Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Pierwsze Mistrzostwo Europy Kajto – przeżyjmy to jeszcze raz!

W nadchodzącym tygodniu w Motowizji przeniesiemy się do roku 2015. Wszystko po to, aby ponownie przeżyć jedne z najpiękniejszych chwil w nowoczesnej polskiej historii motorsportu. Na antenie wyemitujemy podsumowania rund ERC z sezonu 2015, w którym mistrzami Europy zostali Kajetan Kajetanowicz i Jarosław Baran. Przypomnijmy sobie, jak wyglądała ich droga do tytułu.

Ostatnia zima w ERC

fot. Josef Petru

Rywalizację w sezonie 2015 mistrzostw Europy otwierał Rajd Janner. Była to ostatnia edycja austriackiej imprezy, która miała status rundy ERC. Te zawody zawsze gromadziły mnóstwo fanów, bo rywalizację we Freistadt śmiało można było nazwać „austriackim Monte Carlo”. Asfalt, lód i śnieg – to wszystko czekało na zawodników w pierwszej rundzie ERC.

Kajto miał z oesami Górnej Austrii niewyrównane rachunki. Rok wcześniej na ustach całego motorsportowego świata znalazł się Robert Kubica, który w dramatycznych stylu wygrał rywalizację. Niewielu jednak pamięta, że zanim do głosu doszedł Krakowianin, to właśnie Kajetanowicz i Baran prowadzili w rajdzie, do momentu wypadku na OS6.

Tym razem to jednak rywale popełniali błędy. Już na pierwszym odcinku specjalnym Craig Breen wylądował w zaspie, z której nie był w stanie już wyjechać. Natomiast Stephane Lefebvre zapchał chłodnicę śniegiem, a Alexey Lukyanuk padł ofiarą awarii silnika.

Wobec kłopotów najgroźniejszych przeciwników Kajto nie pozostało nic innego jak kompletne zdominowanie weekendu. Polska załoga wygrała aż 17 z 18 odcinków specjalnych, bezbłędnie dobierając opony i tempo do zdradliwych warunków. Rajd wygrali z 6-minutową przewagą nad Raimundem Bamuschlagerem.

Niestety dużo mniej gościnna dla Polaków okazała się być druga zimowa runda sezonu. Rajd Lipawy dla Kajto zakończył się już na piątym odcinku specjalnym. W prawym nawrocie Fiesta R5 natrafiła na kamień, który urwał zawieszenie. Polacy nie byli w stanie kontynuować jazdy.

Rewanż za Rajd Janner wziął więc Craig Breen. Po wypadku polskiej załogi znalazł się na bardzo komfortowym prowadzeniu. Na drugim etapie zarządzał swoim tempem i w pewnym stylu wygrał łotewską rundę mistrzostw.

Rocky Road to Belfast

W Wielkanoc nadeszła, zdaniem wielu, najbardziej dramatyczna runda tamtego sezonu – Rajd Circuit of Ireland. Dwaj kandydaci do tytułu – Kajetanowicz i Breen, podchodzili do tych zawodów z dwóch różnych pozycji.

Dla Irlandczyka wygrana przed własnymi kibicami była na równi, jeśli nie ważniejsza od mistrzostwa. Tym bardziej że Craig obszedł się smakiem zwycięstwa w poprzedniej edycji rajdu. Natomiast Kajto debiutował na mokrych, brytyjskich asfaltach. Miał znacznie mniejsze doświadczenie od swojego największego rywala i od całej stawki lokalnych, zaprawionych w bojach załóg.

Dlatego nic dziwnego, że to Breen ruszył w tym rajdzie „z kopyta”. Wygrał trzy odcinki specjalne i pierwszy etap kończył z przewagą 1.5 sekundy nad swoim rodakiem – Robertem Barrable. W międzyczasie Kajetanowicz popełnił parę drobnych błędów i zamiast gonić Breena, musiał bronić trzeciej pozycji przed atakami braci Moffett.

Drugi etap nie zaczął się po myśli liderów. Craig Breen i Scott Martin stracili swoją pozycję już na pierwszym niedzielnym odcinku. Resztę dnia gonili za Barrable, który mimo minimalnej przewagi, ani myślał odpuszczać. Załoga Peugeot była szybsza na większości odcinków, ale tylko o ułamki sekund. Ich rywal więc cały czas był w zasięgu.

Czas odrabiali też Kajtanowicz i Baran. Po pierwszej pętli tracili już tylko 11 sekund do Breena. Dlatego gdy Barrable popełnił błąd i wypadł z drogi na OS16, Craig i Scott wciąż nie mogli sobie pozwolić na oddech. Odcinek później Breenowi puściły nerwy.

Już na pierwszym zakręcie Irlandczyk wykręcił piruet i uderzył przodem auta w żywopłot. Najpoważniejszym uszkodzeniem był brak przedniego zderzaka w 208 T16, ale przewaga Breena stopniała do zaledwie 5 sekund.

