Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Marczyk vs Cais: czas na rewanż

Gościnność to cecha definiująca nas, jako Polaków. Niestety, niezwykle widoczna jest ona w rajdach. Lata dominacji Bryana Bouffier w RSMP, tytuły Huttunena i Kristenssona, łomoty spuszczane naszej stawce przez gości zza granicy – przykładów można wymieniać wiele. Jednak w ten weekend nasze załogi będą mogły wziąć rewanż za jedno z takich wydarzeń.

Druga wizyta Erika Caisa

fot. Erik Cais

Było to ciepłe lato (choć wtedy trochę padało). Sierpień 2021 roku dla polskich fanów rajdów oznaczał tylko jedno – 30. Edycję Rajdu Rzeszowskiego. Dla Erika Caisa nie był to pierwszy start w tych zawodach. Dwa lata wcześniej podkarpackie trasy nauczyły go pokory – utrzymał swoją rajdówkę na drodze tylko do 8 odcinka specjalnego.

Tym razem Czech był jednak bardziej doświadczony i uzbrojony w Forda Fiestę Rally2. Wraz ze swoją pilotką, Jindriską Kudelovą, mieli na karku prawie pół roku startów w Mistrzostwach Europy, w których regularnie punktowali. Zdawać się jednak mogło, że polscy kibice nie mieli wielkich powodów by bać się czeskiej załogi.

A to dlatego, że naprzeciw nim mieli stanąć Mikołaj Marczyk i Szymon Gospodarczyk, świeżo po zdobyciu piątego miejsca w Rajdzie Rzymu. Czemu mielibyśmy obawiać się szóstego zawodnika ERC, jeśli walczyć z nim będzie załoga na podium generalki? A zapomnieć nie wypada jeszcze o Grzegorzu Grzybie, którego 21 startów i 3 zwycięstwa w Rzeszowie przyćmiewały jeden nieudany występ Caisa.

Miłe złego początki

Faktycznie, otwierający rywalizację oes dawał powody do optymizmu. Pierwszy przejazd „Lubenii” powędrował na konto Marczyka, trzeci był Grzyb. Cais? Dopiero czwarty, bo lepszy czas od niego wykręcił Łukasz Kotarba.

Czech jednak błyskawicznie zaadaptował się do podkarpackich oesów. Zdominował rywalizację na drugim odcinku specjalnym. Marczyk ustanowił najbliższy Caisowi czas i tak stracił do niego dziewięć sekund. Erik jednak nie cieszył się długo z prowadzenia, bo gdy załogi wróciły na Lubenię, na fotel lidera wrócił znów Miko. Prowadzenie było symboliczne – wynosiło zaledwie 0.7 sekundy.

Właśnie wtedy Cais pokazał, że zamierza zepsuć polskim kibicom zabawę. Na drugim przejeździe „Gwoźnicy” znów zdemolował rywali, wygrywając tym razem aż o 12 sekund. Czech miał sytuację pod pełną kontrolą. Gdy Marczyk wygrał OS5 i już wydawało się, że zaraz przeskoczy Caisa, rywal zza południowej granicy „wsadził” mu 18 sekund na kończącym etap OS6.

Światełko w tunelu?

fot. Rajd Rzeszowski

Pierwszy dzień rywalizacji toczył się w obfitych opadach na mokrym asfalcie. Gdy w sobotę wyszło słońce, wraz z nim wróciła też nadzieja na dobre tempo naszych załóg.

Marczyk znów zaczął dzień od mocnego uderzenia. Wykręcił najszybszy czas na OS7, ale pokonał Caisa tylko… o 1.8 sekundy. Czech miał po pierwszym etapie prawie pół minuty przewagi i mógł zarządzać swoim tempem. Kompletnie poza walką o zwycięstwo był na tym etapie Grzegorz Grzyb. Bohater miejscowych kibiców tracił już ponad półtorej minuty do lidera.

