Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Jak pokonać Czechów na Barum?

Nawet kiedy awarie dopadły Jana Kopecky’ego, kapcie pokonały Filipa Maresa, a hinduskie opony pozbawiły szans na walkę o zwycięstwo Erika Caisa, na mecie Rajdu Barum i tak najwyżej powiewała czeska flaga. Wszystko za sprawą Adama Brezika, który wziął na barki oczekiwania swoich rodaków i odniósł pierwsze zwycięstwo w ERC. Czesi wydają się być nie do zatrzymania w swojej domowej imprezie. Co więc musiało się wydarzyć w przeszłości, aby „miejscowi” nie wygrali Rajdu Barum?

Rajd Barum 2012

Dokładnie – aby przypomnieć ostatni raz, gdy Rajdu Barum nie wygrał Czech, musimy cofnąć się do czasów, gdy Mistrzem Świata był Sebastien Loeb, Mistrzem Polski Kajetan Kajetanowicz, a na szczycie listy przebojów znajdowała się Katarzyna Nosowska.

Na pytanie „Kto?” zadane w tytule hitu wokalistki, w Rajdzie Barum twierdząco odpowiedział Juho Hanninen. Sprawę zwycięstwa w czeskiej imprezie rozwiązały między sobą Skody. W walce o pozycję lidera, przez cały weekend były tylko Fabie S2000.

Pierwszego dnia, na szczyt tabeli wskoczył Andreas Mikkelsen. Norweg cieszył się jednak z prowadzenia tylko przez trzy odcinki, bo po OS7 wylądował zarówno za plecami Hanninena, jak i Kopecky’ego.

Popularny „Honza”, dopingowany przez rzesze czeskich kibiców, z determinacją gonił za Finem przez cały niedzielny poranek. Nie pozwolił odskoczyć swojemu koledze z zespołu, trzymając się w dystansie pięciu sekund.

Wtedy jednak nadeszły dwa oesy, które ustawiły kolejność na podium. Najpierw, na słynnym „Majaku” Hanninen pokonał Kopecky’ego aż o 10.8 sekundy. Być może nie był to tylko gorszy przejazd Jana, a zwiastun problemów z rajdówką, bowiem odcinek później Czecha nie było już w rajdzie – wycofał się przez awarię.

Niestety tamta edycja nie jest wspominana ze względu na fantastyczną jazdę Fina. Na OS13 wydarzyła się tragedia, która przedwcześnie zakończyła 42. edycję Rajdu Barum. Z drogi wypadło Subaru Impreza prowadzone przez Vaclava Kopacka i Tomasa Singera. Samochód uderzył w kibica, który zmarł na miejscu. Organizatorzy odwołali dalszą część rywalizacji.

Rajd Barum 2010

fot. Ivo Nesvornal

Ta edycja to kolejny przypadek gigantycznego pecha Jana Kopecky’ego. Rok wcześniej Czech dał Skodzie pierwsze zwycięstwo w Rajdzie Barum od pięciu lat. W Zlinie oczekiwano oczywiście, że ich as powtórzy to osiągnięcie.

„Honza” stanął na wysokości zadania i przez większość weekendu perfekcyjnie realizował scenariusz czeskich fanów. Prowadzenie objął już po miejskim odcinku w Zlinie, a w sobotę jechał tak szybko i pewnie, że jego kolejny triumf zdawał się być tylko kwestią czasu.

Na cztery odcinki przed końcem Kopecky zdołał wypracować sobie 26 sekund przewagi, wygrywając po drodze pięć prób. Wtedy, na OS14 stało się coś niewyobrażalnego. W mokrych warunkach, Czech stracił panowanie nad Fabią i ześlizgnął się z drogi. Rajdówka nie była uszkodzona, ale… utknęła na pieńku. Bez żadnych kibiców w zasięgu wzroku, liderzy nie byli w stanie wrócić na drogę i musieli się wycofać.

W ułamku sekundy sytuacja w rajdzie wywróciła się do góry nogami. Sprawa zwycięstwa była teraz kompletnie otwarta. Na prowadzeniu wylądował Bryan Bouffier, który miał tylko 3.2 sekundy przewagi nad Freddym Loixem.

Francuz od razu zaatakował, wygrywając OS15. Niestety w pogarszających się, deszczowych warunkach, również on popełnił poważny błąd. Na przedostatnim odcinku również opuścił trasę odcinka i uszkodził zawieszenie. Choć był w stanie dotrzeć do mety, to nowym liderem został Loix z przewagą rzędu 3.8 sekundy.

Bouffier mógł mieć jeszcze nadzieję na odzyskanie prowadzenia. Aczkolwiek pech nie chciał opuścić trzykrotnego Mistrza Polski. Podczas przejazdu przez podbicie, w jego 207 S2000 rozszczelniła się chłodnica. Przednie opony rajdówki zostały oblane wodą i w konsekwencji Bouffier stracił panowanie nad samochodem, kończąc zawody w rowie.

Po zwycięstwo, w dramatycznych okolicznościach, sięgnął Freddy Loix. W trakcie finałowych czterech odcinków rajdu, lider zmienił się aż trzy razy.

Rajd Barum 2008

fot. Petr Sagner

To ostatnia edycja tej imprezy, w której na podium nie znalazła się żadna Skoda. Stało się to z prostego powodu – najmocniejsza w IRC i ERC była wtedy klasa Super 2000, a producent z Mladej Boleslav nie miał w niej jeszcze swojej rajdówki. Pod jej nieobecność rywalizację zdominowały Peugeot 207.

W jednym z nich siedział, liderujący w Mistrzostwach Czech, Roman Kresta, z którym miejscowi kibice wiązali największe nadzieje. Niestety dla nich, były kierowca fabryczny Forda, roztrzaskał swój samochód już na drugim oesie.

Prowadzenie przypadło Nicolasowi Vouillozowi, który wygrał w Zlinie rok wcześniej. Tym razem fotel lidera utrzymał jednak tylko do sobotniego popołudnia. Na drugiej pętli atak przypuścił Freddy Loix, który wygrał trzy z czterech odcinków i kładł się spać z czterosekundową przewagą nad Francuzem.

Kibice, którzy liczyli na zażartą walkę do ostatnich metrów, mogli się jednak poczuć rozczarowani. Zabawę zepsuła psująca się skrzynia biegów w rajdówce Vouilloza. W dwa odcinki stracił on prawie minutę i choć utrzymał się na drugiej pozycji, to na zwycięstwo nie miał już szans.

Zresztą, na ostatniej pętli, bardziej niż Loixem, Nicolas musiał się martwić Bryanem Bouffierem i Xavierem Panserim. Mistrzowie Polski mogli w tym rajdzie namieszać, bo sobotę kończyli na trzeciej pozycji. Później jednak dostali minutę kary za wcześniejszy wjazd na PKC i jedyne na co mogli liczyć, to zgarnięcie drugiego miejsca.

Niestety, mimo wygrania trzech odcinków specjalnych w niedzielę, Vouilloz i Klinger wytrzymali ich natarcie, a kolejność miejsc na podium nie uległa zmianie. Bouffier finalnie stracił do zwycięzcy tylko minutę i dziewięć sekund. Francuz mógł zastanawiać się tylko „co by było gdyby?”.

W tamten weekend Peugeot pozamiatało swoją konkurencję. Spośród pierwszej dziesiątki generalki, dziewięć załóg siedziało w samochodach przyozdobionych emblematem lwa.

Kto będzie następny?

fot. Skoda Motorsport

Wydaje się, że wraz z powrotem Skody do najmocniejszej kategorii Rajdu Barum, do zwycięstwa w czeskim klasyku potrzebna jest masa szczęścia. Nie dość, że nasi południowi sąsiedzi od 14 lat nie oddali nikomu najwyższego stopnia podium, to jeszcze zagraniczne załogi rzadko są w stanie w ogóle zagrozić miejscowym „matadorom”.

Bliski szczęścia był Alexey Lukyanuk w 2016 i 2018 roku, a twarde warunki Kopekcy’emu w zeszłym roku postawili Jon Armstrong i Andrea Mabellini. Nawet w miniony weekend liderem rajdu, przez krótką chwilę, byli Mikołaj Marczyk i Szymon Gospodarczyk.

Kiedyś na pewno nadejdzie moment, gdy ceremonia na rynku w Zlinie rozpocznie się od innego hymnu. Aczkolwiek na ten moment magia czeskiej załogi w czeskiej rajdówce jest po prostu zbyt silna. Rajd Barum pozostaje więc niezłomną twierdzą w Rajdowych Mistrzostwach Europy.

Udostępnij!