Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Największe zaskoczenia i rozczarowania 2025 roku – nasi redaktorzy wybierają

U progu nowego sezonu rajdowego, wracamy jeszcze wspomnieniami do poprzednich 12 miesięcy. Rok 2025 dostarczył nam wielu emocji, wspomnień i bohaterów. Który z nich zaskoczył nas najbardziej pozytywnie, a który negatywnie? Głos zabrali redaktorzy portalu motowizja.pl.

Marcin Wyrzykowski

Pozytywne zaskoczenie: Adrien Fourmaux

fot. Red Bull Content Pool

Adrien Fourmaux w sezonie 2025 nie stał się jeszcze kierowcą walczącym o mistrzostwo świata, ale wyraźnie pokazał, że uczy się sięgać po świetne rezultaty w sposób coraz bardziej świadomy i kontrolowany. Już podium w Monte Carlo było zapowiedzią tej zmiany — nie wynikało z brawury, lecz z rozsądnej jazdy i umiejętnego zarządzania ryzykiem.

W rajdach takich jak Wyspy Kanaryjskie czy Estonia imponował zdolnością maksymalizowania wyniku nawet wtedy, gdy sprzęt lub układ sił nie pozwalały walczyć o podium.

Szczególnie istotne było to, że Fourmaux w trakcie sezonu uczył się zachowywać chłodną głowę i odporność psychiczną, które wcześniej często zawodziły go w kluczowych momentach. Grecja była jednym z najlepszych przykładów tego procesu — mimo problemów po drodze potrafił zmienić podejście i dowieźć podium, zamiast pogrzebać cały rajd.

Podobnie w Chile i Arabii Saudyjskiej, gdzie nie tylko walczył o wysokie lokaty, ale też przez moment prowadził rajdy, pokazując tempo realnie wystarczające do walki o zwycięstwo.

Najlepszym podsumowaniem jego potencjału był najlepszy wynik sezonu osiągnięty w ostatniej rundzie, gdy drugie miejsce w Arabii Saudyjskiej potwierdziło, że Fourmaux jest coraz bliżej momentu, w którym takie występy przestaną być wyjątkiem.

Cztery podia i dwadzieścia cztery wygrane odcinki specjalne jasno pokazują, że 2025 rok był sezonem przełomowym pod względem jakości jego jazdy, nawet jeśli nie przełożył się jeszcze na mistrzowską regularność.

Rozczarowanie: Adrien Fourmaux

fot. Dirtfish

Ten sam sezon obnażył jednak wszystko to, co wciąż oddziela Fourmaux od walki o najwyższe cele. Trzeba przy tym zaznaczyć, że słowo „rozczarowanie” na tym etapie jego kariery może być zbyt mocne, bo oczekiwania wobec niego bardzo szybko urosły.

Po przejściu do Hyundaia sam zawiesił sobie poprzeczkę wysoko, a swoją jazdą sprawił, że zaczęto od niego wymagać znacznie więcej niż tylko przebłysków tempa. Na tym tle najbardziej widoczna była nieregularność i zbyt duża liczba rajdów straconych przez pojedyncze błędy lub splot nieszczęśliwych okoliczności.

Szwecja i Sardynia pokazały, że wciąż zdarza mu się przekroczyć granicę ryzyka, nawet gdy prowadzi lub jedzie po świetny wynik. Portugalia, Safari i Finlandia zabrały mu punkty przez awarie i pecha, a Japonia zakończyła się błędem w ekstremalnych warunkach, gdy realnie liczył się w walce o czołówkę.

Symbolicznym podsumowaniem sezonu była Arabia Saudyjska – rajd, który mógł dać mu pierwsze zwycięstwo w WRC, a skończył się drugim miejscem przez podejrzany błąd proceduralny. Fourmaux zachwycał tempem i rosnącą dojrzałością, ale wciąż zbyt często sam – lub przez drobne detale – odbierał sobie nagrodę za własną szybkość.

Bartosz Grzybek

Pozytywne zaskoczenia: Sebastien Ogier i Oliver Solberg

fot. Red Bull Content Pool

Mistrzostwo Ogiera może być pewnym zaskoczeniem, choć wiadomo, do tej pory cały czas pokazywał swoją siłę, to i tak przy niepełnym sezonie, nie każdy pewnie typował go jako końcowego triumfatora przed startem sezonu. Tym bardziej, że decyzja o podjęciu walki mistrzowskiej była podejmowana „na bieżąco” w trakcie sezonu.

Nie małym zaskoczeniem była również wygrana Olivera Solberga w Estonii. W jego przypadku każdy spodziewał się wysokiej formy, ale raczej nie aż na tyle, by w taki sposób kontrolować rywalizację praktycznie od początku rajdu. W szczególności pamiętając jego dotychczasowe występy w Rally1 w przeszłości, tutaj było widać, jak bardzo rozwinął się przez te lata i nabył pewności siebie za kierownicą.

