosworth 4×4 to chyba najgłośniejszy samochód rajdowy, jakim w życiu jeździłem! Niestety, nie mieliśmy słuchawek na dojazdówkach, a ponieważ nie sposób było się inaczej komunikować głosem, komendy przekazywałem pokazując rękami! W prawo, w lewo, prosto, zwolnij itd. Niektóre ważne informacje, typu ile minut i ile kilometrów do PKC niekiedy pisałem na kartce i pokazywałem mu!
Podczas każdego rajdu zdarzają się często zabawne sytuacje. Nie brakowało ich i tym razem.
W miejscowości Niwa nieopodal Chocieszowa, gdzie przebiegała dojazdówka odbywały się dożynki. Już podczas pierwszego przejazdu widzieliśmy uczestników uroczystości przy drodze. Niektórzy byli w kolorowych strojach ludowych. Podczas drugiego przejazdu, już późnym popołudniem grupa uczestników stała przy trasie i machała rękami, zapraszając nas do dołączenia! Niestety, nie mogliśmy skorzystać… Przy okazji musiałem wytłumaczyć Patrickowi o co tu chodzi.
Gdy któregoś razu zatrzymaliśmy się na dojazdówce, aby chwilę odpocząć, podszedł do nas mieszkaniec pobliskiej miejscowości, spojrzał na nasz samochód i zapytał mnie:
– Z Niemcem pan jedzie???
– Nie, z Belgiem, przecież to belgijska flaga! – Odpowiedziałem
Dopiero po chwili dotarło do mnie, jak złowieszczo zabrzmiało pytanie! Lepiej nie zastanawiać się, jak skończyłaby się historia, gdyby się okazało, że to Niemiec…
Życie w Fordzie Sierra
We wnętrzu Sierry jest bardzo ciasno. Wsiadanie i wysiadanie w wykonaniu faceta o wzroście 190 cm (i Patrick i ja tyle mamy) to niezłe widowisko! Rozbudowana klatka skonstruowana według współczesnych standardów, do tego fotel z uszami, sprawiają, że dostęp do wnętrza jest niełatwy. Najpierw lewa noga, potem – powiedzmy – tułów, siadamy w fotelu i wtedy zaczyna się problem.
Bez pomocy ręki, a jeszcze lepiej dwóch rąk, druga noga w żaden sposób nie chce się zmieścić! Zahacza o trójkątne wzmocnienie skrzyżowania górnej rury krzyża, w świetle drzwi i pałąka przedniego bis. Tuż przed fotelem na podłodze gaśnica, dalej z przodu podpórka pod stopy, aby podeszwy butów się nie stopiły… Właściwie brakuje miejsca nawet na torbę pilota.
Kolejna niedogodność – od czasu, gdy za fotelami w płaszczyźnie pałąka głównego jest krzyż z rur, nie da się przełożyć kasków do pojemników w tylnej części kabiny. W zeszłym roku spotkałem się z tym po raz pierwszy. Teraz już wiedziałem, co nas czeka.

Kończy się OS, jedziemy dłuższą dojazdówkę z kaskami na głowie (ale gorąco!), na kolanach lub w okolicach tunelu. Tak czy tak średnio wygodnie. Same kaski są obecnie z uwagi na normy bezpieczeństwa znacznie bardziej obszerne, niż dawniej.
Skoro o kaskach mowa – Patrick używa pełnego (full face), ja otwartego (open face). Jakoś nie mogę przekonać się do kasków półotwartych, które są od paru lat zdecydowanie najbardziej popularne. Dlatego poprosiłem Marka Sudera o otwarty i taki się znalazł. Mega komfortowy.
Zawsze mówiłem, że kask otwarty jest wygodniejszy zwłaszcza dla pilota, ponieważ oddech nie „odbija się” od przedniej części i nie ogrzewa twarzy. W samochodzie rajdowym i tak jest zwykle wystarczająco ciepło… W kwestii bezpieczeństwa, zakładam, że skoro ma homologację i spełnia normy, jest ono porównywalne do pełnego kasku.
Czy zatem pomimo tych przeszkód wróciłbym do Sierry? Choćby jutro!

Kilka słów podsumowania
Oczywiście wymieniam te niedogodności wyłącznie jako ciekawostkę. Widać, jak bardzo zmienił się sport, jak zmieniły się samochody rajdowe od czasu, gdy przestałem regularnie startować. Nie są one w stanie w najmniejszym stopniu zatrzeć genialnego wrażenia i pięknych wspomnień z Polskiego Rajdu Legend. Tak jak wszyscy, którzy tam byli, będę wspominał te imprezę wyłącznie z najlepszej strony.
Całemu zespołowi Gazmot Motorsport i przede wszystkim Markowi Suderowi należą się wielkie słowa uznania. Dziękuję im przeooooooogromnie za tę wspaniałą przygodę. Nie tylko za ten rajd. Za wszystko, co robią dla sportu motorowego. Przyjacielska atmosfera w zespole jest wprost nie do opisania! To zespół zbudowany przez Marka na niezwykłej pasji. Tak trzymać Marku! Robisz to wspaniale!

Ogromne dzięki dla Patricka i jego przyjaciółki Elke, która była z nami i jeździła za nami przez cały rajd. Jesteście wspaniali, uwielbiam was!
Polski Rajd Legend 2025 był, podobnie jak edycja ubiegłoroczna wspaniałą przygodą, nie tylko sportową. Co dalej? To proste. Już nie mogę doczekać się przyszłorocznej edycji, chyba, że… coś trafi się wcześniej. Życie lubi zaskakiwać, zwłaszcza gdy mu w tym pomożemy.
Grzegorz Gac