Mārtiņš Sesks: blaski i cienie początku sezonu 2026
Mārtiņš Sesks, rozpoczynając swoją tegoroczną kampanię w Rajdowych Mistrzostwach Świata od Rajdu Szwecji, stracił szanse na dobry wynik po trzech przebiciach opony w przeciągu jednej pętli w piątek. Ostatecznie uplasował się na ostatnim miejscu wśród załóg w samochodach Rally1, z prawie godziną straty do zwycięzcy Elfyna Evansa. Następnego dnia Sesks udowodnił jak wielkim talentem dysponuje. Na śnieżnych trasach w okolicach Umeå wygrał dziesiąty odcinek specjalny.
Najpierw Martins Sesks nie miał szczęścia, a potem doszedł do tego pech. Start sezonu młodego Łotysza nie przebiegł zgodnie z oczekiwaniami. Zespół M-Sport Ford zaliczył katastrofę na pierwszej piątkowej pętli. We wszystkich trzech Fordach Puma doszło rano do uszkodzenia opon. Najmocniej ucierpiał Mārtiņš Sesks, który doświadczył tego trzykrotnie na przestrzeni dwóch oesów. Szef zespołu Rich Millener przyznał się do błędów w wywiadzie telewizyjnym.
– Podczas testów dużo pracowaliśmy nad ciśnieniem w oponach oraz ustawieniami i mieliśmy dobre, niezawodne ustawienia na rajd. Ale coś tu ewidentnie było nie tak. Czy są to inne warunki drogowe, czy prędkość, prawdopodobnie też kompresje na lądowaniach powodowały problemy – wyjaśnił nieco skonsternowany Millener.
Niewłaściwa taktyka dotycząca opon była dla Martinsa Sesksa szczególnie ciężkim ciosem. Po trzecim uszkodzeniu opony nie miał już do dyspozycji żadnej zapasowej i musiał dojechać do parku serwisowego z przebitą oponą. Strata czasowa w klasyfikacji generalnej, związana także z przedwczesnym zakończeniem jazdy, była już nie do nadrobienia. – Nie rozumiem, jak można uszkodzić dwie przednie opony równocześnie, jak to jest w ogóle możliwe na takiej trasie? – mówił Łotysz na mecie odcinka specjalnego. – Jedna z opon po prostu pękła na prostej drodze. W drugiej, przedniej oponie również zeszło powietrze. Naprawdę nie mam pojęcia – kontynuował Sesks.
– Musimy się przyznać, że prawdopodobnie popełniliśmy błąd, i to nas dziś rano drogo kosztowało. Wielka szkoda – dodał potem Millener.
W sobotę Sesks zaliczył imponujący wynik. Łotysz był najszybszy na OS10, pokonując Elfyna Evansa o 0,9 sekundy. Łotysz dokonał tego jadąc jako pierwszy kierowca na trasie, wykorzystując bardziej korzystne, niż zazwyczaj, warunki. Jak dotąd, jest to jego ósme zwycięstwo oesowe w jego stosunkowo krótkiej karierze w WRC. Następnym razem Mārtiņš Sesks będzie mógł wykazać się swoim talentem w maju. Wtedy też odbędzie się Rajd Portugalii, kolejna z zaplanowanych na ten sezon rund dla Łotysza.