Jan Kopecký – król czeskich rajdów
Kto nie wierzy, jak szybcy potrafią być czescy kierowcy rajdowi, niech włączy relację z dowolnej edycji Rajdu Barum. Problemem u naszych południowych sąsiadów jest jednak to, że poza granicami swojego kraju ich tempo nie jest już tak dobre. Mają jednak jedno nazwisko, które wlewało strach w serca rywali także w ERC i WRC. Tak się składa, że jego właściciel obchodzi dzisiaj urodziny. Oto historia Jana Kopecký’ego.
Skazany na Motorsport

Ciężko wyobrazić sobie by ktokolwiek, kto urodził się w rodzinie Kopecký nie trafił prędzej czy później na tor wyścigowy. Dziadek Jana startował w zawodach motocrossowych i był jednym z pionierów kartingu w Czechosłowacji.
Te tradycje kontynuował Josef Kopecký, który startował w wyścigach górskich. W 1995 roku został pierwszym czeskim Mistrzem Europy, wygrywając rywalizację w Grupie N. Nic więc dziwnego, że swoją motorsportową przygodę, Jan rozpoczął od toru.
Pierwsze kroki stawiał w kartingu, potem przeniósł się do Pucharu Forda Fiesta, gdzie wygrywał rundy, nie mając jeszcze prawa jazdy. W 2000 roku, mając zaledwie 18 lat, przeniósł się do Pucharu Skody Octavii i wygrał go w swoim drugim sezonie startów. Pomimo tych sukcesów, w odróżnieniu od ojca i dziadka, Jana ciągnęło do innej dyscypliny – rajdów.
W weekendy zawoził swoich kolegów na dyskoteki. Jednak, zamiast do nich dołączać, pędził swoją Skodą Faworit przez leśne drogi, trenując do swojego pierwszego odcinka specjalnego. Ten nadszedł w 2001 roku, gdy Kopecký zgłosił się do Rajdu Sumava.
Od razu okazało się, że Jan ma wrodzony talent do rajdów. Już w debiucie zajął 21 miejsce w generalce i 3 w klasie A7. Równolegle z rywalizacją w wyścigowych Pucharze Skody Octavii, startował identycznym samochodem w mistrzostwach Czech w rallysprincie.
I to z jakim efektem – już w swoim pierwszym sezonie w nowej dyscyplinie wygrał tytuł w klasie A7. W tamtym momencie Jan postanowił na stałe przenieść się do rajdów. Skodę Octavię, zastąpiła Toyota Corolla WRC. Jednak pomimo obiecującego początku, w oesowej przygodzie Kopecký’ego niebawem miały pojawić się problemy.
Wzloty i upadki

Przesiadka z przednionapędowej Octavii z Grupy A7, do „wurca” mogłaby przytłoczyć niejednego zawodnika. Ale nie Jana. Już w trzecim starcie w nowej rajdówce zameldował się na podium, podczas Rajdu Tatr.
Pierwsza połowa sezonu w Corolli WRC była na tyle udana, że sponsorzy Kopecký’ego zdecydowali się wyłożyć pieniądze na jego debiut w Mistrzostwach Świata. Miał on miejsce podczas Rajdu Niemiec 2002 i… niestety nie potrwał zbyt długo. Czeska załoga wypadła z drogi już na OS5.
Ledwie parę tygodni później Kopecký musiał przełknąć kolejną gorzką pigułkę. Na siódmym odcinku Rajdu Barum, pod maską jego rajdówki rozniecił się pożar. Oznaczało to, że po raz drugi z rzędu, Jan nie stanie na mecie najważniejszej czeskiej imprezy.
Kopecký nie przejął się jednak porażkami. Po odbudowaniu Corolli WRC, do końca sezonu w Czechach nie schodził już z podium. Ukoronowaniem kampanii było zwycięstwo w ostatniej rundzie Mistrzostw Czech – Rajdzie Trebic.
Dobre wyniki nie umknęły uwadze Skody, która po wsadzeniu Romana Kresty do WRC, szukała kolejnego rodzimego talentu. W 2003 roku Jan miał więc powrócić do samochodu z Mladej Boleslav.
Ojcowska interwencja

Dzisiaj ciężko już sobie wyobrazić Jana Kopecký’ego w rajdówce innej marki, niż Skoda. Początki tej współpracy jednak nie zapowiadały wcale późniejszych sukcesów.
„Honza” nie był wtedy jeszcze formalnie częścią Skoda Motorsport. Jego zespół – Skoda Matador Team, miał jedynie częściowe wsparcie fabryki. Być może dlatego Kopecký nie potrafił dogadać się z Octavią WRC i nie ukończył żadnego z pierwszych pięciu startów w tym samochodzie.
Co gorsza, podczas słowackiego Rajdu Tatr, zaliczył koszmarny wypadek. Nagła delaminacja opony sprawiła, że Octavia Jana Kopecký’ego i Filipa Schovanka opuściła drogę z dużą prędkością i wielokrotnie dachowała.

Patrząc na wrak rajdówki, ciężko uwierzyć, że kierowca i pilot trafili do szpitala jedynie ze stłuczeniami i siniakami. Jednak w ocenie Josefa Kopecký’ego, jego syn dostał od losu ostatnie ostrzeżenie. Dlatego w obawie o jego zdrowie, zabronił Janowi dalszych startów w rajdach.
Na szczęście dla całego czeskiego motorsportu – postawa Kopecký’ego seniora zaczęła nieco mięknąć. Kilka tygodni po wypadku pozwolił Janowi pojechać na testy ze Skoda Motorsport, a później wystartować w austriackim Rajdzie Castrol.
Wyniki zaczęły się pojawiać w drugiej połowie sezonu. O ironio, od Rajdu Barum, który do tej pory był dla „Honzy” dosyć pechowy. W 2003 zdołał jednak przywieźć ze Zlina trzecie miejsce. Później wygrał jeszcze Rajd Pribram i Rajd Trebic i rzutem na taśmę wskoczył na trzecie miejsce w generalce Mistrzostw Czech.
Pupil Skody

W Mladej Boleslav uznali, w myśl ludowej mądrości, że „prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym jak zaczynają, a po tym jak kończą”. Dlatego Kopecký’ego czekał awans. Przede wszystkim – do nowiutkiej Fabii WRC, ale także do fabrycznego zespołu Skody.
Pojawił się co prawda tylko w jednej rundzie Mistrzostw Świata – Rajdzie Katalonii. Podobnie, jak w przypadku debiutu w Niemczech, ciężko było ten start zaliczyć do udanych. Kopecký rozbił Fabię już na szóstym odcinku specjalnym.
Dużo ważniejsze było jednak to, co Jan robił na własnym podwórku. Tam zdominował rywalizację, wygrywając cztery rajdy (w tym, po raz pierwszy Rajd Barum) i zdobywając pierwsze w karierze Mistrzostwo Czech.
Czytaj także: Jak Dawid z Goliatem – gdy rajdówki z niższych klas wygrywały rundę WRC
To wystarczyło, aby zdobyć zaufanie fabryki. W 2005 roku Kopecký pojawił się już w trzech rundach WRC w barwach Skoda Motorsport i zdobył swój pierwszy punkt. Pokonał demony z Rajdu Katalonii, dojeżdżając do mety na 8 pozycji.
Niestety rozwój Jana nie zgrał się z ambicjami sportowymi Skody. Po 2005 roku Czesi wycofali zespół fabryczny z WRC i Kopecký stał się de facto kierowcą prywatnym. Mlada Boleslav nie zostawiła swojego kierowcy kompletnie na lodzie, bo zespół Czech RT Kopecký miał pewne wsparcie fabryki.
Mimo tego, że nawet barwy rajdówki do złudzenia przypominały te Skoda Motorsport, to jednak Jan miał w 2006 roku dużo bardziej ograniczone zaplecze. Kierunek rozwoju dalej był jednak właściwy. Tym razem Kopecký przejechał wszystkie europejskie rundy WRC.
W Rajdzie Katalonii osiągnął tym razem swój najlepszy wynik w karierze, dojeżdżając do mety na 5 miejscu. Podczas Rajdu Sardynii wygrał pierwszy odcinek w Mistrzostwach Świata. Kolejne dwa wygrane odcinki i dwa punkty przywiózł z Niemiec, zdobywając siódme miejsce. Do tego był jeszcze ósmy w Finlandii i dziesiąty w Walii.
Na rozdrożu

Podobny program startów Kopecký zaliczył też w 2007 roku. Postęp znowu był zauważalny, bo tym razem Czech zapunktował w pięciu rundach WRC i wyrównał swój najlepszy wynik rajdu w karierze. Tym razem piąte miejsce zajął w Rajdzie Niemiec.
Na koniec sezonu, zajął w klasyfikacji generalnej 12 pozycję, również najwyższą w dotychczasowej karierze. Jednak, mimo że wyniki poprawiały się z sezonu na sezon, to Kopecký dalej musiał finansować kampanię w WRC głównie z własnej kieszeni.
Piąte miejsce w Fabii WRC robiło wrażenie, ale nie na tyle duże, aby wyrzucić z fabrycznego fotela Hirvonena, Sordo, czy Solberga. Liczba zespołów w Mistrzostwach Świata stale się wtedy zmniejszała, więc potencjalnych opcji dla Kopecký’ego robiło się coraz mniej.
Dlatego, wobec braku perspektyw, Jan zaliczył tylko jeden start w WRC w 2008 roku. Był to chyba jeden z najdziwniejszych występów w jego karierze.
Pojawił się w Rajdzie Meksyku, w tańszym i słabszym samochodzie S2000. Jednak jako, że nowa Fabia wciąż nie była wtedy gotowa, Kopecký usiadł za kierownicą… Abartha Grande Punto. Czy Kopecky odnalazłby się za kierownicą włoskiej rajdówki?
Odpowiedzi na to pytanie prawdopodobnie nigdy nie poznamy, bo pompa paliwa w Fiacie odmówiła posłuszeństwa już na pierwszym odcinku specjalnym.
W tamtym sezonie Czech pojawiał się w różnych rajdach, w niecodziennych dla siebie samochodach. Na starcie rundy rodzimych mistrzostw rallysprintu, pojawił się w Skodzie Fabii Kit Car. Później brał udział w cyklu IRC w Peugeot 207 S2000.
Na szczęście, w momencie gdy wydawało się, że kariera Kopecký’ego znalazła się na zakręcie, z letargu przebudził się zespół Skoda Motorsport.
Super Kopecký

Pod koniec 2008 roku Kopecký wrócił do fabryki w Mladej Boleslav. Czesi ukończyli właśnie pracę nad Skodą Fabią S2000 i zamierzali udowodnić jej wyższość nad rywalami. Celem było wygranie, niezwykle wówczas popularnego, cyklu Intercontinental Rally Challenge.
21 stycznia 2009 roku, „Honza” wystartował do pierwszego oesu swojego oficjalnego debiutu w nowej rajdówce. Miało to miejsce podczas Rajdu Monte Carlo. Do Sebastiena Ogiera, który w Alpach okazał się najlepszy, Kopecký stracił sporo. Jednak wciąż ukończył zawody na czwartej pozycji, najwyżej ze wszystkich zawodników Skody.
Następne rajdy potwierdziły tylko potencjał Fabii S2000. Jednocześnie były dla Jana nieco frustrujące, bo w trzech kolejnych rundach IRC zajmował drugie miejsce. Na pierwsze zwycięstwo w nowym samochodzie, Kopecký musiał czekać aż do sierpnia. Ale gdy nadeszło, miało wyjątkowy smak.
Podczas Rajdu Barum wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Kopecký wygrał tę rundę, piorunującym tempem podczas pierwszego etapu. Sześć wygranych odcinków dało mu bezpieczną przewagę, którą spokojnie utrzymał aż do mety w Zlinie.
Tę sztukę powtórzył parę tygodni później w Hiszpanii, podczas Rajdu Principe de Asutrias. Będąc ledwie punkt za prowadzącym Krisem Meekiem, na dwie rundy przed końcem, miał realną szansę na zdobycie tytułu.
Wymarzony scenariusz Czechów spełniał się podczas Rajdu Sanremo… ale tylko przez jeden odcinek. Kopecký wygrał pierwszą próbę, ale na drugiej uderzył lewym tylnym kołem w murek, urywając zawieszenie. Meeke wygrał we Włoszech i zgarnął Czechowi tytuł sprzed nosa.
Zawsze drugi

