Dodał: Marcin Wyrzykowski Kategoria: Inne Komentarze: 0

Elektryczne Ferrari nie chce być cyfrowe

Ferrari nie odsłania dziś wszystkiego naraz, bo zamiast jednego efektownego ruchu wybiera sekwencję, w której kolejne elementy pojawiają się osobno i w określonej kolejności. Ferrari Luce jest pierwszym w pełni elektrycznym modelem marki, ale jego wejście nie przypomina rewolucji. Bardziej przypomina zmianę tonu.

Nazwa „Luce”, oznaczająca po włosku światło i iluminację, funkcjonuje tu raczej jako pojęcie porządkujące niż opis technologii, ponieważ Ferrari nie używa jej do mówienia o prądzie ani o bateriach. To słowo ma wyznaczać kierunek, dlatego elektryfikacja pozostaje jednym z narzędzi, a nie punktem programu. Ten sposób myślenia najłatwiej zauważyć we wnętrzu Ferrari Luce, które marka pokazała jako pierwsze.

Prezentacja kabiny odbyła się w San Francisco, czyli w mieście, w którym od lat projektuje się interfejsy i doświadczenia użytkownika, często zanim trafią one do reszty świata. Ferrari wyraźnie chciało, by ten kontekst był czytelny, bo Luce nie ma być odpowiedzią na modę na ekrany. Zamiast tego ma porządkować relację między człowiekiem a samochodem.

LoveFrom. I to, co zostaje po Apple

Za projekt wnętrza odpowiada LoveFrom, studio założone przez Sir Jony’ego Ive’a i Marca Newsona. Współpraca z Ferrari trwa od pięciu lat i obejmuje zarówno wnętrze, jak i nadwozie, jednak na tym etapie marka pokazała wyłącznie kabinę.

Wnętrze Luce powstało pod bezpośrednim kierunkiem Jony’ego Ive’a, który przez lata odpowiadał za wygląd i sposób działania produktów Apple – od iPhone’a i iPada po MacBooka i Apple Watcha, a także za logikę interfejsu systemu iOS. To doświadczenie nie zostało tu przepisane wprost, dlatego nie ma „samochodu jak iPhone”. Jest za to charakterystyczny sposób myślenia o przedmiotach, które mają być używane codziennie.

Kabina tworzy jedną, uporządkowaną objętość. Bez wizualnego hałasu i bez prób imponowania formą, ponieważ sprzęt i oprogramowanie rozwijano równolegle. Widać to w detalach, ale nie w efektach specjalnych. Nie wszystko chce tu zwracać uwagę.

Kierownica

Kierownica stanowi centrum tego wnętrza, bo to wokół niej skupia się cała logika interakcji. Trójramienna, cienka, z odsłoniętą aluminiową strukturą, wyraźnie nawiązuje do klasycznych kół Nardi z lat 50. i 60. Inspiracja pozostaje czytelna, choć nie jest dosłowna.

Konstrukcja składa się z 19 elementów obrabianych metodą CNC i waży o 400 gramów mniej niż standardowe rozwiązania Ferrari. Aluminium pochodzi w całości z recyklingu i Ferrari opracowało je specjalnie dla Luce, ponieważ liczyła się nie tylko wytrzymałość, ale też powierzchnia. Właśnie powierzchnia.

Przyciski tworzą dwa analogowe moduły inspirowane bolidami Formuły 1, a każdy element przeszedł testy skoku i dźwięku. Ten fragment wnętrza nie udaje neutralności, dlatego projekt jest bardzo jednoznaczny.

Czytaj również: Hipersamochód na lód, a nie do garażu

Zegary, które nie muszą się podobać

Ferrari po raz pierwszy zamontowało zestaw wskaźników na kolumnie kierownicy, dzięki czemu cały moduł porusza się razem z nią. Rozwiązanie pozostaje funkcjonalne, choć nietypowe.

Wewnątrz pracują dwa ultracienkie ekrany OLED opracowane we współpracy z Samsung Display. Górny panel posiada trzy wycięcia, przez które widać informacje generowane przez drugi ekran umieszczony poniżej. Szklane soczewki i anodowane pierścienie aluminiowe budują efekt głębi.

Grafika wskaźników nawiązuje do historycznych zegarów Veglia i Jaeger oraz do instrumentów lotniczych, dlatego układ informacji podporządkowano czytelności. Pojawia się też fizyczna wskazówka prędkości. Ten element pozostaje bez komentarza.

Centralny ekran i coś obok

Centralny ekran o przekątnej około 10 cali osadzono na przegubie kulowym, co pozwala obrócić go w stronę kierowcy lub pasażera. Przed nim znalazła się masywna belka pełniąca funkcję podpórki pod dłoń.

Pod ekranem Ferrari umieściło fizyczne przełączniki klimatyzacji i multimediów, które różnią się fakturą. Takie rozwiązanie coraz rzadziej pojawia się w nowych samochodach.

Centralnym elementem konsoli pozostaje multigraf – mechanizm z trzema aluminiowymi wskazówkami, napędzany trzema niezależnymi silnikami. Może działać jako zegar, chronograf, kompas lub wskaźnik launch control, a przejścia między trybami są animowane. Ten element nie próbuje być oczywisty.

Czytaj również: Honda NSX wraca. Ale nie tak, jak myślisz. Italdesign napisało legendę od nowa

Materiały

Ferrari wykonało klucz do Luce z aluminium oraz szkła Corning Gorilla Glass. Zastosowany wyświetlacz E Ink zużywa energię wyłącznie podczas zmiany koloru, dlatego po umieszczeniu klucza w gnieździe jego barwa zmienia się z żółtej na czarną.

Konsola centralna sprawia wrażenie unoszącej się nad podłogą, ponieważ łączy skórę i szkło – matowe tam, gdzie dotyk jest częsty, oraz błyszczące tam, gdzie liczy się efekt wizualny. Pojawiają się fizyczne przyciski szyb, zamków i bagażnika, a także schowki i uchwyty na kubki.

Ferrari zastosowało aluminium pochodzące w 100% z recyklingu, obrabiane z litego bloku i anodowane. Szkło wybrano ze względu na trwałość, bo różnice masy nie miały tu kluczowego znaczenia.

Rytuał uruchamiania samochodu nie kończy się jednak na kluczu i konsoli. Ferrari przeniosło jeden z najbardziej charakterystycznych elementów sterowania nad głowę kierowcy, gdzie znalazł się uchwyt aktywujący launch control przez pociągnięcie w dół. Obok pojawiły się przełączniki oświetlenia zewnętrznego, w tym świateł przeciwmgielnych. Ten fragment wnętrza nie próbuje być dyskretny, dlatego wymaga świadomego użycia.

Sam lewarek zmiany kierunku jazdy również wpisuje się w tę logikę, ponieważ ma odwrócony, kanciasty kształt litery L i wykonano go ze szkła, podobnie jak klucz oraz powierzchnie konsoli.

Dane, które już znamy

Ferrari ujawniło wcześniej podstawowe parametry techniczne Luce: cztery silniki elektryczne, moc sięgającą około 1000 KM w trybie Boost, przyspieszenie do 100 km/h w 2,5 sekundy oraz prędkość maksymalną bliską 310 km/h.

Samochód nie został jeszcze pokazany w całości, dlatego nadwozie, proporcje i finalna sylwetka pozostają nieznane. Ferrari odsłania projekt etapami, a pełną premierę zaplanowało na maj, we Włoszech.

Prezes marki, Benedetto Vigna, mówi o Luce jako o modelu „rozświetlającym przyszłość Ferrari”. Na razie to światło pada na wnętrze. Reszta pozostaje poza kadrem.

Udostępnij!