Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Jesus Puras – One Hit Wonder

Sztuką w rajdach jest znalezienie się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Nikt nie uosabia tego lepiej, niż obchodzący dzisiaj urodziny Jesus Puras. Choć Hiszpan zaliczył w WRC tylko 37 startów i nigdy nie przejechał pełnego sezonu mistrzostw, to w pewne październikowe popołudnie znalazł się na samym szczycie świata. Oto historia jednego z bardziej sensacyjnych zwycięzców w WRC.

Lokalny matador

Będąc uczciwym, nie było chyba momentu w karierze Purasa, w którym byłby on uważany za przyszłego Mistrza Świata. Ot, kierowca jakich w Hiszpanii wielu. Przeciętny za granicą, ale zabójczy dla przyjezdnej stawki, gdy międzynarodowe cykle wkraczały na jego podwórko.

Pierwszy duży sukces odniósł w wieku 27 lat, gdy zdemolował rywali w mistrzostwach Hiszpanii. Jesus wygrał aż 6 rund, zgarnął tytuł i został nagrodzony dwoma startami w WRC za kierownicą fabrycznej Mazdy.

Puras nie wykorzystał pierwszej okazji do zabłyśnięcia na międzynarodowej scenie. Jego jedyną zdobyczą były 4 punkty w Rajdzie Portugalii. Jesus wrócił więc do WRC dopiero dwa lata i jedno mistrzostwo Hiszpanii później. Tym razem na niższym szczeblu – w N-kowym Escorcie RS Cosworth.

Cierpliwsze podejście okazało się właściwie, bo po wygraniu w klasie Rajdu Portugalii i Rajdu Korsyki, Puras wygrał Puchar Grupy N. Niestety, nie otworzyło mu to drzwi do zespołów fabrycznych. Przynajmniej nie w Mistrzostwach Świata.

Co innego na rodzimej scenie, gdzie Hiszpan trafił do lokalnego zespołu Citroena. Wtedy nie wydawało się to być dla Purasa wielką szansą. Wszyscy mieli jeszcze w pamięci popisy „szewronów” w erze Grupy B, o których sami Francuzi woleliby zapomnieć. W połowie lat 90. nie byli raczej kojarzeni z rajdową potęgą.

Jak się jednak okazało, Jesus obstawił właściwego konia. Spędzenie dwóch sezonów w Hiszpanii, za kierownicą przednionapędowej rajdówki, miało się niebawem opłacić, bowiem, gdy Puras zdobywał swoje trzecie i czwarte mistrzostwo w ZX, pod Wersalem powstawała rajdówka, która miała zmienić świat rajdów.

Zabójcy olbrzymów

Gdy Guy Frequlin przyglądał się białej Xsarze Kit Car z numerem „0” przed startem Rajdu du Var, nie myślał raczej o ośmiu tytułach mistrzów producentów. Rajdówka była właściwie wymyślnym banerem reklamowym, który Citroen zbudował, chcąc podbić sprzedaż cywilnego samochodu.

Jak się jednak okazało, Francuzi (intencjonalnie, lub nie) stworzyli zawrotnie szybką konstrukcję. Zdolna była konkurować nawet z autami WRC, choć jeździła w niższej klasie A7.

Jako pierwszy dał się o tym przekonać światu właśnie Puras. Podczas Rajdu Katalonii 1998 wykręcił najszybszy czas na OS7. Wskoczył też tym samym… na trzecie miejsce w generalce. Odcinek później silnik w jego Xsarze odmówił posłuszeństwa, więc „wyskok” Jesusa przeszedł nieco „pod radarem”.

Zresztą historia powtórzyła się pół roku później, podczas Rajdu Sanremo. Hiszpan znowu wygrał oes… i znowu odpadł po awarii silnika. Citroen dostał jednak swoje potwierdzenie i w kolejnym sezonie wrócił na katalońskie oesy z Purasem i Bugalskim, uzbrojonymi w dwie bliźniacze Xsary.

Czytaj także: Rajd Safari 2002 – Koniec legendy

Jesus od razu wziął się do roboty. Wygrał aż pięć odcinków pierwszego dnia rajdu i zameldował się na siedmiosekundowym prowadzeniu przed swoim kolegą z zespołu. Czołówka w autach WRC mogła tylko patrzeć na Citroeny z osłupieniem.

