Märkko Martin – niespełnione marzenie
Plakat Łady VAZ 2101 na ścianie, popołudnia spędzone w warsztacie ojca i jedno wielkie marzenie – tak wyglądały początki historii człowieka, który paręnaście lat później wyniósł Estonię na rajdowe salony. Jednak pomimo talentu i szybkości, jego wielkie marzenie pozostało niespełnione. Przypomnijmy sobie historię Märkko Martina.
Ładą na podbój Estonii
Märkko rozpoczął swoją karierę rajdową już dwa miesiące po zdaniu prawa jazdy, w 1994 roku. Wcześniej kupił od swojego wujka Ładę Samarę i samodzielnie przerobił ją na rajdówkę. Do takiego życia zainspirował go ojciec – Kalju Martin, który w latach 80. startował w lokalnych imprezach.
Już na początku swojej drogi Märkko ewidentnie przewyższał umiejętności ojca. W swoich dwóch pierwszych rajdach wygrał rywalizację w klasie i został wicemistrzem Estonii w kategorii A2000. Oczywistym było, że Martin przerósł swoją Ładę i jest gotowy na szybsze rajdówki.
O pieniądze i sponsorów było jednak ciężko – szczególnie w postkomunistycznej Estonii, gdzie rajdy nie były na szczycie listy priorytetów. Dlatego Märkko musiał przesiedzieć w Samarze kolejny sezon. Tym razem w klasie A2000 nie było na niego mocnych. Martin po raz pierwszy w karierze został mistrzem Estonii.

Napięty budżet
W 1996 roku wreszcie udało mu się uzbierać środki na mocniejszy samochód. Był nim Ford Escort RS Cosworth, którego Estończyk kupił od samego Malcolma Wilsona. Martin wykorzystał szybszą rajdówkę w najlepszy możliwy sposób i wygrał swoją pierwszą rundę mistrzostw Estonii w generalce. Później stanął jeszcze dwa razy na podium, co dało mu drugie miejsce na koniec sezonu.
Mogło wydawać się, że kariera Markko w końcu nabiera rozpędu, ale właśnie wtedy znowu dały o sobie znać problemy z budżetem. Escort trafił na sprzedaż, a Martin został na lodzie. Na szczęście szybko pojawiło się światełko w tunelu. Pomocą rękę wyciągnął zespół EK Rally Team oferując młodemu zawodnikowi pojedynczy start w ich Toyocie Celica ST185.
To był moment prawdy w karierze Estonczyka. Märkko nie zmarnował swojej szansy i zajął drugie miejsce w generalce. Przekonał do siebie swój nowy zespół na tyle, że finalnie przejeździł z nimi cały sezon mistrzostw Estonii zakończony kolejnym tytułem mistrzowskim – tym razem w generalce. Martin zadebiutował też wtedy w mistrzostwach świata podczas Rajdu Finlandii 1997. Walcząc starą Celicą z najnowszymi autami WRC, jechał na solidnym 15 miejscu. Debiut zakończył się jednak po dziesięciu odcinkach, gdy w jego Toyocie padła skrzynia biegów.

Wschodząca gwiazda
Po tamtym sezonie, Estonia w końcu uwierzyła w Märkko Martina. Na rok 1998 zapewnił sobie wsparcie firmy paliwowej E.O.S, dzięki czemu mógł pojawić się na starcie czterech rund WRC. W dodatku wymienił Celicę ST185 na nieco nowszy model ST205, kupiony od Marcusa Grönholma. Choć Rajdu Portugalii i Rajdu Sanremo nie ukończył, to w kończącym sezon Rajdzie Wielkiej Brytanii, przekroczył metę na 9 pozycji.
To wystarczyło, by program startów Estończyka w następnym sezonie został rozszerzony do sześciu rund, a A-grupowa Celica wymieniona na Corollę WRC. Martin po raz kolejny potwierdził pokładane w nim zaufanie. Rajd Akropolu ukończył na wysokim, piątym miejscu, zdobywając swoje pierwsze punkty w mistrzostwach świata.