Kajetanowicz poczuł krew i zaatakował na ostatnim odcinku specjalnym. Mimo „dokręcenia śruby”, niestety to irlandzko-brytyjska załoga wytrzymała próbę charakteru. Breen był szybszy o 1.4 sekundy i odniósł wymarzone zwycięstwo przed własnymi kibicami.

Na mecie Craig nie krył wzruszenia. Spełniło się jego marzenie z dzieciństwa. Co więcej, wysunął się na trzypunktowe prowadzenie w tabeli mistrzostw.

Hattrick i zmarnowana szansa

Sytuacja Irlandczyka w walce o tytuł poprawiła się jeszcze bardziej po Rajdzie Azorów. Na malowniczej portugalskiej wyspie, Breen i Kajto wdali się w kolejny fantastyczny pojedynek.

Po pierwszym etapie nie dzieliło ich praktycznie nic. Trzy odcinki wygrał Polak, osiem Irlandczyk i to on kładł się spać jako lider zawodów. Zaledwie o 2.3 sekundy. Pierwsza dwójka jechała w swojej lidze, zostawiając lokalnych matadorów daleko w tyle. Trzeci Ricardo Moura tracił do nich grubo ponad minutę.

W niedzielę sytuacja na Azorach przypominały do złudzenia tą w Irlandii. Kajetanowicz gonił – Breen uciekał. Tym razem zawodnik Peugeot nie popełniał jednak błędów. Pomylił się za to Polak, który źle dobrał opony na pierwszą pętlę. Dzięki temu Craig wyszedł na kilkunastosekundową przewagę, której nie oddał już do samej mety.

Efekt? 14 punktów przewagi w tabeli. Breen zdawał się być na pole position do mistrzostwa Europy.

Sytuacja Irlandczyka miała się jednak niebawem zmienić o 180 stopni. Następny w rozkładzie był Rajd Ypres. Kajetanowicz i Baran odpuścili start w Belgii (do generalki i tak liczyło się 7 najlepszych wyników), więc Breen i Scott mieli okazję zebrać dużą pulę punktów pod nieobecność głównych rywali.

Przez pół rajdu spełniał się piękny sen irlandzkich kibiców. Ich załoga wyszła na prowadzenie w rajdzie i jechała po czwarte zwycięstwo z rzędu. Jednak od startu do OS11, nie tylko Rajd Ypres, ale całe mistrzowskie ambicje Craiga zaczęły się sypać.

Najpierw załoga Peugeot przebiła oponę i spadła na drugie miejsce. Breen ewidentnie stracił wtedy koncentrację, bo odcinek później 208 T16 znów znalazł się poza drogą. Tym razem, z winy kierowcy. Choć do mety udało się dojechać, to uszkodzeniom uległa chłodnica i silnik zaczął się grzać. Craig i Scott musieli się wycofać. Z Belgii wyjechali tylko z 7 punktami.

Kajto kontraatakuje

W lipcu przyszedł czas na Rajd Estonii oraz powrót Kajetanowicza i Barana na oesy ERC. Choć kibice spodziewali się kolejnego polsko-irlandzkiego pojedynku, to gwiazdą tamtego weekendu został Alexey Lukyanuk.

Rosjanin w wiekowym Lancerze EVO X sprawił niemałą sensację. Wytarł szybszymi autami R5 podłogę, wygrywając aż 9 z 16 odcinków specjalnych. Jedynym będącym w stanie nawiązać do jego tempa, był właśnie Kajto.

Polacy wyszli nawet na prowadzenie po OS6, ale Lukyanuk odzyskał je już dwa odcinki później. W tamten weekend na popularnego „Alexa” nie było mocnych i odniósł on swoje premierowe zwycięstwo w ERC.

Drugie miejsce Kajetanowicza było jednak świetnym rezultatem, szczególnie biorąc pod uwagę to, co stało się w Estonii z Breenem. Irlandczyk od początku rywalizacji nie mógł znaleźć tempa na bałtyckich szutrach. Jechał na piątej pozycji, starając się minimalizować rozmiary porażki.

Nie udała się mu nawet ta sztuka. Na dojazdówce do OS15 w jego Peugeot padła pompa olejowa. Breen i Martin po raz trzeci w tamtym sezonie wrócili do domu z pustymi rękami.

Absolutnie kluczowy dla tytułu mistrza Europy miał się okazać Rajd Barum. Każdy pretendent do tytułu przyjeżdża do Zlina nastawiony na srogie lanie od lokalnych gwiazd rajdów. Warto wspomnieć, że w ostatnich 25 latach, tylko 7 razy zdarzyło się, by czeską rundę ERC wygrała zagraniczna załoga.

Edycja z 2015 roku nie była jednym z tych przypadków. Pierwsze miejsce zdobył Jan Kopecky, drugi był Vaclav Pech. Kajetanowicz i Baran jednak tanio skóry nie sprzedali. Wdali się w walkę z oboma czeskimi asami, wygrali nawet jeden odcinek i ukończyli rajd na trzeciej pozycji. Po dzień dzisiejszy są ostatnią polską załogą, która stanęła na podium w Zlinie.

