Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Od Irlandii po Arktykę – Historia innych zimowych rund w WRC i ERC

Od dobrych paru dekad (z krótkimi przerwami), sezon Rajdowych Mistrzostw Świata rozpoczynają Rajd Monte Carlo i Rajd Szwecji. Natomiast sezon Mistrzostw Europy startuje dopiero na wiosnę. Mimo to katalog zimowych rund WRC i ERC sięga daleko poza zbocza Alp i lasy Västerbotten. Oto historia pozostałych mroźnych rajdów Mistrzostw Świata i Europy.

Rajd Norwegii

Mimo gigantycznej popularności i sukcesów Pettera Solberga, jego rodacy musieli czekać aż do 2007 roku, aby doczekać się „niepodległej” rundy WRC. Dobór słów jest tutaj nieprzypadkowy, bo norweskie oesy pojawiały się wcześniej i później w ramach Rajdu… Szwecji.

Idea sprowadzenia Mistrzostw Świata do Norwegii pojawiła się dwa lata po mistrzostwie „Mr.Hollywood”. Zawody powstały niejako z połączenia Rajdu Finnskog i KNA Kongsvinger. Impreza kandydacka w 2006 roku spotkała się z bardzo pozytywnymi reakcjami i parę miesięcy później FIA ogłosiło, że ojczyzna Solbergów doczeka się miejsca w kalendarzu WRC.

Start pierwszej edycji zawodów w Mistrzostwach Świata, miał miejsce zaledwie 5 dni po zakończeniu Rajdu Szwecji. Takie ułożenie kalendarza było jednym z głównych argumentów przemawiających za kandydaturą Norwegii. Dla całego cyrku WRC oznaczało to mniejsze wydatki na logistykę, a dla zespołów możliwość wykorzystania tych samych rajdówek i ich podzespołów.

Odległość dzieląca norweskie i szwedzkie oesy nie była wielka. W harmonogramie znalazły się nawet próby kojarzone raczej z Rajdem Szwecji, takie jak „Finnskogen” czy „Kirkenær”. Mimo to charakterystyka tras różniła się nieco od tych za zachodnią granicą.

Norwegia oferowała przede wszystkim bardziej zimowe warunki. W niektórych miejscach zaspy śnieżne sięgały praktycznie dachów samochodów. Przez to jednak drogi były ciaśniejsze, więc i średnia prędkość przejazdu stawała się niższa niż w Szwecji.

Zawody te zostały także zapamiętane przez spektakularny oes przy skoczni narciarskiej w Lillehammer. Załogi co prawda nie miały okazji powtórzyć wyczynów Adama Małysza, ale widok rajdówek przemykających na tle krokwi był wyjątkowy.

W 2007 roku najszybszy na norweskich oesach był Mikko Hirvonen. Radość miejscowym kibicom dał mniej utytułowany z braci Solbergów – Henning, który dojechał do mety na trzeciej pozycji. FIA zdecydowało później, że każda z nowych imprez w WRC, będzie mogła ubiegać się o miejsce w kalendarzu najwcześniej w 2009 roku.

Wtedy Rajd Norwegii był już jedyną „śnieżną” imprezą w sezonie Mistrzostw świata. Tym razem na najwyższym podium w Hamar stanęli Sebastien Loeb i Daniel Elena. Norwegów zabrakło wtedy w pierwszej trójce, a samego rajdu w kalendarzu Mistrzostw Świata w 2010 roku.

Zdecydowały względy ekonomiczne i oschłe recenzje samych kierowców, którym nie przypadły do gustu wolniejsze i bardziej wyboiste norweskie oesy. Niektóre z tych były jednak obecne w WRC, aż do 2022 roku, w ramach Rajdu Szwecji. Jednak od czasu przeprowadzki tej imprezy do Umea, norwescy kibice muszą się uzbroić w cierpliwość.

Rajd Janner

Impreza we Freistadt jest starsza nawet niż samo WRC, bo odbywa się od 1969 roku. Zwana jest często „austriackim Monte Carlo” i nie ma w tym stwierdzeniu wielkiej przesady. Oczywiście odcinki Rajdu Janner położone są niżej niż Col de Turini, ale również charakteryzują się nieprzewidywalnymi warunkami.

Zawody co roku rozpoczynają właściwie cały europejski sezon rajdowy, bo ruszają w pierwszy lub drugi weekend stycznia. Nazwa zresztą nie jest tu przypadkowa, bo w wolnym tłumaczeniu oznacza „Rajd Styczniowy”.

