NASCAR w Le Mans, czyli amerykańsko-francuska podróż w czasie
Kiedy tylko usłyszałem, że dziedzictwo wyścigów NASCAR będzie celebrowane podczas tegorocznej edycji Le Mans Classic wiedziałem, że w pierwszy weekend lipca będę musiał wybrać się do Francji. Zdecydowanie, było warto.
Tegoroczna edycja historycznej imprezy Le Mans Classic z dopiskiem Legend koncentrowała się na drugiej połowie ze stuletniego dziedzictwa wyścigu 24h Le Mans. Tym samym na Circuit de la Sarthe pojawili się kierowcy w maszynach, z których najstarsze pochodziły z lat 70., a najnowsze z pierwszych 15 lat obecnego stulecia. Samochodów jest bardzo dużo, więc aby usystematyzować rywalizację podzielono je na stawki, z francuskiego Plateau, a angielskiego Grid. W największym uproszczeniu odpowiadają dekadom ich występowania w sportowej rywalizacji. W przypadku tegorocznej edycji pojawiły się stawki od 6 do 10. W przyszłym roku, kiedy w Le Mans Classic z dopiskiem Heritage będzie celebrowana pierwsza połowa stuletniej historii wyścigu, pojawią się maszyny ze stawek od 1 do 5, czyli od lat 20. do 60. ubiegłego stulecia. Tyle tytułem wprowadzenia, skoncentrujmy się teraz na specjalnym dodatku, który pojawił się w tym roku mianowicie szerokiej jak nigdy wcześniej stawce aut NASCAR przybyłych zza Oceanu. Ich kierowcy wzięli udział w trzech wyścigach trwających po 35 minut.
W 1976 roku, podczas 44. edycji wyścigu 24h Le Mans doszło do bezprecedensowego wydarzenia, w stawce pojawiły się dwie potężne maszyny z topowej serii NASCAR, napędzane 7-litrowymi silnikami V8, Dodge Charger i Ford Torino. Wyścigu nie zawojowały, ale w 200. rocznicę Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych były wyraźnym symbolem francusko-amerykańskiej współpracy. Z najnowszej historii 24h Le Mans pamiętamy występ specjalnie przygotowanego Chevroleta Camaro, prowadzonego przez trio Johnon, Rockenfeller, Button. W tegorocznej edycji Le Mans Classic na Circuit de la Sarthe można było podziwiać ponad trzydzieści maszyn NASCAR, z których najstarsza to Ford Gran Torino z 1976, a najnowsza to Chevrolet Camaro z 2020.
Oznaczone numerem jeden, czarne Camaro to pojazd, którym Kurt Busch pojechał po zwycięstwo na domowym torze Las Vegas Motor Speedway we wrześniu 2020 roku. Kurt we własnej osobie rywalizował nią ponownie w trzech zaciętych wyścigach na Circuit de la Sarthe i jak przyznał, było to jedno z najlepszych doświadczeń w jego wyścigowym życiu. Na prostej Mulsanne mocarne auta NASCAR osiągały prędkość do 320 km/h, a w pierwszym, krętym sektorze prezentowały się jak na torze Sonoma Raceway, który jest stałym punktem kalendarza Cup Series.
Długo by pisać o każdym z samochodów, o tym jakie mają oklejenia, jak brzmią, jaką mają historię. Wybiorę jeszcze trzy, na które chciałbym zwrócić Waszą uwagę. Pontiac Grand Prix z numerem 88 to auto, którym Rusty Wallace debiutował w roku 1984 jako regularny kierowca topowej serii NASCAR – Nextel Cup Series. Chevrolet Lumina w barwach Goodwrench to ikona wczesnych lat 90. w NASCAR. Maszyna, która pojawiła się na Le Mans Classic oznaczona numerem podwozia RC-02 była drugą zbudowaną przez Richard Childress Racing specjalnie na wyścigi w Sonomie i Watkins Glen. Dale Earnahrdt ścigał się tym Chevroletem na wymienionych obiektach w sezonach 1992-1994, wygrywając dwukrotnie kwalifikacje.
Zapewne wielu z was oglądało komedię „Talladega Nights” w Polsce znaną pod tytułem „Ricky Bobby – Demon prędkości”. W społeczności NASCAR produkcja ma status kultowej, ze sporą dozą ironii pokazuje świat amerykańskich wyścigów. W Le Mans Classic mogliśmy podziwiać Chevroleta Monte Carlo, który był wykorzystywany podczas zdjęć. Maszyna przeszła gruntowną renowację, na którą złożyło się zainstalowanie manualnej 4-biegowej przekładni. Grający postać czarnego charakteru, Francuza Jeana Girarda, Sacha Baron Cohen korzystał z automatycznej skrzyni biegów.
Kierowcy historycznych aut NASCAR rywalizują na co dzień w amerykańskim cyklu Historic Sportscar Racing. Polecam zajrzeć na ich stronę internetową by znaleźć najnowsze informacje o wydarzeniach. Zdecydowanie zachęcam również do prześledzenia oferty serii organizujących weekendy historyczne, takich jak Peter Auto czy Masters Historic Racing. To znakomita alternatywa dla wyjazdów na Formułę 1 czy inne wyścigi. Dostępność padoku jest nieporównywalna, a wrażenia przednie, gdyż współczesna rywalizacja w motorsporcie już tak nie brzmi ani nie pachnie.