Tymczasem pech nie chciał opuścić Breena. Już pierwszego dnia Irlandczyk trzykrotnie (!) przebijał oponę, co zepchnęło go na odległe, 11 miejsce. Choć na drugim etapie zdołał wdrapać się na siódmą pozycję, to i tak stracił fotel lidera w klasyfikacji mistrzostw. Prowadził teraz Kajto z 23 punktami przewagi.

Chwila prawdy

O tytule miały zadecydować śródziemnomorskie rundy ERC. Podczas pierwszej z nich – Rajdu Cypru, Kajetanowicz i Baran znaleźli się w podobniej sytuacji, co ich rywale w Belgii. Breen i Scott odpuścili wizytę w Nikozji.

Polacy nie mogli więc powtórzyć błędu załogi Peugeot. Z Cypru trzeba było przywieźć pełną pulę punktów.

Kajto szybko zabrał się do pracy, wychodząc na prowadzenie już na OS2. W dodatku, po awarii wspomagania mnóstwo czasu stracił Alexey Lukyanuk. Jedynym zagrożeniem był więc Bruno Magalhães, który już po trzech odcinkach tracił do Polaków ponad minutę.

Kajetanowicz i Baran kompletnie zdominowali rywalizację na Cyprze. Przez cały weekend oddali rywalom tylko dwa odcinki specjalne. Odnieśli w ten sposób swoje pierwsze zwycięstwo w ERC od styczniowego Rajdu Janner i to w bardzo podobnym stylu.

Pełna pula punktów, przywieziona z Cypru, oznaczała, że Polacy mogli zostać Mistrzami Europy już w Rajdzie Akropolu. Nasza załoga musiała przywieźć z Grecji przynajmniej 16 punktów.

Bogowie Olimpu mieli jednak swoje plany co do dziewiątej rundy ERC. Październikowa aura sprawiła, że oesami przejeżdżanymi zazwyczaj w upalnym słońcu, płynęły teraz błotne potoki. Deszcz i woda były wszędzie.

W tych warunkach załogi walczyły tylko o przetrwanie. Pierwszy dzień (na który składały się tylko dwa odcinki) padł łupem Lambrosa Athanassoulasa. Za nim w odstępach paru sekund plasowali się Kajetanowicz i Breen.

Przedwczesny finisz

Kajto przejął inicjatywę o poranku drugiego dnia. Polak walczył o znacznie więcej niż 16 punktów wymagane do tytułu. Wygrał OS3 i znalazł się na prowadzeniu. Breen od razu odpowiedział dwoma najlepszymi czasami na kolejnych odcinkach. Teraz to Irlandczyk urządzał się w fotelu lidera.

Kolejny odcinek jednak znów padł łupem polskiej załogi. Szczęście cały czas nie było po stronie Breena, który całą próbę musiał jechać z otwartą maską i pękniętą szybą. W tym pasjonującym pojedynku szala znów przechyliła się na stronę Kajto.

Wtedy właśnie okazało się, że 61 edycja Rajdu Akropolu będzie niezwykle krótka. Po OS6 załogi zjechały do serwisu. Tam dowiedziały się, że popołudniowe odcinki są w tak opłakanym stanie, że reszta rywalizacji została… odwołana.

Tym nieco antyklimatycznym sposobem, Kajetan Kajetanowicz i Jarosław Baran sięgnęli po wymarzone tytuły Mistrzów Europy. Wygrali też swoją trzecią rundę ERC w sezonie 2015.

Kajto stał się zaledwie trzecim polskim kierowcą rajdowym, który sięgnął po ten tytuł. Przed nim dokonywali tego tylko Sobiesław Zasada i Krzysztof Hołowczyc. Jak wszyscy pamiętacie, na jednym mistrzostwie się nie skończyło.

W 2015 roku w ERC rozpoczął się okres, który śmiało można określić „epoką Kajetanowicza”. Wraz z Jarosławem Baranem, Ustronianin sięgnął po dwa kolejne tytułu Mistrza Europy: w 2016 i w 2017 roku.

Mistrzowski tytuł Kajto w Motowizji

Aby przypomnieć kibicom ten wspaniały sezon, na antenie Motowizji wyemitujemy podsumowania rund ERC z 2015. Już w poniedziałek 29 grudnia, o godzinie 19:20, będziecie mogli obejrzeć podsumowanie Rajdu Janner 2015.

Później, 5 stycznia wyemitujemy podsumowanie Rajdu Lipawy 2015 (19:20), a 12 stycznia Rajdu Circuit of Ireland (19:15). Aby nie przegapić żadnej transmisji, śledźcie naszą stronę i media społecznościowe, oraz zapiszcie się do naszego newslettera.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments