Legendy po raz trzeci
Trzecią edycję Polskiego Rajdu Legend można nazwać z jednym z najważniejszych wydarzeń tegorocznego sezonu rajdowego w naszym kraju. Podobnie jak w poprzednich edycjach, mieliśmy swojego przedstawiciela w rajdówce. Nasz komentator – Grzegorz Gac, znów dołączył do Patricka Snijersa w Fordzie Sierra Cosworth 4X4. Oto jak (w jego własnych słowach) układał się występ załogi z numerem 102.
Magiczny weekend

3. Polski Rajd Legend przeszedł do historii. Tak, jak każda z dwóch poprzednich, także i tegoroczna edycja zrobiła na wszystkich niezwykłe wrażenie i przeszła najśmielsze oczekiwania zarówno zawodników, jak i kibiców.
W ciągu minionych paru dni o tej niezwykłej imprezie powiedziano już chyba wszystko. Ponad 130 załóg na starcie, dziesiątki tysięcy kibiców wzdłuż trasy, legendarne samochody, znakomite odcinki specjalne, ale przede wszystkim niezwykła atmosfera – to najkrótsze podsumowanie rajdu. Przez cały długi weekend trudno było nie mieć wrażenia, że uczestniczymy w niezwykłej, zupełnie wyjątkowej, wręcz magicznej imprezie.
Do tego nazwiska – Marcus Gronholm, Bruno Thiry, Patrick Snijers, Armin Schwarz plus krajowa czołówka – Leszek Kuzaj, Kajto, Tomek Czopik, Michał Kościuszko, Jarek Baran i Darek Burkat – ci dwaj ostatni w roli członków Zespołu Sędziów Sportowych…
„Czy to się dzieje naprawdę?” – chciało się zapytać w tamten weekend.
Po raz trzeci z rzędu zostałem zaproszony na prawy fotel w samochodzie Ford Sierra Cosworth 4×4 u boku Patricka Snijersa, byłego mistrza Europy, byłego zwycięzcy Rajdu Polski. I po raz kolejny bardzo dziękuję Markowi Suderowi i zespołowi Gazmot Motorsport. Tym razem pojechaliśmy w kategorii pokazowej bez pomiaru czasu, czyli bez presji na wynik, dla czystej przyjemności. Jak było? Jak zawsze wspaniale, chociaż nieco pechowo.
Awaria i zagubiona „elektrownia”

Rajd rozpoczął się w czwartek wieczorem ceremonią startu w przepięknym Parku Zdrojowym w Polanicy Zdroju. Przy zapadającym zmierzchu, w blasku fajerwerków historyczne rajdówki przejechały przez rampę, a tysiące kibiców stworzyły niezwykłe, niezapomniane widowisko.
W piątek rano, już na pierwszym odcinku specjalnym przegrzał się silnik naszej Sierry, ale szczęśliwie ocalał i mogliśmy pojechać dalej. Wieczorem na miejskim OS-ie w Kłodzku zgubiliśmy zestaw dodatkowych reflektorów. Ten odcinek, znów oglądany przez kilkadziesiąt tysięcy widzów, podobnie jak dzień wcześniej i podobnie jak rok i dwa lata temu, i tym razem był niezwykłym przeżyciem dla wszystkich, którzy tam byli.
W sobotę, na pierwszej porannej próbie, czyli OS-ie Polanica doszło do awarii przedniego dyferencjału. Przyjechaliśmy na metę próby mocno dymiącym samochodem i do parku serwisowego wróciliśmy na lawecie. Wykorzystaliśmy jednak regulamin, który pozwalał na powrót na trasę i po wymianie uszkodzonego podzespołu przez mechaników Gazmotu (znów dziękujemy!) pojawiliśmy się ponownie na trasie ostatniej, popołudniowej pętli.
Sierra w ogniu

Wszystko szło zgodnie z planem, ale na mecie ostatniego odcinka specjalnego nagle usłyszeliśmy krzyki:
„Macie ogień pod samochodem! Odjeżdżajcie!”
Patrick powoli ruszył, a jednocześnie pani kierownik mety chwyciła gaśnicę i w ciągu paru sekund opróżniła jej zawartość. Gdy zatrzymaliśmy się kilkadziesiąt metrów dalej, pojawiła się kolejna gaśnica i jeszcze jedna.
W międzyczasie obydwaj z Patrickiem, lekko podtruci dymem opuściliśmy kokpit. Okazało się, że doszło do niewielkiego wycieku oleju, który zapalił się na kewlarowej płycie pod silnikiem.
W tym miejscu mega podziękowania i gratulacje dla pani Agnieszki, która dzięki przytomności umysłu i profesjonalizmowi zapewne uratowała przed spaleniem nasz samochód, a być może zapobiegła większej tragedii. W końcu z ogniem, zwłaszcza w rajdach naprawdę nie ma żartów…
Po chwili udało się szczęśliwie uruchomić silnik naszej Sierry, a potem dojechać do mety w Polanicy i wjechać na rampę, by przywitać się z tłumami wspaniałych, rozentuzjazmowanych kibiców i podziękować im za doping i obecność na imprezie.
Do zobaczenia za rok!

Wielkie gratulacje i podziękowania dla Auto Moto Klub Kłodzko i wszystkich zaangażowanych w organizację tego rajdowego święta! Tak trzymać, panie i panowie!!! Ten rajd to już obecnie fenomen na skalę światową!
A wiecie co jest najlepsze w Rajdzie Legend? Spotkania z ludźmi. Niekiedy takimi, z którymi nie widziałem się od wielu, wielu lat. Z kierowcami i pilotami. Byłymi i aktualnymi. Sędziami -obecnymi i tymi z poprzednich pokoleń. Z dziennikarzami. Z przyjaciółmi. Ale przede wszystkim – z kibicami, którzy tworzą niezwykłą, niezapomnianą atmosferę. Te wszystkie spotkania i rozmowy, autografy, przelotne niekiedy uściski dłoni – były ich tysiące podczas weekendu – pokazały, jak wiele osób mnie pamięta, dla ilu ludzi ważne jest to, co robiłem przez całe życie i robię nadal. I tego nigdy wam nie zapomnę. To jest wyjątkowa wartość tej imprezy.
Tak jak powiedziałem na mecie rajdu – już rozpoczęliśmy odliczanie do kolejnej czwartej edycji Polskiego Rajdu Legend!
Grzegorz Gac