Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Niezłomny Solberg – Rajd Korsyki 2003

16 października 2003 roku, Petter Solberg siedział w roztrzaskanej Subaru Imprezie WRC, na jednym z zakrętów shakedownu. Gdy rajdówkę zobaczyli w serwisie mechanicy, powiedzieli Norwegowi: „nigdzie nie pojedziesz”. Tak zaczyna się historia najbardziej niesamowitego występu Solberga w WRC.

Wyścig z czasem

Zespół Subaru otrzymał zniszczoną Imprezę WRC w godzinach popołudniowych. Tymczasem pierwszy odcinek Rajdu Korsyki ruszał o godzinie 10:00, więc około godziny 7:00, Petter Solberg i Phill Mills musieli wymeldować się z serwisu.

Mechanicy rozważali różne opcje: od znalezienia warsztatu Subaru gdzieś na francuskiej wyspie, po sprowadzenie drugiej rajdówki z Wielkiej Brytanii. Koniec końców, z pomocą kilometrów srebrnej taśmy, folii i zaangażowania dosłownie całej ekipy Subaru, Impreza WRC o numerze 7, była zdatna do jazdy.

Nie była ona jednak w pełni sprawna, o czym Solberg szybko miał się przekonać. Rajdówkę znosiło na lewą stronę, w dodatku szwankowała sekwencyjna skrzynia biegów. Cierpiało przez to tempo załogi. Norweg nie zanotował żadnego czasu w pierwszej piątce na pierwszym etapie i zakończył go dopiero na ósmej pozycji.

A był to przecież rajd w którym załoga Subaru musiała przywieźć dobry rezultat. Przed przybyciem do Francji zajmowali czwarte miejsce w klasyfikacji punktowej. Co gorsza, na prowadzeniu w Rajdzie Korsyki był Sebastien Loeb. Dlatego jeśli Solberg chciał powalczyć jeszcze o tytuł, musiał przebić się w górę tabeli. Na szczęście dla niego, stawkę WRC czekało w tym rajdzie jeszcze parę zwrotów akcji.

Łaska niebios

fot. Petr Fitz

Na Korsyce przez większość roku panuje słoneczna pogoda. Jednak 18 października, miał być jedną z tych deszczowych sobót na wyspie. Nie wiedziało o tym jednak większość załóg w WRC, które na pierwszą pętlę zabrało slicki. Po pierwszym przejeździe suchego oesu „Ampaza-Petreto” wydawał się to właściwy wybór.

Sytuacja zmieniła się jednak o 180 stopni, gdy w okolicy wioski Masina, gdzie rozpoczynał się drugi sobotni oes, zawodników przywitała ulewa. Pierwszą jej ofiarą, okazali się liderzy – Sebastien Loeb i Daniel Elena. Załoga Citroena ześlizgnęła się z drogi i utknęła na jej krawędzi. Dzięki pomocy kibiców, udało im się wydostać, ale dopiero po dziesięciu minutach.

Wirtualne prowadzenie przejął więc Markko Martin, ale Estończykowi nie było dane się nawet o tym przekonać. Parę kilometrów po minięciu Loeba, zawodnik Forda sam opuścił drogę i uszkodził zawieszenie na kamieniu. Stracił w ten sposób prawie pięć minut.

fot. Petr Fitz

Gdy kolejni liderzy padali jak muchy, w odpowiednim kierunku jechali Solberg i Mills, którzy jako jedni z nielicznych, trafnie przewidzieli pogodę i wybrali deszczówki. Choć na pierwszej pętli sami mieli przygody, to dzięki błędom rywali wskoczyli na trzecią pozycję w generalce.

Po południu pogoda nie uległa zmianie. Opady były jednak niestraszne załodze Subaru, która wietrząc swoją szansę, rzuciła się do ataku. Petter Solberg i Phill Mills byli najszybsi na wszystkich trzech oesach drugiej pętli. Dzięki pokonaniu o ponad 20 sekund Francois Duvala, to właśnie poobijana Impreza WRC z numerem 7, znalazła się na pozycji lidera.

Mr. Hollywood

fot. ewrc.cz

Trzeciego dnia, do ataku ruszył Sebastien Loeb, chcąc odrobić sobotnie straty. Petter Solberg trzymał się jednak blisko Francuza na pierwszej pętli, dwukrotnie wykręcając drugi czas. Na szczęście dla Norwega, tempo kompletnie zgubił Francois Duval, dzięki czemu przewaga załogi Subaru zwiększyła się do 36.5 sekundy.

Ostatnie odcinki Solberg jechał już bardzo ostrożnie, ale w czasach sprzed Power Stage i Super Niedzieli, nie miał żadnego powodu by forsować tempo. Na finalnym oesie wykręcił dopiero dziewiąty czas, ale nie miało to żadnego znaczenia. 72 godziny po roztrzaskaniu rajdówki na shakedownie, Petter i Phill mogli wydać z siebie okrzyk radości, słyszalny przez wszystkich telewidzów.

Norwesko-brytyjska załoga nie tylko wygrała swój trzeci rajd w sezonie, ale pierwszy raz w karierze zwyciężyła na asfalcie. Do tego, w tak niespodziewanych okolicznościach. Gorszy występ Loeba i Burnsa sprawił, że Solberg z czwartej pozycji, wskoczył nagle na drugą, tracąc zaledwie 3 punkty do Carlosa Sainza.

Norweg nie zmarnował swojej życiowej szansy i pokonał później Loeba w dramatycznym pojedynku w Walii, zdobywając Mistrzostwo Świata. Ale o tej historii… może innym razem.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments