Gdy Neuville dopadł Ogiera – Rajd Sardynii 2018
O Thierry’m Neuvillu można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że poddaje się bez walki. Z okazji jego urodzin cofniemy się dzisiaj do 2018 roku, gdy na słonecznej Sardynii pokazał niebywałą determinację i hart ducha. Oto historia najbardziej imponującego zwycięstwa w karierze Belga.
Jazda w kratkę

W pierwszych rundach rzeczonego sezonu nigdy nie wiedzieliśmy jakiego Neuvilla przyjdzie nam oglądać. Tego, który zdominował rywalizację w Rajdzie Szwecji? Czy może tego, który ześlizgnął się z drogi w Rajdzie Monte Carlo?
Na wiosnę forma Belga zaczęła się jednak stabilizować. Przed przylotem na włoską wyspę dojechał na podium na Korsyce i w Argentynie, a przede wszystkim – wygrał Rajd Portugalii. To oznaczało, że w klasyfikacji mistrzostw miał 19-punktową przewagę nad Sebastienem Ogierem. Po raz pierwszy w karierze był liderem WRC.
O stawce Rajdu Sardynii nikogo nie trzeba było więc przekonywać. W zeszłym sezonie, właśnie w momentach, gdy to Belg miał inicjatywę, najczęściej popełniał błędy. Włoska runda WRC miała więc pokazać, czy Thierry dojrzał do walki o tytuł.
Poranne męczarnie

Pozycja lidera mistrzostw nie łączy się z wieloma przywilejami. Na pewno nie podczas rajdu szutrowego. Neuville miał więc za zadanie odkurzać piaszczyste piątkowe odcinki. Pocieszeniem dla Belga było to, że w podobnie niekorzystnej sytuacji był, drugi na trasie, Ogier.
Sensacyjne prowadzenie powędrowało więc w ręce Andreasa Mikkelsena, który na pierwszej pętli wygrał dwa odcinki. Thierry i tak poradził sobie z odkurzaniem lepiej od Seba i do serwisu zjeżdżał na drugiej pozycji. Ogier był dopiero piąty.
Francuz po przenosinach do M-Sportu stracił atut najszybszej rajdówki w stawce, ale swoim sprytem i doświadczeniem dał radę sięgnąć po czwarty tytuł w poprzednim sezonie. Aczkolwiek w 2018 roku, Sebastien zaczął popełniać błędy. W Szwecji kręcił czasy w drugiej dziesiątce, w Portugalii w ogóle nie dojechał do mety. Jeśli pozwoliłby odskoczyć Neuvillowi także na Sardynii, wówczas mocno skomplikowałby swoją sytuację w tabeli.
Dlatego nieudana pierwsza pętla podziałała na Ogiera motywująco. Jego odpowiedź przyszła już na premierowym, popołudniowym odcinku. Pokonał Neuvilla o ponad 15 sekund i niczym szachowa królowa, przeskoczył z piątego na pierwsze miejsce.
Ogier do końca dnia żadnego oesu już nie wygrał, ale na każdym był znacznie szybszy od Neuvilla. W piątkowy wieczór kładł się spać z przewagą 19 sekund nad swoim rywalem.
Lot przez „Micky’s Jump”

W sobotę przyszedł więc czas na ripostę Belga. Ci, którzy oczekiwali natychmiastowego ataku Thierry’ego, mocno się jednak rozczarowali. Przez pierwsze dwa odcinki Ogier, w swoim stylu, kontrolował sytuację, utrzymując przewagę.
Aż do słynnego „Monte Lerno”. Magia hopki „Micky’s Jump” ewidentnie sprzyjała Neuvillowi, który był szybszy od Ogiera aż o 14.6 sekundy. Swoim czasem zszokowany był sam jego autor, nie będący w stanie wyjaśnić tak szybkiego tempa.
Na rozważania nie było czasu. Zawodników w generalce dzieliły teraz zaledwie 4.9 sekundy, a przed nimi było ponad 70 kilometrów drugiej pętli. Lepiej rozpoczął ją Neuville, „wkładając” Ogierowi sekundę na krótkim miejskim odcinku.
Na odpowiedź Seba długo nie trzeba było czekać. Na OS14 praktycznie potroił swoją przewagę, pokonując Belga o 3.9 sekundy. Wydawało się, że mistrz złapał oddech. Ale tylko na chwilę.
Końcówka sobotniego etapu była już popisem Neuvilla. Thierry z nawiązką odrobił czas stracony na poprzednim odcinku i zredukował przewagę Ogiera do niespełna 4 sekund. Ostatni etap Rajdu Sardynii zapowiadał się elektryzująco.
Kwestia kar(t)y

3.9 sekundy oraz 42 kilometry oesowe. Tyle dzieliło Belga i Francuza na starcie pasjonującego niedzielnego pojedynku. Choć inicjatywa była po stronie kierowcy Hyundaia, większość ekspertów obstawiała Ogiera. Z ilu podobnych walk Seb wychodził już zwycięsko? Ile ze swoich okazji zmarnował już Neuville?
Scenariusz wydawał się być napisany, zanim pierwsza rajdówka wyjechała z parku serwisowego. Jak się jednak okazało, Thierry postanowił stworzyć swój własny skrypt.
Już po drugim odcinku fani Ogiera mogli zacząć się niepokoić. W zaledwie 21 kilometrów Neuville zdążył odrobić 2.6 sekundy, praktycznie wyrównując sytuację w generalce. Belg poszedł za ciosem i na mecie oesu „Cala Flumini” przewaga Sebastiena była właściwie symboliczna. 0.8 sekundy.
Zwycięzcę piętnastego Rajdu Sardynii miała więc wyłonić 7-kilometrowa droga, rozpoczynająca się w Sassari, a kończąca na plaży w Argentierze. Jeśli kibicom mało było emocji sportowych, to przed Power Stage, doszła do tego jeszcze wielka kontrowersja sędziowska.
Na mecie OS19 swoją kartę drogową zostawił pilot Sebastiena Ogiera – Julien Ingrassia. Szczęśliwie dla francuskiej załogi, zgubę z PKC dostarczył im Ott Tanak. Załoga M-Sportu mogła więc zameldować się na starcie kolejnej próby, ale legalność tej „dostawy” nie była oczywista. Jeśli sędziowie uznaliby, że Ogier i Ingrassia złamali w ten sposób przepisy, groziłaby im kara. Pojedynek na Power Stage zakończyłby się jeszcze przed startem.
Sprint przez plażę

O godzinie 12:18 decyzja wciąż nie była podjęta, więc na starcie ostatniej próby, dwóch rywali dzieliło tylko 0.8 sekundy. Thierry Neuville zresztą nie zamierzał zostawiać tej kwestii zespołowi sędziowskiemu.
Belg rzucił się więc do szaleńczego ataku na ostatnich 7 kilometrach rajdu. Przejechał je o 1.6 sekundy szybciej od Otta Tanaka. Samo to, że Neuville znalazł się na mecie finałowego odcinka, po bezbłędnym przejeździe, już było symptomem jego postępu. Ale w tamtej chwili jedyne co go interesowało to utrzymanie się na pierwszym miejscu w tabeli odcinka.
Jedynym, który mógł to zmienić był Sebastien Ogier. I przez parę chwil wydawało się, że Francuz to właśnie uczyni. Na pierwszym splicie był o sekundę szybszy. Szef Hyundaia, Michel Nandan wykręcał już numer do dyrekcji rajdu. Sędziowie nakrywali zielony stolik.
I wtedy, tak jak przez cały rajd, w momencie pozornego triumfu, Seb zaczął tracić ułamki sekundy. Na drugim splicie remisował już z Neuvillem. Na trzecim był minimalnie z tyłu. Krucha przewaga 0.8 sekundy topniała w oczach.
Gdy Ford Fiesta WRC wpadał w ostatni zakręt, czerwony pasek w dole ekranu wskazał 0.9 sekundy. Cała Belgia ryknęła z radości. Neuville i Gilsoul skakali z euforii. Licznik zatrzymał się finalnie na 1.6 sekundy. Ogier przez parę chwil nie zdawał sobie sprawy z porażki. Lecz gdy zobaczył rywali wdrapujących się na dach i20 WRC, dotarł do niego rezultat rywalizacji.
Na końcu i tak wygrywa Ogier

Niewielu jest kierowców rajdowych, którzy pokonali Sebastiena Ogiera. Jeszcze mniej jest takich, którzy zrobili to na ostatnich metrach zawodów. Tylko pojedynczy z nich odebrali mu mistrzowską koronę.
Do tej ostatniej grupy należy dziś Thierry Neuville. Ale mimo spektakularnego zwycięstwa na Sardynii, w sezonie 2018 musiał obejść się smakiem. W drugą część sezonu Belg wszedł z 27-punktową przewagą. Zdążył ją roztrwonić jeszcze przed finałową rundą w Australii. Sebastien Ogier na końcu i tak był najszybszy.
Mimo to, do dzisiaj jest to, w mojej skromnej opinii, najbardziej imponujące zwycięstwo Thierry’ego. Żaden z jego 23 triumfów w WRC nie był łatwy. Ale żaden nie dostarczył tak wielu emocji, jak tamten niedzielny pojedynek na Sardynii. I tej wygranej nikt już Belgowi nie odbierze.