Dodał: Marcin Wyrzykowski Kategoria: Inne Komentarze: 0

Pięćdziesiąt lat później. Lotus Esprit wraca jako Encor Series 1

Pół wieku temu Lotus Esprit zrobił na świecie motoryzacji dokładnie to, co robią tylko naprawdę wielkie projekty – wywrócił stolik. Dziś wraca. Nie jako wierna replika ani auto stworzone wyłącznie do podziwiania, lecz jako Encor Series 1 – samochód zaprojektowany po to, by naprawdę nim jeździć. To znacznie więcej niż kolejny restomod. To bardzo świadomy, lifestylowy projekt pokazujący, że analogowe emocje wciąż mają sens. I to ogromny.

Ikona, która nie potrzebowała poprawiania… a jednak

Gdy w 1975 roku na paryskim salonie samochodowym zadebiutował Lotus Esprit, było jasne, że to nie jest kolejny sportowy samochód. Klinowata sylwetka Giorgetto Giugiaro, obsesja lekkości Colina Chapmana i kompletny brak kompromisów sprawiły, że Esprit natychmiast stał się ikoną.

Swoje zrobiła też popkultura. James Bond zamieniający Esprita w łódź podwodną w „Szpiegu, który mnie kochał” przypieczętował jego legendę. Od tamtej pory to nie był już tylko Lotus. To był symbol epoki.

Pięćdziesiąt lat później brytyjska firma Encor uznała, że Esprit zasługuje na drugie życie. Nie poprzez kopiowanie przeszłości, ale przez jej bardzo uważne, przemyślane rozwinięcie.

Encor – nowa nazwa, bardzo stare doświadczenie

Choć Encor brzmi jak startup, za marką stoją ludzie, którzy motoryzację znają od podszewki. Chelmsford, niewielkie miasto w Essex, jest dziś siedzibą zespołu złożonego z byłych projektantów i inżynierów Lotusa, Astona Martina, Koenigsegga, Pagani czy Porsche. Do tego dochodzi Skyships – firma odpowiedzialna za zaawansowaną elektronikę i systemy kokpitowe w supersamochodach.

Co ich łączy? Esprit. Wielu z nich miało te auta, pracowało przy nich albo żyło z ich kaprysami na co dzień. I właśnie dlatego Series 1 nie powstał z chłodnej kalkulacji rynku, tylko z autentycznej relacji z tym modelem.

Szacunek zamiast rewolucji

Twórcy Encor Series 1 bardzo jasno określili swoją filozofię: „pełne szacunku ulepszenie”. Esprit nie był pustą kartką. Był zabytkiem. Każda zmiana musiała mieć sens i wzmacniać pierwotną ideę auta.

Proces zaczął się od cyfrowego i laserowego skanowania oryginalnych Espritów. Dopiero potem zaczęła się subtelna praca nad proporcjami, powierzchniami i detalami. Zniknęła charakterystyczna linia biegnąca przez środek nadwozia – kiedyś sprytne ukrycie łączenia dwóch połówek laminatu. W jej miejsce pojawiła się jednolita karoseria z włókna węglowego.

Efekt? To dokładnie ten Esprit, którego pamiętamy. Tyle że taki, jakim zawsze chciał być.

Karbon, który zmienia wszystko

Oryginalny Esprit był lekki, ale sztywność nadwozia i poziom bezpieczeństwa… delikatnie mówiąc, nie były jego mocną stroną. Encor postawił więc na pełną karbonową karoserię, wykonaną przez KS Composites.

Włókno węglowe pozwoliło osiągnąć niespotykaną precyzję spasowania paneli i szyb, a jednocześnie ogromnie zwiększyć sztywność całej konstrukcji. Co istotne, Encor formalnie zachowuje stalowy backbone chassis Lotusa – charakterystyczny element oryginalnej konstrukcji Esprita. To centralna, stalowa „belka” biegnąca przez środek auta, do której mocowane są zawieszenie, silnik i karoseria. W latach 70. było to rozwiązanie genialnie proste i lekkie, idealnie wpisujące się w filozofię Colina Chapmana. Dziś pełni ono głównie rolę zachowania tożsamości modelu i ciągłości homologacyjnej, bo nowoczesna karbonowa karoseria Encor jest na tyle sztywna, że w praktyce mogłaby funkcjonować niemal samodzielnie.

Styl: bez krzyku, bez przesady

Sylwetka jest natychmiast rozpoznawalna. Klin, niska linia dachu, ostre krawędzie – wszystko to wraca. Ale w lepszej jakości. Auto jest delikatnie szersze, by zmieścić współczesne opony i poprawić chłodzenie.

