Gdy Dakar spotyka Formułę 1. Spektakl nad ulicami San Francisco
Są miasta, które same budują napięcie. San Francisco zdecydowanie do nich należy. Stromy Broadway, siatka ulic przecinających wzgórza i panorama zatoki tworzą naturalną scenografię, której nie trzeba dopowiadać. Wystarczy zamknąć fragment drogi i wpuścić tam dwa zupełnie różne światy motorsportu.
Na 11-stopniowym podjeździe Broadway Ford Raptor T1+ rozpędził się do około 45 mph. Celował w rampę ustawioną pod kątem pięciu stopni. Kilka metrów dalej, na Divisadero, RB7 w barwach Oracle Red Bull Racing wykonywał trzy pełne obroty 360 stopni. Samochód F1 utrzymywał stały promień i stabilne obroty silnika, pracując gazem z dokładnością co do centymetra. Synchronizacja była kluczowa. Przy tej konfiguracji przestrzeni nie było miejsca na spóźniony ruch.
Raptor oderwał się od asfaltu i przeleciał nad samochodem F1 w jednym, czystym łuku. Manewr otwierał weekend Red Bull Showrun San Francisco presented by Ford Racing na Marina Blvd. Technicznie był policzony. Efektownie – to już inna sprawa.

fot. Red Bull Content Pool
Dwie maszyny, dwie epoki inżynierii
Ford Raptor T1+ powstał z myślą o rajdach typu rally-raid i kategorii Ultimate (T1+). To konstrukcja oparta na ramie przestrzennej, z długoskokowym zawieszeniem i napędem zaprojektowanym pod wielogodzinne obciążenie. W Dakarze samochód musi przyjąć lądowanie po hopie przy wysokiej prędkości, przetrwać kamieniste sekcje i utrzymać tempo przez setki kilometrów. Odporność jest równie ważna jak osiągi.
Po drugiej stronie stoi RB7, samochód F1 z sezonu 2011, zaprojektowany przez Adriana Neweya dla Red Bull Racing. To maszyna z epoki 2.4-litrowych wolnossących V8, kręcących się do 18 000 obr./min i generujących około 750 KM. RB7 był jednym z najbardziej dopracowanych aerodynamicznie projektów swojej generacji. Kluczową rolę odgrywał tzw. dmuchany dyfuzor, czyli wykorzystanie gazów wydechowych do stabilizacji przepływu powietrza przy tylnej osi.
W praktyce oznaczało to ogromny i stabilny docisk przy wysokiej prędkości. W sezonie 2011 samochód wygrał 12 z 19 wyścigów, a Sebastian Vettel sięgnął po mistrzostwo świata. To nie jest pokazowa replika. To jeden z najbardziej dominujących samochodów F1 ostatnich dwóch dekad.
W San Francisco oba auta musiały odnaleźć się na zwykłym asfalcie. Nachylenie 16 stopni w fazie najazdu zmienia geometrię całego manewru. Raptor pracował zawieszeniem i przyczepnością mechaniczną. RB7 polegał głównie na balansie i precyzyjnej kontroli tylnej osi przy rotacji. Dwie zupełnie różne drogi do osiągania efektu.

fot. Red Bull Content Pool
Mitch Guthrie Jr. – droga przez kurz i kamienie
Za kierownicą Raptora zasiadł Mitch Guthrie Jr.. Ściga się od jedenastego roku życia i przeszedł wszystkie szczeble amerykańskiego off-roadu. W 2018 i 2019 roku wygrał King of the Hammers, broniąc tytułu rok po roku – jako pierwszy od czasów swojego ojca. Powtarzalność w przypadku tej dyscypliny znaczy więcej niż pojedynczy, efektowny triumf.
W 2019 roku zdobył mistrzostwo Best In The Desert w klasie Pro. To otworzyło mu drogę do programu Red Bull Off-Road Junior i startu w Dakarze 2020. W 2025 wygrał klasyfikację generalną UTV w wyścigu Vegas-to-Reno, prowadząc Polaris RZR Pro R Factory i meldując się wysoko w zestawieniu wszystkich pojazdów czterokołowych. Awans do kategorii Ultimate (T1+) w projekcie Ford Performance i M-Sport był kolejnym krokiem. Naturalnym, choć wymagającym.
W San Francisco miał jedną próbę. Jeden najazd i jedno lądowanie.
Scott Speed – adaptacja jako specjalność
Pod Raptorem pracował Scott Speed. Kartingowe mistrzostwo USA zdobył jako dwunastolatek, później wygrał program Red Bull Drivers Search i trafił do Formuły 1. Ścigał się w NASCAR i IndyCar. W rallycrossie wygrał już swój pierwszy start, a w latach 2015–2017 zdobył trzy tytuły Global Rallycross z rzędu.
Nie budował kariery w jednej serii. Zmieniał środowisko i szybko się adaptował. Dziś zajmuje się także coachingiem, łącząc analizę danych z przygotowaniem fizycznym i pracą mentalną. W San Francisco wystąpił jednak w roli zawodnika.
Trzy pełne obroty przy stałej kontroli momentu obrotowego to jedno. Utrzymanie stabilności w chwili, gdy nad samochodem przelatuje ponad dwutonowa rajdówka, to zupełnie inny poziom koncentracji. Tu gaz i kierownica muszą pracować idealnie razem.
Czytaj również: Ford buduje samochód inaczej niż wszystkie. To może wiele zmienić

fot. Red Bull Content Pool
Marina Blvd: pełne spektrum Ford Performance
Kulminacją weekendu był Red Bull Showrun San Francisco presented by Ford Racing, który zamienił Marina Blvd w otwartą scenę motorsportu. Z jednej strony zatoka i Golden Gate Bridge, z drugiej – samochody F1 przyspieszające na oczach tysięcy widzów.
Yuki Tsunoda w samochodzie F1 zespołu Oracle Red Bull Racing zaprezentował dynamiczne przejazdy pokazowe. Wysokie obroty V8 i demonstracyjne starty zrobiły swoje. Scott Speed wyjechał również samochodem F1 w barwach Visa Cash App Racing Bulls, dorzucając kolejne rotacje i kontrolowane uślizgi tylnej osi.

fot. Red Bull Content Pool
Na asfalt wyjechał także Raptor T1+ z Guthrie’em, a Aaron Colton dołożył freestyle motocyklowy. Obok nich pojawił się torowy Ford Mustang GT3 i elektryczny F-150 Lightning SuperTruck. W jednym miejscu spotkały się wysokoobrotowe V8 i natychmiastowy moment obrotowy napędu elektrycznego. Kontrast był wyraźny, ale naturalny.
Dzień rozpoczęła parada wszystkich pojazdów i kierowców. Widzowie mieli dostęp do pokazów z pierwszej linii – burn-outów, 360-tek i demonstracyjnych przejazdów samochodów F1. Wydarzenie było bezpłatne, co w przypadku takiego zestawu maszyn wcale nie jest oczywiste.
Czytaj również: Ten Mustang nie powstał po to, żeby jeździć spokojnie
Na miejscu pojawił się również burmistrz San Francisco, Daniel Lurie. Spotkał się z kierowcami, a później wsiadł na prawy fotel Raptora T1+ na szybki przejazd z Guthrie’em. Podkreślał, że miasto chce organizować wydarzenia tej skali i pokazywać się z tej strony – dynamicznej, otwartej, gotowej na duże projekty.
Czy ważniejszy był sam skok nad RB7, czy całodniowe przejazdy na Marina Blvd? Trudno jednoznacznie wskazać. Jedno bez drugiego nie miałoby tej samej siły. Przez chwilę San Francisco stało się miejscem, w którym Dakar, Formuła 1, GT3 i elektryczne projekty Forda funkcjonowały obok siebie zupełnie naturalnie. I właśnie to zestawienie zostaje w pamięci najdłużej.





