Dodał: Marcin Wyrzykowski Kategoria: Inne Komentarze: 0

Pierwsze spojrzenie na Volkswagena Golfa 9

Są samochody, które po prostu pojawiają się na rynku. I są takie, które przez lata wyznaczają standardy. Volkswagen Golf zdecydowanie należy do tej drugiej grupy i właściwie nikt nie ma co do tego większych wątpliwości. Dlatego nawet niewielka zapowiedź kolejnej generacji tego modelu potrafi wywołać znacznie większe zainteresowanie niż premiera wielu zupełnie nowych aut.

Tym razem Volkswagen pokazał naprawdę niewiele. Jedynie sylwetkę dziewiątej generacji, zaprezentowaną podczas spotkania z pracownikami fabryki w Wolfsburgu. Zdjęcie jest bardzo oszczędne – ciemny profil, kilka punktów świetlnych, żadnych szczegółów. A jednak wystarczy chwila, żeby zrozumieć, w którą stronę zmierza ten model.

Golf pozostanie Golfem

Pierwsze wrażenie jest dość oczywiste. Nowy Golf nie próbuje nikogo szokować. Linia nadwozia wygląda znajomo, wręcz zaskakująco znajomo.

Widać w niej kontynuację obecnej generacji, która z kolei mocno czerpała z proporcji Volkswagen Golf Mk7. To nie jest przypadek ani brak odwagi projektantów. Raczej świadoma decyzja. Golf od lat rozwija się poprzez ewolucję, a nie nagłe stylistyczne zwroty.

Volkswagen już raz spróbował zupełnie innego podejścia przy elektrycznym Volkswagen ID.3. Samochód był nowoczesny i odważny, ale wielu kierowców nie widziało w nim naturalnego następcy klasycznych kompaktów marki. W Wolfsburgu wyciągnięto z tego pewną lekcję.

Dlatego nowy Golf wygląda jak Golf. I chyba właśnie o to chodzi. Czasem największą sztuką jest nie zmieniać zbyt wiele w samochodzie, który i tak od dekad sprzedaje się w milionach egzemplarzy.

Na zaprezentowanej sylwetce można jednak dostrzec kilka subtelnych zmian. Tył nadwozia wydaje się bardziej pionowy, a na dachu pojawia się wyraźniejszy spojler. Takie detale nie są wyłącznie zabiegiem stylistycznym. W przypadku samochodów elektrycznych aerodynamika zaczyna mieć ogromne znaczenie, bo każdy drobiazg może poprawić efektywność i zasięg.

Dwa Golfy zamiast jednego

Najciekawsze w całej historii nie jest jednak nadwozie, lecz strategia modelowa.

Dziewiąta generacja Golfa nie będzie jednym samochodem w dwóch wersjach silnikowych. W praktyce powstaną dwa równoległe modele. Jeden pozostanie przy klasycznym napędzie spalinowym, drugi będzie w pełni elektryczny i najprawdopodobniej otrzyma nazwę Volkswagen ID. Golf.

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że taki scenariusz nie będzie potrzebny. W pierwszej połowie dekady wielu producentów zapowiadało niemal całkowite przejście na napęd elektryczny jeszcze przed 2030 rokiem. Rynek bardzo szybko zweryfikował te prognozy.

Elektryfikacja postępuje, ale wyraźnie wolniej, niż zakładano. Dlatego Volkswagen postanowił nie zamykać żadnej drogi. Klasyczny Golf pozostanie w ofercie jeszcze przez długi czas, a jego elektryczny odpowiednik będzie funkcjonował obok niego, a nie zamiast niego.

To rozwiązanie wydaje się rozsądne. Choć oczywiście dopiero sprzedaż pokaże, czy faktycznie zadziała. Rynek kompaktów jest dziś znacznie trudniejszy niż dekadę temu, a konkurencja – także ze strony producentów z Chin – rośnie szybciej, niż wielu europejskich producentów chciałoby przyznać.

Czytaj również: Dwunastocylindrowy Golf – szaleństwo wraca. I jest czerwone

Nowa platforma i zupełnie inna architektura

Elektryczny Golf będzie oparty na nowej platformie koncernu, znanej jako SSP – Scalable Systems Platform. To architektura projektowana z myślą o kolejnej generacji samochodów elektrycznych Volkswagena.

Najważniejszym elementem będzie instalacja elektryczna o napięciu 800 V. Dzięki niej możliwe będzie znacznie szybsze ładowanie baterii, a jednocześnie poprawi się wydajność całego układu napędowego. Nowa generacja akumulatorów ma zapewnić większy zasięg i lepszą efektywność energetyczną.

Platforma SSP pozwala również na inne rozmieszczenie komponentów, co przekłada się na większy rozstaw osi. W praktyce oznacza to więcej miejsca w kabinie i bardziej przestronne wnętrze, mimo że z zewnątrz samochód pozostanie klasycznym kompaktowym hatchbackiem.

Spory nacisk położono także na oprogramowanie. Volkswagen rozwija nową architekturę cyfrową razem z firmą Rivian, która ma pomóc w stworzeniu bardziej elastycznych systemów elektronicznych i łatwiejszych aktualizacji funkcji pojazdu.

Brzmi to bardzo obiecująco, choć trzeba przyznać, że Volkswagen w ostatnich latach miał kilka trudnych doświadczeń właśnie z oprogramowaniem. Wystarczy przypomnieć początki modeli z rodziny ID – nie wszystko działało tam tak płynnie, jak zakładano.

Spalinowy Golf wciąż ma przed sobą przyszłość

Równolegle rozwijana będzie wersja spalinowa. I nie będzie to jedynie kosmetyczna kontynuacja obecnego modelu.

Nowa generacja ma otrzymać bardziej rozbudowaną gamę układów hybrydowych. Mowa nie tylko o klasycznych hybrydach plug-in, ale również o rozwiązaniach działających podobnie do systemów stosowanych przez Toyota – czyli takich, które nie wymagają ładowania z gniazdka, a mimo to potrafią znacząco ograniczyć zużycie paliwa.

To podejście wynika w dużej mierze z obserwacji rynku. Wielu kierowców chce dziś samochodu bardziej oszczędnego i ekologicznego, ale bez konieczności codziennego planowania ładowania czy szukania stacji.

Ciekawym sygnałem będzie to, jak przyjmą się przyszłe modele Volkswagena z takim napędem. Jednym z pierwszych ma być kolejna generacja Volkswagen T-Roc, która w pewnym sensie stanie się testem dla całej strategii.

Jeśli ten kierunek się sprawdzi, Golf niemal na pewno pójdzie tą samą drogą. Choć oczywiście w motoryzacji takie prognozy potrafią się zestarzeć szybciej, niż producenci zdążą je oficjalnie ogłosić.

Produkcja podzielona między dwa kontynenty

Zmiany obejmą także produkcję. Wersja spalinowa Golfa ma w kolejnych latach przenieść się z Niemiec do Meksyku, do ogromnej fabryki Volkswagena w Puebla. Zakład działa tam od lat sześćdziesiątych i należy do najważniejszych ośrodków produkcyjnych koncernu poza Europą.

Jednocześnie fabryka w Wolfsburgu przejdzie modernizację, która przygotuje ją do produkcji nowych samochodów elektrycznych. To właśnie tam ma powstawać elektryczny Golf. Taki podział produkcji może wydawać się zaskakujący, ale w rzeczywistości jest dość logiczny. Budowa samochodów spalinowych w tańszych lokalizacjach pozwala ograniczyć koszty, podczas gdy rozwój nowych technologii pozostaje bliżej zaplecza inżynieryjnego marki.

Czytaj również: Legenda motorsportu w nowoczesnym wydaniu

Wnętrze: powrót do przycisków

Jedną z najbardziej zauważalnych zmian może okazać się wnętrze. Ósmą generację Golfa Volkswagen charakteryzuje niemal wyłącznie na sterowanie dotykowe. W teorii miało to wyglądać nowocześnie i minimalistycznie. Jednakże wielu kierowców narzekało na ergonomię i trudniejszą obsługę podstawowych funkcji.

W nowym modelu producent zamierza częściowo wrócić do tradycyjnych rozwiązań. Fizyczne przyciski pojawią się ponownie na kierownicy oraz na konsoli środkowej, obsługując między innymi klimatyzację czy regulację głośności systemu multimedialnego. Jednocześnie cyfrowe zegary mają oferować więcej możliwości personalizacji. Jedną z ciekawszych opcji może być tryb retro inspirowany pierwszą generacją Golfa. Nie jest to funkcja szczególnie potrzebna w codziennej jeździe, ale trudno nie docenić takiego ukłonu w stronę historii modelu.

Ewolucja zamiast rewolucji

Szef designu Volkswagena, Andreas Mindt, wielokrotnie podkreślał, że Golf nie powinien zmieniać się gwałtownie. Jego zdaniem najlepsze generacje tego modelu powstawały wtedy, gdy projektanci potrafili połączyć nowe pomysły z elementami znanymi z przeszłości.

Dziewiąta generacja wydaje się dokładnie takim przypadkiem. Samochód nie próbuje być stylistycznym manifestem ani technologiczną demonstracją możliwości marki. Raczej spokojnie rozwija pomysł, który działa od pięćdziesięciu lat.

I w gruncie rzeczy trudno się temu dziwić. Golf przez dekady był jednym z najważniejszych samochodów Europy i nawet dziś, w świecie zdominowanym przez SUV-y, pozostaje dla Volkswagena punktem odniesienia.

Premiera dziewiątej generacji planowana jest najczęściej na okolice 2028 roku. Do tego czasu wiele może się jeszcze zmienić – zarówno w samej technologii, jak i w sytuacji całego rynku motoryzacyjnego. Jedno jednak wydaje się bardzo prawdopodobne.

Golf nie będzie próbował wymyślać siebie od nowa. Raczej zrobi to, co robi od lat. Rozwinie znany pomysł, dopracuje szczegóły i spróbuje odnaleźć się w świecie, który zmienia się dziś szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. A czy to wystarczy, żeby znów stał się punktem odniesienia dla całego segmentu? Tego nie da się już sprawdzić na teaserze. Trzeba będzie poczekać na prawdziwy samochód.

Kultowe Rajdowe w Motowizji

Udostępnij!