Gdy Rzeźnik wygrał u siebie – Rajd Rzeszowski 2014
Pierwsze zwycięstwo uciekało Maciejowi Rzeźnikowi przez parę dobrych sezonów. Tempa kierowcy z Podkarpacia nigdy nie dało się kwestionować, ale rzadko zdarzał mu się bezbłędny weekend. Była jednak pewna runda RSMP, gdy wszystko w biało-szaro-czerwonej Fieście R5 wskoczyło na swoje miejsce. Oto historia 23. Rajdu Rzeszowskiego.
Złe miłego początki

Po trzech rundach sezonu 2014, Maciej Rzeźnik mógł dojść do wniosku, że miewał już przyjemniejsze początki kampanii. Metę rajdu ujrzał tylko raz – w Świdnicy. Podczas Rajdu Arłamów nie dotarł nawet do końca pierwszego oesu.
Na Rajd Karkonoski przesiadł się do Peugeot 208 T16 R5. O ile Rzeźnik zawsze chwalił model 207 S2000 francuskiej marki, o tyle z nowszą rajdówką nie mógł się dogadać. Mielczanin wycofał się po pierwszym etapie.
Zmiany były ewidentnie potrzebne. Tym bardziej, że kolejna runda była dla Rzeźnika szczególna – Rajd Rzeszowski był w końcu jego domową imprezą. Maciej wrócił więc do Forda Fiesta R5, ale tym razem obsługiwanego przez zespół C-Rally.
Walka o podium miała być niezwykle wymagająca. Podkarpackie zawody, oprócz bycia rundą RSMP, figurowały też w kalendarzu mistrzostw CEZ i mistrzostw Słowacji. Oznaczało to, że do Rzeszowa przyjechało osiem aut R5 i S2000, a do tego nawet dwie rajdówki klasy WRC.
Punkt zwrotny

Pierwszego dnia na załogi czekało pięć odcinków specjalnych. Jednym z nich miała być jednak 30-kilometrowa wersja legendarnej „Lubenii”. W dodatku sytuację miała skomplikować pogoda.
Otwierający oes „Godowa” był przejeżdżany po suchej nawierzchni. Rzeźnik i Mazur od razu pokazali jak groźni będą w czwartej rundzie cyklu. Wykręcili najszybszy czas, pokonując o 0.7 sekundy Grzyba i Siatkowskiego.
Na „Lubenii” wszyscy spodziewali się deszczu, ale ten nadszedł w pełni dopiero na drugim przejeździe „Godowej”. Przy takim poziomie przyczepności lepiej radził sobie Grzegorz Grzyb, który wygrał oba oesy i odskoczył od Rzeźnika na 7.5 sekundy.
Za ich plecami Rajd Rzeszowski zaczął zbierać swoje żniwo. Z deszczową oponą na suchej nawierzchni nie poradzili sobie Tomasz Kasperczyk i Damian Syty, którzy wypadli z drogi i zaliczyli spektakularne dachowanie. Na tym samym odcinku, chwilę później, swój dzień rywalizacji zakończyli również Byśkiniewicz i Wisławski.
Kluczowym momentem rajdu okazał się być jednak drugi przejazd przez „Lubenię”. Rzeźnik i Mazur wyciągnęli odpowiednie wnioski z pierwszej pętli i na drugiej, odrobili straty z nawiązką. Pokonali Grzyba aż o 16 sekund i po krótkiej próbie na Nowym Świecie, kładli się spać jako liderzy Rajdu Rzeszowskiego.
Ku radości lokalnych kibiców, dwie podkarpackie załogi, dzieliło w generalce tylko 7.7 sekundy.
Last man standing

Grzegorz Grzyb i Daniel Siatkowski chcieli wgryźć się w przewagę Rzeźnika od pierwszych metrów OS6. Niestety dla nich, do jednego zakrętu podeszli nieco zbyt ambitnie. Ich Fabia S2000 znalazła się w rowie, z którego wyjechała dopiero po minucie (w dodatku blokując jadącego za nimi Oleksowicza). Na pierwsze zwycięstwo w Rzeszowie od 2009 roku, Grzyb musiał jeszcze poczekać.
Pech Grzyba był wiatrem w żagle dla liderującego w mistrzostwach Wojciecha Chuchały. „Siemanko” i Sebastian Rozwadowski wygrali też poranny przejazd „Wysokiej”. Jednak niebawem również i oni przestali martwić Macieja Rzeźnika, gdyż wypadli z drogi na OS7.
Cztery odcinki przed końcem rywalizacji, grupie pościgowej przewodził więc… Maciej Oleksowicz. Zawodnik z Warszawy był jednak bardziej zainteresowany bronieniem drugiego miejsca przed atakującym go Tomaszem Kucharem.
Rzeźnik, wobec powyższego, zdjął nogę z gazu. Do końca rajdu wykręcił już tylko jeden czas w pierwszej trójce. Co ważniejsze, dokonał wreszcie tego, co nie udawało mu się przez całą pierwszą część sezonu – utrzymał wszystkie cztery koła na drodze.
W efekcie, w akompaniamencie wiwatów publiczności, na najwyższy stopień podium na rynku w Rzeszowie wskoczyli właśnie Maciej Rzeźnik i Przemysław Mazur. Kto znalazł się obok nich? Przed startem ostatniej pętli wydawało się, że to właśnie rozstrzygnięcie tej kwestii będzie najbardziej emocjonującae.
Jednak pojedynek między Maciejem Oleksowiczem i Tomaszem Kucharem nawet nie miał okazji się zacząć. Przedwcześnie skończyła go Fiesta R5 w barwach InterCars, a konkretnie – jej turbina. Po jej wymianie załoga zbyt późno wyjechała z serwisu i otrzymała 10 sekund kary. Tej straty Oleksowicz i Kuśnierz nie byli już w stanie odrobić.
Finalnie zameldowali się na najniższym stopniu podium, co i tak było ich najlepszym wynikiem na tamten moment sezonu. Podobnie jak drugie miejsce, które zajęli Tomasz Kuchar i Daniel Dymurski.
Czas na powtórkę?

Choć od tamtych wydarzeń minęło 12 lat, wielu bohaterów opisanej edycji spotkamy też w tegorocznym Rajdzie Rzeszowskim. Triumf ojca na pewno pamięta Adrian Rzeźnik, który miał wówczas osiem lat. Wyrównał już dorobek Macieja w RSMP, wygrywając w Rajdzie Świdnickim. Zwycięstwo przed własną publicznością smakuje jednak wyjątkowo i na pewno będzie celem młodego kierowcy.
Pokrzyżować mu plany spróbują bracia Szejowie, dla których 23. Rajd Rzeszowski na pewno nie był miłym wspomnieniem. Po pełnym problemów weekendzie, uplasowali się na czwartej pozycji w klasie 6F. Co ciekawe, za ich plecami znaleźli się wtedy… Marcin Górny i, świętej pamięci, Zbigniew Cieślar.
Marcin będzie rywalizował w ten weekend w swoim „strażackim” Fordzie Fiesta Rally 3 u boku Mateusza Martynka.
Czy po dwunastu latach historia zatoczy koło i na Podkarpaciu znów najszybszy będzie Rzeźnik? Czy może Jarosław i Marcin Szeja, tak jak podczas swojej ostatniej mistrzowskiej kampanii, uciszą rzeszowską publikę? Przekonamy się już w ten weekend na antenie Motowizji. Bądźcie z nami!