„Nielegal” Panizziego – Rajd Sanremo 2000
W podobnej sytuacji, co Andrea Mabellini, 25 lat temu znalazł się Gilles Panizzi. Zarzuty wobec Francuza wywołały gigantyczną aferę i wznieciły wojnę domową w zespole Peugeot, ale… nie zmieniły wyniku zawodów. Oto historia najbardziej kontrowersyjnego zwycięstwa w WRC.
Rok Peugeot

Podobnie jak w przypadku Andrei Mabelliniego, w tej historii jest włoski wątek. Nie dotyczy on jednak załogi, a miejsca akcji – Rajdu Sanremo. Murowanymi faworytami do zwycięstwa były załogi korzystające z Peugeotów 206 WRC. Tym bardziej, że parę tygodni wcześniej francuskie rajdówki zajęły dwa pierwsze miejsca w Rajdzie Korsyki. Pytanie brzmiało więc: która z załóg Peugeot będzie najszybsza?
Włoska runda WRC była też tłem do fascynującej walki o Mistrzostwo Świata. Na trzy rundy przed końcem, szansę na tytuł miało aż czterech kierowców: Marcus Gronholm, Richard Burns, Colin McRae i Carlos Sainz. Żaden z nich nie został jednak głównym bohaterem wydarzeń, w ten październikowy weekend.
Podejrzane czasy

Ku zaskoczeniu ekspertów, tempo na pierwszym odcinku specjalnym dyktował Richard Burns. Zawodnik Subaru nie cieszył się jednak długo z prowadzenia, bo już na następnym odcinku przeskoczył go Panizzi. Francuz wygrał kolejne trzy oesy i wypracował sobie ponad 12 sekund przewagi. Kierowca Peugeota był bardzo szybki. Zdaniem rywali – zbyt szybki.
– Panizzi jest bardzo szybki. Czy wie coś, czego ty nie wiesz? – spytał Carlosa Sainza dziennikarz
– Jestem pewien. Mamy tu dużo ludzi, którzy widzieli go przed zapoznaniem. To nic nowego, ale nie mamy jak tego udowodnić – odpowiedział Hiszpan.
Z doniesieniami o nielegalnym zapoznaniu się z trasą Panizziego, dziennikarze od razu poszli do Francois Delecoura – jego kolegi z zespołu. Francuz odpowiedział krótko:
– Nie obchodzi mnie to.
Rzeczywistość pokazała jednak, że ewidentnie go to obchodziło. Bardzo.
Kłopoty w raju

Rzekome naginanie zasad przez Panizziego nie było bowiem początkiem jego konfliktu z Delecourem, a jedynie kroplą, która przelała czarę goryczy. Relacje między dwoma Francuzami zaczęły się psuć wcześniej, podczas ich domowego Rajdu Korsyki.
Na cztery odcinki przed końcem prowadził Gilles, ale Francois miał do niego zaledwie 0.9 sekundy straty. Trzeci Carlos Sainz tracił do duetu Peugeota prawie minuty. Corrado Provera miał więc do podjęcia bardzo trudną decyzję.
Delecour był podstawowym kierowcą zespołu, jadącym pełen sezon za kierownicą 206 WRC. Panizzi był „specjalistą od asfaltu”, wystawianym przez Peugeot w wybranych rajdach, głównie na tej nawierzchni. Mimo to szefostwo nakazało swoim załogom utrzymanie obecnych pozycji, de facto podarowując zwycięstwo Panizziemu.

Francois był wściekły, ale zacisnął zęby i dojechał do mety na drugim miejscu. Gdy na Sanremo usłyszał o zarzutach wobec Gillesa, musiał przynajmniej to z nim skonsultować w parku serwisowym. Panizzi zareagował jednak bardzo defensywnie. Zapytany o nielegalne zapoznanie zaprzeczył i oskarżył Delecoura o szerzenie pogłosek na ten temat.
To podziałało na Francois niczym płachta na byka. Gdyby nie członkowie zespołu, którzy odciągnęli Francuza i siłą wepchnęli go do rajdówki, w ruch niechybnie poszłyby pięści. Zapanować nad sytuacją musiał szef zespołu – Corrado Provera.
„Kiedy byliśmy szybcy, ale awaryjni, nikt się nas nie bał. Teraz problem polega na tym, że jesteśmy zagrożeniem dla rywali i nagle pojawiają się tego typu doniesienia.”
Ironii całej sytuacji dodawał fakt, że rok wcześniej, także podczas Rajdu Sanremo, identyczne zarzuty kierowano w stronę Delecoura. Wtedy Francuz miał rzekomo przejeżdżać odcinki poza oficjalnym zapoznaniem… na rowerze. W 1999 roku Francois faktycznie miał fantastyczne tempo, ale finalnie rajdu nie ukończył. Sytuacja rozeszła się więc po kościach.
W 2000 roku, Delecour postanowił odpowiedzieć na zachowanie rodaka, na oesie. Wygrał dwie kolejne próby i zredukował stratę do 10 sekund. Panizzi wtedy jednak znów odskoczył, wygrywając następne dwa odcinki. Nie pomogło to w oczyszczeniu się z zarzutów, ale umocniło jego prowadzenie.
Domniemanie niewinności

Na sobotnim i niedzielnym etapie Panizzi umiejętnie zarządzał tempem i choć wygrał tylko jeden odcinek, to linię mety przekroczył z 16-sekundową przewagą nad Delecourem. Poproszony o odniesienie się do zarzutów Francuz, odpowiedział tylko:
„Według mnie, nie ma tu żadnego problemu. Sypiam spokojnie”.
Czy to lakoniczne sprostowanie uciszyło głosy domagające się sprawiedliwości? Niezbyt. Jednak dowodów na oszustwo Francuza zabrakło i FIA nie odebrało mu zwycięstwa na Sanremo. Jak się później okazało, był to pierwszy z trzech triumfów Panizziego we Włoszech. Dwa kolejne odniósł już bez większych kontrowersji.
Mimo afery na Półwyspie Apenińskim, sezon 2000 okazał się dla Peugeot niezwykle udany. Marcus Gronholm i Timo Rautianen zostali Mistrzami Świata wśród załóg, a francuski zespół wygrał klasyfikację konstruktorów.
Relacji Gillesa Panizziego i Francois Delecoura nie udało się jednak załatać. Po tym sezonie, Delecour wrócił do zespołu Forda, podczas gdy Gilles pozostał w Sochaux na kolejne trzy sezony.
Jak oceniacie tamte kontrowersje? Czy Panizzi faktycznie nielegalnie zapoznał się z trasą? A może cała afera została wywołana przez rywali Peugeot, którzy nie potrafili dotrzymać im tempa?