Hiszpanowi znów nie było jednak pisane zwycięstwo. Instalacja elektryczna w jego Xsarze miała inne plany i zmusiła Purasa do wycofania się z rajdu.

Dwa tygodnie później, podczas Rajdu Korsyki, Jesus ponownie otarł się o pierwsze zwycięstwo. Tym razem stracił je już w równej walce, przegrywając z Bugalskim. Tak czy inaczej, drugie miejsce wciąż było jego najlepszym wynikiem w WRC i zarazem pierwszym podium.

Dla FIA to było jednak zbyt dużo. Citroen, niczym Ikar, podleciał zbyt blisko słońca, bo ich dwa zwycięstwa poskutkowały nałożeniem dużych ograniczeń na klasę Kit Car. Auta WRC znów mogły spać spokojnie. A przynajmniej tak się wydawało.

Limit pecha

Pod Wersalem przewidziano taki scenariusz. Dlatego już w 1999 roku Citroen testował prototypową wersję Xsary WRC. Dwa lata później francuski zespół powrócił więc, aby dalej nękać czołówkę mistrzostw świata. Tym razem w aucie z napędem na cztery koła.

Jesus Puras nie był już wtedy centralną postacią zespołu. Nie miał ani doświadczenia Bugalskiego, ani młodości i wszechstronności Loeba. Zbliżał się zresztą do czterdziestki.

Mimo to, na asfalcie, za kierownicą Citroena był w stanie wygrywać z każdym. I to właśnie robił w sezonie 2001. Choć nie stwierdzilibyście tego po wynikach. Przed Rajdem Korsyki pojawił się w dwóch innych rundach w Xsarze WRC. W obu wyszedł na prowadzenie i w obu, w swoim stylu, wycofał się po awarii rajdówki.

Pech Hiszpana zdawał się więc nie mieć końca. Do tej pory usterki samochodu zdążyły mu już zabrać co najmniej cztery potencjalne zwycięstwa. Zła passa kiedyś musiała się odwrócić.

To, że stanie się to podczas Rajdu Korsyki, zakładało niewielu. Puras oczywiście był wymieniany wśród „czarnych koni”, ale mówimy o sezonie 2001. Na dziesiąte części sekundy walczyli ze sobą wtedy McRae, Makinen, Burns i Sainz. Na kierowcę, który nie dojechał jeszcze w tamtym roku do mety, stawialiby tylko niepoprawni optymiści.

Do trzech razy sztuka

Weekend na francuskiej wyspie okazał się jednak tym, na którym faworyci zawiedli. Już na pierwszym odcinku z trasy wypadł Philipe Bugalski. Na drugim oponę przebił McRae, na trzecim awarię miał Sainz, a na „Ocana-Radicale” swojego nowego Lancera WRC, w drobny mak rozbił Makinen.

W międzyczasie, tak samo jak w Katalonii i Sanremo, fantastyczny początek rajdu zaliczył Puras. Kierowca Citroena znalazł się na prowadzeniu po wygraniu dwóch odcinków. Chodziło jednak o to, aby w przeciwieństwie do poprzednich startów, jego Xsara dotrwała tym razem do mety. To akurat było od Hiszpana niezależne.

Wpływ mógł mieć za to na swoje tempo, które na drugim etapie musiał jeszcze bardziej „podkręcić”. Zaledwie 10 sekund od niego znajdował się bowiem Gilles Panizzi – zwycięzca Rajdu Sanremo 2001. Przez dwa kolejne dni rajdu, kibice oglądali więc walkę charakterystyczną dla ery „przedsebastienowej” – pojedynek dwóch asfaltowych specjalistów.

Czytaj także: Kajetanowicz ogłasza plany – mniej startów, bliżej polskich kibiców

Choć faworytem był kierowca Peugeot, to Purasdawał się kontrolować sytuację. Gdy w połowie drugiego dnia rajdu, Gilles zbliżył się do Jesusa na 8.7 sekundy, Hiszpan dał sobie sygnał do ataku. Wygrał aż cztery kolejne odcinki i odskoczył aż na 23.5 sekundy. Od zwycięstwa dzieliły go tylko cztery ostatnie próby rajdu.