Mimo bogatego dziedzictwa i niezwykle ciekawej trasy, zawody mają dosyć trudną i skomplikowaną historię. W kalendarzu ERC znalazły się po raz pierwszy już w 1976 roku. Stałym punktem europejskiego cyklu były przez 10 lat, aż w 1986 roku, na skutek protestów ekologów, organizacja imprezy została odwołana.

Kibice we Freistadt musieli czekać prawie dwie dekady, aby znów ujrzeć rajdówki na swoich oesach. Rajd Janner powrócił do żywych dopiero w 2000 roku. Ponownie w ERC znalazł się 3 lata później, z najniższym wtedy współczynnikiem 2.

Jakby tego było mało, FIA rok później zrezygnowała z systemu współczynników i jednocześnie rund zimowych. Rajd Janner później dalej się odbywał, ale jako runda mistrzostw Austrii, Europy Centralnej i… Czech.

Gdy w 2012 roku rolę promotora ERC przejął Eurosport, zapragnęli oni swoich zimowych rund, na wzór WRC. Rajd Janner wrócił do łask. Od 2012 do 2015 roku otwierał rywalizację w Mistrzostwach Europy.

Z tym okresem wyjątkowo dobre wspomnienia mają polscy kibice. W 2014 roku w dramatycznych okolicznościach rywalizację wygrał Robert Kubica, a rok później najszybszy był Kajetan Kajetanowicz.

Czytaj też: Pierwsze Mistrzostwo Europy Kajto – przeżyjmy to jeszcze raz!

Niestety po okresie świetności, Rajd Janner wpakował się w kolejne tarapaty. Problemy z obsadą stanowisk w Rallye Club Mühlviertel, będącym organizatorem zawodów, spowodował kolejną przerwę w edycjach austriackiej imprezy.

Rajd odbył się ponownie dopiero w 2018 roku, ale do ERC jak na razie jeszcze nie wrócił. Mimo to co roku cieszy się gigantycznym zainteresowaniem.

Rajd Arktyczny

W całej Europie ciężko będzie Wam znaleźć bardziej popularną imprezę, niebędącą rundą WRC ani ERC. Dni w Laponii są krótkie, ale napakowane rajdowymi emocjami po same brzegi.

Co roku, na przełomie stycznia i lutego do Rovaniemi przyjeżdżają rzesze zawodników – zarówno Fińskich jak i zagranicznych. Listy startowe pękają w szwach i sięgają nawet 150 zgłoszeń. W mroźnych lasach koła podbiegunowego można znaleźć każdy rodzaj rajdówki – od aut Rally1, aż po historyczne Volvo 242.

Odcinki miejscami przypominają obecny Rajd Szwecji, ale są znacznie szybsze. Średnia prędkość zeszłorocznego zwycięzcy, w aucie Rally2 (Tuuka Kauppinen), wyniosła 115km/h. Do tego temperatury są dużo niższe, co czyni bandy śnieżne twardszymi i bardziej nieprzewidywalnymi.

Dzieje Rajdu Arktycznego w Mistrzostwach Świata i Europy są dosyć skomplikowane. Na pewno pamiętacie edycję z 2021 roku, którą wygrał Ott Tanak. Możecie jednak nie wiedzieć, że zawody w Rovaniemi wyłaniały najlepszego kierowcę rajdowego na świecie także w 1977 i 1978 roku. Co ciekawe, nie były przy okazji rundą WRC.

Końcówka lat 70. to czasy sprzed oficjalnej klasyfikacji kierowców w Mistrzostwach Świata (prowadzona była tylko tabela producentów). W 1973 roku FIA stworzyła więc Cup for Rally Drivers. Rzecz w tym, że oprócz rund WRC były do niego liczone też rundy innych mistrzostw – na przykład ERC.

Tam Rajd Arktyczny znalazł się już w 1972 roku. Był ich częścią nieprzerwanie do 2003 roku, ciesząc się najpierw współczynnikiem 5 (trzecim najwyższym), a potem 10 (drugim najwyższym). Jednak, jak już wiecie, ERC zrezygnowało później z zimowych rund.

Dlatego jedyna późniejsza międzynarodowa edycja zawodów to ta z 2021 roku. Rajd Arktyczny odbył się wtedy de facto dwukrotnie. Najpierw w styczniu, w ramach mistrzostw Finlandii, a później w lutym, w ramach WRC.

Co ciekawe jest to też impreza niezwykle popularna wśród kierowców… Formuły 1. Swoje rajdowe starty zaliczyli tu JJ Lehto, Mikka Hakkinen, Mika Salo i Valtteri Bottas.