Rozczarowania: Thierry Neuville i Gregoire Munster

fot. Red Bull Content Pool

Po zdobytym mistrzostwie wszyscy mieli większe oczekiwania wobec Belga a tutaj tylko jedno zwycięstwo „rzutem na taśmę”, bo w ostatniej rundzie. Przez cały sezon raczej mało widoczny, zwłaszcza na tle dyspozycji swoich zespołowych kolegów.

Gregoire Munster, jako lider zespołu, po delikatnym przebłysku na Monte Carlo, ewidentnie nie udźwignął swojej roli i wychodziły na jaw spore braki, które np. na szutrze dobitnie uwydatniał Sesks. Nic zatem dziwnego, że jego przygoda etatowego kierowcy w najwyższej kategorii została raczej zakończona na dobre.

Jakub Socha

Pozytywne zaskoczenie: Tymek Abramowski

fot. Red Bull Content Pool

Każdy z nas – kibiców, dziennikarzy, komentatorów i osób ze środowiska – ma swoich faworytów. Zawodników z którymi sympatyzuje, współpracuje, lub zwyczajnie trzyma za nich kciuki. To nasze asy – karty, którymi zagrywamy w przypadku dyskusji o mistrzowskich tytułach.

W sezonie 2025 do talii wsunięto jednak jeszcze jedną, zwycięską kartę jokera, w osobie Tymka Abramowskiego. Stawiając sprawę jasno, ten młody chłopak (wcześniej nieznany szerszemu gronu) wyskoczył jak Filip z konopi, z miejsca włączając się do walki o najwyższe laury.

Finalny efekt? Istna deklasacja faworyzowanych oponentów i dwa mistrzowskie tytuły – FIA ERC3 i M-Sport Fiesta Rally3 Trophy. Zeszłoroczna wiktoria Tymka i Jakuba jest przy tym niezwykle… „kaloryczna”.

Abramowski nigdy nie ukrywał, iż jego żywiołem jest szuter i tam czuje się najlepiej. Tymek stronił od przyczepnych asfaltów – przed startem sezonu miał na koncie zaledwie jeden, oficjalny start na tej nawierzchni. Jeden! Na papierze powinien więc zgarniać tam ogromne bęcki, pełniąc rolę wypełniacza tabeli.

Tymczasem na podium stanął już podczas inauguracyjnych zawodów w Hiszpanii, a drugą rundę rozgrywaną na asfalcie (Rally di Roma Capitale) wygrał z przewagą przeszło dwóch i pół minuty. Biorąc całkowitą odpowiedzialność za swoje słowa, Abramowski jest dla mnie… talentem dekady.

Rozczarowanie: Gregoire Munster

fot. Red Bull Content Pool

Posługując się truizmem, sport na mistrzowskim poziomie rozgrywkowym jest brutalny. Nie ma tu miejsca na sentymenty, prywatne sympatie, czy taryfy ulgowe. Ważny jest wynik, który rozlicza się w chłodny, wręcz aptekarski sposób.

Nie zrealizowałeś postawionych celów? Cóż, tam są drzwi… Dlatego nie dziwi mnie, że Gregoire Munster – moje rozczarowanie sezonu 2025 – stracił miejsce w M-Sporcie, ostatecznie żegnając się z rolą „etatowca”.

Stawiając sprawę jasno, Luksemburczyk był „czerwoną latarnią” świata WRC, wyraźnie odstając od swoich rywali. Rozkładając problem na czynniki pierwsze, piąta lokata w Kenii i Japonii to zbyt mało, by przekonać do siebie włodarzy, dwa wygrane odcinki specjalne nie robią na nikim szczególnego wrażenia, a pokaźne dotacje od Jourdana Serderidisa nie są na tyle słodkie, aby zniwelować gorycz dwóch, szarych lat.

Myślę, że to trafne porównanie – przygoda Munstera w M-Sporcie była bezbarwna, pozbawiona kolorytu. Gwoździem do trumny było zakontraktowanie McErleana, który mimo mniejszego doświadczenia, bez problemu nawiązywał walkę z Gregoirem. Okazjonalne baty od Sesksa również nie pomagały.

Znamienna jest ostatnia wypowiedź samego Serderidisa, który od lat aktywnie wspiera Munstera, będąc jego sportowym mecenasem. Sympatyczny Grek zasugerował, iż jego podopieczny musi sam powalczyć o sponsorów oraz swoją przyszłość.

A jeśli mu się nie uda i zostanie na lodzie, będzie to sygnał, by obrać w życiu… inny kierunek. Dziś wydaje się, że Luksemburczyk przełknie pigułkę porażki i wróci do rywalizacji w samochodzie Rally2. Patrząc na Adriena Fourmaux, nie wszystko jest stracone. Kampania 2026 będzie „być albo nie być”. Wszystko w rękach Gregoire…

Krzysztof Woźniak

Pozytywne zaskoczenie: Jakub Matulka

Jakub Matulka i Damian Syty kompletnie zdominowali RSMP. Nikt, oczywiście, nie wątpił w tempo tego kierowcy, ale jednak chyba nikt nie spodziewał się, że cały rok będzie pokonywał naszą krajową czołówkę. Zmiana pilota wzbudziła wiele dyskusji, ale wyszło na jego.

Sezon w ERC był niezwykle trudny, ale tak bywa z nauką – jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz i tak dalej. Sam fakt, że jedynym kierowcą z Polski, który potrafił pokonać Kubę na polskim podwórku, jest Miko Marczyk, mówi samo za siebie.

Oczekiwania na przyszłość są spore, ale Kuba z Damianem udowodnili, że „mają papiery” na spore sukcesy.

Rozczarowanie: zamieszanie wokół przyszłości WRC

Dyskusje na temat regulacji to nie jest nic szczególnego w motorsporcie. Nawet w Formule 1 pojawiły się pomysły, że może trzeba wkrótce wprowadzić inne silniki, mimo że wszystko było uzgodnione. W przypadku WRC mówimy jednak o pomieszaniu z poplątaniem.

Dobrze, że na koniec 2025 roku udało się ogłosić nowego producenta/tunera w postaci Project One. Cała historia „rewolucji technicznej” w WRC to jednak sinusoida emocji – nowe przepisy, ale ich nie mamy.

Tańsze samochody, ale w sumie Rally2 będą na równi osiągami z nową kategorią, więc po jaką cholerę budować nowe samochody? Niby wiemy, co nas czeka, ale jednak nie. Do tego jeszcze dochodzi kwestia promotora, który miał się zmienić. Na ten moment, nic nie wiemy. Wszystko idzie jak do tej pory.

Inne formy motorsportu wystrzeliły pod względem popularności, a w rajdach – wielki exodus największych gwiazd i niepewna przyszłość. Kibice rajdowi, po prostu, zasługują na więcej.

Juliusz Winiarek

Pozytywne zaskoczenie: Elfyn Evans

fot. Red Bull Content Pool

Oczywiście Walijczyk, zdobywając piąte wicemistrzostwo świata w karierze, odebrał tytuł „wiecznie drugiego” Thierry’emu Neuvillowi. Natomiast osobiście nie spodziewałem się, że po dosyć niemrawym sezonie 2024, Elfyn będzie w ogóle pretendentem do tytułu.

Nie mówiąc już o tym, że przeciągnie walkę do ostatniego oesu, ostatniej rundy. Choć finalnie to Seb Ogier sięgnął, to mistrzowską koronę, to musiał nieźle napocić się w walce z Evansem. I za to należy Walijczyka docenić.

Fantastyczne zwycięstwo w Szwecji,  później pierwsze miejsce w Kenii i duża powtarzalność w końcówce sezonu. Elfyn wydawał się dużo dojrzalszym zawodnikiem, niż gdy poprzednio walczył o mistrzowskich tytuł.

Oczywiście kibice na Wyspach mają prawo być rozczarowani. Po trzech rundach sezonu Evans miał gigantyczną przewagę i wydawało się, że mistrzostwo ma już w kieszeni. Roztrownił ją jednak przez kiepskie tempo przy odkurzaniu trasy i dużego pecha w Arabii Saudyjskiej.

W przeciwieństwie do Anglii i Szkocji Walia wciąż czeka na swojego rajdowego mistrza świata. Myślę jednak, że jeśli Evans utrzyma tempo swojego rozwoju w następnym sezonie, to w końcu się doczeka.

Rozczarowanie: Hyundai

fot. Dirtfish

Długo zastanawiałem się, czy na swoje największe rozczarowanie wybrać Neuvilla, Tanaka, czy Fourmaux. Po czym olśniło mnie, jaki jest wspólny mianownik pomiędzy tymi trzema zawodnikami.

Po wygraniu tytułu wśród kierowców i przegraniu tytułu producentów na ostatnich metrach sezonu Hyundai miał w 2025 roku znów napsuć krwi Toyocie. Tymczasem walka o tytuł przypominała bardziej pojedynek pięściarski Mike’a Tysona z pięciolatkiem.

Toyota wygrała 13 z 14 rajdów. Nie chodziło nawet o to, że Japończycy byli w większości tych rund znacznie szybsi. Hyundai po prostu przegrywał z samym sobą. Ile potencjalnych podiów i zwycięstw zostało zaprzepaszczonych przez błędy i awarie? Ciężko je wszystkie zliczyć.

Koreańczycy kompletnie zgubili tempo na asfalcie, na którym przecież byli szybsi od 2017 roku. Występy ich nowej ewolucji i20 na Wyspach Kanaryjskich, w CER i Japonii po prostu przykro się oglądało. Dość powiedzieć, że pod koniec sezonu dużo szybsza okazała się zeszłoroczna wersja rajdówki.

Ponadto przez większość roku wszyscy, od inżynierów, przez kierowców aż po szefa zespołu, sprawiali wrażenie, jakby po prostu nie chcieli tu być. Niekończące się pogłoski o odejściu z WRC tylko pogłębiały obraz indolencji Hyundaia w minionym sezonie. Pozytyw jest jeden – gorzej już nie będzie

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments