Gdy walka w RSMP trwała do ostatnich metrów
Finał obecnego sezonu RSMP zapowiada się niezwykle emocjonująco. Przed Rajdem Wisły aż cztery załogi mają szansę na założenie mistrzowskiej korony. Z tej okazji przypomnijmy najbardziej dramatyczny finał walki o tytuł w nowoczesnej historii Mistrzostw Polski. Oto historia 75. Edycji Rajdu Polski.
Trzech kandydatów, jedna korona

Przed finałową rundą RSMP szansę na tytuł miały trzy załogi. Liderami tabeli byli Jakub Brzeziński i Kamil Kozdroń.
Jeszcze na początku sierpnia wydawało się, że tylko katastrofa może odebrać tej dwójce Mistrzostwo Polski. Załoga GO+ Cars wygrała dwie rundy, przez cały sezon nie schodziła z podium i po Rajdzie Rzeszowskim miała 42 punkty przewagi w generalce nad Grzegorzem Grzybem.
Niestety dla popularnego „Colina” na drodze stanęły problemy finansowe. Z powodów budżetowych załoga nie pojawiła się na litewskiej rundzie RSMP – Rajdzie Elektrenai. Ta padła łupem Miko Marczyka, który niespodziewanie włączył się do walki o tytuł. Zawodnik Skoda Polska Motorsport tracił do liderów już tylko 50 punktów.
Na absencji Brzezińskiego skorzystali również Grzyb i Wróbel, przywożąc z Litwy piąte miejsce. Pozwoliło im to zredukować stratę do 28 oczek. W normalnych warunkach „Colin” i tak miałby już mistrzostwo w kieszeni. Jednak Rajd Polski, jako finałowa runda, miał być punktowany podwójnie. Oznaczało to, że przed ostatnią rundą RSMP walka o tytuł wciąż pozostawała całkowicie otwarta.
Chęci to za mało

Dramaturgii dodawał też fakt, że Rajd Polski, jako runda ERC miał być najdłuższym rajdem w sezonie Mistrzostw Polski. Na załogi czekało aż 214 kilometrów oesowych, podzielonych na piętnaście prób.
Brzeziński i Kozdroń uzbierali brakujące fundusze i stawili się na rampie startowej w Mikołajkach. Napięty budżet zmusił ich jednak do wymiany Skody Fabii R5 na Forda Fiesta R5, ze stajni Rallytechnology.
Liderom mistrzostw ewidentnie zabrakło czasu do „wjeżdżenia się” w nową rajdówkę, bo po pierwszej pętli zajmowali dopiero piąte miejsce w klasyfikacji RSMP. W międzyczasie na czele stawki trwała zażarta walka o pierwszą pozycję.
Po dwóch odcinkach liderami byli Łukasz Pieniążek i Przemysław Mazur, ale już na trzeciej próbie ich Fabia R5 wypadła z drogi i zatrzymała się na drzewie. Prowadzenie przejęli więc Mikołaj Marczyk i Szymon Gospodarczyk. Długo się nim jednak nie nacieszyli, bo po najlepszym czasie na OS4 nowymi liderami zostali Grzyb i Wróbel.
Gdyby taki układ tabeli utrzymał się do mety, to właśnie załoga Rufa Sport zgarnęłaby mistrzowskie tytuły. Brzeziński i Kozdroń desperacko potrzebowali wspiąć się na wyższe pozycje.
Niebawem ich sytuacja miała zmienić się ze złej na dramatyczną. Niespełna trzy kilometry przed metą OS6, uderzyli w przydrożny kamień i urwali tylne lewe koło. Dalsza jazda była niemożliwa. Tytuł Mistrzów Polski, który jeszcze miesiąc wcześniej mieli w kieszeni, właśnie wyślizgiwał im się z rąk.
Światełko w tunelu

W sercach Jakuba i Kamila wciąż jednak tliła się iskierka nadziei. Mechanicy Rallytechnology naprawiali Fiestę R5, a na załogi czekało jeszcze prawie 100 kilometrów odcinków specjalnych. Na Mazurach mogło się jeszcze sporo wydarzyć.
Tym bardziej, że Grzegorz Grzyb wcale nie jechał idealnego rajdu. Pod koniec pierwszego etapu spadł za Miko Marczyka. Jeśli drugiego dnia rajdu przeskoczyłby go jeszcze Łukasz Habaj, Brzeziński wciąż miałby szansę na mistrzostwo. Aby zgarnąć tytuł musiałby zdobyć na Power Stage dwa punkty więcej od Grzyba.
I ostatniego dnia sezonu RSMP ten nieprawdopodobny scenariusz zaczął się urzeczywistniać.
Po pierwszej niedzielnej pętli Habaj tracił do Grzyba już tylko 0.2 sekundy. Chwilę później wygrał drugi przejazd Pozedrza i wskoczył przed załogę Rufa Sport. Tymczasem Brzeziński jechał spacerowym tempem, oszczędzając opony i samochód. Dla „Colina” liczył się już tylko Power Stage.
Szesnaście kilometrów odcinka „Baranowo” miało więc wyłonić nowego Mistrza Polski. Szansę na tytuł wciąż miały wszystkie trzy załogi.
Marczyk musiał utrzymać prowadzenie i zdobyć na ostatniej próbie dwa punkty więcej od Grzyba. Podobne zadanie stało przed Brzezińskim, który dodatkowo musiał na „Baranowie” okazać się szybszy od Miko.
Thriller

Choć przed startem niedzielnego etapu „Colin” miał najmniejsze szanse na sukces, to wydawało się, że rajdowi bogowie są po jego stronie. Ponownie z pomocą przyszedł mu Łukasz Habaj, który wykręcił lepszy czas zarówno od Grzyba jak i od Marczyka.
Sytuacja Brzezińskiego była więc jasna – drugi czas na Power Stage da mu wymarzony, pierwszy tytuł w karierze. Do połowy odcinka realizował ten cel bez większych przeszkód. Międzyczasy wróżyły mu drugi wynik na mecie. Jakub Brzeziński, wirtualnie, był już właściwie Mistrzem Polski. Ale tylko przez 8 kilometrów.
Potem rozpoczął się dramat „Colina”. W jego Fieście R5 padło wspomaganie kierownicy.
Walcząc z niesprawną rajdówką doczłapał się do mety odcinka. Zegar był jednak bezlitosny – wskazał niemal minutę straty. Było już za późno. Zalany łzami Brzeziński mógł tylko patrzeć, jak tytuł, który jeszcze chwilę wcześniej miał na wyciągnięcie ręki, wymyka mu się z rąk i ląduje w ramionach Grzegorza Grzyba.
Poczucie niedosytu mógł mieć również Miko Marczyk. Jeszcze dwie rundy wcześniej Łodzianina w ogóle nie wymieniano w gronie kandydatów do mistrzostwa. Finalnie przeszło mu ono tuż koło nosa. Gdyby finałowy odcinek pojechał o 2.2 sekundy szybciej, to właśnie on założyłby koronę.
Koronę, która ostatecznie trafiła do Grzyba. Choć Rzeszowianin ma na swoim koncie jeszcze dwa tytuły Mistrza Polski, to żaden z nich nie został zdobyty w bardziej dramatycznych okolicznościach i żaden nie smakował tak dobrze, jak ten wywalczony 23 września 2018 roku.
Czy w tym roku historia zatoczy koło i mistrzostwo RSMP wróci na Podkarpacie? Czy górskie trasy Rajdu Wisły zafundują nam równie dramatyczną końcówkę co mazurskie szutry? Tego nie sposób przewidzieć. Wiemy natomiast jedno – podczas finałowej rundy Mistrzostw Polski będziecie musieli mieć pod ręką aktualne badania EKG. Do zobaczenia!