Rajd Lipawy

Łotewskie zawody to bodajże jedyny rajd, który w WRC rozgrywany był na szutrze, a w ERC… po śniegu.

Ich tradycja sięga lat 80. gdy w Lipawie odbywała się runda Mistrzostw Związku Radzieckiego. Jednak formalnie pierwsza edycja obecnego rajdu ruszyła w 2013 roku. Organizatorzy skroili zawody pod nowy format ERC, więc już przy pierwszym podejściu załapały się do Mistrzostw Europy.

Czytaj też: Jan Kopecký – król czeskich rajdów

Dla Łotyszy Rajd Lipawy ma szczególną wagę, bo były to pierwsze międzynarodowe zawody motorsportowe zorganizowane w ich kraju, po uzyskaniu niepodległości.

Impreza została zaprojektowana jako rajd zimowy, ale już po pierwszej edycji organizatorzy zdali sobie sprawę, że największą przeszkodą będzie pogoda. Śnieg co prawda się pojawiał, ale szutrowe drogi były nim lekko pokryte, a nie zamrożone, jak w Rajdzie Szwecji. Band śnieżnych też próżno było szukać.

Mimo to przez kolejne dwie edycje, zawody dalej odbywały się w lutym, pomimo skarg i uwag ze strony kierowców. Odcinki były co prawda szybkie i przyjemne, ale tylko na pierwszej pętli. Przy drugim przejeździe spod śniegu wychodziły masy błota i próby przypominały raczej te z Rajdu Walii.

W 2016 roku stało się to, co nieuniknione – na czas rajdu przyszła odwilż. Jazda na długim kolcu po błocie mijała się z celem. Czara goryczy więc się przelała i zawody przeniesiono na szuter. Do 2019 roku odbywały się na jesień, a później latem.

Dwa lata temu, po tymczasowym przemianowaniu na Rajd Łotwy, impreza zadebiutowała w WRC. Niestety po największym sukcesie w historii, od tego czasu kolejne edycje Rajdu Lipawy się nie odbyły. Może warto by wrócić do zimowej daty?

Rajd Irlandii

To przykład nieco naciągany, bo na irlandzkich trasach próżno było szukać jakichkolwiek znaków zimy. Niemniej jednak otwierały one sezon Mistrzostw Świata w styczniu 2009 roku.  Przed tamtą edycją Rajd Irlandii znalazł się w kalendarzu WRC w 2007 roku. Wtedy jednak ruszał w listopadzie.

Pod wieloma względami Irlandia zawsze wydawała się oczywistym kierunkiem dla najbardziej prestiżowych rajdowych mistrzostw. Wymagające trasy, piękne widoki i silna kultura rajdowa. Najlepiej obrazuje ją statystyka, według której w Republice Irlandii jest najwięcej samochodów WRC przypadających na pojedynczego obywatela.

Trasa Rajdu Irlandii w WRC mogłaby być składanką „The Best of” z tamtejszych lokalnych imprez. W harmonogramie pojawiły się odcinki z takich rajdów jak Circuit of Ireland, Ulster Rally czy Rajd Donegal.

Zawody jednoczyły też Republikę Irlandii i Irlandię Północną. Oesy zostało podzielone po równo między oba kraje. Park serwisowy znajdował się w Sligo, po „niepodległej stronie”, a superoes miał miejsce w Belfaście – stolicy „brytyjskiej” Irlandii.

Niezależnie czy rywalizacja miała miejsce w listopadzie czy w styczniu, odcinki wyglądały podobnie – po prostu mokro. Podobnie jak Norwedzy, Irlandczycy nie mogli się ubiegać o miejsce w kalendarzu w 2008 roku. Powrócili w 2009 i nawet w kalendarzu wylądowali obok Rajdu Norwegii.

Choć faworytem miejscowych kibiców były załogi Forda, to jednak w obu przypadkach zawody poszły po myśli Citroena. Zarówno w 2007 jak i w 2009 roku najszybszy na irlandzkich trasach byli Sebastien Loeb i Daniel Elena.

Mimo pozytywnych recenzji więcej tej imprezy w WRC już nie oglądaliśmy. Powrót Rajdu Irlandii do Mistrzostw Świata to serial niemal równie długi i dramatyczny, co powrót Subaru. Co roku wydaje się, że lokalne władze są blisko i niebawem powrócą do kalendarza. Jednak również w 2026 roku próżno szukać w nim irlandzkiej flagi.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments