Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

ERC: Podsumowanie sezonu 2025

Ten rok będziemy wspominali latami. Z polskiej perspektywy, ciężko było sobie wyobrazić lepszy scenariusz. Nasze załogi wygrały tytuły w dwóch kategoriach, a do tego zdominowały klasę ERC3. Przypomnijmy sobie, jak przebiegała rywalizacja w tym emocjonującym sezonie mistrzostw Europy.

Rajd Sierra Morena

fot. Red Bull Content Pool

Rywalizację rozpoczęliśmy tradycyjnie – na hiszpańskim asfalcie. Jednak tym razem sezon otwierała nowa „stara” impreza – Rajd Sierra Morena. Zawody w Cordobie powróciły do europejskiego czempionatu po 35-letniej przerwie.

Choć stawka liczyła blisko 30 samochodów Rally2, to faworyci byli oczywiści – Nikolay Gryazin i Konstantin Aleksandrov. Załoga Toksportu (choć tutaj wyjątkowo w barwach J2X Rally Team – zespołu Jarosława Kołtuna) nie zawiodła oczekiwań. Wygrali 7 z 13 odcinków specjalnych, stając na najwyższym stopniu podium.

Wtedy wydawało się, że Rosjanin z bułgarskim paszportem może namieszać w Mistrzostwach Europy. Jak się jednak okazało występ w Hiszpanii był jego jedynym w ERC w sezonie 2025.

Drudzy byli Yoann Bonato i Benjamin Bolloud – znani z bycia specjalistami od asfaltu. Nie byli oni jednak w stanie zagrozić Gryazinowi i finalnie stracili do niego 46 sekund. Podium uzupełnili bohaterowie miejscowych kibiców: Jose Antonio „Cohete” Suarez i Pin Alberto Iglesias.

Mikołaj Marczyk i Szymon Gospodarczyk rozpoczęli sezon, spokojną jazdą. Na drugim etapie podkręcili jednak tempo. Praktycznie nie wychodzili z top 5 odcinka i zakończyli weekend trzecim miejscem na Power Stage. Metę przekroczyli na piątej pozycji w generalce, za plecami Andrei Mabelliniego.

W Cordobie swój pierwszy pełny sezon w ERC rozpoczynał Jakub Matulka. Z Damianem Sytym na prawym fotelu, zajęli 13 miejsce w klasyfikacji generalnej.

Największymi pechowcami Rajdu Sierra Morena zostali za to Jon Armstrong i Shane Byrne. Irlandczycy prezentowali świetne tempo, wygrywając nawet jeden odcinek. Równocześnie popełniali masę błędów i pogrzebali szansę na dobry wynik, urywając zawieszenie na OS8.

W ERC3 sześć polskich załóg w stawce, pogodzili… Tristan Charpentier i Florian Barral. Mimo to nasi zawodnicy mieli powody do radości. Drugie miejsce zajęli Adrian Rzeźnik i Kamil Kozdroń, a trzeci byli Tymek Abramowski i Jakub Wróbel.

Rajd Węgier

fot. Red Bull Content Pool

Ściganie przeniosło się w maju nad Balaton. Śliskie, nierówne i pełne kamieni, węgierskie oesy, śmiało można było nazwać „europejskim Safari”. W tych wymagających warunkach rywalizacja była pełna dramaturgii.

Najlepsze tempo na pierwszym etapie znaleźli Andrea Mabellini i Virginia Lenzi. Gonili ich Roope Korhonen, a także Simone Tempestini, ale włoski duet skutecznie odpierał ich ataki. Sobotę zakończyli na pozycji liderów.

Po pierwszej niedzielnej pętli wydawało się, że zostaną nimi aż do samej mety. Karę za potrącenie szykany otrzymał Korhonen, a oponę przebił Tempestini. Mając kilkanaście sekund przewagi, Mabellini jechał po swoje drugie zwycięstwo w ERC i pozycję lidera cyklu.

Potem jednak zaczął się dramat Włochów. Na OS11 przebili oponę i stracili prowadzenie. Jakby tego było mało, jazda na kapciu uszkodziła zawieszenie i musieli oni wycofać się z rajdu. Do mety zabrakło im dwóch odcinków.