Dlatego nie dość, że przewaga Caisa po pierwszej sobotniej pętli nie zmalała, to jeszcze wzrosła do 24.3 sekundy. Na dwa odcinki przed końcem rywalizacji, było jasne, że zwycięstwo Czechowi może tylko odebrać jakaś katastrofa.

Marczyk i Gospodarczyk zamierzali jednak walczyć do końca. Choć na drugim przejeździe OS „Pstrągowa” najszybsi byli Wróblewski i Wróbel, to Miko z Szymonem odrobili do liderów prawie 10 sekund. Nadal za mało by wyprzedzić Caisa w przyszłej walce, ale może wystarczająco by zasiać ziarno wątpliwości w jego głowie?

Nic z tych rzeczy. Gdy Czech tylko poczuł, że jego przewaga robi się zagrożona, podkręcił tempo i wygrał Power Stage. Marczyk walczył jak lew i stracił na tym oesie tylko 1.1 sekundy. Mimo to Erik i tak wygrał Rajd Rzeszowski z dosyć bezpiecznym, 16 sekundowym zapasem.

Dla polskich kibiców była to gorzka pigułka do przełknięcia, bo zwycięstwo Caisa oznaczało, że cztery z ostatnich pięciu edycji Rajdu Rzeszowski powędrowały do obcokrajowców. W dodatku, sprawiało też, że na kolejnego polskiego zwycięzcę, przyjdzie nam czekać trzeci rok.

Na szczęście na trzech latach się skończyło. W sezonie 2022, najszybsi na Podkarpaciu byli Grzegorz Grzyb i Adam Binięda, a Cais musiał się zadowolić trzecim miejscem. Czy zemsta dokonała się więc już trzy lata temu.

Niestety nie, bo ostatnie słowo w Rzeszowie znów należało do Czecha. Przy okazji jego ostatniej wizyty w 2023 roku, ponownie wygrał Rajd Rzeszowskim, tym razem z ponad minutową przewagą. A to oznacza, że nasze załogi wciąż mają z nim niewyrównane rachunki.

Cais na zakręcie

fot. Erik Cais

Oczywiście na tegoroczną edycję Rajdu Rzeszowskiego trzeba spojrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat wydarzeń sprzed czterech lat. Podkarpackie oesy są niezwykle podobne do tych w okolicach Zlina, będących areną Rajdu Barum. Z tego właśnie powodu w piątej rundzie RSMP weźmie udział Miko Marczyk. Z tego samego powodu cztery razy startował tu Erik Cais – nie po to by robić polskim kibicom na złość, tylko aby przygotować się do najważniejszej imprezy w swoim kalendarzu.

Obaj są jednak niezwykle ambitnymi sportowcami i jestem przekonany, że w obydwóch jest chęć aby wziąć rewanż za 2021 rok, albo znów pokonać rywala. Tym bardziej, że sytuacja obu zawodników mocno się przez te cztery lata zmieniła.

Erik Cais przyjeżdżał do Rzeszowa jako wielka nadzieja czeskich rajdów. Jego status tylko pogłębiło drugie miejsce w WRC2 podczas Rajdu Monte-Carlo, które osiągnął parę miesięcy później. Jednak moment, w którym Czech miał wkroczyć wraz z framugą na międzynarodową scenę, okazał się momentem, w którym zaczął z niej schodzić. Podium, które miało być pierwszym z wielu, okazało się być zaledwie przedostatnim.

Po dwóch (w najlepszym wypadku) niemrawych sezonach w WRC2, Cais w zeszłym sezonie pojechał w czterech rundach ERC. Tam też nie udało mu się odbudować formy, zajmując 5 miejsce na Węgrzech, 15 na Kanarach i dopiero 27 w Rzymie. Kampanię osłodziła trzecia lokata w Rajdzie Barum, ale i tak ciężko było nazwać ją udaną.

Dlatego w tym sezonie, niczym Syn Marnotrawny, Erik wrócił do Mistrzostw Czech. W czterech dotychczasowym rundach raz stanął na podium, a w generalce zajmuje czwarte miejsce. Jego polskie wątki nie kończą się na wizycie w Rzeszowie, bo w tym roku startuje barwach polsko-czeskiego zespołu – Kowax DST Racing.

Marczyk na szczycie

fot. Miko Marczyk Motorsport

To co łączy Czecha i Polaka, to to, że obaj po 2023 roku zdecydowali zrobić się krok wstecz. Nie ma jednak wątpliwości, kto na tej decyzji wypadł lepiej. Choć pierwsze kroki Miko po powrocie do ERC były chwiejne, to zaliczył dobrą końcówkę poprzedniego sezonu. Z takim samym tempem wszedł w obecną kampanię, czego efektem są trzy wizyty na podium i pozycja lidera Mistrzostw Europy.

W 2021 roku Marczyk miał podobne doświadczenie w ERC co Cais i przede wszystkim – walczył też o Mistrzostwo Polski. Tym razem RSMP nie jest jednak celem, a tylko rozgrzewką przed dużo ważniejszym rajdem. Bo skoro Miko był w stanie walczyć z Włochami jak równy z równym na ich terenie, to na pewno to samo zamierza zrobić w Zlinie.

Dlatego faworyt w kolejnym starciu tych zawodników jest wyraźny. Caisa nie warto jednak lekceważyć. Choć Czech nie jest u szczytu formy, to będzie się chciał tu pokazać z jak najlepszym strony, choćby po to by być bardziej pewnym siebie w Rajdzie Barum.

Ponadto Miko ma paradoksalnie jeszcze mniejsze doświadczenie w Rzeszowie niż Cais. Dla Czecha będzie to piąty start, a dla Polaka czwarty. Jest to jedna z tych rund RSMP, których Marczyk jeszcze nigdy nie wygrał. Jego najlepszy wynik na Podkarpaciu to drugie miejsce w 2019 roku i opisywanym, 2021 roku.

Sensacyjny zwycięzca?

Z całym szacunkiem dla stawki RSMP, powiedzmy sobie uczciwie – zwycięstwo kogokolwiek innego niż Cais bądź Marczyk, będzie sporą sensacją. Rajdy to jednak sport, który bardzo lubi niespodzianki. Dlatego „czarnych koni” też nie warto pomijać.

Wiemy kto w piątej rundzie Mistrzostw Polski, będzie się cieszył największym dopingiem. Nikt w stawce RSMP nie wygrywał tego rajdu częściej niż Grzegorz Grzyb. Rzeszowianin też będzie miał sporo do udowodnienia, bo to właśnie błąd w tej imprezie, kosztował go w zeszłym sezonie tytuł Mistrza Polski. W tym roku, żadnego rajdu jeszcze nie wygrał, więc domowa runda, byłaby idealna do przełamania się.

Jakub Matulka zalicza praktycznie perfekcyjny sezon w RSMP. Wygrał trzy z czterech dotychczasowych rund. Brakujące zwycięstwo zabrał mu Miko Marczyk w Rajdzie Polski. Łodzianina ciężko będzie Kubie dogonić w ERC, więc może się okazać, że największą szansę na objechanie dwukrotnego Mistrza Polski, będzie miał właśnie tutaj. Pomiędzy sytuacją Matulki w tym roku, a Marczyka w 2021, da się zauważyć sporo podobieństw. Więc jeśli historia czegoś nas nauczyła, to tego, że Matulka powinien włączyć do walki o zwycięstwo.

Marczyk, Cais a może ktoś inny?

Tego, kto wygra 34. MARMA Rajd Rzeszowski nie sposób dzisiaj przewidzieć. Pewni będziemy w sobotę, około godziny 16:00, gdy zakończy się ostatni oes. Do tego momentu może wydarzyć się wszystko.

Fragment rywalizacji na Podkarpaciu będziecie mogli śledzić na antenie Motowizji. W piątkowy wieczór będziemy transmitować zmagania na miejskim odcinku w Rzeszowie. Start już o godzinie 19:30. Bądźcie z nami!

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments