Kondor z Traslasierry – Jorge Recalde
Choć w rajdowym fanatyzmie Ameryka Południowa ustępuje tylko Europie, to fani rajdów z tego kontynentu wciąż czekają na kierowcę, który zawojuje WRC. To marzenie nie pojawiło się samo z siebie. Nadzieję w ich serca wlał zawodnik, który choć na argentyńskich oesach potrafił pokonać każdego, to biletu do Europy nigdy się nie doczekał. Przypomnijmy sobie piękną historię napisaną przez Jorge Recalde.
Urodzony na oesie
Recalde urodził się w 1951 roku w Mina Clavero. Jeśli ta nazwa wydaje Wam się znajoma, to bardzo dobrze – odkryliście sekret szybkości Argentyńczyka. Młodość Jorge upłynęła na oglądaniu popisów Juana-Manuela Fangio i Carlosa Reutemanna w telewizji, a także na pędzeniu przez szutrowe drogi w okolicach jego rodzinnego miasta. Kilkanaście lat później, na tych samych trasach miał odbywać się Rajd Argentyny.

Dlatego nic dziwnego, że to właśnie do rajdów zawsze ciągnęło Jorge. Motorsport nie był jednak oczywistą ścieżką. Recalde z zawodu był ślusarzem i dopiero za namową przyjaciół oraz rodziny, zdecydował się wsiąść za kierownicę wyczynowego auta. Argentyńczyk odnosił sukcesy na torze i w wyścigach górskich, ale to właśnie rajdy miały szczególne miejsce w jego sercu. Recalde marzył o wyjeździe do Europy i zmierzeniu się w najlepszym zawodnikami świata w WRC.
Na wielkiej scenie
Jak się jednak okazało, niczym w przysłowiu z Mahometem, gdy Jorge nie przyszedł do WRC, to… WRC przyszło do Jorge. W 1980 Rajd Codasur (ówczesna nazwa Rajdu Argentyny) dołączył do kalendarza Mistrzostw Świata. Recalde na starcie znalazł się w barwach Mercedesa. Fotel w fabrycznym zespole dostał przypadkiem, bo pierwotnie tą rajdówką miał pojechać Carlos Reuetemann. Zawodnik Formuły 1 nie mógł się jednak porozumieć z niemieckim zespołem, a drugi z idoli Jorge – Juan-Manuel Fangio, zarekomendował Mercedesowi właśnie jego.
Recalde zdążył już wtedy wyrobić sobie sporą renomę w ojczyźnie. Seryjnie wygrywał odcinki wokół Mina Clavero, jadąc po nich (jeśli wierzyć legendom) bez pilota. Wtedy też otrzymał od kibiców swój przydomek – „Kondor z Traslasierry”.
Występ w Rajdzie Codasur układał się wyśmienicie… ale tylko przez pięć odcinków. Potem w 500 SLC Jorge, padł wał napędowy i niestety musiał się wycofać. Mercedes zobaczył jednak potencjał drzemiący w Argentyńczyku i parę miesięcy później zgłosił go do Rajdu Wybrzeża Kości Słoniowej. Tej szansy Recalde już nie zmarnował. Zajął fenomenalne drugie miejsce, ustępując tylko Bjornowi Waldegardowi. Stał się tym samym dopiero drugim zawodnikiem z Ameryki Południowej (po Reutemannie), który stanął na podium rundy WRC.

W kolejnym sezonie przełamał się też przed własną publicznością. Tym razem za kierownicą Datsuna 160J, ukończył Rajd Codasur na trzecim miejscu, za plecami Guy’a Frequlin’a i Shekhara Mehty. Te dwa podia nie były jednak trampoliną do wielkiej kariery, o jakiej marzył Recalde. Zainteresowanie ze strony zespołów fabrycznych było znikome i kolejne dwa sezony, Jorge spędził w ojczyźnie, startując Renault 18 TX.
Kierowca na wynajem
Argentyńczyk dostał kolejną szansę od zespołu fabrycznego w 1984 roku. Z dzisiejszej perspektywy, były to osobliwe czasy w WRC. Choć klasyfikacja kierowców funkcjonowała od paru dobrych lat, to mistrzostwo konstruktorów było wciąż uznawane za bardziej prestiżowy tytuł. Dlatego w rundach poza Europą, zespołom bardziej opłacało się zatrudnienie lokalnych kierowców, niż transportowanie własnych zawodników.

Podczas Rajdu Argentyny 1984, na taki ruch zdecydowało się Audi, przekazując fabryczne Quattro w ręce Recalde. Choć był to pierwszy występ Jorge w aucie z napędem na cztery koła, nie dało się tego po nim poznać. Wygrał sześć odcinków specjalnych, zajął trzecie miejsce i został pierwszym Argentyńczykiem w historii, który prowadził w rundzie WRC.
Oferty okazjonalnych startów zaczęły się pojawiać częściej. W następnych dwóch sezonach, Recalde reprezentował barwy zarówno Lancii, jak i Audi, w łącznie sześciu rundach Rajdowych Mistrzostw Świata. Kontrakt na pełen sezon w fabrycznym zespole wciąż jednak mu umykał. Tak samo jak zwycięstwo w ukochanym Rajdzie Argentyny. Finał edycji z 1987 roku, był dla Jorge wyjątkowo frustrujący, gdy po walce „na żyletki” z Mikim Biasionem, musiał uznać wyższość Włocha.
Rajd życia
Dlatego w 1988 roku Argentyńczyk postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Za kierownicą prywatnej Lancii Delty przystąpił do startów w Pucharze Grupy N w WRC. Choć koniec końców tytuł uciekł mu o zaledwie 2 punkty, to „Kondor” jest pamiętany przez jeden konkretny rajd w tamtym sezonie. Był to oczywiście Rajd Argentyny.
Wtedy po raz kolejny fabryczny zespół Lancii zapukał do drzwi Recalde i przekazał kluczyki do Delty Integrale, oklejonej w barwy Martini. Początkowo wydawało się, że do Argentyńczyka wracają demony z poprzedniej edycji. Walczył zajadle z Mikim Biasionem, ale Włoch znów kurczowo trzymał się fotelu lidera. Do czasu, gdy na drugim etapie w jego Lancii nie padła elektryka, spychając go o parę dobrych minut, za plecy Recalde.

Choć w ten sposób, Jorge odpadł najgroźniejszy rywal, to argentyńscy kibice wciąż nie mogli być pewni zwycięstwa. Obawiano się, że szefostwo Lancii każe ich rodakowi przepuścić Biasiona, który walczył w tamtym sezonie o mistrzostwo świata. Na szczęście Cesare Fiorio uznał, że Recalde zasłużył na zwycięstwo i do samej mety nie zamienił miejscami swoich kierowców.
Gdy Jorge wjeżdżał na rampę, podczas ceremonii mety, ryk tłumu był wprost ogłuszający. „Kondor z Traslasierry” stał się pierwszym Argentyńczykiem, który wygrał rundę Rajdowych Mistrzostw Świata.
Syn Mina Clavero
Jorge Recalde wygrał Rajd Argentyny jeszcze tylko raz – w 1995 roku, gdy zawody wypadły z kalendarza WRC. Jednak zwycięstwo w 1988 roku wystarczyło, by „Kondor” stał się bohaterem narodowym w Argentynie.

Przez następnych pięć sezonów startował Lancią Deltą, w barwach prywatnego zespołu Top Run. Na Rajd Argentyny, tradycyjnie zmieniał ją na fabryczny model. W tym czasie jeszcze trzykrotnie stanął na podium rundy WRC – dwa razy w Rajdzie Safari i raz w Rajdzie Argentyny.
Po koszmarnym sezonie 1993, w którym awarie eliminowały go z każdej z pięciu rund WRC, Recalde przeszedł do zespołu Mitsubishi Ralliart Germany. Za kierownicą Lancera EVO III dalej startował w Pucharze Grupy N, ale ten pozostawał nieuchwytny. Nie pomagały mu awarie, które zdawały się przejść razem z nim z Lancii do niemieckiego zespołu.

W 1997 roku na dobre porzucił sen o europejskiej karierze i wrócił do startów w ojczyźnie. Na rodzimych oesach pokazał jednak, że nie stracił swojej szybkości. Dowodem na to było Mistrzostwo Argentyny zdobyte w 2000 roku. Wtedy zaliczył też, jak się później okazało, ostatni start w WRC, podczas Rajdu Argentyny. Trwał on tylko przez 7 odcinków, po których musiał się wycofać z powodu awarii.
Czarna sobota
10 marca 2001 roku, Jorge Recalde przystąpił do obrony tytułu, podczas pierwszej rundy Mistrzostw Argentyny – Rajdu Villa Dolores. Otwarcie sezonu zaczęło się jednak w najgorszy możliwy sposób i przez cały pierwszy etap „Kondor” zmagał się z awarią sprzęgła. Spowodowała ona, że wraz z pilotem – Diego Curletto, Recalde musiał pchać swojego Escorta WRC do parku serwisowego.

Chwilę później Jorge wszedł do przyczepy zespołu, osunął się na ziemię i zmarł na miejscu. Miał zaledwie 49 lat. Lekarz orzekł, że Recalde doznał zawału serca.
Argentyna pogrążyła się w żałobie. Uwielbienie jakim cieszył się Jorge, najlepiej widać po reakcji rządu, który ustanowił Mina Clavero „Narodową stolicą rajdów”, a 10 marca został ogłoszony „Narodowym świętem rajdów”, w celu upamiętnienia kierowcy. Oba wnioski spotkały się z jednomyślnym głosem „za” w kongresie.
Ciało Recalde zostało skremowane. Połowa jego prochów została rozsypana w domu rodzinnym w Mina Clavero, a druga połowa na trasie jego ulubionego oesu „Giulio Cesare”.
O takich zawodnikach mówi się, że „ulice ich nie zapomną”. Recalde daleko było do najbardziej utytułowanego kierowcy w WRC, ale jego cicha i spokojna natura, hojność i otwartość jaką darzył każdego w parku serwisowym, zapewniła mu stałe miejsce w sercach argentyńskich kibiców. Po dziś dzień Jorge Recalde pozostaje ostatnim zawodnikiem z Ameryki Południowej, który wygrał rundę WRC. Od 1988 roku każde dziecko z Argentyny marzące o zostaniu kierowcą rajdowym, chce pójść właśnie w jego ślady.