Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Odcinek Specjalnie Wybrany – Rajd Safari 2026

Afrykańska runda WRC to jeden z absolutnych rajdowych klasyków. Spośród setek kilometrów przeprawy przez kenijskie sawanny, wybraliśmy dla Was kilkanaście, składających się na odcinek, którego nie możecie w ten weekend przegapić.

Pomimo gigantycznego dorobku historycznego, w kontekście Rajdu Safari rzadko wspomina się o konkretnych odcinkach. A to dlatego, że impreza we wschodniej Afryce, do 1996 roku… w ogóle ich nie posiadała.

Od czasu powrotu do kalendarza WRC w 2021 roku, trasa kenijskiego rajdu stała się dużo bardziej standardowa. Dzięki temu zawody są teraz pełne charakterystycznych miejsc, a same odcinki są kojarzone przez znacznie więcej kibiców. Najsłynniejszą z prób jest:

OS13/16 – Sleeping Warrior

Historia rajdówek na tej trasie wokół jeziora Elmenteita nie sięga tak daleko, jak w przypadku innych odcinków imprezy. Po raz pierwszy zostały one użyte w 2001 roku. Była to jedna z ostatnich edycji „starego” Rajdu Safari, o znacznie większym i bardziej wymagającym dystansie.

To co dzisiaj znamy jako „Sleeping Warrior”, wtedy było częścią odcinka „Mbaruk”, liczącego ponad 80km długości. Tegoroczna wersja trasy została znacznie skrócona – będzie mieć zaledwie 18 kilometrów. To znacznie mniej nawet od „nowoczesnych” wersji oesu.

Wciąż jest to jednak niezwykle wymagająca próba. Pierwsze sześć kilometrów jedzie się z gazem w podłodze. To właśnie ta sekcja została w tym roku mocno uproszczona i składa się z zaledwie siedmiu zakrętów, przedzielonych długimi prostymi.

Dalej oes robi się bardziej podstępny. Załogi wjadą w bardziej pofalowany teren, gdzie wzdłuż drogi, lub na samej drodze, czekać będą na nich kamienie. Odcinek biegnie po terenie dawnej aktywności wulkanicznej, więc skały będą bardzo ostre i przypominające w wyglądzie pumeks.

Dzięki temu sama nawierzchnia jest też bardzo specyficzna. W wielu miejscach odcinka znajdować się będzie błoto, nawet jeśli teren nie został nawiedzony przez opady. Pod nim znajduje się jednak… pylisty szuter. Przyczepność będzie więc rosnąć z każdym kolejnym przejazdem rajdówki. Oczywiście, jeśli nie będzie padać.

A to w kontekście „Sleeping Warrior” bardzo duże „jeśli”.

Kenijski Giewont

Przez całą długość trasy, na załogi spoglądać będzie tytułowy bohater tego odcinka – góra „Sleeping Warrior”.

Choć Tatry od Kenii dzielą tysiące kilometrów, to góralskie umysły ewidentnie myślą podobnie. Podobnie jak w przypadku Giewontu, kenijski masyw górski przypominał lokalnym osadnikom śpiącego na plecach wojownika. Stąd właśnie wzięła się nazwa góry i zarazem odcinka.

Czytaj także: 5 powodów, dla których warto oglądać Rajd Safari w Motowizji

Choć skalny masajski żołnierz od lat jest uśpiony, to budzi się, gdy nadchodzi Rajd Safari. Ta próba od lat jest punktem zwrotnym każdej edycji zawodów, bo pogoda na niej panująca jest bardzo nieprzewidywalna.

Załogi wielokrotnie startowały do oesu na suchej, niezwykle przyczepnej nawierzchni, tylko po to, aby w trakcie przejazdu trafić na ulewny deszcz i gigantyczne kałuże. Wulkaniczna gleba nie potrzebuje dużo wody, aby stać się piekielnie śliska. Według zawodników, jazda po błocie na „Sleeping Warrior” jest niczym jazda po lodzie.

Im bliżej do mety będą rajdówki, tym droga zacznie się robić bardziej kamienista. Jak to zwykle bywa na Safari – nie wszystkie skały da się ominąć. Kontakt z nimi na tym odcinku w większości przypadków skończy się przebitą oponą, lub (co gorsza) urwanym zawieszeniem. Aby wykręcić tu dobry czas, trzeba mieć po prostu masę szczęścia.

Oprócz pogody, zagrożeniem mogą też być… zwierzęta. Wzdłuż trasy oesu wypasają się zebry, żyrafy czy krowy. Niestety lokalna fauna nie uznaje koncepcji stref kibica i potrafi przebiegać przez środek drogi.

Dwa lata temu w takiej sytuacji znalazł się Esapekka Lappi. Fin zaliczył kolizję z zebrą, która zdemolowała przód jego rajdówki. Szczęśliwie, mógł jednak kontynuować jazdę.

Rajd bez odcinków

Jak wspominałem, w kontekście harmonogramu, Rajd Safari obecnie nie różni się zbytnio od innych rund WRC. Jednak nie zawsze tak było. Gdy w latach 70. i 80. struktura rajdów ewoluowała, afrykańska impreza trzymała się swoich korzeni. Przypominała bardziej rajd na regularność lub rajd terenowy.

Trasa nie składała się bowiem z odcinków specjalnych i dojazdówek. Właściwie cała była jednym długim odcinkiem, przedzielonym kilkudziesięcioma punktami kontroli czasu. Każdy metr liczył się do końcowej klasyfikacji. W dodatku, drogi nie były zamknięte dla ruchu, na czas rajdu.

Załogi miały przydzielony czas w którym miały pokonać dystans pomiędzy dwoma punktami kontroli. Każde odstępstwo od niego, wiązało się z nadaniem karnych minut. Wygrywał więc duet, który zgromadził najmniej kar czasowych.

Czytaj także: Rajd Safari 2000 – Gdy najsłabszy zespół w stawce zdobył podium

Był to unikatowy format rywalizacji, który nie mógł jednak trwać wiecznie. Rosnąca popularność WRC i ilość transmisji wymusiły na organizatorach zmiany. W 1996 roku Rajd Safari przyjął w końcu format odcinków specjalnych i skrócił dystans trasy.

W 1993 roku liczyła ona prawie cztery tysiące kilometrów, podczas gdy w 2000 roku, było to już około dwóch i pół tysiąca kilometrów. Rajd wciąż odbywał się jednak na drogach otwartych dla ruchu. Te zamknięto dopiero w 2007 roku.

To wciąż było jednak zbyt mało, by afrykańska runda WRC nadążyła za nowoczesnością. Z początkiem XXI wieku większość rund mistrzostw świata zaczęła układać swoje harmonogramy w format „koniczynki” (czyli dwukrotny przejazd tych samych trzech/czterech odcinków w trakcie dnia). Miało to na celu uczynienie rajdów bardziej kompaktowymi i w efekcie, zmniejszenie kosztów logistyki.

W Kenii, w kontekście odcinków, które nawet w 2001 roku potrafiły mierzyć około 100 kilometrów, było to jednak niemożliwe. Te problemy w połączeniu z utratą finansowania sprawiły, że w 2003 roku zawody straciły swoje miejsce w WRC.  Do Mistrzostw Świata powróciły dopiero w 2021 roku, w dużo nowocześniejszej formie.

Kiedy i gdzie obejrzeć oes „Sleeping Warrior”?

fot. TGR-WRT

Oes „Sleeping Warrior” będzie w tym roku 13 i 16 odcinkiem specjalnym Rajdu Safari. Jego pierwszy przejazd ruszy o 08:33 (polskiego czasu), a drugi o 15:03, w sobotę 14 marca.

Transmisję ze wszystkich przejazdów – i wszystkich innych odcinków Rajdu Safari – zobaczycie na żywo na antenie Motowizji. Towarzyszyć Wam będzie stałe grono komentatorów i ekspertów. Do usłyszenia!

Udostępnij!