Kariera Märkko dalej się rozwijała. W sezonie 2000 przejechał już 9 z 14 rund sezonu WRC. Dalej siedział za kierownicą Toyoty Corolli, ale zmiana zaszła na jej prawym fotelu. Toomasa Kitsinga zastąpił Brytyjczyk – Michael „Beef” Park.
Choć sparowanie Anglika z Estończykiem mogło się wydawać nieco osobliwe, to „egzotyczny” duet bardzo szybko znalazł wspólny język. I nie chodziło tu koniecznie o opis odcinków. Obaj byli niezwykle ambitni i głodni rywalizacji.

Dlatego, choć Martin i Park tym razem uzbierali tylko jeden punkty, przez całą swoją kampanię, to prezentowali dużo lepsze tempo i regularnie meldowali się w pierwszej dziesiątce. Nie uszło to uwadze „grubych ryb” WRC. W nagrodę za swoje wysiłki, Märkko i Beef pojechali w Rajdzie Australii w barwach fabrycznego zespołu Subaru. Nie był to jednak występ szczególnie udany, bo już na drugim oesie w ich Imprezie padła przekładnia.
Koniec Imprezy?
Za klęska w Australii trudno jednak było winić załogę. Zresztą sam David Richards uznał, że zobaczył już to, co potrzebował zobaczyć i w efekcie w sezonie 2001 Martin i Park stali się etatowymi kierowcami Subaru.
Dla Estończyka było to spełnienie snów. Fotel w fabrycznym zespole, jazda u boku Richarda Burnsa i Pettera Solberga. Oprócz tego: zastępy mechaników i inżynierów dbające o idealne dostrojenie każdej rajdówki. Po sezonach spędzonych w prywatnej ekipie, jeżdżącej na granicy budżetu i zdolności kredytowej, takie warunki musiały się Märtinowi wydawać niezwykle komfortowe. Co mogło pójść nie tak?
W przypadku Markko – w zasadzie wszystko. Choć początkowo miał przejechać pełen sezon w barwach „plejad” to finalnie pojawił się tylko w dziewięciu. Co gorsza, z tych rajdów, do mety dojechał tylko w trzech. Winy Estończyka nie było w tym wiele, bo w większości przypadków eliminowały go problemy techniczne.
Tak czy inaczej, miesiąc miodowy z Subaru szybko się skończył. W 2002 roku do zespołu Richardsa miał dołączyć Tommi Mäkinen, więc, aby zrobić miejsce dla Fina, pierwszym do odstrzału był właśnie Martin.

Nowa nadzieja
Karierę Estończyka tym razem uratował człowiek, który parę lat wcześniej sprzedał mu Escorta RS. Malcolm Wilson wciąż widział w Martinie wielki potencjał i zaoferował mu miejsce w zespole Forda.
Pięć rajdów wystarczyło, by szef zespołu utwierdził się w swojej decyzji. Podczas Rajdu Cypru Märkko niespodziewanie wygrał OS3 i pierwszy raz w karierze został liderem rundy WRC. Czołówka mistrzostw świata dostała pierwsze ostrzeżenie i to pomimo faktu, że Martin ukończył zawody dopiero na ósmej pozycji.
Na drugi sygnał nie trzeba było długo czekać. Miesiąc później, podczas Rajdu Akropolu, Märkko i „Beef” wygrali OS1 i ponownie prowadzili w generalce. Tym razem jednak prowadzenia nie oddali aż do końca pierwszego etapu. Gdy na pierwszej sobotniej pętli, ich przewaga nad drugim McRae wzrosła do minuty, wydawało się, że pierwsze zwycięstwo mają już w kieszeni. Niestety, na OS9 ich marsz po triumf powstrzymał kapeć. Estońsko-brytyjska załoga była zdruzgotana.

