Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Jak nie organizować rundy WRC – Rajd Brazylii

Rajd Paragwaju stoi u progu swojego debiutu w WRC. Organizatorzy mają ambicję aby pójść w ślady takich imprez jak Rajd Argentyny, oraz Rajd Chile i na stałe zaznaczyć swoją obecność w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Ameryka Południowa gościła jednak jeszcze jedną imprezę, o której wspomina się bardzo rzadko i to z dobrych powodów. Po dziś dzień Rajd Brazylii służy jako przestroga, dla każdego organizatora.

Skuteczny lobbing, gorsza organizacja

Popularność rajdów w latach 80 rosła niezwykle dynamicznie. Aby dotrzeć także do kibiców spoza Starego Kontynentu, FIA zdecydowała się dać każdemu pozostałemu kontynentowi po jednej rundzie. W Ameryce Południowej pewniakiem do miejsca w kalendarzu był argentyński Rajd Codasur.

Kieszenie brazylijskich działaczy były jednak przepastne i szybko udało im się przekonać organizatorów WRC do rundy w Kraju Kawy. Jednak nie trzeba było długo czekać, by gorzko pożałowali swojej decyzji.

Rajd Brazylii bronił się właściwie tylko ciekawym odcinkami. Radość jazdy po nich została jednak zrujnowana przez beznadziejną organizację. Nawet przy karkołomnych standardach bezpieczeństwa lat 80, zabezpieczenie imprezy określano jako „haniebne”.

Organizatorom nie udawało się zamknąć dróg dla zwykłego ruchu, więc na odcinku załogi napotykały cywilne pojazdy. Pół biedy jeśli były to zwykłe samochody, ale zdarzały się także ciężarówki i autobusy.

Pustka na rampie startowej

Jeśli obecne listy zgłoszeń do WRC nie wydają się Wam imponujące, to zobaczcie listę startową do Rajdu Brazylii 1981.

Na rampie, podczas ceremonii startu stanęło 49 zawodników. Nie jest to zły wynik, prawda? Jednak ewidentnie większość stawki nie była gotowa na trudy weekendu. Do Sao Paulo na ceremonię mety wróciło bowiem tylko dziewięć załóg.

Taka edycja wystarczyłaby pewnie, by w przypadku większości rajdów, już nigdy nie zbliżyły się one do WRC. Brazylijscy działacze sięgnęli jednak głębiej do sakiewek, rozbili parę skarbonek, przejrzeli stare skarpety i… Rajd Brazylii wrócił do kalendarza w 1982 roku.

Organizatorzy wstrzelili się idealnie, bo runda w kraju kawy miała być areną starcia o mistrzowski tytuł pomiędzy Michele Mouton a Walterem Rohrlem. Tym razem zawody przyciągnęły także 55 załóg, a w tym zespoły fabryczne Opla i Audi. Czyżby brazylijska runda miała wyjść na prostą?

Pełoprawna farsa

Nic z tych rzeczy. Ciekawie zaczęło się robić zanim cyrk WRC w ogóle dotarł do Brazylii. Dyrektor rajdu poróżnił się z resztą komitetu organizacyjnego. Argumenty ewidentnie nikogo nie przekonały więc w ruch poszły pięści. W efekcie dyrektor opuścił organizację rajdu, a wraz z nim grupa jego popleczników.

Nic więc dziwnego, że odcinki nadal nie były odpowiednio zabezpieczone. Mało tego, były zabezpieczone jeszcze gorzej i niektóre załogi zaczęły po prostu jechać z założeniem, że za każdym zakrętem kryje się autobus lub ciężarówka.

Sporym problemem okazali się być też sędziowie. Większość osób w tym gronie była tak niewykwalifikowana, że nie poradziła by sobie z wieczorem kawalerskim na torze gokartowym.

W, paradoksalnie, najlepszych przypadkach byli nieobecni na mecie stop. W gorszych załogi dostawały na kartach źle zapisany czas lub nawet należący do ich rywali. Zawodnicy więc sami zabrali się za liczenie swoich czasów i przestali przekazywać karty sędziom. Tamci, w geście protestu, chowali zegary przed załogami.

W całym tym zamieszaniu, na prowadzenie wysunął się Hannu Mikkola. W związku z opisanymi wyżej wydarzeniami – prawdpodobnie nie był tego nawet świadomy. Na piątym oesie Fin utknął jednak w błocie i nowym liderem został Walter Rohrl.

Niemiec nie zdążył usadowić się na pierwszej pozycji, bo od razu wyprzedziła go Michelle Mouton. Francuzka nie oddała pierwszego miejsca już do samej mety, odnosząc w ten sposób swoje czwarte (i ostatnie) zwycięstwo w WRC.

Rozwód z WRC

Ta edycja okazała się jeszcze bardziej wymagająca, bo do mety dotarło tylko pięć załóg. Czara goryczy się przelała. Rajd Brazylii z impetem wyleciał z kalendarza WRC, a rundy Mistrzostw Świata w Kraju Kawy nie widzieliśmy po dziś dzień.

Z kronikarskiego obowiązku warto jednak wspomnieć, że w 2009 roku w cyklu IRC pojawił się Rally Curitiba (wygrany przez Krisa Meeke’a). Ponadto w 2013 roku Brazylia próbowała wrócić do WRC, ale plany te spełzły na niczym.

Na szczęście poziom organizacji rajdów w Ameryce Południowej poszedł do przodu i Rajd Paragwaju ewidentnie nie podzielił losu Brazylii. Mimo, że jest to debiut tego kraju w WRC, to doświadczenie zdobyte w innych rundach, pokora i cierpliwość – sprawiły, że Paragwaj mógł w pełni cieszyć się debiutem w Mistrzostwach Świata

Udostępnij!