Szybkość i frustracja – te dwa słowa cechowały kolejne kampanie Kopecký’ego w IRC. W 2010 roku wygrał Rajd Wysp Kanaryjskich, ale później zmarnował dwie stuprocentowe okazje na zwycięstwa.
Najpierw na Azorach roztrzaskał Fabię na ostatnim odcinku, gdy prowadził w generalce. Później, w Rajdzie Barum zdawał się zmierzać pewnie po kolejne zwycięstwo. Jednak w połowie drugiego etapu serca czeskich kibiców pękły, gdy Skoda Jana znalazła się poza drogą, z urwanym zawieszeniem.
Te dwa błędy zdecydowały o tym, że mistrzowską koroną założyła inna załoga czeskiego zespołu – Juho Hanninen i Mikko Markkula.
Rok później Kopecký wygrał Rajd Barum i węgierski Rajd Mecsek, ale popełnił też jeden, jedyny błąd. Był on niezwykle kosztowny w skutkach. Podczas Rajdu Ypres pożegnał się z rywalizacją, właściwie, zanim się jeszcze rozpoczęła.
Na odcinku testowym załoga Skody zaliczyła dachowanie. O ile samochód udało się odbudować na czas, to niestety interwencji wymagał też pilot Kopecký’ego – Petr Stary. Złamał w wypadku obojczyk i ból nie pozwolił mu na rozpoczęcie rajdu.
Czech zachował szansę na tytuł do ostatniej rundy – Rajdu Cypru. Tam jednak szans nie dał mu Andreas Mikkelsen, który wygrał zawody i przeskoczył Kopecký’ego w generalce o zaledwie… 1.5 punkta.
Zniechęcony porażkami na ostatnich metrach, w 2012 roku zmienił nieco program startów. Pojechał tylko w połowie rund IRC, koncentrując się bardziej na rodzimych mistrzostwach. Pod wieloma względami był to bardziej udany sezon niż poprzednie.
Mimo pojedynczych startów w Intercontinental Rally Challenge, zwycięstwa w Rajdzie Wysp Kanaryjskich i Rajdzie Targa Florio i tak dały mu drugie miejsce na koniec sezonu (czwarte z rzędu). Natomiast przed własną publicznością powtórzył sukces z 2004 roku. Wygrał aż pięć rund i w przekonującym stylu zdobył drugie w karierze Mistrzostwo Czech.
Mistrz Europy

Ambicje Skody wobec „Honzy” sięgały jednak nieco wyżej. W 2013 roku cykl IRC wszedł z fuzję z Mistrzostwami Europy, podnosząc nieco status ERC. Kopecký stanął więc przed szansą dokonania czegoś, do czego żaden z jego rodaków nigdy się nie zbliżył – zostania Mistrzem Europy.
Tym razem nie było żadnej drugiej Fabii, który pokrzyżowałaby plany Janowi. Skoda postawiła wszystkie swoje karty na Kopecký’ego. Ten nie pozostawał im dłużny. Gdy „Honza” wygrał Rajd Janner, a później Rajd Lipawy, stało się jasne, że walka o tytuł będzie przebiegać pod jego dyktando.
W marszu o tytuł próbowali przeszkadzać mu: Craig Breen, Bryan Bouffier, czy nawet Francois Delecour. Jednak Kopecký w Fabii S2000 był w 2013 roku nie do zatrzymania. Kibice nie widzieli (i być może już nigdy nie zobaczą) tak zdominowanego sezonu ERC.
Czech wygrał aż sześć rund w klasyfikacji generalnej – najwięcej w historii cyklu. Tytuł zapewnił sobie już we wrześniu, podczas Rajdu Chorwacji. Był pierwszy i do dzisiaj pozostaje jednym Czechem, który sięgnął po Mistrzostwo Europy.
Czytaj także: Rajd Chorwacji 2013: Jak wyglądała ostatnia edycja w ERC?
Kolejnym logicznym krokiem po takim sukcesie, byłoby przejście do WRC. Skoda postanowiła zrobić sobie jednak rok przerwy. Czesi wiedzieli, że dni dominacji Fabii S2000 są policzone i Mladej Boleslav pracowali już nad rajdówką R5.
Kopecký w tym czasie nie próżnował i w 2014 roku został mistrzem… Azji i Pacyfiku. Przy wsparciu zespołu MRF wystartował w pełnym sezonie wschodniego cyklu. Po wygraniu czterech rund pewnie sięgnął po tytuł.
Był to jednak luźniejszy rok, przed jednym z największych wyzwań w karierze Czecha.
Mistrz Świata?

Podczas Rajdu Portugalii, Skoda pokazała światu Fabię R5. Wśród załóg fabrycznego zespołu zabrakło jednak Kopecký’ego. Czesi postawili wtedy na Pontusa Tidemanda i Esapekkę Lappiego.
Na powrót do WRC po 7 latach przerwy, Jan musiał czekać do Rajdu Sardynii. Tam, w nowym samochodzie zgarnął trzecie miejsce w WRC2. Generalnie w sezonie 2015, Kopecký pojawił się tylko w trzech rundach Mistrzostw Świata. Jednocześnie, od razu zrobił w stawce różnicę.
Czech był najszybszy w WRC2 podczas Rajdu Niemiec, zdobywając tym samym swoje pierwsze zwycięstwo w światowym czempionacie. Dodatkowo, po raz trzeci został Mistrzem Czech, wygrywając wszystkie rundy, w których wziął udział.
Kopecký rósł w oczach szefostwa z Mladej Boleslav i wygrywał pojedyncze rundy w mistrzostwach świata. Jednak na prawdziwą szansę walki o mistrzostwo w WRC2 musiał czekać do 2018 roku. Wtedy fotel na pełen program startów w Fabii R5 wreszcie się zwolnił.
Czech od razu wziął się do pracy. W pomalowanej w barwy ojczystej flagi Fabii R5 wygrał klasę WRC2 w Rajdzie Monte Carlo. Tę sztukę powtórzył trzy miesiące później na Korsyce, meldując się na pozycji lidera mistrzostw.
Walka o tytuł w tamtym sezonie przebiegała dosyć kuriozalnie. Największym rywalem Kopecký’ego, podobnie jak w IRC, był jego kolega z zespołu – Pontus Tidemand. Rzecz w tym, że Czech i Szwed… ani razu nie spotkali się na odcinkach specjalnych.
Zazwyczaj na luźnej nawierzchni Skoda stawiała na Tidemanda, a na asfalcie na Kopecký’ego. Ten korespondencyjny szedł „na remis” aż do Rajdu Turcji, gdzie Szwed nie dotarł do mety. To otworzyło drzwi do tytułu Kopecký’emu, który tym razem nie zmarnował szansy.
Podczas Rajdu Katalonii dojechał do mety na drugim miejscu w WRC2. Zdobyte 18 punktów, oznaczały, że Tidemand nie ma już szans na dogonienie Jana w generalce. Czech po raz pierwszy w historii został Mistrzem Świata.
Postrach Barum

Po tym sezonie Jan Kopecký był kierowcą spełnionym. Mistrzostwo Europy, Mistrzostwo Świata – czy można chcieć więcej?
Dlatego Czech już tylko raz podjął walkę o tytuł mistrza świata. W sezonie 2019 musiał jednak uznać wyższość Kalle Rovanpery. Od tego czasu (nie licząc gościnnego startu w Rajdzie Monza 2020), Kopecký skupia się na swoim podwórku.
Dla Mistrzostw Czech jest tym samym, co Sebastien Ogier dla Mistrzostw Świata. Jan w swojej ojczyźnie zgromadził już 11 tytułów mistrzowskich, w tym pięć z rzędu. Ale to nie oznacza, że zniknął na dobre z międzynarodowej sceny.
O Kopeckým robi się głośno w sierpniu każdego roku. Gdy czołówka ERC przyjeżdża do Zlina na Rajd Barum, „Honza” jest gotowy spuścić im łomot na kolejnych przejazdach „Semetina”, „Pinduli” czy „Halekovic”.
Nieważne jak dobry sezon miałeś do tej pory w ERC. Myśl o zmierzeniu się z Kopeckým na „Barumce” będzie ci spędzać sen z powiek. Nawet jeśli nazywasz się Kajetan Kajetanowicz, Alexey Lukyanuk czy Hayden Paddon.
Choć zawody w Zlinie dręczyły Jana w pierwszych latach jego kariery, to jest ich niekwestionowaną legendą. Po ostatniej edycji ma w tym rajdzie aż 11 zwycięstw. Od 2015 roku znalazł się tylko jeden kierowca, który był w stanie przełamać jego dominację na Barum. Był to oczywiście inny Czech – Dominik Stritesky.
Zmarnowany potencjał?
W dzisiejszych czasach trudno znaleźć u naszych południowych sąsiadów lepszego kierowcę rajdowego niż Jan Kopecký. Jego wyniki mówią same za siebie. Żaden inny Czech, od jego zwycięstwa w Rajdzie Chorwacji, nie był nawet w stanie wygrać rundy ERC lub WRC2 poza granicami swojego kraju.
Dlatego, choć „Honzy” Czechom zazdrości każdy, to sam współczuję im poszukiwania jego następcy. Filip Mares, Erik Cais czy Dominik Stritesky nie spełnili pokładanych w nich oczekiwań i nie nawiązali do sukcesów Kopecký’ego.
Jednocześnie Jan też może być przykładem nieco zmarnowanego potencjału. Gdy zaczął się rozwijać w WRC, stracił wsparcie fabryki i nie był w stanie rywalizować z najlepszymi. Szczyt jego formy przypadł na auta S2000 i R5. Choć połączenie Fabia – Kopecký przeszło do historii rajdów, ciężko się nie zastanawiać – co by było gdyby Jan dostał szansę, na jaką zasługiwał?
Odpowiedzi na to nigdy nie poznamy.