Na szczęście, pech opuścił ich w drugiej części sezonu. Jego idealnym zwieńczeniem było pierwsze podium w karierze w WRC – drugie miejsce podczas Rajdu Wielkiej Brytanii. Choć zmarnowana szansa na Akropolu wciąż bolała Martina, nikt już nie wątpił, że jest materiałem na przyszłego mistrza świata.
Märkko i „Beef”
To, jak duże zaufanie w Estończyku pokładał Malcolm, dało się zobaczyć po zakończeniu sezonu 2002. Ford nie przedłużył kontraktu ani z Colinem McRae, ani z Carlosem Sainzem. Pałeczkę po dwóch największych gwiazdach miał przejąć właśnie Märkko Martin.
Mimo obaw, w 2003 roku praktycznie wszystko wskoczyło w odpowiednie miejsce. Ford wypuścił przemodelowaną wersję Focusa WRC – z wielkim spoilerem i szerszym bodykitem. Martin w nowej rajdówce czuł się jak ryba w wodzie. Do dzisiaj utrzymuje, że był to najlepszy samochód jakim kiedykolwiek jeździł.

W osiąganiu dobrych wyników kluczową rolę miał też Michael „Beef”. Choć startował z Märkko dopiero od trzech lat, to doskonale rozumiał Estończyka. Wiedział kiedy zmotywować go do przyciśnięcia na odcinku, ale też kiedy i jak, rozluźnić napiętą atmosferę w samochodzie.
„Dawaj, na pewno widzisz więcej niż to” – powiedział gdy jechali w gęstej mgle na jednym z odcinków w Monte-Carlo
„Oglądałeś wczoraj mecz? Tak? Kto wygrał?” – dopytywał gdy wlekli się po odcinku w Nowej Zelandii, gdy silnik w ich Focusie uległ awarii.
Nic więc dziwnego, że panowie dogadywali się też poza rajdówką i szybko zostali przyjaciółmi.
Efektem tej fantastycznej współpracy było ich pierwsze zwycięstwo w WRC – Rajd Akropolu 2003. Tym razem Märkko i Michaela nie mogła zatrzymać ani przebita opona, ani nawet klapa silnika, która otworzyła się na jednym z odcinków.

Swój drugi triumf odnieśli w tym samym sezonie w Finlandii. Było to zwycięstwo o tyle satysfakcjonujące, że przed rajdem organizatorzy wypuścili spot, w którym głos zza kamery woła w kierunku lasu:
„Märkko! Märkko! Gdzie jesteś? Start za dwie minuty!”
Następnie pojawiała się w nim plansza z napisem:
„Rajd, w którym większość zagranicznych zawodników przegrywa, zanim jeszcze wystartuje”
Załoga Forda pamiętała o tym gdy przekraczała metę ostatniego odcinka:
„Co oni tam wołali?” – spytał „Beef”
„Märkko? Gdzie jesteś?” – odpowiedział Martin
Do dwóch zwycięstw dołożyli jeszcze dwa trzecie miejsca i zakończyli sezon na piątej pozycji w generalce. W Estonii wybuchła wtedy prawdziwa „Martinomania”. Cały naród wierzył, że w 2004 roku ich bohater może powalczyć o tytuł mistrza świata.
Walka o tytuł
Martin i Park bardzo szybko potwierdzili te ambicje wygrywając trzecią rundę sezonu – Rajd Meksyku. Z pięciu pierwszych rund, tylko w jednej nie stanęli na podium i mieli zaledwie punkt straty do lidera.
Pech Märkko polegał jednak na tym, że jego wzrost w rankingach WRC, korelował ze wzrostem innego pretendenta do tytułu – Sébastiena Loeba. Francuz potrzebował paru rajdów, aby znaleźć równą formę, ale gdy już ją znalazł to okazało się, że jest po prostu za szybki dla rywali.
Martinowi nie pomógł też poważny wypadek w Rajdzie Argentyny, gdy wraz z Parkiem dachowali przy prawie 200km/h. Choć Estończyk nie odniósł żadnej poważnej kontuzji, to od tego momentu zaczął narzekać na pogarszający się wzrok w jednym z oczu.
Załodze Forda udało się jeszcze pokonać Loeba w jego domowym rajdzie na Korsyce, a parę tygodni później powtórzyć ten wynik w Katalonii. Jednak w kontekście generalki niewiele to zmieniło. Mistrzem został Seb, Martin zakończył rok na trzecim miejscu.

Urwana historia
Chociaż pozostanie w Fordzie na kolejny sezon wydawało się oczywistą decyzją, Martin i Park przyjęli ofertę przenosin do zespołu Peugeot. Jeszcze trzy lub cztery sezony wcześniej, taki ruch byłby gwarancją sukcesu. W 2005 roku był on jednak co najmniej ryzykowny.
To dlatego, że czasy legendarnego 206 WRC szybko odeszły w niepamięć, gdy publika przekonała się jak koszmarną konstrukcją jest jego następca – 307 WRC. Francuzi kompletnie przekombinowali cały system przeniesienia napędu, upierając się na dwusprzęgłową skrzynię zakupioną od Porsche.
W efekcie Peugeot 307 WRC był autem bardzo długim, niedociążonym z tyłu, wyposażonym w cztery biegi (a czasem tylko trzy), który zdołał zepsuć się praktycznie w każdej rundzie poprzedniego sezonu. Märkko dołączając do zespołu, miał pewnie nadzieję po całym roku z nową konstrukcją, Peugeot wprowadził potrzebne usprawnienia.

Żeby być sprawiedliwym, gdy wszystko było sprawne, 307 potrafiło być bardzo szybkie. Problem jednak w tym, że w przypadku Martina takie momenty nie zdarzały się często. Na dosyć wczesnym etapie sezonu stało się jasne, że Estończyk nie ma zasobów by rywalizować o mistrzostwo świata. Mimo to udawało mu się uniknąć błędów oraz poważniejszych awarii i przez cały sezon nie zaliczył ani jednego wycofania.
Aż do tragicznego Rajdu Walii. Na trzecim etapie zawodów Märkko i Michael utrzymywali się na szóstej pozycji w generalce. Podczas OS15 „Margam”, ich Peugeot wpadł w poślizg przy 160km/h, obrócił się i uderzył w drzewo, po stronie pilota. Martin wyszedł z rajdówki w ciężkim szoku, ale bez większych obrażeń. „Beef” miał dużo mniej szczęścia. Mimo 40-minutowej reanimacji, Michael Park zmarł od odniesionych w wypadku obrażeń.
Śmierć przyjaciela i pilota wstrząsnęła Märkko do głębi. Nie wystartował w żadnej z pozostałych rund sezonu 2005, a po jego zakończeniu ogłosił odejście z WRC. Chociaż utrzymywał, że śmierć Parka nie była powodem tej decyzji, trudno wyobrazić sobie, aby nie miała na nią żadnego wpływu.
„Nie był moim pilotem. To ja byłem jego kierowcą” – tak Estończyk wspominał swojego przyjaciela, w 10 rocznicę jego śmierci.
Marzenie Märkko Martina i całej Estonii o mistrzostwie świata pozostało niespełnione.

Łowca talentów
Choć Estończyk pożegnał się z rolą kierowcy, to nie z opuścił świata rajdów. Jeszcze w 2005 roku założył swój własny zespół rajdowy – MM-Motorsport. Przez lata rozglądał się za młodymi estońskimi zawodnikami, którzy mogliby pójść w jego ślady. Wreszcie udało mu się odnaleźć prawdziwy nieoszlifowany talent.

W 2008 roku w barwach jego zespołu starty rozpoczął 21-letni Ott Tänak. Już w swoim pierwszym sezonie pod okiem Märkko wywalczył tytuł mistrza Estonii. To osiągnięcie powtórzył także w 2009 roku, po czym rozpoczął starty w niższych kategoriach WRC.
Podczas sezonu 2011, cały czas reprezentując MM-Motorsport, wygrał trzy rajdy w klasie SWRC i wywalczył wice-mistrzostwo świata tej kategorii. W efekcie otrzymał fotel w Fieście WRC przystrojonej barwami M-Sportu. Reszta, jak to mówią, jest już historią…