Chowane reflektory? Są. Tyle że teraz kryją nowoczesne projektory LED. Tylne lampy, kiedyś zapożyczone z Fiata X1/9, zyskały całkowicie nową formę. Zniknęły też charakterystyczne klamki pochodzące z seryjnych modeli innych marek – typowy przykład oszczędnej filozofii Lotusa z lat 70., dziś już niepasujący do charakteru auta – zastąpił je system bezkluczykowy z przyciskiem sprytnie ukrytym w wlotach powietrza.

Koła to kolejny przykład zdrowego rozsądku: 17 cali z przodu, 18 z tyłu. Bez gigantycznych felg i cienkich jak papier opon. To auto ma jeździć, a nie tylko wyglądać.

V8, manual i zero kompleksów

Sercem Encor Series 1 jest to, co w dzisiejszych czasach staje się rzadkością: mechanika bez filtrów. Każdy egzemplarz bazuje na ostatniej wersji Esprita – V8 z lat 1996–2004. To nie przypadek. Ta odmiana uchodzi za najbardziej dopracowaną i pożądaną.

Silnik 3.5 V8 typu 918 został gruntownie przebudowany: kute tłoki, większe wtryski, nowe turbosprężarki, nowa przepustnica, nowoczesne chłodzenie i wydech ze stali nierdzewnej. Nowe ECU eliminuje kaprysy oryginału.

Efekt? Około 400 KM i blisko 475 Nm momentu obrotowego. Na papierze – nic szokującego. W aucie ważącym poniżej 1200 kg robi się z tego jednak bardzo poważna sprawa. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje około 4 sekund, a prędkość maksymalna sięga mniej więcej 280 km/h.

Manual, bo inaczej nie miałoby to sensu

Skrzynia biegów w seryjnym Espricie V8 była jego słabym punktem. Encor nie udaje, że problemu nie było. Pięciobiegowy manual został rozebrany i zbudowany od nowa we współpracy z Quaife. Wzmocnione podzespoły, nowe przełożenia, mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu i dwutarczowe sprzęgło robią ogromną różnicę.

Prowadzenie po lotusowemu

Celem nie było stworzenie twardego, nerwowego supersamochodu. Encor chciał zachować to, z czego Lotus zawsze słynął: lekkość, płynność i czucie.

Zawieszenie w specyfikacji Sport 350 oznacza, że Encor sięgnął po ustawienia inspirowane jedną z najbardziej sportowych, limitowanych wersji Lotusa Esprita – modelem Sport 350, który w latach 90. był fabrycznym, ostrzejszym wariantem tego auta. W praktyce przekłada się to na bardziej precyzyjne prowadzenie i lepszą kontrolę nad nadwoziem, bez zamieniania samochodu w twardą, torową maszynę. Całość uzupełniają nowe elementy zawieszenia, wysokiej klasy amortyzatory Bilstein i sprężyny Eibach. Hydrauliczne wspomaganie kierownicy zachowuje charakterystyczne, „żywe” czucie drogi, a mocne hamulce AP Racing zapewniają skuteczne i powtarzalne hamowanie. Klasyczny ręczny hamulec ustąpił miejsca elektrycznemu – to jeden z nielicznych nowoczesnych kompromisów w tym projekcie.

 

Wnętrze: analog z XXI wieku

Wnętrze Encor Series 1 zachowuje najbardziej charakterystyczne elementy oryginalnego Esprita, ale każdy z nich został zaprojektowany i wykonany od podstaw. Niska, kierowco-centryczna pozycja za kierownicą, wyraźnie zaznaczony układ kokpitu i prosta architektura deski rozdzielczej podkreślają analogowy charakter auta.

Centralnym punktem jest nowa interpretacja zespołu wskaźników – osadzona w precyzyjnie obrobionej aluminiowej obudowie i połączona z nowoczesnym wyświetlaczem, który zapewnia czytelność bez dominowania nad wnętrzem. Cała struktura deski została wykonana z włókna węglowego, a rozmieszczenie elementów sterowania podporządkowano intuicyjnej obsłudze.

Nowoczesne systemy multimedialne, klimatyzacja i kamery zostały zintegrowane dyskretnie, jako wsparcie, a nie główny element doświadczenia.

 

Tylko 50 sztuk. I ani jednej więcej

Encor zbuduje dokładnie 50 egzemplarzy Series 1. Każdy na indywidualne zamówienie. Cena startowa to około pół miliona euro, nie licząc samochodu-dawcy i podatków. Pierwsze egzemplarze trafią do klientów w 2026 roku.

To coś więcej niż restomod

Encor Series 1 nie jest próbą poprawiania historii. To manifest. Dowód na to, że w świecie ciężkich, przeładowanych elektroniką samochodów wciąż jest miejsce na lekkość, umiar i czystą radość z jazdy.

A gdyby Colin Chapman mógł dziś zobaczyć tego Esprita? Bardzo możliwe, że po prostu by kiwnął głową. Z aprobatą.

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments