Jak NASCAR zaprzyjaźniło się z simracingiem?

Jak NASCAR zaprzyjaźniło się z simracingiem?

Kiedy świat motorsportu stanął w miejscu w związku z koronawirusem, czołowe serie wyścigowe zaczęły mocniej spoglądać w kierunku wirtualnych wyścigów, które stanowią alternatywę dla co chwilę przekładanych i odwoływanych zawodów.

Wśród nich było także NASCAR, które miało jednak przewagę nad konkurencyjnymi mistrzostwami.NASCAR, podobnie jak Formuła 1, ma swoją oficjalną grę. Od 2015 roku za kolejne edycje odpowiada 704Games i w tym roku studio wypuści NASCAR Heat 5. Sam tytuł określany jest jako produkcja skierowana bardziej do „niedzielnego” gracza – poziomem trudności oraz realizmu zdecydowanie odbiega, chociażby od iRacing.

Jak jeździć online z Dalem Ernhardtem Jr?

iRacing to platforma simracingowa, powszechnie uważana za jedną z najlepszych i najbardziej realistycznych. Jej użytkownicy wykupują subskrypcję, a także pojedyncze auta oraz tory, które są laserowo skanowane po to, aby jak najwierniej oddawały rzeczywistość. Jedną z głównych zalet iRacing to przede wszystkim fakt, że profesjonalni kierowcy wyścigowi licznie z niego korzystają. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby na jednym serwerze spotkać się z Dalem Ernhardtem Jr, Mirko Bortolottim czy nawet Maxem Verstappenem.

Relacje iRacing z NASCAR są jednak wyjątkowe. Były to pierwsze mistrzostwa, które udzieliły swojej licencji, a obecnie użytkownicy iRacing mają dostęp do wszystkich torów z kalendarza NASCAR Cup Series, wraz ze ścigającymi się tam trzema modelami aut.

Godny następca NASCAR Racing 2003 Season

Można się pokusić o stwierdzenie, że iRacing jest duchowym następcą jednego z najpopularniejszych tytułów o NASCAR w historii – NASCAR Racing 2003 Season. Do tej pory symulator ten wciąż jest rozwijany przez liczną społeczność graczy oraz fanów, którzy modyfikują ten tytuł, by zawierał nowe auta i tory.

Za NASCAR Racing 2003 Season odpowiadało studio Papyrus. Po jego zamknięciu w 2004 roku część byłych pracowników zaczęła pracować nad nowym tytułem. 26 sierpnia 2008 roku ukazała się pierwsza wersja iRacing. Jeszcze zanim pojawiła się wersja stabilna, NASCAR podpisało umowę w maju 2009 roku z iRacing dotyczącą organizowania oficjalnych wirtualnych zawodów.

NASCAR na prowadzeniu w wirtualnych zawodach

O ile teraz jest niemalże normą organizowanie serii simracingowych przez „realne” mistrzostwa, tak NASCAR wchodziło na niezbadane wcześniej terytoria. Dla porównania Formuła E swoje pierwsze wirtualne zawody – Vegas eRace – przeprowadziła dopiero w 2017 roku. W tym samym roku ruszyły także wirtualne mistrzostwa Formuły 1 – F1 Esports Series.

Tymczasem NASCAR iRacing World Championship ruszyło już w 2010 roku. Pierwszy wyścig wygrał Dale Earnhardt Jr – najpopularniejszy kierowca NASCAR w tamtych czasach, a także wielki ambasador simracingu oraz iRacing.

Dzięki staraniom Earnhardta Jr, od niedawna użytkownicy iRacing mogą się ścigać na kultowym North Wilkesboro Speedway. Były kierowca NASCAR, wraz z grupą wolontariuszy, uprzątnął opuszczony i zarośnięty trawą tor, by iRacing mogło go zeskanować, a następnie przenieść do wirtualnej rzeczywistości.

W 2014 roku wirtualne mistrzostwa zyskały sponsora tytularnego – PEAK Anitfreeze, które towarzyszyło serii do 2019 roku. Ubiegłoroczny sezon był jednym z najbardziej przełomowych w historii simracingu.

Nagrody

Pula nagród została zwiększona o 500% względem 2018 roku i sięgała aż 100 tysięcy dolarów będąc jedną z największych w historii wirtualnego motorsportu. Dodatkowo niemalże cała stawka składała się z profesjonalnych zespołów simracingowych oraz odłamów ekip znanych z „realnych” torów, a kierowców wybierano w drafcie. Zack Novak z Roush Fenway Racing za mistrzostwo zdobył 40 tysięcy dolarów, a także został zaproszony na testy samochodu kanadyjskiej dywizji NASCAR – Pinty’s Series. Finałowy wyścig był także transmitowany na antenie amerykańskiej telewizji NBCSN.

Zwiększone zainteresowanie simracingiem sprawiło, że w tym roku wirtualna seria NASCAR wykonała kolejny krok naprzód. Nowym sponsorem tytularnym została Coca-Cola, a pulę nagród zwiększono do 300 tysięcy dolarów, z czego 100 tysięcy czekać będzie na mistrza. Dodatkowo więcej wyścigów znalazło się w ramówce NBCSN.

Mimo to największą promocją dla simracingu i iRacing stało się eNASCAR Pro Invitational Series. Początkowo miał to być jednorazowy wyścig na wirtualnym Homeastead-Miami Speedway, jednak przerodziło się to w nieformalną serię na torach, które miały gościć „realny” wyścig w dany weekend. Wyjątkiem była ostatnia runda na North Wilkesboro Speedway.

Transmisje na antenie kanałów Fox okazały się niezwykłym sukcesem. Na siedem najpopularniejszych transmisji zawodów esportowych w historii amerykańskiej telewizji aż sześć to wyścigi eNASCAR Pro Invitational. Najwięcej Amerykanów oglądało zawody w Texasie – ponad 1,3 milionów.

Simracing z kierowcami NASCAR Cup Series

W wyścigach brała udział większość kierowców regularnych kierowców NASCAR Cup Series. Swoje nieformalne „powroty” zaliczyli Dale Earnhardt Jr (który był o włos od wygrania pierwszego wyścigu), Bobby Labonte, Parker Kligerman, a także Jeff Gordon.

Nie wspieramy kierowców, którzy odpuszczają

Nie obyło się bez kontrowersji – podczas wyścigu na Bristol Motor Speedway Darrell Wallace Jr został rozwalony przez Clinta Bowyera. Ten zrobił tak zwany „rage quit” – po prostu opuścił sesję, dodając na swojej transmisji, że „to [takie wypadki] jest powód, dla którego nie traktuje tego poważnie”.

Nie spodobało się to jego sponsorowi – Blue Emu. Za pomocą Twittera firma poinformowała Wallace’a, że „dobrze wiedzieć, jakie masz podejście – pa, pa, Bubba, chcemy wspierać kierowców, którzy nie odpuszczają”.

Słowo na N

Tydzień później, w Wielkanoc, Blue Emu było partnerem wyścigu online (także na iRacing) organizowanego przez innego kierowcę NASCAR Cup Series Landona Cassila. To podczas tego wyścigu Kyle Larson wypowiedział na dostępnym dla wszystkich uczestników czacie głosowym słynne „słowo na N”, które sprawiło, że jego sponsorzy zerwali z nim współpracę, a następnie stracił miejsce w Chip Ganassi Racing.

Fakt faktem iRacing, według profesjonalnych kierowców wyścigowych, jest uznawane za niezwykłe realistyczne, jednak mimo to nie wszyscy topowi zawodnicy pucharowej serii NASCAR radzili sobie za dobrze na wirtualnych torach.

Dwa najlepsze przykłady to Jimmie Johnson oraz Clint Bowyer. Siedmiokrotny mistrz NASCAR Cup Series nie miał wcześniej większego doświadczenia z symulatorami i iRacing, przez co był raczej z tyłu stawki. Na Homestead-Miami Speedway doprowadził nawet do karambolu, kiedy rywale próbowali go zdublować. Bowyer natomiast był zamieszany w liczne wypadki, ale cały pech na (wirtualnym) torze nadrabiał swoim podejściem. Kierowca Stewart-Haas Racing rywalizował na symulatorze umieszczonym w studio Fox Sports, przez co był aktywną częścią transmisj,i żartując sobie i komentując, co się dzieje na torze oraz kto tym razem go rozbił (najczęściej obrywało się Wallace’owi Jr).

Młodzi kierowcy i wyścigi online

Z drugiej strony mieliśmy młodych kierowców, przyzwyczajonych do wyścigów online. William Byron, który do tej pory jest jednym z najlepszych zawodników na iRacing (jego sukcesy w wirtualnych wyścigach przekonały jego rodziców, by dać mu szansę na tych „realnych”), był jednym z oczywistych faworytów, co udowodnił, wygrywając trzy wyścigi z siedmiu.

Gdyby przyznawać punkty za wyścigi eNASCAR iRacing Pro Invitational Series to tytuł zdobyłby Timmy Hill. Co prawda wygrał tylko jeden wyścig, ale w pozostałych dwukrotnie był drugi, trzykrotnie trzeci, a jego najgorszy wynik to 11 miejsce w Dover.

Dla Hilla wirtualne wyścigi były niezwykłą okazją, aby się wykazać. Na co dzień startuje w MBM Motorsports, jednej z najmniejszych i najsłabszych ekip NASCAR Cup Series. Jego najlepszym rezultatem w karierze jest 14 miejsce w Indianapolis w 2017 roku. W tym sezonie w czterech wyścigach, które odbyły się przed przerwą zajmował 27, 37 i dwukrotnie 38 miejsce.

Sponsorzy i niesforne dzieci

Timmy Hill, który nawet zyskał sponsora na wirtualne wyścigi po swoim zwycięstwie, swoje sukcesy odnosił, używając Logitecha G2920 – popularniej kierowcy, jednak zdecydowanie nie z najwyższej półki dostępnych modeli.

Dla porównania Denny Hamlin (który wygrał pierwszy i ostatni wyścigi miniserii) używał jednego z najdroższych „rigów” spośród uczestniczących kierowców składającego się m.in. z dedykowanego systemu audio, trzech telewizorów czy profesjonalnego fotela rodem z auta wyścigowego. Hill miał jeden monitor, kierownicę przykręconą do biurka i krzesło „gamingowe”.

Hamlin przekonał się jednak, że czasem zbyt skomplikowany zestaw może być problematyczny. W trakcie wyścigu na Talladedze jego córka wyłączyła mu „przypadkiem” główny ekran.

Takie sytuacje to przykład innej korzyści, jaką mieli kibice z wirtualnych wyścigów NASCAR. Nie dość, że w niedzielne wieczory mogli zasiadać przed telewizorami i trzymać kciuki za swoich ulubieńców, mogli ich także zobaczyć od drugiej, bardziej prywatnej i osobistej strony.

To nie tylko niesforna córka Hamlina czy wrzeszczący na wirtualnych mechaników by się pośpieszyli Clint Bowyer, ale także, chociażby Alex Bowman obwiniający swojego psa za doprowadzenie do wypadku.

Kto wie, czy 10 lat po tym, jak NASCAR zrewolucjonizowało świat simracingu, uruchamiając swoją własną wirtualną serię, NASCAR nie rozpoczęło kolejnej rewolucji. Powoli pojawia się pomysł, aby eNASCAR Pro Invitational Series nie było jednorazową inicjatywą, ale normą.

Z całą pewnością te wyścigi pozwoliły nam dać namiastkę emocji związanych z wyścigami NASCAR Cup Series. Te „realne” wracają już w niedzielę, 17 maja, o 21:30 na żywo w Motowizji.

Krzysztof Woźniak