Pojedynek Hiszpana i Francuza miał też jeszcze jeden podtekst. To właśnie Peugeot początkowo zablokował Citroenowi możliwość zbudowania auta WRC. Inżynierowie z Sochaux byli szybsi i wypuścili 206 WRC na oesy w końcówce 1999 roku. Koncern PSA nie widział więc sensu wystawiania obu swoich marek w mistrzostwach świata i zablokował program Citroena.

Ten ruszył na nowo dopiero w 2000 roku, dzięki staraniom Guy’a Frequlin. Sezon 2001 był więc pierwszym, w którym Xsara WRC mogła zmierzyć się ze swoim rywalem zza miedzy. Natomiast do tej pory górą było 206. Przy trzech spotkaniach Peugeot z Citroenem, trzykrotnie wyżej były rajdówki z logotypem lwa.

Początek ery Xsary

Czy było jednak lepsze miejsce na pierwsze zwycięstwo nad 206 WRC, niż domowy Rajd Korsyki? W niedzielę 21 października, to marzenie Citroena bliskie było spełnienia. Szczególnie gdy Puras spuścił Panizziemu łomot na drugim niedzielnym odcinku, odskakując na ponad 30 sekund w generalce.

Nauczony doświadczeniem Hiszpan, zerknął na tablicę rozdzielczą. Tym razem nie świeciła się tam żadna kontrolka. Spod maski nie wydobywał się dym, do nosa Jesusa nie dolatywały żadne niepokojące zapachy. Czy to może być ten dzień?

Choć przewaga była bezpieczna, kapryśna francuska wyspa zamierzała dodać finiszowi rajdu nieco emocji. Na ostatnim odcinku specjalnym z nieba lunął deszcz.

Puras przejechał ostatnie 31 mokrych kilometrów rajdu z duszą na ramieniu. W tych warunkach 206 WRC było od Xsary znacznie szybsze. Do Rovanpery w innej rajdówce Peugeot stracił ponad 40 sekund. Jesus wiedział, że Panizzi rzuci się do szaleńczego ataku.

Jednak międzyczasy Francuza, choć szybsze od Hiszpana, zdawały się nie być wystarczające do jego wyprzedzenia. Puras nie przyjmował jeszcze gratulacji. Przezorny zamierzał świętować zwycięstwo dopiero, gdy zobaczy na własne oczy czas Panizziego.

Ten finalnie był szybszy… ale tylko o 14.5 sekundy. Jesus Puras wygrał więc rundę WRC i zdobył pierwsze zwycięstwo dla Citroena. Tym razem nic nie było w stanie mu już tego odebrać. Szczęście w końcu uśmiechnęło się do Hiszpana.

Kiedy zejść ze sceny?

Jesus po Rajdzie Korsyki stwierdził, że jedno zwycięstwo w WRC go zadowala Udowodnił to, co miał udowodnić, sobie i Citroenowi. W kolejnym sezonie pojawił się już tylko w trzech rundach mistrzostw świata. To były zarazem jego ostatnie starty w rajdach tego poziomu.

Od 2003 roku startował tylko w swoich domowych mistrzostwach, gdzie zdobył jeszcze jeden tytuł. Łącznie ma ich więc aż osiem. Po 2007 roku przerzucił się na starty w rajdach terenowych. Ukoronowaniem tego etapu jego kariery był występ w Rajdzie Dakar w 2020 roku.

Do rajdów wrócił na krótko w 2019 roku. Zaliczył wtedy dwa starty w mistrzostwach Hiszpanii, za kierownicą Citroena C3 R5. Pod koniec 2020 roku ogłosił, że w wieku 57 lat kończy swoją karierę.

Citroen w WRC dużo większe sukcesy święcił z następcami Purasa: Sebastienem Loebem i Danim Sordo. Mimo to nikt nie odbierze Jesusowi tego, że spośród 100 zwycięstw „szewronów” w najwyższej klasie Mistrzostw Świata, to jego triumf był tym pierwszym i w pewnym sensie najważniejszym.

Hiszpan jest przykładem tego, że każda pechowa passa dobiegnie końca, jeśli ma się wystarczająco determinacji.

Udostępnij!