Dodał: Juliusz Winiarek Kategoria: Rajdy Komentarze: 0

Do WRC przez srebrny ekran. Czy sukces filmu o rajdach zachęci Chińczyków?

Trzeci film serii Pegasus opowiadającej o losach kierowcy rajdowego, bije wszelkie rekordy w chińskich kinach. Jednak czy popularność rajdówek na srebrnym ekranie może się przenieść na większe zaangażowanie Chińczyków w WRC?

Czy Chińczycy interesują się rajdami?

Pierwsze pytanie, które trzeba sobie w tej sprawie zadać to „Czy seria Pegasus zwiększyła w Chinach oglądalność rajdów?”. Tegoroczna część jest już trzecią z tej sagi, więc na bazie popularności WRC w Państwie Środka, od 2019 roku, możemy wysnuć pewnie wnioski.

Odpowiadając na zadane przeze mnie pytanie – nie, nie poprawiła. Badanie S&P Global przeprowadzone przez Setha Shafera i Victora Henga w 2023 roku, pokazało, że WRC ani żaden inny cykl rajdowy nie łapie się nawet do 35 najchętniej oglądanych lig sportowych w Chinach.

Co prawda 24% respondentów wskazało Motorsport jako dyscyplinę sportu typowo oglądaną w ich gospodarstwie domowym. To czwarty najwyższy wynik w badaniu, za koszykówką, piłką nożną i tenisem.

Jednak w pytaniu z podziałem na poszczególne organizacje sportowe, 18% respondentów wskazało Formułę 1, 11% MotoGP i 5% NASCAR. Rajdów próżno było szukać, a to oznacza, że WRC w Chinach przegrywało z takimi wydarzeniami sportowymi jak mecze szwedzkiej ligi hokeja na lodzie (SHL), czy pakistańskiej ligi krykieta.

Rajdy zwyczajnie nie są w Chinach popularne. Transmisje z rund WRC pojawiają się tylko w serwisie streamingowym Tencent i nie są tak obszerne i regularne, jak choćby w naszym kraju.

Reżyser praktyk

Skąd więc sukces „Pegasusa”? Cóż, żaden producent nie wyłożyłby pieniędzy na film o tak niszowym sporcie, gdyby nie jego reżyser – Han Han. Oprócz tego, że stworzył wszystkie trzy filmy serii, jest też… kierowcą rajdowym.

I to nie byle jakim. Han trzykrotnie zostawał Mistrzem Chin, w 2012, 2013 i 2016 roku. Wszystkie z tych tytułów zdobył w barwach chińskiego zespołu Subaru, w którym jeździł do 2017 roku. Zaliczył nawet start WRC podczas Rajdu Australii 2009.

Han Han zyskał swoją popularność na początku XXI wieku, dzięki swoim esejom, artykułom i krótkim opowiadaniom. Dotyczyły one jednak nie rajdów, a… polityki. Krytyka i punktowanie absurdów chińskiego systemu edukacji w humorystycznym stylu, w połączeniu z jego „buntowniczym” stylem życia, przysporzyły mu rzeszy fanów.

U szczytu popularności jego blog zanotował 300 milionów odwiedzin – najwięcej w historii jego kraju. On sam jest nazywany „głosem młodych Chin”. W 2010 roku, brytyjski magazyn New Statesman umieścił go w zestawieniu „Top 50 najbardziej wpływowych osób na świecie”.

Han rozpoczął starty w rajdach w 2008 roku, natomiast pierwszy film wyreżyserował w 2014 roku. Pięć lat później z połączenia tych dwóch pasji powstała premierowa część Pegasus. Wyprodukowana za zaledwie 7.5 miliona dolarów, zarobiła aż 225 milionów dolarów w chińskich kinach.

Druga część, wypuszczona w 2024 roku, kontynuowała ten trend, gromadząc aż 466 milionów dolarów w box office. Rekord pobije na pewno tegoroczna odsłona, która już w pierwszym tygodniu po premierze dobiła do prawie 380 milionów dolarów.

Jednak ewidentnie mamy tu do czynienia z sytuacją, w której film jest popularny ze względu na postać reżysera, a nie samą tematykę. Pasja Han Hana wlana w Pegasusa może jednak zdziałać wiele dobrego dla rajdów w Chinach i na świecie.

Potęga kina

Bo choć dwie pierwsze filmy serii nie odbiły się na zachodzie wielkim echem, to piorunujące otwarcie „trójki” zadziwiło nawet ludzi Hollywood. Najnowsza część serii jest bowiem nie tylko najbardziej dochodowym filmem 2026 roku w Chinach, ale zarazem na całym świecie.

I to może być kluczowe. Nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym jakiś amerykański producent będzie chciał przeszczepić azjatycki sukces na zachodni grunt. Historia kina zna już zresztą takie przypadki, wystarczy wspomnieć choćby The Ring, Infiltrację czy Godzillę.

A kino to potężne narzędzie marketingowe, także w kontekście filmów sportowych. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Każdy pamięta boom na szachy po sukcesie Gambitu Królowej. W październiku, zaraz po premierze serialu, stronie chess.com, która organizuje szachowe mecze online, przybyło ponad 3 miliony nowych użytkowników.

Fantastycznym i aktualnym przykładem jest też hokej na lodzie. Oczywiście nazwanie serialu Gorąca rywalizacja „sportowym” byłoby sporym nadużyciem, bo opowiada o romansie dwójki walczących ze sobą zawodników. Hokej jest jednak jego ważnym elementem i sukces serialu przełożył się na wzrost popularności tej dyscypliny.

Strona StubHub sprzedająca bilety na wydarzenia sportowe w USA, odnotowała 40% wzrost zainteresowania wejściówkami na mecze NHL. Premiera Gorącej rywalizacji zgrała się też w czasie z Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi, które zanotowały najwyższą oglądalność od 2014 roku.

Oczywiście nie zawsze tak to wyglądało. Rajdy miały swoją szansę na podbicie srebrnego ekranu w 2024 roku, gdy premierę miał Wyścig o chwałę, opowiadający o rywalizacji Audi i Lancii w erze Grupy B. Film był jednak finansową klapą, zarabiając jedynie 2 miliony dolarów.

Twórcy Wyścigu o chwałę zapomnieli, że aby powtórzyć sukces wyżej wymienionych produkcji, scenariusz i reżyseria powinna być przynajmniej na niezłym poziomie.

2027 będzie przełomowy?

Te elementy w kontekście Pegasusa wydają się być wystarczające, by po bilety sięgnęły miliony chińczyków. Dlatego istnieje szansa, że trzecia część podniesie w końcu zainteresowanie rajdami w samym Państwie Środka.

To dla WRC byłaby dobra informacja. Nawet jeśli na pomysł podobnego filmu nie wpadnie żaden hollywoodzki producent.

A to dlatego, że Chińczycy nie będą mieli lepszej okazji na wejście do rajdowych mistrzostw świata, niż w ramach nowych regulacji WRC27. Głównym powodem niskiej popularności rajdów w tym kraju było to, że ani europejskie marki nie były popularne w Chinach, ani chińskie w Europie.

Producenci tacy jak Hyundai, Ford czy Skoda nie mogli więc zareklamować na oesach samochodów, które Chińczycy mogliby kupić. Z drugiej strony w Państwie Środka nie było marki na tyle silnej w Europie, aby na jej bazie stworzyć zespół rajdowy.

Obecnie sytuacja wygląda jednak nieco inaczej. Chińskie marki samochodów, takie jak Jaecoo, Omoda, BYD i Chery zalały europejski rynek. Szacuje się, że na początku 2026 roku, autami tych producentów jeździ już prawie 11% kierowców.

Nowe regulacje upraszczają też kwestie budowy rajdówki dla nowych zespołów. Większość chińskich samochodów na europejskim rynku to SUVy i Crossovery. W myśl zasad WRC27, klatkę rajdówki będzie można okleić panelami tak, aby przypominała cywilne pojazdy, bez konieczności homologacji drogowego samochodu.

Oczywiście wciąż głównym wyzwaniem jest stworzenie zespołu, zbudowanie jego zaplecza i uzyskanie know-how. Chyba, że… Chińczycy wcale nie będą musieli tego robić.

W kontekście sukcesu Pegasusa 3 bardzo interesujące są bowiem ostatnie plotki dotyczące M-Sportu. Według nich brytyjski zespół miałby niedługo zakończyć ponad 30-letnią współpracę z Fordem. W miejsce Amerykanów ma rzekomo wskoczyć chińskie Lynk & Co.

To, że w tych plotkach jest ziarno prawdy pokazał sam producent. W listopadzie 2025 roku, Lynk & Co opublikowało w mediach społecznościowych artykuł, w którym ogłosili, że w niedalekiej przyszłości zamierzają rozszerzyć działalność w rajdach.

Góra do Mahometa czy Mahomet do góry?

Taki ruch oznaczałby sporą zmianę w relacjach na linii WRC – Chiny. Do tej pory promotorzy i włodarze Rajdowych Mistrzostw Świata wychodzili z założenia, że to rajdy powinny przyjść do Chin.

Nic dziwnego, bo Państwo Środka to dla każdego sportu niezwykle pożądany rynek. Akurat WRC w odróżnieniu od F1 czy NBA, nie może się pochwalić wieloma sukcesami w tym regonie.

Rajdowe Mistrzostwa Świata zrobiły dwa podejścia do Chin. Pierwsze, w 1999 roku (opisaliśmy je w tym artykule), okazało się nieudane – przez mały budżet i kiepską organizację. Losy drugiej próby, w 2016 roku, pokrzyżowała za to pogoda.

Po tym fiasku dobra wola u szczytu WRC ewidentnie się wyczerpała. Simon Larkin, dyrektor Mistrzostw Świata, przyznał, że choć seria szuka okazji do ekspansji, to priorytetem są Stany Zjednoczone. W Azji WRC liczy raczej na powrót Indonezji i Australii, a dopiero następnie Chin.

W tym momencie większą inicjatywę musieliby więc wykazać sami Chińczycy. Mają wystarczającą część europejskiego rynku w garści i ewidentnie „jakieś” zainteresowanie rajdami u siebie. Wciąż byłby to jednak krok w nieznane, niosący ze sobą spore ryzyko, a do tego chińskie firmy rzadko są skłonne.

Zerwanie współpracy Forda i M-Sportu tworzy jednak ciekawą możliwość. Szczególnie, że Lynk & Co nie jest „żółtodziobem” w motorsporcie. Od 2018 roku wystawia swój zespół w mistrzostwach aut turystycznych.

Może na plecach kinowego sukcesu „Pegasusa 3”, Chińczycy zdecydują się wreszcie na odważny ruch? Srebrny ekran ma w końcu moc zmieniania świata – o tym nikogo nie trzeba przekonywać. W kontekście rajdów nic nie jest jednak pewne. Jak to zwykle bywa – musimy po prostu poczekać.

Udostępnij!