Być jak Kalle Rovanperä, czyli o innych przykładach zmian dyscyplin i poszukiwaniu nowych wyzwań w motorsporcie
Kalle Rovanperä, najmłodszy i zarazem dwukrotny Rajdowy Mistrz Świata WRC, niespodziewanie ogłosił, że w 2026 roku opuści rajdy samochodowe, by spróbować swoich sił w wyścigach bolidów jednomiejscowych. Jak zdradził w swoim oświadczeniu i w późniejszych rozmowach, jego celem jest nabranie doświadczenia w seriach juniorskich, zakończone ostatecznie dołączeniem do stawki Formuły 1.
Już teraz Fin ma za sobą pierwsze przygotowania – niedawno testował aktualny bolid Formuły 2, w której zamierza jeździć od sezonu 2027. Po tej jeździe przyznał, że to doświadczenie „otworzyło mu oczy” na zupełnie inny rodzaj ścigania. Natomiast w przyszłym roku rozpocznie swoją wyścigową „drogę” od startów w azjatyckiej serii Super Formula, gdzie będzie reprezentował barwy znanego sobie Toyota Gazoo Racing. Po spełnionych marzeniach, czyli zwycięstwach w rajdach WRC i zdobyciu tytułów mistrzowskich – już w wieku 25 lat ogłosił swoje przejście na rajdową emeryturę i poszukiwanie nowych motorsportowych wyzwań.
Nie wszyscy są jednak zaskoczeni tym posunięciem – szczególnie, że Kalle w niedalekiej przeszłości już ograniczał swoje rajdowe starty na rzecz występów w zawodach driftingowych. Pokazał się w nich z bardzo dobrej strony, szybko odnosząc pierwsze sukcesy po wejściu w nową dyscyplinę. Krótko mówiąc – potencjał jest spory i szansa na powodzenie „misji F1” w tym przypadku jest całkiem spora.
Mimo wszystko pomysł Kalle Rovanpery nie jest niczym nowym w świecie motorsportu, choć jego wykonanie bywało różne w zależności od zawodnika. Swoje sukcesy w Rajdowych Mistrzostwach Świata osiągnął w bardzo młodym wieku, stąd też decyzja o wczesnym zakończeniu przygody z rajdami samochodowymi. Inni utytułowani kierowcy, czy to z wyścigów czy z rajdów, zazwyczaj dokonywali takich przymiarek w nieco starszym wieku, często bez skonkretyzowanego, wieloletniego planu.
Historie z rajdów do wyścigów
Takim jasnym przypadkiem z przeszłości jest na przykład Sébastien Loeb, czyli dziewięciokrotny Rajdowy Mistrz Świata. Francuz, który obecnie startuje na najwyższym szczeblu w rajdach terenowych, wcześniej ścigał się z powodzeniem także na torach i trasach wyścigowych. Loeb ma za sobą m.in. udział 24h Le Mans zakończony drugim miejscem w klasyfikacji generalnej, dwa razy trzecie miejsce na koniec sezonu w WTCC, czy zwycięstwo w prestiżowym Pikes Peak International Hill Climb.
Wspomniany Francuz przyznawał, że rozumie motywacje Rovanpery, ponieważ sam w przeszłości również czuł potrzebę takiego poszerzenia motorsportowych horyzontów. Co więcej – również wykonywał poważniejsze kroki w kierunku startu w bolidzie Formuły 1. Po udanych testach z zespołem Red Bull Racing w 2008 roku, na których uzyskał 8. rezultat w stawce 17. kierowców, był brany pod uwagę jako kandydat do fotela w siostrzanej ekipie Red Bulla – stajni Toro Rosso, występującej aktualnie pod nazwą Racing Bulls.
Również jego imiennik i swego czasu rywal – Sébastien Ogier miał pewną styczność z Formułą 1. Tak samo jak drugi z Sebastienów, młodszy miał okazję do przejechania się bolidem zespołu Red Bull Racing po zdobyciu mistrzostwa w WRC w 2017 roku – tym razem w konstrukcji 2011. Chociaż w tym przypadku chwilowa przesiadka miała charakter bardziej promocyjny, to Sebastien Ogier z wyścigami torowymi miał w przeszłości więcej wspólnego – startował gościnnie m.in. w DTM. Ogier w 2021 testował także hypercara Toyoty, a już w kolejnym roku wystartował w 24h Le Mans w klasie LMP2 oraz w kilku innych wyścigach Długodystansowych Mistrzostw Świata (WEC). Wielokrotnie powtarzając przy tym, że ściganie się na torze to „inne spektrum precyzji” – konieczność pracy nad każdym okrążeniem w sposób, który zupełnie odbiega od podejścia w rajdach samochodowych.
Z takich bardziej widocznych przykładów – już na przełomie wieków podobną ścieżką kroczył sam Colin McRae. Legendarny Szkot, znany z bezkompromisowego stylu jazdy, w 1996 roku odbył testy bolidu ekipy Jordan Grand Prix na torze Silverstone. Wtedy udało mu się uzyskać czas zaledwie o kilka sekund wolniejszy od Martina Brundle’a, czyli wówczas etatowego kierowcy zespołu, a wynik Colina wystarczyłby, aby zakwalifikować się do Grand Prix Wielkiej Brytanii 1996. Choć nigdy nie planował pełnego przejścia do Formuły 1, test ten pokazał, że czysta szybkość i umiejętność adaptacji mogą być uniwersalne między rajdami i wyścigami. Mcrae pokazał tę zdolność także, m.in. biorąc udział w 24h Le Mans w 2004 roku i kończąc je na trzecim miejscu w klasie.
Nie tylko kierowcy rajdowi marzą o spróbowaniu sił na torach wyścigowych, historia zna również odwrotne przypadki – kierowców Formuły 1, którzy w ostatnich latach postanowili poważniej zmierzyć się z wyzwaniami rajdów samochodowych. W świecie wyścigowym, gdzie milimetry decydują o sukcesie, a każdy zakręt opanowuje się do perfekcji, wielu z nich odkryło, że rajdy to zupełnie inna filozofia jazdy – wymagająca nieco więcej improwizacji, zaufania do pilota i błyskawicznego przystosowania się do zmiennych warunków na trasie.
Z F1 na odcinki specjalne
Jednym z najsłynniejszych tego typu przykładów jest Kimi Räikkönen, mistrz świata Formuły 1 z 2007 roku. Po odejściu z Ferrari w 2009 roku Fin zaskoczył wszystkich, ogłaszając, że zamienia tory F1 na oesy WRC. W sezonach 2010–2011 startował w barwach Citroën Junior Team za kierownicą Citroëna C4 WRC, a następnie własnego zespołu ICE 1 Racing już w Citroënie DS3 WRC. Choć jego przygoda z rajdami nie przyniosła spektakularnych wyników, popularny „Iceman” wielokrotnie pokazał, że potrafił zbudować solidne tempo – jego najwyższym wynikiem na mecie było 5. miejsce w Rajdzie Turcji 2010. W tym samym roku odniósł także swoje zwycięstwo oesowe podczas Rajdu Niemiec. Sam Räikkönen wielokrotnie podkreślał, że gdyby zdobył tytuł w WRC, to w jego perspektywie znaczyłby on więcej niż zdobycie mistrzostwa w Formule 1.
Drugim Finem, który postąpił podobnie jest Heikki Kovalainen. W porównaniu do Räikkönena, jego historia może nie wydawać się aż tak spektakularna i być może jest nieco w cieniu bardziej utytułowanych nazwisk. Były kierowca McLarena i zwycięzca Grand Prix Węgier 2008 po zakończeniu kariery w Formule 1 przeniósł się do Japonii, gdzie startował w Super GT i zdobył mistrzostwo tej serii w sezonie 2016. Następnie spróbował swoich sił w rajdach. Sięgnął w nich po tytuł Rajdowego Mistrza Japonii w sezonach 2022 i 2023, udowadniając, że również poza torami wyścigowymi jest w stanie osiągać solidne rezultaty na zupełnie innym biegunie motorsportu.
Nie zapominajmy, że podobną drogą zmiany poszedł Robert Kubica, który po dramatycznym wypadku w rajdzie Ronde di Andora, na kilka lat poświęcił się rajdom i pełnej kampanii WRC. Jego tempo, szczególnie na asfalcie było imponujące – w 2013 roku został mistrzem w WRC2, a w sezonach 2014 i 2015 startował w już najwyższej kategorii WRC w prywatnym zespole, wygrywając pojedyncze odcinki specjalne i rywalizując z najlepszymi kierowcami świata. Dla Kubicy rajdy były jednak przede wszystkim sposobem na powrót do motorsportu po przerwie, zanim znów wrócił do ścigania na torach wyścigowych i w Formule 1, co jeszcze bardziej podkreśla i obrazuje, że każdy z wymienionych przypadków nieco różni się od siebie.
Potencjał na rozwój i dalsze sukcesy
Zmiana dyscypliny wymaga odwagi, pokory i ciekawości świata, a także chęci uczenia się od podstaw. W pewnym sensie jest to powrót do dawnych tradycji motorsportu, kiedy to większa liczba zawodników decydowała się różnorodne zmiany pomiędzy dyscyplinami sportu motorowego.
Historie takie jak Rovanpery, Loeba, Ogiera, Räikkönena, Kubicy oraz innych, niewymienionych w tym artykule nazwisk pokazują, że granica między rajdami a wyścigami nie musi być wcale aż tak odległa. Choć niewątpliwie różnią się one samą filozofią jazdy, to na przykład rajdowy styl jazdy nieco zbliżył się już przez lata do precyzyjnej jazdy znanej z torów wyścigowych.
Czy Kalle Rovanperä zrealizuje swoje marzenie o Formule 1? Czas pokaże. Jedno jest pewne – jego kariera już teraz wpisuje się w historię kierowców, którzy nie bali się pójść pod prąd i spróbowali czegoś zupełnie nowego. Patrząc na jego dotychczasowe osiągnięcia, trudno nie odnieść wrażenia, że to dopiero początek kolejnego, bogatego rozdziału jego kariery.