Zwycięstwo przypadło więc debiutantom w Mistrzostwach Europy – Roope Korhonenowi z Anssim Vinnikką. Za to pasjonujący pojedynek o drugie miejsce stoczyli Mads Ostberg i Miko Marczyk. Na ostatnich metrach ostatniego odcinka szala przechyliła się jednak na stronę Norwega. Co prawda przegrał Power Stage z naszą załogą o 3.5 sekundy, ale obronił drugą pozycję, o 1.3 sekundy.

Z dobrej strony na Węgrzech pokazali się Jakub Matulka i Damian Syty. W połowie drugiego etapu Polacy plasowali się na szóstej pozycji. Niestety na zdradliwym OS12 zaliczyli dachowanie i musieli się wycofać.

W równie dramatycznych okolicznościach przebiegała walka w ERC3. Przez większość rajdu znów prowadził Tristan Charpentier i to z dużą, dwuminutową przewagą. Jednak na OS9, w aucie Francuza zawiodła… gaśnica. Wybuchła po lądowaniu za hopą i odcięła całą elektrykę w rajdówce.

Ku euforii polskich kibiców, pierwsze miejsce przypadło więc Igorowi Widłakowi i Danielowi Dymurskiemu. W dodatku trzecie miejsce w ERC3 zajęli Hubert Kowalczyk i Jarosław Hryniuk. Oznaczało to, że po dwóch rundach sezonu w dwóch kategoriach na prowadzeniu były polskie załogi: Marczyk i Gospodarczyk w ERC, oraz Widłak i Dymurski w ERC3.

Królewski Rajd Skandynawii

fot. Red Bull Content Pool

Po węgierskich wybojach przyszedł czas na kolejną odsłonę szutrowego maratonu. Tym razem miała się ona odbyć w szwedzkich lasach wokół Karlstadu. Rundy na północy Europy zazwyczaj są zdominowane przez lokalnych kierowców i nie inaczej było tym razem.

Natomiast to, kim był ten lokalny kierowca, mogło być małą niespodzianką. Eyvind Brynildsen do tej pory znany był głównie z tego, że gdy w Karlstad odbywał się Rajd Szwecji, wykonał najdłuższy w historii skok (45 metrów) na słynnej hopie „Colin’s Crest”.

W tym roku też latał, na tych samych odcinkach, aczkolwiek w cieplejszym klimacie. Na prowadzenie wyszedł na OS2 i nie oddał go… już do samej mety. Jednakże wcale nie była to pełna dominacja.

Przez cały weekend Brynildsena podgryzali Korhonen i Isak Reiersen. Bliżej przejęcia pozycji lidera zdawał się być ten drugi. Szwed, na trzy odcinki przed końcem tracił do Norwega, zaledwie 2.8 sekundy.

Brynildsen wygrał jednak jeden z trzech ostatnich oesów i utrzymał przewagę do mety ostatniego odcinka. Szwedzcy kibice mogli czuć niedosyt, bo Reiersen nie dźwignął presji i nie dość, że nie dogonił lidera, to jeszcze spadł za Korhonena.

Szybkie skandynawskie oesy nigdy nie leżały Miko Marczykowi. Dlatego w trzeciej rundzie ERC, wraz z Szymonem Gospodarczykiemi, wzięli sobie za cel bezpieczne dotarcie do mety. Plan został wykonany – zajęli 7 miejsce.

Podobne założenia przyjęli Kuba Matulka i Damian Syty. Po rozczarowaniu na Węgrzech, tym razem polska załoga uniknęła kłopotów i ukończyła rajd na 12 pozycji.

Masę radości dostarczyli nam znów nasi zawodnicy w ERC3. Tymek Abramowski zepsuł zabawę licznym grupom fińskich kibiców, pokonując Ville Vatanena i wygrywając klasę. Dla 19-letniego kierowcy było to pierwsze w karierze, zwycięstwo w Mistrzostwach Europy.

Rajd Polski

fot. Red Bull Content Pool

To była szczególna edycja naszej największej motorsportowej imprezy. Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, ale 81. Rajd Polski był ostatnim na szutrze i na Mazurach. Polscy kibice marzyli, aby Mikołajki, pożegnać zwycięstwem jednej z naszych załóg.

To było jednak zadanie niesłychanie trudne, ponieważ nasze szutry odwiedził gość z WRC – Martins Sesks. Łotyszowi zdarzały się drobne błędy, ale gdy utrzymał rajdówkę na torze – był nie do zatrzymania. Wygrał 5 z 8 odcinków na pierwszym etapie i pewnie trzymał się na prowadzeniu.

W ślad za nim szedł Roope Korhonen, niesiony zwycięstwem na Węgrzech i podium w Szwecji. Gonić go próbowali Miko Marczyk i Szymon Gospodarczyk, niesieni dopingiem tysięcy polskich kibiców. Przewaga Roope nie chciała jednak stopnieć.

Jednak na OS10 pech trafił tym razem na Finów. Korhonen dachował z dużą prędkością i jego Yaris GR Rally2, nie nadawał się do dalszej jazdy. Miko i Szymon wskoczyli więc na drugie miejsce, ale nie mieli szans nawet pomarzyć o pogoni za Sesksem. Na ich pozycję czaili się bowiem Jon Armstrong i Shane Byrne.

Choć walka trwała do ostatnich metrów, to w tym samym układzie zawodnicy znaleźli się na podium. Gościnny występ w ERC wygrał Sesks przed Marczykiem i Armstrongiem. Jakub Matulka i Damian Syty zaliczyli swój najlepszy dotychczasowy wynik w sezonie, finiszując na 9 pozycji.

W ERC3 za ciosem poszli Abramowski i Wróbel. Nie pozostawili rywalom złudzeń, wygrywając w klasie 4 odcinki specjalne, jak również cały rajd. Dzięki nim, na rynku w Mikołajkach znów mógł wybrzmieć „Mazurek Dąbrowskiego”.

Ponadto dopiero na trzecim miejscu do mety dojechali Charpentier i Barral. Oznaczało to, że Tymek i Jakub objęli prowadzenie w klasie ERC3.

Rajd Rzymu

fot. Red Bull Content Pool

Choć Marczyk i Gospodarczyk zakończyli pierwszą część sezonu na pozycji liderów, to najtrudniejsze wciąż było przed nimi. Czekały ich cztery najbardziej wymagające rundy w kalendarzu. Pierwszą z nich był Rajd Rzymu, w którym od lat kwestie podium rozstrzygały między sobą włoskie załogi.

Miko i Szymon zrobili jednak co w swojej mocy, by zerwać z tą tradycją. Po wygraniu dwóch pierwszy sobotnich odcinków niespodziewanie znaleźli się na prowadzeniu. Później jednak do głosu doszli Giandomenico Basso z Lorenzo Granai i Andrea Mabellini z Virginią Lenzi.

Polacy nie odstępowali ich jednak o krok i przez cały weekend walczyli, jak równi z równymi, z włoskimi asami. Minimalnie lepsi okazali się jednak gospodarze, a nasza załoga zajęła trzecie miejsce – najlepszy polski wynik w Rzymie od 2017 roku. Do tego wygrali Power Stage. Tytuł Miko i Szymona zaczął wyglądać bardziej realnie.

Niestety kolejny pechowy weekend zaliczyli Matulka i Syty. Załoga Lotto Rally Team podróżowała na 10 miejscu w generalce. Jednak na OS10 po raz drugi w tym sezonie, znaleźli się na dachu. Do rywalizacji we Włoszech nie udało się już wrócić.

Natomiast „Wieczne Miasto” w polskie barwy przystroiły nasze załogi w ERC3. Nie do zatrzymania wciąż był Tymek Abramowski z Jakubem Wróblem. Po Szwecji i Polsce także we Włoszech nie dali szans rywalom, odnosząc trzecie zwycięstwo z rzędu. Co więcej, drugie miejsce zajęli Hubert Kowalczyk i Jarek Hryniuk.

Rajd Barum

fot. Red Bull Content Pool

W sierpniu przyszedł czas na klasykę – Rajd Barum w czeskim Zlinie. To kolejna impreza od lat wygrywana przez tamtejszych zawodników. Konkretnie, jednego zawodnika – Jana Kopecky’ego.

Po tym jak w 2024 roku zwycięstwo zabrał mu Dominik Stritesky, doświadczony Czech był podwójnie zmotywowany, by wrócić na najwyższy stopień podium. Niezwykle trudne warunki postawili mu jednak Jon Armstrong i Andrea Mabellini.

Najpierw Włoch wygrał miejski oes w Zlinie i został pierwszym liderem rajdu. Z kolei Irlandczyk wygrał w sobotę dwa odcinki specjalne i kończył dzień na drugiej pozycji. Kopecky był oczywiście najszybszy na pierwszym etapie i kładł się spać jako lider. Jednak jego przewaga wynosiła 6.5 sekundy.

Kopecky pokazał jednak swoje gigantyczne doświadczenie i wygrał dwa z trzech oesów na pierwszej niedzielnej pętli. Dowiózł prowadzenie do mety, odnosząc 11 zwycięstwo w Rajdzie Barum.

Armstrong, zajmując drugie miejsce, wyrównał swój najlepszy wynik w ERC. Mabellini musiał zadowolić się najniższym stopniem podium, ale wygrał Power Stage. Wobec dopiero siódmego miejsca Miko Marczyka, oznaczało to, że przewaga polskiej załogi w generalce stopniała do 11 punktów.

Jednak w Mistrzostwach Europy do klasyfikacji punktowej liczy się 7 najlepszych wyników. Po odpisaniu punktów za najsłabszy start okazywało się, że liderem, z 2 punktami przewagi… jest Mabellini.

W ERC3 trwała natomiast polska dominacja. Hubert Kowalczyk i Jarek Hryniuk mieli z czeskimi oesami niewyrównane rachunki, po tym jak wypadli z drogi w zeszłym roku, walcząc o zwycięstwo. Tym razem odkuli się, wygrywając Rajd Barum w swojej klasie. Wygrali tym samym pierwszą rundę ERC3 w karierze.

Tymek Abramowski został koronowany jeszcze przed startem rajdu. Jako że do Zlina nie przyjechał Tristan Charpentier, Polak wygrał klasyfikację M-Sport Rally3 Trophy. Niestety, wszystko, co dobre w tamtym weekendzie Tymka, wydarzyło się na ceremonii.

Już na drugim oesie liderzy ERC3 urwali koło i do rywalizacji wrócili dopiero w niedzielę. Sprawa tytułu w „polskiej” klasie, wciąż była więc otwarta.

Rajd Ceredigion

fot. Red Bull Content Pool

Najważniejsze wydarzenie w przedostatniej rundzie ERC, miało miejsce jeszcze przed startem rajdu. Sędziowie wlepili Andrei Mabelliniemu i Virginii Lenzi dwie minuty kary, po tym jak członkowie ich zespołu, zostali przyłapani na nielegalnym zapoznaniu z trasą.

Włosi atakowali jak szaleni, ale na śliskich, walijskich asfaltach zdołali dowieźć tylko szóste miejsce. Z prezentu od rywali skorzystali Marczyk i Gospodarczyk, zajmując trzecią pozycję. Miko oczekiwał w tym rajdzie większej zdobyczy punktowej, ale na pierwsze dwie załogi, w barwach M-Sportu, nie było mocnych.

Fiesty Rally2 wydawały się bowiem sklejone specjalnie na odcinki Rajdu Ceredigion. Dzięki temu Jon Armstrong zdominował rywalizację, wygrywając pięć odcinków i odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo w ERC. Mimo koszmarnego początku sezonu Irlandczyk wciąż miał jeszcze szansę na tytuł Mistrza Europy.

Za jego plecami uplasował się Romet Jurgensson w bliźniaczej rajdówce. Estończyk zaliczył gościnny występ w ERC, jako że Rajd Ceredigion był częścią Mistrzostw Wielkiej Brytanii, w których zawodnik M-Sportu zaliczył pełny sezon.

Po najlepszy wynik w swojej karierze w ERC jechali Kuba Matulka i Damian Syty. Niestety, na ostatnim odcinku pierwszego etapu, wypadli z drogi. Choć załodze nic się nie stało, to rajdówka Lotos Rally Team, ponownie nie była w stanie dotrzeć do mety.

Niestety w Walii końca dobiegły polskie rządy w ERC3. Tymek Abramowski mógł zapewnić sobie tytuł na brytyjskim asfalcie, lecz już na OS3 z walki wyeliminowała go awaria. Swojej szansy nie był w stanie wykorzystać Hubert Kowalczyk. Nie było w tym żadnej winy młodego zawodnika – na OS6 w jego rajdówce padł alternator.

Kwestia obu tytułów miała się rozstrzygnąć w finałowej rundzie – Rajdzie Chorwacji.

Rajd Chorwacji

fot. Red Bull Content Pool

Po odliczeniu punktów, przed ostatnią rundą Marczyk i Gospodarczyk, mieli zaledwie 2 punkty przewagi nad Mabellinim i Lenzi. Sytuacja była więc prosta – ta z załóg, która będzie w Chorwacji wyżej, wygra tytuł.

A przynajmniej tak się wydawało, do pierwszego zwrotu akcji w tym dramatycznym rajdzie. Andrea Mabellini na OS4 zgubił tył auta, uderzył w skarpę i dalej już w tamten weekend nie pojechał. Włoska załoga praktycznie straciła szansę tytuł.

Niestety niewiele lepiej wyglądała sytuacja w polskim obozie. Miko i Szymon kompletnie nie trafili z ustawieniami auta na drugą sobotnią pętlę i zakończyli ją dopiero na szóstym miejscu. Co gorsza, liderem znów był Armstrong i gdyby ta sytuacja utrzymała się do mety, to właśnie Irlandczyk założyłby mistrzowską koronę.

Jednak w niedzielę Zagrzeb nawiedziły ulewne deszcze. W piekielnie mokrych i śliskich warunkach kolejne załogi ERC lądowały poza drogą. Ale nie Marczyk i Gospodarczyk. Po fantastycznej jeździe wygrali dwa oesy i przed Power Stage, znaleźli się na trzeciej pozycji w generalce.

Armstrong zrobił, co mógł i wygrał Rajd Chorwacji. Jednak dla Miko i Szymona, najniższy stopień podium był w pełni wystarczający, by zostali Mistrzami Europy. 8 lat po ostatnim tytule Kajetana Kajetanowicza i Jarosława Barana, w ERC znów najlepsi byli Polacy!

Rajd Chorwacji był też prawdziwą próbą charakteru dla Tymka Abramowskiego. Po dwóch wycofaniach z rzędu, przy topniejącej przewadze, wielu martwiło się, że młody zawodnik może nie dźwignąć presji.

Nic z tych rzeczy. Zaledwie 19-letni Abramowski pokazał rajdową dojrzałość, której mogło mu pozazdrościć wielu starszych kolegów. Od startu do mety jechał na drugiej pozycji w klasie, która na mecie dała mu i Jakubowi Wróblowi wymarzony tytuł Mistrzów Europy.

Polska górą!

fot. Red Bull Content Pool

Tak zakończył się najbardziej magiczny, dla polskich kibiców sezon ERC. Oprócz mistrzostwa Miko Marczyka i Szymona Gospodarczyka warto wspomnieć o Jakubie Matulce i Damianie Sytym, którzy w pierwszym pełnym sezonie Mistrzostw Europy, zajęli 17 miejsce w generalce.

W Master ERC, czyli kategorii dla zawodników powyżej 50 roku życia, z dobrej strony pokazali się Dariusz Biedrzyński i Rafał Fiołek. Polska załoga zajęła w niej drugie miejsce, na koniec sezonu.

W ERC3 wszystkie miejsca na podium zajęli Polacy, dzięki czwartej pozycji Błażeja Gazdy, która wypromowała go na trzecią lokatę w punktach. Piąty był natomiast Igor Widłak, siódmy Adrian Rzeźnik, a jedenasty Sebastian Butyński.

Trzymamy kciuki, aby sezon 2026 w ERC, był dla nas równie szczęśliwy!

Udostępnij!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments