Dodał: Motowizja Kategoria: Pod patronatem, Wyścigi Komentarze: 0

Historyczny start Polaka w „Wyścigu do Chmur” już za dwa dni

Miesiące przygotowań, skomplikowana logistyka, wielogodzinne treningi – to wszystko znajdzie kulminację w najbliższą niedzielę, kiedy Maciej Serafin, jako pierwszy Polak wystartuje w legendarnym Pikes Peak International Hill Climb. Nasz reprezentant zakończył treningi będące zarazem eliminacjami i 21 czerwca zmierzy się z trasą najtrudniejszego wyścigu górskiego na świecie – „Wyścigu do Chmur”. – Tu podekscytowanie miesza się z przerażeniem – mówi Małopolanin.

Legendarny „Race to the Clouds” odbywa się od 1916 roku na jednym z najsłynniejszych szczytów Gór Skalistych. Tę sławę Pikes Peak zawdzięcza właśnie corocznej rywalizacji, która uznawana jest za jedną z najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych w świecie motorsportu. W skrócie, to 20 km, wiodące przez 156 zakrętów z wysokości 2800 m n.p.m. do mety położonej na 4300 m n.p.m. To zmienne: warunki atmosferyczne, temperatura, ciśnienie, stan nawierzchni, widoczność oraz ilość tlenu. To wyzwanie tylko dla kierowców o stalowych nerwach.

Schowaj strach do kieszeni

Maciej Serafin jest pierwszym Polakiem, który zakwalifikował się do startu w Pikes Peak International Hill Climb. Został wybrany z grona ponad 1500 zgłoszeń, by znaleźć się w grupie 74 szczęśliwców. Po wielomiesięcznych przygotowaniach, treningach, pracą nad samochodem oraz logistyką, z początkiem czerwca Małopolanin przyjechał do Kolorado. Krótko potem odbył pierwsze trzy treningi. W ostatnich dniach miał szansę znów wjechać na trasę, ale tym razem testy stanowiły jednocześnie kwalifikację do wyścigu głównego.

– W czasie tych trzech dni wydarzyło się bardzo dużo. W ostatnim, na najwyżej położonym odcinku, była taka mgła i wiatr, że organizatorzy pozwolili nam tylko na jeden przejazd. Trasa jest niebezpieczna i zdradziecka. Najgorsze jest świecące w oczy, oślepiające słońce oraz wiatr, którego podmuchy osłabiają przyczepność. Tutaj trzeba schować strach do kieszeni – mówi Maciej Serafin.

Pierwszy Polak w słynnym „Wyścigu do Chmur” zapewnił sobie kwalifikację, notując bardzo dobre czasy kolejnych przejazdów, ale jak sam mówi, jego udział w wyścigu stał w pewnym momencie pod znakiem zapytania. – Przedstawiciel organizatora przyznał, że zastanawiali się, czy dopuścić mnie do wyścigu, ponieważ podczas pierwszych treningów miałem dwie sytuacje, w których obróciło mi samochód na trasie. A oni bardzo dbają, by na starcie stawali tylko przygotowani i rozsądni kierowcy. Chcą za wszelką cenę unikać wypadków, zwłaszcza wśród debiutantów, takich jak ja. Dlatego też każdy z nas ma swojego opiekuna – mentora. Doświadczonego zawodnika, który obserwuje i doradza – relacjonował dwukrotny mistrz Europy w wyścigach górskich.

Pewna i dojrzała jazda podczas treningów kwalifikacyjnych przekonała ostatecznie Amerykanów o tym, że Serafin powinien stanąć na starcie. Zwłaszcza, że notował bardzo zbliżone czasy do Daijiro Yoshihary – zawodowego kierowcy z Japonii, z którym ścigają się w klasie Time Attack 1, a który ma na celu pobicie rekordu trasy wśród samochodów z napędem na przednią oś.

Rodzina, ale z zasadami

Jak mówi Maciej Serafin, wszyscy zawodnicy na Pikes Peak to wielka rodzina. Co roku dopuszczana jest ograniczona liczba debiutantów, a wielu zawodników startuje regularnie. Wszyscy się znają, więc szybko zrobiło się też głośno o ekipie Polaków, która nie tylko przyjechała pierwszy raz i wykręca dobre czasy, ale dodatkowo pomaga konkurentom…

Earl O’Malley zwrócił się do zespołu Serafina o pomoc, bo nie mógł poradzić sobie z usterką samochodu. Zespół Kubit Motorsport, wziął auto na warsztat i po kilku godzinach pracy znalazł problem z czujnikiem położenia wału. Po naprawie, Amerykanin nie krył wzruszenia, bo jego start stał do tego momentu pod znakiem zapytania.

Wśród zawodników panuje doskonała atmosfera. Również organizatorzy są pomocni i przychylni, jednak wszystko odbywa się zgodnie z przepisami, od których nie ma żadnych odstępstw. – Podczas wyścigu bardzo skrupulatnie przestrzegane są wszystkie reguły. Dostałem kilka ostrzeżeń za to, że np. po przekroczeniu linii mety za wcześnie zdjąłem jedną z rękawiczek. Albo za lekkie najechanie na linię, podczas zjazdu z trasy, kiedy zgodnie z wytycznymi mamy trzymać się swojego, prawego pasa. Dzięki temu jest zdecydowanie bezpieczniej – komentuje Serafin.

Czas na „Wyścig do Chmur”

– Po trzech dniach kwalifikacji daliśmy się poznać jako zespół, który potrafi walczyć. Nasze czasy są bardzo dobre. Jesteśmy zdeterminowani, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. W tej chwili od startu dzieli nas już tylko „Fun Fest” – czyli wielka impreza w Colorado Springs, na którą zjeżdża się kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Swój przyjazd w tym roku zadeklarowała ogromna grupa Polonii amerykańskiej – zapowiada plan na najbliższe dwa dni Maciej Serafin, który spotkał się również z fenomenalnym przyjęciem przez rodaków, mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Wielu z nich będzie na trasie z biało-czerwonymi flagami.

Sobota 20 czerwca będzie dla zawodników dniem przerwy od wrażeń i emocji, ale mają też swoje obowiązki. – Musimy rano pojechać na start, rozłożyć nasz namiot i nasze stanowisko na wyścig. Potem wstajemy o drugiej w nocy z soboty na niedzielę i 21 czerwca już o 7:30 lokalnego czasu zaczynają się pierwsze podjazdy wyścigowe. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Walczymy i prezentujemy dobre czasy, a to jest najważniejsze. Nie przyjechaliśmy tu, żeby się przewieźć od startu do mety, tylko rywalizować o jak najlepsze pozycje – zapowiada Maciej Serafin.

Polak wjedzie na trasę jako 33. zawodnik, bezpośrednio za wspomnianym Japończykiem Yoshiharą Daijiro. Zgodnie z czasem z kwalifikacji, przystąpi do rywalizacji jako szósty kierowca w klasie Time Attack 1. Wyniki na żywo będzie można śledzić na stronie: https://ppihc.org/. Transmisję przeprowadzi Racer Network (https://racer.com/watch/how-to-watch).

Partnerem strategicznym startu Macieja Serafina w Pikes Peak International Hill Climb jest Województwo Małopolskie.

Udostępnij!