Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Najbardziej pamiętne momenty Rajdu Akropolu

Rajd Akropolu to absolutny klasyk. Zawody w greckich górach mają tak bogatą historię, że trudno myśleć o WRC nie myśląc jednocześnie o tej imprezie. Dzisiaj prezentujemy Wam, w naszej opinii, pięć najbardziej pamiętnych momentów z historii Rajdu Akropolu.

Wielka Michele – 1982

Jeśli wierzyć kibicom starszej daty, to zmagania w Argolis w latach ‘80 i ‘90 były tym „prawdziwym” Rajdem Akropolu. Cóż, patrząc na harmonogram tamtej edycji nie sposób nie przyznać, że organizatorzy (jak na Greków przystało) urządzili zawodnikom prawdziwy maraton.  Załogi miały do pokonania aż 57 odcinków specjalnych, które składały się na trasę o długości ponad 1000km.

Michèle Mouton była wtedy w trakcie swojego drugiego sezonu w fabrycznym zespole Audi. Chociaż na początku roku nikt nie stawiał jej w gronie faworytów, to po tym jak dwa miesiące wcześniej wygrała w Portugalii, wszyscy wiedzieli już, że na Francuzkę trzeba będzie uważać.

Mouton nie zamierzała ich wyprowadzać z błędu. Objęła prowadzenie w czwartkowy wieczór i nie oddała go już do samej mety. Nie był to jednak łatwy, szybki i przyjemny rajd zawodniczki Audi. Na pierwszym etapie hamowały ją problemy z turbosprężarką i silnikiem w Quattro. Później, w piątkowy poranek, obróciła się w zakręcie, na którym kibicowali jej rodzice!

Tempo Francuzki było jednak na tyle zawrotne, że z nawiązką nadrobiła stracony czas. Henri Toivonen, spytany po jednym z etapów, czy będzie w stanie dogonić Mouton, zaśmiał się i odpowiedział:

„Nie ma szans! Panie robią się za szybkie”

Michele przekroczyła linię mety z zawrotną przewagą 13 minut i 44 sekund nad drugim Walterem Röhrlem. W późniejszej części sezonu stoczyła z nim pasjonującą walkę o mistrzostwo świata, w której zwycięski okazał się jednak Niemiec.

Tak czy inaczej, Michèle Mouton wraz z Fabrizią Pons po dziś dzień pozostają jedynymi kobietami, które wygrały Rajd Akropolu.

Zamaskowany Markko – 2003

Po tym, jak awarie silnika zabierały Markko Martinowi zwycięstwa w Nowej Zelandii i w Argentynie, Estończyk był zdeterminowany, bo na Akropolu nie dało się go już zatrzymać. Tym razem psikusa miał mu sprawić nie sam silnik, a jego klapa.

Markko Martin i Michael Park wyszli na prowadzenie już na drugim odcinku specjalnym. Już po 10 kilometrach OS5, ich występ w rajdzie zawisł na włosku. Podczas przejazdu przez dziurę, maska w ich Focusie wyrwała się z zaczepów i wystrzeliła w górę, blokując praktycznie całą przednią szybę. Mimo to załoga Forda zdecydowała się kontynuować jazdę.

Kierowca widział drogę tylko przez ciasną szparę na dole szyby, więc zaufanie do notatek i pilota okazało się kluczowe. Co ważne, Michael „Beef” Park nawet nie zająknął się w dyktowaniu opisu. Jednak według Markko gorszy od braku widoczności był brak wentylacji – maska zapchała jakikolwiek dopływ powietrza i wnętrze Focusa WRC zmieniło się w saunę.

Tych problemów nie bylibyście w stanie dostrzec, patrząc na sam czas. Martin i Park przejechali w ten sposób ponad 20 kilometrów i stracili zaledwie 6 sekund do Harriego Rovanpery, który wygrał oes.

Gdy załoga poradziła sobie z takim wyzwaniem, nic nie mogło ich już zatrzymać. Estońsko-brytyjski duet wygrał Rajd Akropolu z przewagą 46 sekund nad drugimi Carlosem Sainzem i Marciem Martim.

To było ich pierwsze zwycięstwo w WRC – o tyle symboliczne, że to właśnie w Grecji rok wcześniej stracili praktycznie pewny triumf. Wtedy przebili oponę, gdy mieli prawie minutę przewagi nad Colinem McRae.

Estonia zyskała w końcu swojego pierwszego zwycięzcę rundy WRC, a my prawdziwie kultowe obrazki.

Stadiony świata – 2005

Może i przebieg Rajdu Akropolu z 2005 roku nie przeszedł do historii (Sébastien Loeb zdominował rywalizację), ale niezwykle pamiętny był jego start. Organizatorzy rozpoczęli rywalizację superoesem na Stadionie Olimpijskim w Atenach.

Ten obiekt ledwie rok wcześniej gościł Igrzyska Olimpijskie, a dwa lata później był areną finału Ligi Mistrzów. Jednak, jeśli wierzyć świadkom, najgłośniejszy był właśnie wtedy gdy do swojego przejazdu ruszał Petter Solberg.

Wstęp na Spyros Louis był wtedy całkowicie bezpłatny. Nic dziwnego więc, że stadion, mogący pomieścić 75 tysięcy widzów, wypełnił się do ostatniego miejsca. Zgromadzeni kibice zobaczyli tam pasjonujące widowisko.

Załogi (jak to na superoesie) rywalizowały w parach. Ze wspieranym rykiem publiczności Solbergiem zmierzyć miał się Sébastien Loeb. Po zaciętym pojedynku dwóch mistrzów świata, górą był jednak Francuz. Kierowca Citroëna wygrał też cały odcinek specjalny, ale tylko o 0.1 sekundy nad… Markiem Higginsem w barwach zespołu Stobarta.

Kibice mieli jednak swojego bohatera. Petter Solberg zaraz po przekroczeniu linii mety wysiadł z rajdówki, podbiegł pod trybunę i zaczął rzucać kibicom czapeczki w barwach Subaru. Norweg został za to nagrodzony owacją na stojąco.

Niestety, sukces oesu na Stadionie Olimpijskim stał się też przyczyną jego upadku. W 2006 roku organizatorzy chcieli spieniężyć popularność odcinka i za wejście trzeba było już zapłacić. Ceny okazały się jednak za wysokie i tym razem trybuny świeciły pustkami. W 2007 roku oes wypadł z kalendarza.

Na szczęście, tu historia Spyros Louis w WRC jeszcze się nie kończy. Na tę arenę powróciliśmy w 2022 roku. Trzy lata temu na trybunach znów mieliśmy komplet, a kibice mogli obserwować zwycięstwo Thierry’ego Neuvilla, oraz odpadnięcie z rywalizacji Andreasa Mikkelsena. To właśnie błąd na Stadionie Olimpijskim w Atenach kosztował Norwega wygranie tytułu w kategorii WRC2 w tamtym sezonie.

Grecka tragedia Citroëna – 2009

Gdy Sébastien Loeb odnosił piąte zwycięstwo w piątym rajdzie sezonu 2009, ci mniej cierpliwi kibice dawali już sobie spokój z tamtą edycją WRC. Absolutnie nikt nie oczekiwał, że sytuacja obróci się o 180 stopni.

Nieudany był już Rajd Sardynii, w którym oba C4 WRC znalazły się za podium. Dopiero Rajd Akropolu sprawił, że piękny sen Citroëna zaczął zmieniać się w koszmar.

Tragedii z początku nic nie zapowiadało. Po pierwszym etapie rajdu liderem był Mikko Hirvonen, ale na ogonie Fina siedzieli Dani Sordo i Sébastien Loeb. To właśnie Francuz był w uderzeniu, bo na drugiej piątkowej pętli przebił się na trzecią pozycję.

Pełen determinacji rozpoczął sobotni etap rajdu, ale po zaledwie 8 kilometrach wypadł z drogi. Określenie „wypadł” jest tu mocnym eufemizmem, bo Loeb za mocno przyciął zakręt i zaliczył prawdopodobnie najpoważniejsze dachowanie w swojej karierze. Zarówno on, jak i Daniel Elena, opuścili wrak rajdówki bez uszczerbku na zdrowiu, ale ich Citroën C4 nadawał się jedynie na złom.

To był dopiero początek sobotniego chaosu na Akropolu. W Citroënie cały czas wierzono w końcowy triumf, bo zaledwie 3 sekundy do Hirvonena tracił Sordo. Hiszpan nie zajechał jednak wiele dalej niż jego kolega z zespołu. W jednym z ciasnych zakrętów OS9 Dani napotkał kamień, który roztrzaskał przednie zawieszeniu w jego rajdówce.

Jak się szybko okazało, Sordo tego dnia ściągnął na siebie nie tylko gniew szefostwa Citroëna, ale też Henninga Solberga. Norweg jechał bowiem w jednym z kolejnych aut na trasie, ale nie dostał ostrzeżenia o niebezpiecznym kamieniu: ani od Daniego, ani od sędziów.

Dlatego parę kilometrów później w tym samym zakręcie, zrobił dokładnie to samo, co Sordo. Niewiele brakowało, by uderzył jeszcze w tył unieruchomionego samochodu Hiszpana. Henning, co oczywiste, był wściekły i nie marnując ani sekundy wyskoczył z auta i podszedł do kierowcy Citroëna. Solberg nic nie robił sobie z tego, że Dani akurat udzielał wywiadu i w żołnierskich słowach wytłumaczył Hiszpanowi swój pogląd na zaistniałą sytuację.

W tym wypadku nie popisali się także organizatorzy. Safeciarze najpierw nie wywiesili Henningowi żółtej flagi (mimo, że dostał ją Petter Solberg, który jechał wcześniej), a przed samym miejscem wypadku machali rękami w złym kierunku, de facto nakierowując zawodnika Stobarta na feralny kamień.

Honor Citroëna dał radę obronić Sébastien Ogier. Zespołowi fabrycznemu to oczywiście nie pomogło, bo Seb jeździł wtedy w zespole juniorskim. Mimo to, widok przynajmniej jednego Citroëna C4 WRC na podium był pewną osłodą, wobec zwycięstwa Forda i Mikko Hirvonena.

Olimp w błocie – 2015

Może i nie jest to najbardziej pamiętna edycja Rajdu Akropolu według Greków. Wszak był wtedy „tylko” rundą ERC i to rozgrywaną w październiku. Jednak jeśli chodzi o Polaków – nie ma wątpliwości którą wizytę w Lamii wspominamy najlepiej.

9 października nad Ateny nadeszły ciężkie od deszczu chmury. Te zawody nawet w idealnie suchych warunkach są niezwykle wymagające dla sprzętu i dla zawodników. Dlatego w błocie i ulewie, greckie oesy stały się areną walki, nie o najlepszy czas, a o przetrwanie.

Kajetan Kajetanowicz i Jarosław Baran zjawili się na rampie startowej stojąc jednocześnie na progu Mistrzostwa Europy. Nasza załoga musiała wywieźć z Półwyspu Peloponeskiego co najmniej 16 punktów, by zdobyć upragniony tytuł. Jako, że w ERC oprócz punktów za generalkę, przyznawano też punkty za każdy etap rajdu, to możliwości zdobycia tych 16 oczek było sporo. Polakom wystarczyłoby nawet 5 miejsce w generalce i 5 na każdym z etapów.

Kajto z Jarkiem Baranem zrobili jednak znacznie więcej. Zaczęli od wygrania pierwszego odcinka specjalnego. Na drugim musieli uznać wyższość bohatera gospodarzy – Lambrosa Athanassoulasa i sobotę skończyli na pozycji wiceliderów.

W niedzielę Polacy dalej utrzymywali drugą pozycję, mozolnie przebijając się przez błotniste oesy. Do ataku ruszył Craig Breen, któremu te warunki mogły przypominać bardziej Rajd Walii. Wyspiarskie doświadczenie ewidentnie działało na korzyść Irlandczyka, bo po OS5 miał nad Kajetanem ponad pół minuty przewagi.

Przy tym wyniku Craig dalej tracił szansę na mistrzostwo Europy, ale na otarcie łez zostawało mu czwarte zwycięstwo w tym sezonie. Tak się przynajmniej wydawało do szóstego oesu. Na nim zawiodła maska w 208 T16 R5 Irlandczyka, która otworzyła się w połowie odcinka. Breen nie czuł się w tych warunkach tak komfortowo jak Markko Martin w 2003 roku i do mety dojechał ze stratą 43 sekund do Kajetanowicza. Polacy byli więc w niezwykle komfortowej pozycji przed drugą pętlą. Tytuł dawałby im nawet finisz na piątej pozycji.

Z tym że drugiej pętli… nie było! Deszcz tylko przybierał na sile, a sytuacja na odcinkach pogorszyła się na tyle, że organizator odwołał dalszą część etapu. W ten oto sposób (mało dramatyczny i poniżej oczekiwań kibiców) Kajetan Kajetanowicz i Jarosław Baran zostali rajdowymi mistrzami Europy oraz wygrali swój trzeci rajd w tamtym sezonie.

Ta niedziela w Rajdzie Akropolu zakończyła 18 lat czekania polskich kibiców na kolejnego mistrza Europy znad Wisły. W dodatku była początkiem trzyletniego panowania Kajetana i Jarosława na oesach ERC.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments