Dodał: Marcin Wyrzykowski Kategoria: Pod patronatem, Wyścigi Komentarze: 0

Christian Zaleski mistrzem Europy. Polski kierowca napisał wspaniałą historię

Christian Zaleski zakończył sezon 2026 z tytułem FIA Historic Hill Climb Championship. Polak wygrał swoją kategorię podczas finałowej rundy Buzetski Dani, ale przede wszystkim po raz pierwszy w historii sięgnął po zwycięstwo w klasyfikacji generalnej mistrzostw Europy. Za tym sukcesem stoi nie tylko znakomita jazda, lecz także wyjątkowo dobrze przygotowane BMW 2002 TI, które przez cały sezon pozwoliło mu w pełni wykorzystać swój potencjał.

Buzetski Dani od ponad czterech dekad należy do najważniejszych wydarzeń w europejskich wyścigach górskich. Tegoroczna, 45. edycja była jednocześnie finałową rundą FIA Historic Hill Climb Championship. W Chorwacji sezon kończyli zarówno zawodnicy walczący o poszczególne kategorie historyczne, jak i kierowcy rywalizujący w klasyfikacji generalnej całych mistrzostw.

Do Chorwacji przyjechało aż 242 zawodników. Dla części z nich był to ostatni występ w sezonie, dla innych – najważniejszy weekend całego roku. Wśród nich znajdował się Christian Zaleski, który przed finałem miał już wyraźną przewagę nad rywalami.

– To był super wyścig w Chorwacji. 242 samochody w ostatniej rundzie Mistrzostw Europy – przekazuje Zaleski.

Finał miał przy tym dodatkowy ciężar. Ostatnia runda była punktowana z mnożnikiem 1,5, dlatego nawet przy dużej przewadze wcześniejsze wyniki nie pozwalały całkowicie spokojnie podejść do ostatniego startu.

– To o tyle ciekawe, że ostatnia runda jest punktowana razy 1,5, co oznacza, że można dużo punktów nadrobić, ale też można dużo punktów stracić. No i to ostatni wyścig sezonu, więc każdy próbuje walczyć o najwyższe pozycje – tłumaczy mistrz Europy.

Cykl, w którym historia spotyka się ze współczesnością

FIA Historic Hill Climb Championship jest jednym z najbardziej różnorodnych cykli rozgrywanych pod szyldem FIA. W sezonie 2026 rywalizacja obejmowała osiem rund rozgrywanych w Austrii, Polsce, Czechach, Słowenii, Włoszech, Niemczech i Chorwacji.

Stawka została podzielona na sześć kategorii, dzięki czemu w jednym cyklu spotykają się samochody reprezentujące bardzo różne okresy rozwoju motorsportu. W tym sezonie można było oglądać między innymi BMW 2002 TI, Innocenti Mini Cooper 1300, Porsche 911 Carrera SC, Škodę 130 RS, BMW M3 E30, Hondę Integrę Type R oraz konstrukcje wyścigowe takie jak Osella PA20/S.

To właśnie ta różnorodność nadaje mistrzostwom charakter, którego trudno szukać w bardziej zunifikowanych seriach. Samochody różnią się osiągami, konstrukcją i przeznaczeniem, a mimo to ich kierowcy przez cały sezon spotykają się na tych samych europejskich trasach.

Christian Zaleski

Finał z ponad czterdziestoletnią historią

Buzetski Dani odbywa się od 1982 roku. Pierwsza edycja została rozegrana na trasie o długości 4209 metrów, natomiast obecna wersja odcinka ma 5001 metrów i prowadzi z rejonu Most do Peničići.

Trasa liczy 32 zakręty i pokonuje około 250 metrów różnicy poziomów. Jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w europejskim kalendarzu wyścigów górskich, a finał sezonu tradycyjnie przyciąga bardzo liczną stawkę.

W tym roku Buzet pokazał również mniej przewidywalne oblicze. Temperatury rano wynosiły około 13–14 stopni Celsjusza, podczas gdy w ciągu dnia sięgały 22–24 stopni. Poranne przejazdy odbywały się przy mgle, a część trasy była mokra.

– W sobotę mieliśmy ładną pogodę z rana, aczkolwiek w Chorwacji było po 13–14 stopni rano, a w dzień po 22–24. Poranne podjazdy były w pełnej mgle i częściowo mokre. To było dużym zaskoczeniem, bo zacienione miejsca były naprawdę mokre, a reszta bardzo sucha. Trzeba było więc bardzo uważać – wspomina Zaleski.

Dla zawodników oznaczało to wyjątkowo trudne warunki. Różnice w przyczepności występowały na krótkich odcinkach, a sytuacja zmieniała się wraz z upływem kolejnych godzin.

Sześć godzin jednego podjazdu

Największym problemem sobotniej części zawodów okazał się jednak nie sam stan nawierzchni, lecz liczba incydentów.

Pierwszy podjazd wyścigowy trwał około sześciu godzin. Zaleski określa go wręcz jako rekordowy pod względem czasu potrzebnego na przeprowadzenie jednego przejazdu.

Powodem były kolejne przerwania rywalizacji.

– Podjazd wyścigowy pierwszy trwał sześć godzin. To chyba rekord, jeżeli chodzi o czas związany z jednym podjazdem. Wynikało to właśnie z warunków i z tego, że kierowcy pozwalali sobie na trochę więcej, próbując osiągać najwyższe cele. Co drugi albo co trzeci samochód pojawiała się czerwona flaga i wyścig był przerywany. Były wypadki, awarie samochodów, wybuchały silniki, pojawiał się olej na drodze i trzeba było to wszystko sprzątać – mówi.

W przypadku finału sezonu nie był to zatem zwykły weekend, w którym zawodnicy mogli po prostu skupić się na poprawianiu kolejnych czasów.

– To był ultra trudny weekend, w trudnych warunkach, z ciężkim zapleczem – podkresla Zaleski.

Christian Zaleski

Niedziela przyniosła zmianę warunków

W niedzielę sytuacja zaczęła się poprawiać. Początek dnia nadal nie był idealny, ale wraz z kolejnymi godzinami trasa wysychała.

Dla Zaleskiego była to dobra wiadomość, szczególnie po tym, jak jego BMW radziło sobie w mokrych warunkach.

– Bardzo cieszyło mnie tempo w deszczowych podjazdach. Byliśmy naprawdę mocni i bardzo konkurencyjni, a czasy były bardzo dobre. W niedzielę rano pogoda również była kiepska, ale potem zrobiła się piękna i na drugi podjazd wyścigowy jechaliśmy już po suchym – relacjonuje.

W tym momencie najważniejsze było już jednak coś innego. Po siedmiu wcześniejszych rundach Zaleski znajdował się w pozycji, która pozwalała mu myśleć o historycznym sukcesie.

129 punktów przed finałem

Przed finałem Christian Zaleski miał na koncie 129 punktów i prowadził w klasyfikacji FIA Historic Hill Climb Championship.

Za nim znajdowali się Gerald Glinzner z 115 punktami, Marcin Przybyszewski – 108, Alberto Callegher – 107, Josef Čermák – 106 oraz Jaroslav Mikeš – 102.

Najbardziej wymowna była jednak struktura dorobku Polaka. Zaleski zdobył po 18 punktów w Rechbergu, podczas Prządek, w Šternberku, Gorjancach, Osnabrücku i Ilirskiej Bistricy. W Cesana-Sestriere wywalczył 21 punktów.

Nie miał więc w swoim sezonie dużego potknięcia, które mogłoby otworzyć rywalom drogę do odrobienia strat.

Ta regularność okazała się fundamentem całego mistrzostwa.

Rok wcześniej był wicemistrzem

Tytuł nie był jednak efektem jednego udanego sezonu.

W 2025 roku Zaleski zakończył rywalizację na drugim miejscu w swojej kategorii, zdobywając 91 punktów. Rok później jego dorobek przed finałem wynosił już 129 punktów.

To różnica nie tylko w liczbach. W 2026 roku Polak wyeliminował ze swojego sezonu praktycznie wszystkie słabsze rezultaty i od początku utrzymywał bardzo wysoki poziom.

Pierwszym mocnym sygnałem był Rechberg, gdzie rozpoczął sezon od zwycięstwa. Później przyszły kolejne bardzo dobre wyniki, a w Cesana-Sestriere zdobył 21 punktów – swój najlepszy rezultat punktowy w sezonie.

W ten sposób przewaga nad rywalami systematycznie rosła.

BMW przygotowane przez rodzinę Beników

W tej historii bardzo ważną rolę odegrał samochód.

Zaleski przez cały sezon korzystał z BMW 2002 TI przygotowanego przez rodzinę Beników. I właśnie niezawodność samochodu okazała się jednym z fundamentów mistrzostwa.

– Faktycznie ten cały sezon był książkowy, również dlatego, że samochód przygotowany przez rodzinę Beników był po prostu fenomenalnie przygotowany. Dzięki temu nie skupiałem się na nim, tylko wyłącznie na jeździe – podkreśla Zaleski.

To z perspektywy całego sezonu szczególnie istotne. Osiem rund, różne trasy, różne temperatury, zmienne warunki i ogromne obciążenia. Samochód musiał za każdym razem dojechać na start, a później wytrzymać intensywną rywalizację.

W Chorwacji, gdzie podczas jednego z podjazdów dochodziło do awarii silników i problemów technicznych kolejnych zawodników, ta kwestia nabrała jeszcze większego znaczenia.

– Ten psychiczny aspekt jest bardzo istotny, ponieważ w momencie, kiedy są jakieś awarie i samochód nie funkcjonuje, człowiek jest zdekoncentrowany, nie ma tempa i nie potrafi osiągnąć swoich wyżyn – mówi mistrz Europy.

I dodaje:

– Podwójna radość, że auto naprawdę funkcjonowało perfekcyjnie od początku do końca. Nie miałem żadnej awarii. A to nie jest takie proste, bo te samochody mają już swój wiek, są wyżyłowane, a trasy i temperatury są ekstremalne.

Christian Zaleski

Polak wygrał klasyfikację generalną FIA Historic Hill Climb Championship.

W Buzetski Dani Zaleski zakończył sezon zwycięstwem w swojej kategorii. Najważniejszy był jednak wynik całych mistrzostw. To właśnie ten rezultat ma dla niego największe znaczenie.

– Kończymy sezon zwycięstwem w kategorii, ale co najważniejsze – zwycięstwem w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Europy. Żaden Polak jeszcze w historii tego nie osiągnął, co bardzo raduje – podkreśla.

Skala tego wyniku jest tym większa, że w klasyfikacji generalnej znajdowało się ponad 60 samochodów, reprezentujących dziesięć krajów Europy.

– Było ponad 30 samochodów w klasyfikacji generalnej i dużo, dużo szybsze samochody od mojego, z dziesięciu krajów Europy – zauważa Zaleski.

To istotny element tego sukcesu. BMW 2002 TI nie było samochodem, który pod względem osiągów mógł rywalizować z każdą konstrukcją znajdującą się w stawce. O końcowym wyniku zdecydowała jednak skuteczność Zaleskiego i regularność przez cały sezon.

Dwie statuetki zamiast jednej

Tytuł generalny oznacza również dla Zaleskiego wyjątkowe zakończenie sezonu poza trasą.

Na początku przyszłego roku Polak ma pojawić się w Paryżu na oficjalnej gali FIA, podczas której odbędzie się ceremonia wręczenia nagród.

– Jesteśmy przeszczęśliwi. Na początku przyszłego roku będziemy jechać na pewno na galę do Paryża, na ceremonię i dekorację. Jest to gala organizowana przez prezesa FIA, więc smokingi, długie suknie. Raduje mnie to bardzo, bo marzyłem o jednej statuetce, a będą dwie – mówi.

Druga statuetka jest konsekwencją wyniku, którego sam zawodnik przed sezonem nie traktował jako realnego celu.

– Statuetka za klasyfikację generalną to rzecz, której w ogóle nie brałem pod uwagę i kompletnie się jej nie spodziewałem. Rzecz nie do powtórzenia i nie do zrobienia, ale udało się – przyznaje.

„Ten sezon był książkowy”

Po zakończeniu rywalizacji szczególnie mocno wybrzmiewają dla Zaleskiego gratulacje od osób, które same mają doświadczenie w walce o europejskie tytuły.

– Bardzo cieszy mnie duża liczba gratulacji od ludzi, od mistrzów Europy z poprzednich lat. Przyjeżdżali, przychodzili, dzwonili, gratulowali i mówili, że faktycznie ten cały sezon był książkowy – opowiada.

Trudno znaleźć lepsze podsumowanie liczb, które stoją za tegorocznym sukcesem.

Zaleski rozpoczął sezon od zwycięstwa, następnie konsekwentnie punktował na kolejnych rundach, wytrzymał rywalizację w zmiennych warunkach, nie miał problemów technicznych i przed finałem zbudował przewagę, której rywale nie byli już w stanie zniwelować.

W Buzetski Dani pozostało mu postawić kropkę nad i. Zrobił to zwycięstwem w swojej kategorii.

Mistrzostwo zbudowane przez osiem rund

W przypadku Christiana Zaleskiego najłatwiej byłoby napisać, że został mistrzem Europy po zwycięstwie w Buzetski Dani. Byłoby to jednak spore uproszczenie. Tytuł został zbudowany znacznie wcześniej.

W Rechbergu, gdzie rozpoczął sezon zwycięstwem. Na Prządkach, w Šternberku i Gorjancach, gdzie konsekwentnie dopisywał kolejne punkty. W Cesana-Sestriere, gdzie sięgnął po 21 punktów. W Osnabrücku i Ilirskiej Bistricy, gdzie ponownie był niezwykle regularny.

A później w Buzetski Dani, gdzie mimo mgły, wilgotnej nawierzchni, sześciogodzinnego pierwszego podjazdu i licznych przerw spowodowanych wypadkami oraz awariami zakończył sezon zwycięstwem. To właśnie ta ciągłość była największą siłą jego kampanii.

Za kilka miesięcy do tej historii dojdzie jeszcze jeden obraz – Christian Zaleski odbierający w Paryżu dwie statuetki podczas gali FIA. Jedna za zwycięstwo w swojej kategorii. Druga za wynik, którego przed rozpoczęciem sezonu sam nie brał pod uwagę.

Sponsorami Christiana Zaleskiego w sezonie 2026 są: Piekarnia Cukiernia Raszczyk, KantorConti.pl, Motowizja, Unilogistics, ArabianDream.pl, Glancauto, PRP.

Udostępnij!